piątek, 18 listopada 2016

Od Aleksandra C.D Ismaela

W odpowiedzi na pytanie przytaknąłem tylko głową i żegnając się krótkim "Pa" zacząłem zmierzać do swojego pokoju. Starałem się nie pokazywać jak bardzo jestem szczęśliwy z tego jak daleko to zaszło.
Najchętniej od razu bym poszedł do niego, ale wolałem nie sprawiać wrażenia, aż tak przejętego.
Czas się strasznie dłużył, nie mogłem zdzierżyć pojedynczej minuty. Musiałem znaleźć sobie zajęcie. Stołówka w porze kolacji wydała się być wystarczająco ciekawa.
Mimo, iż nie byłem głodny zdecydowałem się na odwiedzenie tego miejsca i poobserwowanie ludzi. Tak po prostu.
Usiadłem w pustym stoliku w pobliżu wejścia. Udawałem, że przeglądam telefon choć tak na prawdę analizowałem kogo znam, a kto jest mi całkiem obcy.
Czasem zastanawiałem się czy ktoś jest nowy czy tylko nigdy nie rozmawialiśmy.
Moją atencję zdobyła nieduża dziewczyna z lokowanymi włosami i piegami. Te malutkie kropeczki zdobiące buzię zawsze dostawały najwięcej mojej uwagi. Mają w sobie coś takiego przyciągającego.
Musiałem się dobrze wysilić, żebym nie został przyłapany na wpatrywaniu się w tę bladą twarz.
Ostatecznie dałem sobie spokój przypominając sobie, że Ismael prosił mnie o wizytę.

***

Zatrzymałem się przed drzwiami jego pokoju. Podniosłem rękę, wstrzymawszy się na chwilę z decyzją odpuściłem sobie pukanie i zwyczajnie wszedłem. Chłopak nie wyglądał na zdziwionego moim prostackim wejściem, jakby spodziewał się tego. Wstał od biurka natychmiast, nie fatygując się nawet o podniesienie krzesła przez co wydało okropny dźwięk hamując o podłogę.
- Chcesz porozmawiać? - rzuciłem stając na przeciwko. Dzieliło nas kilka centymetrów, ale nie mogłem zaprzeczyć, że najchętniej pozbył bym się jakiejkolwiek odległości.
- Myhm... - zmierzył mnie wzrokiem zaczynając od stóp i niemal natychmiast przeszedł do twarz łapiąc moje spojrzenie. - Słuchaj... - mruknął, a w myślach pewnie dokładnie zastanawiał się nad każdym słowem. - Chciałbym wiedzieć co jest między nami
- Coś dobrego... Tak myślę - niesforne usta wygięły się w delikatnym uśmiechu.
- Ale co to znaczy? - zapytał jakby błagalnym głosem próbując wszystko sobie poukładać.
- Że chcę cię przytulić - pochwyciłem drobne ciało Ismaela podnosząc go do góry w uścisku. Okazało się to o wiele łatwiejsze niż myślałem i wystarczała mi tylko jedną ręka na tyłku, żeby go utrzymać. Sytuacja zmusiła chłopaka do otulenia moich bioder nogami.
- Oleek - moje imię brzmiało tysiące razy lepiej w ustach tego niskiego szatyna, niż w jakichkolwiek innych.
- No możesz - mruknąłem nie dając mu dokończyć.
Jednak nie wyglądał jakby zrozumiał o co mi chodziło, więc sam złączyłem nasze usta.
- To nie było specjalnie - odsunąłem się, kiedy Cartenly próbował odwzajemnić pocałunek i przedrzeźniałem jego słowa z rana przesadzonym, wysokim głosem.
Poczułem jak mój policzek zaczyna piec. Otworzyłem szerzej oczy nie będąc pewny czy to, że mnie spoliczkował było prawdą. Sam chyba nie mógł tego zrozumieć. Zasłonił buzię jakby bał się mojej reakcji.
- Co ty sobie wyobrażasz, co? - przerzuciłem go przez bark zaciskając rękę na kolanach, żeby ani nie spadł, ani nie mógł mi uciec.
Wymierzyłem bolesnego klapsa za karę, a on podkulił nogi próbując się wyrwać.
- Jeszcze? Nie ma sprawy - zaśmiałem się lekko ironicznie i powtórzyłem czynność.
- Weź przestań - błagalny pisk Ismaela zmusił mnie do odstawienia go na ziemię.
Stał zawstydzony, nie podnosząc na mnie wzroku i jęcząc z bólu.
- Dlaczego taki jesteś? - odepchnął mnie pretensjonalnie. - Kiedy próbuję rozmawiać o tym co czuje, to wszystko zawsze psujesz - warknął, lecz brzmiał jakby był na skraju płaczu.
- A co czujesz? - nabrałem powagi. Nie chciałem, żeby myślał, że nie obchodzi mnie to.
- Nie wiem... - mruknął drapiąc się po głowie i przechodząc z nogi na nogę.
Cisza między nami dała mi swobodę do zatoczenia kółka po pokoju powolnym krokiem.
- Ismael - próbowałem zwrócić uwagę szatyna, kiedy usiadłem na łóżku.
Ocknął się z zamyślenia i zajął miejsce obok mnie cicho sycząc pod nosem.
- Skoro nie chcesz zacząć, to ja to zrobię - poczułem kościste palce oplatające moją dłoń. - Cieszę się, że tu przyjechałem. Ciesze się, że cie poznałem. Nie żałuje niczego. No, może kilku rzeczy - uśmiechnąłem się próbując rozluźnić atmosferę. - I...
- I co? - przerwał mój monolog chcąc mnie pośpieszyć.
- Że jesteś dla mnie ważny - spojrzałem w niebieskie oczy szukając odwzajemnienia uczuć. - Bardzo ważny.
Poczułem tylko jak jego ciepłe ciało przylega do mojego tułowia. Odetchnął głęboko jak gdyby poczuł ulgę.
- Nic nie powiesz? - szepnąłem w miękkie, gęste włosy.
- Nie - dłonią przejechał po moim barku unosząc głowę do góry. - No możesz
W momencie przypomniałem sobie co działo się kilka chwil temu i obejmując drobną twarz chłopca znów złączając ciepłe usta.
Przedramionami objął moją szyje przyciągając mnie do siebie. Powędrowałem pod jego koszulkę błądząc palcami po ciele. Czułem jego przyśpieszony oddech i lekkie pomrukiwanie.
- Nie - jęknął, kiedy oderwałem się od jego warg by ściągnąć z siebie czarny t-shirt.
Wróciłem do pozostawionego w niedosycie Ismaela, z którego także pozbyłem się części ubrania.
Górując nad nim wydawał się jeszcze bardziej mały i delikatny niż zwykle. Dlatego też starałem się być bardziej łagodny w pieszczeniu jego szyi jakby bojąc się o uszkodzenie.
- Olek - szepnął z zakłopotaniem, gładząc mój policzek.
- Myhm? - nie miałem zamiaru przerywać, więc tylko wymamrotałem cokolwiek, żeby kontynuował swoją myśl.
- Olek, ja nie wiem - głaskanie zmieniło się w subtelne odepchnięcie.
- Nie ufasz mi? - zdystansowałem przestrzeń między nami, kiedy ten podparł się łokciami o łóżko.
- Tu nie chodzi o zaufanie - odparł wyjaśniając swoje słowa. - Tylko... boje się, czy mnie nie zostawisz - burknął pod nosem wzrokiem śledząc dłoń, którą ułożyłem na kruchym biodrze delikatnie przejeżdżając w górę i w dół.
- Dobra - kiwnąłem głową i usiadłem obok prostując nogi i opierając plecy o ścianę. - Mogę zaczekać
Mimo, że żałowałem tej decyzji to widząc zdezorientowanego siedemnastolatka posłałem mu ciepły uśmiech.
- Chodź - uniosłem ramię do góry zachęcając go do wspólnego oglądania.
Cartenly posłuchał i wtuliwszy się w mój bark włączył tv. Sprawnie przełączał kanały nie mogąc nic wybrać.
- O, to zostaw - rzuciłem kiedy minął dobrze znany mi horror "Tropicieli Mogił".
- Nie - dalej zmieniał filmy nie zwracając na mnie uwagi.
- Dlaczego? - zmarszczyłem brwi jak gdyby oburzony sprzeciwem.
- Po prostu nie - mruknął po raz drugi, a kąciki moich ust mimowolnie powędrowały do góry.
- Boisz się - dodałem prześmiewczo wyrywając pilota z jego ręki.
- Wcale nie. Oddaj to - ze stresu próbował odebrać swoją własność czerwieniąc się przy tym.
Ostatecznie wygrałem i zdecydowałem, że obejrzymy Grave Encounters.

***

- Będę szedł. Późno już - przytuliłem skulonego pod pościelą chłopaka na pożegnanie.
- Chyba oszalałeś - odparł prawie krzycząc, gdy zwlokłem się z łóżka.
- Daj spokój, nic ci się nie stanie - przetarłem zmęczone oczy starając się spławić strach szatyna. - Obiecuję
- Proszę - wyskoczył spod przykrycia łapiąc moją górną kończynę. - Mogę iść z tobą?
Zgodziłem się. Przez całą drogę między pokojami kurczowo trzymał się mojego boku.

Jak tylko przekroczyłem próg mieszkania rzuciłem się na swoje posłanie zakopując się w poduszkach. Jednym okiem zlustrowałem zdezorientowanego Ismaela i odsunąłem się robiąc miejsce obok siebie.
- Idziesz? - nie musiałem go długo prosić o dołączenie, ponieważ natychmiast znalazł się przy mnie.
Rozbudził mnie widok przygotowanych ścieżek na stoliku, które zostawiłem tu jakiś czas temu jak idiota nie myśląc o konsekwencjach, gdyby ktoś to zauważył.
- Zajmujesz mi tyle życia, że nie mam nawet na to czasu - stwierdziłem z uśmiechem podpierając się na łokciu.
- To dobrze - burknął układając się do snu.
- Chciałbyś spróbować? - rzuciłem sam odpowiadając sobie wzruszeniem ramion. - Ty w ogóle kiedyś... coś? - mruknąłem łapiąc kontakt wzrokowy.

Ismael?
Jakieś dzikie to wyszło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz