sobota, 19 listopada 2016

Od Ivy do Devona


Zawsze sądziłam, że moment, w którym spotkam kogoś, kto stanie się dla mnie bardzo, bardzo ważny przypominać będzie scenę z filmu. Oczywiście nie żywcem zdjętą z ekranu, ze zwolnionym tempem czy z podłożoną klimatyczną ścieżką dźwiękową. Uważałam jednak, że będzie to coś zauważalnego, jak choćby trzepot serca czy jakiś wewnętrzny głos alarmujący o wyjątkowo rozproszonej uwadze.
Nic takiego nie miało miejsca. Kiedy po raz pierwszy spostrzegłam jego, powłóczącego nogami za nauczycielką, która kierowała go do budynku szkoły wydał mi się po prostu inny niż reszta. Tajemniczy, jakby wyobcowany, nie potrzebujący jakichkolwiek kontaktów z ludźmi i zaszyty w własnym świecie. Inny niż ja. Później to przypadek sprawił, że się poznaliśmy, za co jestem mu niezwykle wdzięczna. Wystarczyło zrobić kolejny krok, by w końcu cała machineria tej znajomości ruszyła truchtem, a następnie pędziła z prędkością światła.
Czasami chyba po prostu tak jest, że nie wiemy, co czujemy do drugiej osoby, dopóki jej oddech nie muśnie delikatnie naszej skóry, ramiona obejmą mocno w pasie, a słodycz ust o mało nie zwali z nóg. Tak przynajmniej jest ze mną.  
Tyle, że w przypływie emocji i zastoju czasu jaki wtedy ogarnia przestrzeń  dokoła możliwe jest, iż organizm przestanie chcieć z tobą współpracować i jedyne, na co pozwoli to wtulenie się w tors drugiej osoby wraz z analizowaniem jej zapachu. Wtedy ciało przejmuje kontrolę nad umysłem i można sobie wiele rzeczy chcieć, jednak czy dojdzie do skutku na przykład odwdzięczenie się równie pięknymi słowami? Otóż w moim przypadku to nie wyszło. Krótkie zdanie paliło mnie w gardle chcąc wydostać się na wolną przestrzeń niestety, usilnie powstrzymywane przez blokady afektywne.

Zdałam się na gesty, mocno łącząc ręce za plecami Devona, przylegając uchem do jego klatki piersiowej i wsłuchując się w rytmiczne bicie serca, gdy po chwili poczułam jak ciepłe dłonie przytrzymują mnie w tali. Nic więcej się dla mnie nie liczyło. Tylko nasze ciała przyklejone do siebie. Staliśmy tak przez całą wieczność, a nawet dłużej, kiedy chłopak jako pierwszy powrócił do rzeczywistości i lekko odsunął się ode mnie. Odrobinę zniesmaczona zakończeniem tego magicznego momentu spojrzałam w ciemne oczy bruneta, w których znów tańcowały te łobuzerskie ogniki. Spuściłam wzrok na dłonie wiszące w bezładzie wzdłuż moich boków zupełnie zapominając do czego służą, tymczasem one już wylądowały w rękach chłopaka w mocnym splocie naszych palców. Uśmiechnęłam się do niego szczęśliwa z efektów tej znajomości i pociągnęłam do salonu, gdzie popchnęłam go ostrożnie na kanapę z cichą obietnicą powrotu za chwilę. W odpowiedzi usłyszałam tylko niewyraźny pomruk, bo już wychodziłam z pokoju odwrócona do chłopaka plecami. Szybkim krokiem kieruję się do sypialni, żeby chwycić tylko stos leżących na biurku fotografii i na powrót ruszyć do czekającego na mnie Devona. Widząc jak wierci się na zamszowej wersalce uśmiecham się pod nosem i podkradam za niego chcąc go przestraszyć. Na szczęście przypominam sobie o jego uciążliwej fobii i nie tracąc przy tym momentu decyduję się na coś bardziej przewidywalnego. Lewą ręką przejeżdżam po umięśnionym ramieniu chłopaka zauważając, że jego głowa zgodnie z moim zamierzeniem kieruje się w tamtą stronę. Następnie pochylam się nad nim przylegając policzkiem do jego gęstych, brązowych włosów i wyciągam przed siebie plik zdjęć. Na pierwszym z nich znajduje się błyszczące ostatnimi promieniami zachodzące słońce rzucające ciepły blask na wysokie, iglaste drzewa i dwa pasące się na łące konie. Ciemnooki kiwa głową z uznaniem, wygląda na zamyślonego, jednak chyba nie spodziewa się co dokładnie mam mu do pokazania. Pozwalam, żeby zdjęcie na wierzchu spadło niedbale na szary dywan ukazując tym samym cel tej wystawy – odbitkę oprawionego przeze mnie zdjęcia, które już zajęło miejsce honorowe w moim pokoju. Chłopak wpatrywał się w nie chwilę, by następnie powrócić do przeglądania kolejnych fotografii z nami, jak i bez nas.
-Kiedy je zrobiłaś? –spytał nie odrywając wzroku od talii zdjęć.
-Ustawiłam wtedy aparat na balkonie, żeby mi się zdjęcia same robiły. Miały być gwiazdy, bo zapowiadali bezchmurną noc ale w niektóre – wskazałam palcem na fotos ukazujący mnie opierającą głowę o bark Devona z przewieszonym przez plecy kocem. – wprosiliśmy się sami. Nie żebym narzekała. Jedno mam już oprawione. –powiedziałam kiwając głową w stronę korytarza, na którego końcu znajduje się sypialnia. Następnym moim ruchem było przetoczenie się przez kanapę w stylu ‘koziołka’ i wylądowanie –przez przypadek- z głową na kolanach chłopaka tak, że oboje mogliśmy się nawzajem wpatrywać w swoje twarze. Chcąc, nie chcąc zarumieniłam się gdy ciemnooki musnął palcami mój policzek.

Resztę wieczoru zarezerwowaliśmy na porządny film akcji z miską popcornu i kocem okrywającym nas po samą szyję. Oparłam delikatnie głowę o ramię Devona, gdy powieki zaczęły mi ciążyć, a w głowie słyszałam już tylko głuche szumy dźwięków dochodzących z ekranu. Nie mam pojęcia, w którym momencie filmu odpłynęłam, ani kiedy chłopak zabrał mnie na ręce by ostrożnie ułożyć w miękkim łóżku. Przebudziłam się z lekka czując koralowe wargi w kąciku moich ust.
-Devon? –mój zaspany głos i dłoń łapiąca go łagodnie za nadgarstek sprawiły, że ciemnooki zatrzymał się wpół kroku i odwrócił twarzą do mnie. Wtedy właśnie poczułam jak wszystko, co zabarykadowało się dziś szczelnie w moim sercu i umyśle ma ochotę wydostać się na wolność. Żołądek się rozluźnił, a ja odzyskałam większą… autentyczność i świadomość świata dookoła nas. Wraz z ogromnym wydechem powietrza opuszczającym spragnione płuca z gardła wydostała się w końcu skrywana tajemnica. –Ja Ciebie też. Całego. –Po czym z powrotem oddałam się fali snu.

Devon? Nigdy w to nie wątpiłam c;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz