-Czyli mam rozumieć, że dalej sobie sama poradzisz? - zapytał - Tylko uważaj gdzie stąpasz. W tym regionie roi się od takich. - dodał po chwili i zaczął gdzieś iść.
Szybko podbiegłam do niego i powiedziałam z płaczem:
-Nie. Nie idź be zemnie.
Widziałam, że czerpał satysfakcję teraz, z tego wszystkiego. W sumie mógł ją czerpać. Było mi głupio, że wcześniej byłam nastawiona przeciwko niemu. Dzisiaj uratował mnie dwa razy i pewnie gdybym nadal była taka uparta to zrobiłby to jeszcze kilka razy. Szłam obok niego, co jakiś czas nerwowo rozglądając się. Teraz byle liść szumiący mnie przerażał. Chciałabym być u siebie w domu, z siostrą, bratem i ojcem. W sumie, chciałam wracać bardziej do akademii. Jakoś bezpieczniej czułam się w tym budynku, niż gdziekolwiek indziej. Wolałam nie myśleć co by było, gdyby Daniel się nie pojawił. Dopiero teraz zaczęłam się interesować, skąd on w ogóle tam się znalazł. Pytać nie chciałam, wystarczyło mi na razie, że po prostu się zjawił.
W końcu dotarliśmy do akademii, weszliśmy do pokoju.
-Daniel... - zaczęłam trochę niepewnie.
-Hm? - zapytał idąc do kuchni.
-Wiesz... Chciałam cię przeprosić, że cię okłamałam. No i, że tak się na ciebie wciąż darłam. - powiedziałam - No i chciałam ci podziękować. Wolę nie myśleć co by było gdybyś się nie zjawił...
Daniel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz