***
Ludzie siedzą tu ze stłuczonymi palcami albo receptami, blokując kolejkę kiedy inni tak naprawdę potrzebują pomocy. Na przykład taka Ivy - w ciągu ostatniej godziny ból wzrósł trzykrotnie, do tego jest lekko odwodniona i przemęczona. Gdzie tu logika? Koniec mojej cierpliwości jest tam gdzie koniec kolejki do lekarza. Wychodzę na świeże powietrze, bez namysłu zostawiając dziewczynę samą na krześle. Jej kroki słyszę za sobą aż do samochodu, o którego maskę opieram się aby spojrzeć w niebo.
-Nie musimy tu sterczeć.. - rozpoczyna łagodnym głosem a jej dłoń ląduje na moim ramieniu.
-Nie byłbym tutaj gdyby nie było ku temu powodów - skutecznie uciekam od rozmowy, kolejny raz mogąc oddać się swoim myślom.
-Jedźmy do akademii, marzę jedynie o łóżku - teraz moje ramię służy jako poduszka dla głowy Ivy. Lekki acz zimny wiatr zmusza nas do ukrycia się w samochodzie i wybraniu pomiędzy kolejką a dalszą podróżą.
-Masz rację, czas wracać.
***
Droga mija mi na słuchaniu spokojnych piosenek w radiu, obserwowaniu drogi i co jakiś czas doglądaniu dziewczyny. Żadne z tych nie sprawia mi trudności, więc szybko dobieramy na miejsce. Tam pojawia się niewielka trudność. Brak serca do zbudzenia dziewczyny podsuwa mi pomysł zabrania jej do siebie na tę noc i zaopiekowanie się nią do samego rana. Wykonanie nie jest złe dopóki nie pojawiają się wąskie drzwi. Przeciskam się bokiem ze smacznie śpiącą jasnowłosą na rękach, tym samym docierając do swojego pokoju. Udadzam Ivy na łóżku, przykrywam ją kołdrą po czym wracam po nasze torby do auta zamykając za sobą drzwi na klucz. Kolejne dwa kursy męczą mnie na tyle, aby powieki same nasuwały się na oczy domagając się odpoczynku. Kładę się na kanapie, więcej już nie myśląc. Nie wiem nawet czy zamknąłem drzwi, gdzie zostawiłem rzeczy i czy auto nie jest otwarte. Po prostu odpływam bez zbędnego wytężania umysłu.
Ivy? Nie obchodzi mnie jak to zrobię, ale ten wątek ciągnąć dalej będę. Koniec kropka. Bunt szatana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz