Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem, że mimo obietnic chłopak nie skończy z uzależnieniami. One nim zawładnęły gorzej niż jakiekolwiek uczucie, którym mnie darzył o ile takie faktycznie istniało, w tym momencie zwątpiłem we wszystko.
Każdy dotyk, pocałunek, każde słowo i niewypowiedziana myśl, wszystkie spojrzenia, te takie prosto w oczy stały się dla mnie pustym gestem odlatujących gdzieś w ataku paniki. W całym swoim strachu jedynym co przyszło mi na myśl to moje leki na epilepsję.
Nie wiem czy to da cokolwiek. Ekker nie jest w pełni człowiekiem i albo to wszystko pogorszy albo naprawi. Nie mogłem go nawet zmusić do połknięcia tabletki. Jego gardło jakby zaciskało się w spazmach całego ciała. Ten siny człowiek dygotał tak jakby całkiem świadomy próbował się wyrwać mojemu słabemu uściskowi. Jego oczy również drżały, z każdym ich zaciśnięciem wylewały się spod powiek strumienie łez, mieszały się z krwią i wydzieliną z nosa co jedynie wywołało u mnie odruch wymiotny. Rozpiąłem Olkowi zaplamioną koszulkę próbując przypomnieć sobie masaż serca. Uderzając kolejno w dołek między żebrami chłopaka, obserwowałem jak na jego twarz wolno napływają kolory. Kiedy chłopak wracał do zdrowia, ja byłem coraz mniej pewien tego czy chcę go ratować, złość, która zatrzęsła moim ciałem po chyba godzinnym śnie chłopaka przeważyła nad wszystkim. Nie miałem siły dłużej wlepiać wzroku w ledwo żywe ciało w głowie wciąż kłębiło się wspomnienie sprzed pół roku, kiedy to w ten sam sposób zmarła osoba dla mnie najważniejsza, ktoś z kim wiązałem przyszłość.
Teraz... Olek zrobił dokładnie to samo, nie mając na względzie moich uczuć. Zbyt rozdarty emocjonalnie jednak nie miałem sumienia zostawić go tu samego. Rozglądając się po pokoju zająłem miejsce na drugim łóżku, podkulając nogi pod brodę, zastygłem w bezruchu, poddając się myślom...
Czasem nie wiesz czy kogoś kochasz, czy nienawidzisz. Te dwa uczucia potrafią doskonale mieszać się ze sobą. Wydaje Ci się, że kogoś nienawidzisz, ale kieruje Tobą miłość, co wtedy? Czy jest sens brnąć w tę maskaradę kłamstw? Gdyby odpowiedzieć nie, to czy to znaczy, że nie kochasz? Czy sama maskarada była kłamstwem innych kłamstw? Bo jeśli kochasz, powiesz tak.
Zbyt rozległa logika by przeciętny człowiek odkrył co miłość ma na myśli, najgenialniejsze umysły są zbyt małe by dały radę objąć potęgę miłości. Można by rzecz, miłość dziedziną nauki, jednak czemu nie kieruje nią żadne równanie? Żaden wzór? Czemu nie jest określona jasnym prawem co druga osoba może, a czego jej niewolno.
Czemu kochając wszystko wybaczamy? Im więcej się wybacza, tym częściej słyszy się marne "przepraszam". Jednak czym jest to proste słowo przy szczerym wyznaniu "kocham Cię". I ilekolwiek razy byś tego nie usłyszał, zawsze postawisz te dwa słowa nad każde inne. Chociaż ta piękna sentencja z jego ust padła tylko raz stała się dla mnie podstawą całej reszty. Tego, że trwałem teraz przy nim pusto wlepiając wzrok przed siebie i myślę nad sensem miłości, sensem życia...
Takie bajanie o codzienności...
- Ismael? - ochrypły i zbolały głos wytrącił mnie z miłosnych rozterek przywracając do aktualnie aż zbyt smutnej rzeczywistości. Podniosłem się z łóżka patrząc na chłopaka, który jakby na złość mi postanowił zwrócić wszystko co zjadł do tej pory. - Prz... - zaczął na co machnąłem ręką.
- Zamknij się, nie chcę Cię słuchać - mruknąłem pod nosem podchodząc do chłopaka. Nie wiem jak, ale udało mi się przenieść lodowate ciało do swojego pokoju, zakopując w kołdrach na własnym łóżku. Chłopak nadal drżał, tym razem jednak tylko z zimna. - Nie ruszaj się stąd, idę ogarnąć Twój burdel - mruknąłem poprawiając kołdrę chłopaka. Wróciłem do pokoju chłopaka, śmierdziało w nim wszystkim na raz. Odetchnąłem cicho podchodząc do okna, otwierając je na całość szeroką poczułem jak zimne i świeże powietrze otula mnie, przyprawiając o dreszcze, powywalałem do prania brudne ubrania, zmieniłem pościel, wytarłem biurko, pozbierałem wszystko co jakkolwiek mogło sugerować mi, że zdarzenia zaistniałe w tym pokoju mogłoby odbiegać od zwykłych norm uczniowskich. Gdy w końcu z zadowoleniem doszedłem do wniosku, że pokój wrócił do dawnego porządku, opuściłem go nie chcąc zagłębiać się w tajemnice chłopaka. Droga do mojego własnego miejsca zamieszkania ciągnęła się z nieskończoność, nie chciałem tam wchodzić wiedziałem, że to co nastąpi za chwilę będzie miało odwrotny skutek do tego czego oczekiwałem. Wszedłem do pokoju od razu zamykając drzwi na klucz, po pierwsze na zewnątrz było już ciemno, cholernie dużo czasu zeszło mi do bezczynne siedzenie na łóżku, po drugie na pewno nie miałem zamiaru wypuszczać ledwo żywego spoza tego łóżka. Usiadłem przy chłopaku, cały blady, jego ciało nadal dygotało.
- Jesteś głodny, chce Ci się pić? - chłopak siknął głową na drugą część zdania. Zgarnąłem z biurka małą butelkę wody i podałem ją chłopakowi próbując pomóc mu wziąć chociaż łyka. Nie wiedziałem co dalej ze sobą zrobić, kręcąc się jeszcze chwilę po pokoju poczułem jak dopada mnie zmęczenie. Z jednej strony nie chciałem jeszcze iść spać, troska przeważyła nad złością, chciałem dopilnować by wszystko było dobrze i chłopak nie poczuł się źle. Z drugiej oczy same kleiły mi się do powiek, perspektywa oddania się w objęcia Morfeusza była zbyt obiecująca. Ułożyłem się na drugim końcu łóżka, szepcząc jakby do ściany głuche 'dobranoc'. Nie chciałem teraz być bliżej Olka, na co on sam nie pozwolił. Zimna ręka otuliła mnie lekko w pasie, kiedy powoli usypiałem. Drgnąłem lekko czując chłód jego skóry. Zapach chłopaka ponownie do mnie doszedł, wdarł się i otulił całego. Czasem nie zdawałem sobie sprawy z tego jak bardzo nie chcę go tracić.
- Olek... - szepnąłem. - Odwróciłem się do chłopaka, rezygnując ze wszystkiego czego uparcie trzymałem się przez ostatnie godziny. Objąłem go dłońmi wokół szyi, przerzucając jedną nogę wokół jego bioder. Jedną rękę przesunąłem za chwilę nieco niżej na jego barki. Przyciągnąłem chłopaka najmocniej jak potrafiłem, bałem się, że jeśli zelżę uścisk stanie się coś złego, przez co nikłe mięśnie powoli drżały mi od wysiłku. Ekker zdawał się tym kompletnie nie przejmować, dmuchając ciepłym oddechem wprost na moją szyję. Gdy atmosfera opadła, kiedy miałem go obok siebie, gdy mogłem spokojnie odetchnąć z ulgą... Po moich oczach zaczęły płynąć łzy.
- Proszę nie pozwól bym stracił w ten sposób kolejną osobę. Błagam... Nie zostawiaj mnie - załkałem cicho, próbując zbyt gwałtownie przełknąć ślinę. - Gdybym... Gdybym nie przyszedł... - chłopak wolnym nadgarstkiem przetarł moje mokre policzki nadal nic nie mówiąc - Obiecaj mi coś - zaśmiałem się z własnej dziecinności nim wypowiedziałem jakiekolwiek słowo - Kiedy poczujesz się lepiej, pojedziemy gdzieś... Gdziekolwiek tak na jeden cały dzień, tylko nie nad jezioro, gdzieś gdzie nie zmokniesz i się znowu nie rozchorujesz. Tylko masz wyzdrowieć sam, według tego jak normalny człowiek powinien się leczyć - uśmiechnąłem się ponownie zdając sobie sprawę z głupoty swojej mimo wszystko realnej zachcianki. Rozluźniłem lekko uścisk nadal nie wypuszczając go z objęć, odpłynąłem, napawany nadzieją i dziwną radością.
Aleksander?
Przepraszam, obliguje mnie brak czasu >.<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz