sobota, 12 listopada 2016

Od Aleksandra C.D Ismaela

Gdy tylko chłopak zniknął mi z oczu byłem strasznie zdziwiony. Równocześnie czując smutek i złość. Dlaczego jednego dnia jest wszystko idealnie, a kolejnego ktoś chce urwać z tobą całkowicie kontakt?
Obiecałem sobie, że przestane być tak nachalny. Przynajmniej w stosunku do niego. Jeżeli na prawdę nie chce mnie widzieć niech tak będzie. Ciężko będzie mi się z tym pogodzić, ale to nie koniec świata.
Wieczór minął spokojnie, ale cały czas męczyły mnie jego słowa. Nienawidzę cię i nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
Myślałem, że nie da się być bardziej zmiennym niż ja. Myślałem, że między nami wszystko zaczęło się układać. Myślałem, że wreszcie mi zaufał po części, że otworzył się przede mną.
Te słowa ponownie oddaliły nas od siebie.

***

Zmierzałem na kolejne zajęcia korytarzem, kiedy podbiegła Laura. Nie miałem zamiaru ukrywać poirytowania jej obecnością. Wywróciłem oczami spoglądając na nią.
- Słyszałam, że nie przyjaźnisz się już z Ismaelem? - poprawiła ramiączko torby i próbowała dotrzymać kroku.
Wzruszyłem ramionami, a na mojej twarzy wymalowało się znudzenie. Choć zacząłem się zastanawiać skąd to wiedziała. On jej nie powiedział, jestem tego pewny. Więc jak, słyszała nas?
- Trochę dziwak z niego, mógłbyś się zadawać z kimś normalniejszym. - mimo iż szepnęła to słowa brzmiały bardzo pewnie w jej ustach.
Zatrzymałem się oburzony i rzuciłem wściekłe spojrzenie w jej stronę.
- Może i dziwak, ale ja to lubię - warknąłem i skręciłem zbaczając ze swojego kursu tylko po to, żeby nie musieć iść z nią.

Po zakończonych lekcjach wpadłem do biblioteki. Cartenly już tam siedział. Nie podszedłem, lecz zająłem miejsce wystarczająco daleko, żeby nie rozmawiać, ale na tyle blisko by móc go oglądać.
Niestety cisza nie trwała zbyt długo. Natrętna dziewczyna zjawiła się chwilę później jakby mnie śledziła. Usiadła obok. Udając, że czyta książkę cały czas posyłała mi uśmiechy na zmianę z bacznym obserwowaniem siedemnastolatka. Nawet na nas nie spojrzał, trzymał się kurczowo swoich zadań.

***

Wieczorem, grzejąc się pod ciepłą kołdrą zdecydowałem, że napisze do niego. Ciekawość pomieszana ze złością zwyciężyła.
Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi? 
Odpowiedź dostałem dopiero pół godziny później, gdy już myślałem, że nie ma zamiaru się odezwać.
Po prostu trzymaj się z daleka
Krew gotowała się w żyłach. Nienawidziłem niejasności. Życzyłem sobie konkretnej odpowiedzi, inaczej nie miałem zamiaru dać mu spokoju.
Ale dlaczego? Nie wiem co sobie kurwa ubzdurałeś, ale nie mam zamiaru się domyślać
Byłem po prostu zły i miałem zamiar sprowadzić go na ziemię. Czy tego chciał czy nie.
Prosze nie utrudniaj
Przesadził. Tym razem zamiast wysłać kolejną wiadomość po prostu zadzwoniłem. Odebrał natychmiast.
- Halo? - cienki głos Ismaela załamał się w tak krótkim słowie.
- O co ci chodzi? - rzuciłem na stracie, ponieważ dobrze wiedziałem, że ma pojęcie kto dzwoni. - Dlaczego ty nigdy nie chcesz mi podać powodów? - miałem ochotę mu nawtykać, pretensje same sunęły mi się na język. - Nie rozumiem. Wytłumacz mi czemu ciągle próbujesz wszystko kryć?
Czemu cały czas uciekasz przed wszystkim i wszystkimi? Zachowujesz się jak kompletna pizda. I najgorsze jest to, że nie wiem czy tylko jestem wkurwiony, czy to ty mnie wkurwiasz. - skończyłem wydmuchując wściekle powietrze nosem czekając na reakcję.
Niestety nikt się nie odzywał.
- Jesteś tam? - spytałem już dużo spokojniej, ale nadal z powagą.
- Masz rację - jęknął pociągając nosem i dodał. - Masz rację. Przepraszam, ale...
Znów urwał nie kończąc, jakby bał się czegoś.
- Ale co? - ponagliłem.
- To jedyne wyjście - mruknął rozłączając się.
Szał jaki targał moim umysłem i ciałem był nie do zniesienia. Ze zdenerwowania nie mogłem zasnąć.

***

Cały kolejny dzień spędziłem na unikaniu każdego. Nie chciałem rozmawiać. Byłem wykończony brakiem snu i pełen złości. Wszystko mnie irytowało. Nie potrafiłem nad tym panować.
Wstałem przysłowiową lewą nogą i każdy kto mnie spotkał tego dnia poczuł to mniej lub bardziej.
Sprawca mojego humoru także mi się dzisiaj przewinął.
Przechodząc koło mojego stolika zatrzymał się na chwilę, by zerknąć na mnie.
- Na co się gapisz? - mruknąłem nie zwracając na niego zbytnio uwagi.

Ismael?
Troche za późno przypomniałam sobie, że Isa rozbił telefon, więc udajmy jakby to stało się przed tym XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz