- Będzie Ci przeszkadzało jeśli się spotkam? - spytałem zerkając na niego.
W odpowiedzi dostałem tylko wzruszenie ramionami. Nie zamieniliśmy już ani słowa do czasu, gdy Laura przyszła. Podbiegła do nas jakoś dziwnie podekscytowana.
- W takim razie idę już, na razie - wstał i powolnym krokiem udał się w stronę akademii. Wzrokiem odprowadziłem go aż do samego wejścia i kiedy tylko znikł zacząłem słuchać co ma do powiedzenia dziewczyna.
- Too może opowiesz mi coś o sobie? - zapytała siadając obok mnie.
- Nie ma o czym. - odetchnąłem głęboko. - Uwierz.
Przez cały czas próbowała podtrzymać konwersacje, jednak odpowiedzi moje były bardzo proste i wymijające.
Nie mieliśmy o czym rozmawiać. Chciałem się po prostu stamtąd zmyć. Długo nalegała, żeby mnie odprowadzić i ostatecznie zgodziłem się z grzeczności.
- Nie pożegnasz się? - złapała mnie za przedramię, kiedy próbowałem wejść do mieszkania.
- Przecież powiedziałem pa - mruknąłem pod nosem.
- Może przytulas na koniec? - lekko zawstydzony uśmiech wymalował się na jej twarzy.
Nie miałem nic przeciwko, jeśli wreszcie dałaby mi spokój. Gdy tylko rozłożyłem ramiona wtuliła się we mnie i nie miała zamiaru puścić.
- Chyba już wystarczy - burknąłem próbując ją od siebie odepchnąć.
Jak tylko się uwolniłem wbiegłem za próg drzwi i zamknąłem je bez słów. Stałem chwilę przysłuchując się czy już poszła.
Przegapiłem kolację i byłem okropnie głodny. Pusty żołądek burczał dając się we znaki.
***
Zawitałem na stołówkę. Ani żywej duszy poza jedną osobą robiącą coś do picia. Zdaje się, że nie zauważyła mnie. Mimo głodu stwierdziłem, że to idealna okazja, żeby zafundować obcemu zawał serca. Znaczy, nie dosłownie. Chciałem tylko go nastraszyć.
Na ugiętych kolanach przechodziłem między stolikami, żeby zmniejszyć odległość między nami nadal zostając nie zauważonym.
Osoba, ubrana całkowicie na czarno z kapturem kryjącym jej twarz, przez co nie mogłem zidentyfikować kto to, powoli kończyła przygotowywać napój.
Brak czasu na obmyślenie planu zmusił mnie do gwałtownego ruchu. Objąłem chłopaka jedną kończyną za szyję by w prosty sposób móc pociągnąć go za sobą, a dłonią zakryłem usta.
- Cicho siedź jeśli Ci życie miłe. - warknąłem.
Obcy z zaskoczenia kopnął nogą w szafkę, rękami próbując rozluźnić mój chwyt na jego gardle. Zagłuszonym piskiem próbował się ratować. Puściłem go, gdy kaptur zsunął się z głowy i w pół mroku panującym w pomieszczeniu zobaczyłem bladą twarz Ismaela.
Tak samo zdziwiony jak on parsknąłem śmiechem.
- Jesteś jebnięty - rzucił, odpychając mnie od siebie. Z szeroko otwartymi oczyma i ciężkim oddechem wrócił do swojej herbaty.
- Dzięki - dumny ze swojego efektu zająłem miejsce przy stoliku i podparłem twarz pięścią. - Zrobisz mi coś do jedzenia? - mruknąłem przyglądając się jak chłopak, w mojej bluzie, kręci się po kuchni.
- Nie masz rąk? - sprawnie wymigał się od prośby.
- Niee... - jęknąłem kładąc się na blacie stolika. - No proszę
- Niee.. No proszę - przedrzeźniał mnie naśladując mój niski głos.
- Zrób - nalegałem dalej tym razem bardziej stanowczo.
- Zróóób - kontynuował swój teatrzyk wystawiając do mnie język.
- Ja ci pokaże krasnalu - wstałem gwałtownie, co spowodowało, że szurnięcie krzesła o podłogę odbiło się echem w sali. Podszedłem do niego otaczając małe ciało ramionami i uśmiechając się przez zaciśnięte zęby począłem łaskotać go. Wił się w spazmach jak opętany, nie mogąc wykrztusić żadnego słowa przez śmiech.
- Już masz dosyć? - spytałem szyderczo nie przestając go torturować.
Pokiwał głową twierdząco, kiedy jego twarz zaczynała robić się czerwona, a do oczu napłynęły łzy.
Przestałem, a zmęczony Ismael oparł się o blat wycierając policzki rękawem mojej bluzy, lekko uśmiechając się jeszcze.
- To jak? Zrobisz mi? - mruknąłem mrużąc oczy i zakładając ręce na piersi.
Znów ten sam odruch głowy mówiący; tak.
- Jajecznice z cebulką chce - odparłem zadowolony ze swojej wygranej.
- Nie za dużo byś chciał?
Nic nie odpowiedziałem. Czekałem tylko aż zabierze się do pracy.
Ismael?
teraz mi brak weny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz