Przeklinałam go w myślach. Po co w ogóle tu przyjeżdżałam? Na co Kazuma mnie tu przywiózł?! Chyba abym cięgle miała pod górkę. Cały czas coś się działo, ciągle miałam jakieś przeszkody. Wyklnęłam raz na głos po czym ruszyłam w którąkolwiek stronę. Nagle na mojej drodze stanął wilk. Z początku chciałam zacząć na niego wyklinać, ale gdy zaczął warczeć przeraziłam się i zaczęłam cofać się powoli, aż wywróciłam się o wystający korzeń. Nagle wilk uciekł a przede mną stanął Daniel.
-Wiesz, że szłaś w przeciwną stronę? - zapytał, wystawiając dłoń, aby pomóc mi wstać.
Wstałam sama, bez jego pomocy, otrzepałam się z piachu i mruknęłam:
-No i co?
-To, że akademia znajduje się po drugiej stronie?
-Teraz to możesz sobie iść. Sama sobie poradzę. - warknęłam.
-O co ci znowu chodzi?
-Zostawiłeś mnie w tym cholernym lesie samą, więc teraz możesz sobie iść. Nie potrzebuję twojej litościwej pomocy. - mruknęłam i ruszyłam znów w losowym kierunku.
-To w drugą stronę.
-Ale ja nie idę do akademii.
-A gdzie niby?
-Nie twoja sprawa. Wracaj sobie do szkoły. S A M.
Mimo tego co mówiłam miałam cichą nadzieję, że nie zostawi mnie tu znowu samej, myliłam się jednak. Gdyż po chwili już zniknął. Usiadłam na ziemi i oparłam się o drzewo. Westchnęłam cicho po czym poczułam jak ciepłe łzy spływają mi z oczu. Nie będę płakać. Pomyślałam po czym szybko wstałam z ziemi. Wyprostowałam się i ruszyłam gdziekolwiek, pewnym krokiem i nie przejmując się już dzikimi zwierzętami. Nie wiem gdzie zmierzałam, chciałam pokazać Danielowi, że sama potrafię o siebie zadbać i nie potrzebuje niańki, jak to mój brat uważa.
W końcu wyszłam z tego przeklętego lasu. Znajdowałam się w nieznanej m części miasta. Było tu ciemno i ponuro, jakby panował tu chaos, strach i nieszczęście. Kroczyłam tymi ulicami, było tu strasznie, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać. Było tu mało ludzi, prawie wcale, jednak widać było kilka osób, przemykających raz po raz przez cienie. Nagle ktoś mnie zaczepił.
-Co ty tu robisz? To nie miejsce dla takich dziewczynek jak ty. - zawołał jakiś chłopak.
Teraz w moją stronę szło dwóch chłopaków, obaj nie wyglądali na takich, co lubią rozmawiać, a chociażby uszanować kogoś. Przestraszyłam się ich i zaczęłam biec w przeciwną do nich stronę. Oni również zaczęli biec. Nie chcieli dać za wygraną. Na moje nieszczęście zaczęli mnie doganiać. Teraz to dopiero pragnęłam aby Daniel tutaj był. Mimo wszystko, on na pewno by ich pogonił. Tak, że by już nigdy nikogo nie zaczepili, ale go nie było. Wrócił sobie do szkoły i pewnie teraz ogląda jakiś film, nie interesując się co ze mną. W końcu musiałam stanąć, ze zmęczenia. Oni dogonili mnie i nie miałam już jak uciekać. Byłam przy ścianie. Zamknęłam oczy, nie chcąc wiedzieć czego chcą.
-Daniel, dlaczego nie ma ciebie akurat teraz? - zapytałam sama siebie.
Daniel? Daję ci tę wyjątkową szansę xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz