sobota, 12 listopada 2016

Od Kayline CD. Daniela

Nawet nie pomyślałam, by spytać gdzie jedziemy. Było mi to jak najbardziej obojętne, zważywszy na to że gorzej być nie może. Mam z nim spędzić kolejne dni z tym egoistą...
- Daleko jeszcze? - jęknęłam, ponownie zajmując tylne siedzenie.
- Tak. - Odparł krótko, odpalając silnik. Od dłuższego czasu na horyzoncie pojawiały się jedynie pola, a na nich albo zwierzęta, albo jakieś uprawy. Żadko zdarzały się zielone łąki. Wszystkie domki wydawały się być puste, a jeżeli już ktoś w nich był, darł się że motor połoszy jego bydło i owce. Zaczynało mnie to denerwować, więc powiedziałam abyśmy znaleźli jakiś w miarę "normalnie" wyglądający budynek. Nie to, że tylko ci bogatsi są w miarę normalni, ale nie chcieliśmy słuchać jak to straszymy zwierzęta. Okazja nadarzyła się, gdy przed nami pojawił się widocznie nowa, drewniana chatka, a w małym ogródku obok była jakaś starsza pani. Wyglądała na miłą...
- Zatrzymaj się. - westchnęłam, chcąc podjąć kolejną próbę załatwienia nam noclegu. Chwilowe spojrzenie na mały, lecz gęsty las i podeszłam do czerwonej, zardzewiałej furtki. Przybierając szeroki uśmiech, zadzwoniłam dzwonkiem, przyciągając uwagę kobiety. Była niższa ode mnie, miała kręcone siwe włosy i okulary z napisami po bokach. Jej strój był... Typowy. Sukienka z wieloma wzorami i bordowa narzutka. Jednak jej oczy... Jedno było niebieskie, więc mroziło spojrzeniem, a drugie złoto czerwone. Były takie... Hipnotyzujące. Wpatrywałam się w nią nie zdając sobie sprawy, iż ona sama czekała przede mną na jakąkolwiek reakcję.
- Przepraszam- potrząsałam głową - ja i... Mój przyjaciel szukamy noclegu, a nikt inny nie chciał nam pomóc. I czy ma pani może..
- Wolne pokoje? - przerwała mi- mam jeden, z piętrowym łóżkiem. Pomieścicie się - uśmiechnęła się, gestem ręki zapraszając mnie i Daniela. Poszłam przodem, gdyż on musiał "zabezpieczyć " swój pojazd. Dosyć szybko to poszło... Aż dziwnie.
Otworzyła przede mną drzwi, ukazujące skromnie urządzony przedpokój. Dalej,  obok schodów po lewej stronie była kuchnia z jadalnią, po prawej łazienka, a na górze pokoje. W dużym skrócie opowiedziano nam o rozkadzie tego mieszkanka, po czym weszliśmy do kuchni. Zasiedliśmy przy małym stoliku.
- Na ile chcielibyście zostać? - spytała ze spokojem, takim miłym, ciepłym głosem.
- Na kilka dni- spojrzałam porozumiewawczo na mężczyznę, opierającego się o jeden z blatów.
- Tylko wy tak?
- Tak.
- No dobrze. Tam jest wasz pokój, resztę sobie obejrzycie potem. - ręką wskazała na te strome schody. Były niemalże pionowe.
- Jeszcze raz dziękujemy. - zwróciłam się do niej, po czym z lekkim trudem i narzekaniem Daniela że mam iść szybciej, znalazłam korytarz na końcu którego były drzwi.
Otwierając je, od razu zauważyłam piętrowe łóżko.
- Ja górne. - powiedzieliśmy razem. I zerwaliśmy się do wolnego biegu. Zwinnym ruchem wskoczyłam na łóżko i rozłożyłam się na nim. Widząc jego powolne ruchu, myślałam że dał sobie spokój. Ale nie... Chwilę potem pojawił się obok, przez co zmuszona byłam skulona siedzieć przy ścianie. Próbowałam go zepchnąć - nic. Skorzystałam z jego techniki i położyłam się na nim.
- Albo idziesz na dół, albo będziesz zmuszony spać ze mną. A tego chyba nie chcesz.

<Daniel? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz