Wysiedliśmy z samochodu czując zimne powietrze brzydkiego poranka.
Pogada nie dopisywała, lekki deszcz okalał nam twarz sprawiając, że włosy chłopaka zaczęły klieć się mu do twarzy. Stał tam nie martwiąc się o to, że moknie, jakby to było ważne bym ja wszedł tam pierwszy.
- Twoi dziadkowie też byli bogaci - stwierdził ze swego rodzaju zakłopotaniem, bałem się, że jest na mnie o to wszystko po prostu zły.
- Nie. To mojego dziadka, znaczy jej drugiego męża, ale on jest wspaniałym człowiekiem - mruknąłem lekko zamyślony. Chłopak ze zrozumiemiem pokiwał głową lekko się przy tym uśmiechając. Odruchowo zabrałem wszystkie nasze rzeczy jakbym chociaż tym chciał mu to wynagrodzić. Weszliśmy do windy by udać się na piętnaste piętro gdzie czekało na nas mieszkanie jakby z amerykańskich filmów kiedy to nadziany biznesmen i jego chwilowa kobieta wynajmowali najlepszy hotel w mieście na jedną szybką noc.
- Gdzie jest Twój pokój? - spojrzał na mnie pytajaco ignorując resztę okazałego domu. Wskazałem ręką swoją prawą stronę, wprost do pokoju gdzie prowadziły nadwyraz zwyczajne jak na okazalość budynku drzwi. Chłopak nie pytając o pozwolenie minął mnie i wszedł do środka przez co natychmiast ruszyłem za nim, sam chciałem sobie przypomnieć swój jakże zwykły pokój.
Poza stojącym w rogu pianinie o pięknej, śnieżnobiałej barwie pomieszczenie to nie różniło się niczym od pokoju przeciętnego nastolatka. Plakaty koszykarzy były porozwieszane niemal wszędzie.
- Lubisz koszykówkę? - roześmiał się blondyn patrząc na mnie z ironią. Jego wzrok wyraźnie sugerował mi, że to załosne.
- Wiem, że jestem na to za niski - mruknąłem zabierając mu plakat Davida Robinsona - Ale nie musisz się śmiać - wytknąłrm chłopakowi ze złością lekko urażony. Blondyn jednak nie przerwał śmiechu rozkładając się na łóżku by dalej kontynuować przegląd pokoju. Blade meble beżowego odcieniu wpasowały się w brudno-szary kolor ścian.
Łóżko z pościelą w czarno-białe nuty oraz dziesiątkami poduszek, klasyczne biurko, a na nim wielomiesięczne kartki, do których Olek natychmiast się zbliżył, kiedy usiadł na krześle nie uniosły się żadne drobinki kurzu, dziwne, że moja babcia dbała o porządek w tym miejscu, tęskniła za mną? Zrobiłem krok w stronę towarzysza pochylając się w stronę kartek tuż nad jego ramieniem próbując rozczytać coś z niezgrabnego charakteru pisma.
- Co to? - spytał Aleksander zerkając to na mnie to na kartki. Jego oddech za każdym razem łaskotał mój policzek. Zastanowiłem się nad zadanym przez chłopaka pytaniem jednak nie znalazłem w głowie żadnego wspomnienia, które posłużyłoby jako wyjaśnienie tekstu.
- Nie mam pojęcia - odparłem odchodząc od chłopaka. Opadłem bezsilnie na łóżko wtulajac twarz w poduszkę, to nie było na moje nerwy. Miałem dość. Wszystko co działo się teraz w moim życiu kłębiło się również w mojej głowie rozsadzając ja w bólu.
- Ismael? - czyjaś dłoń opadła na moje łopatki, nie robiąc nic więcej. Podniosłem wzrok z nieodpartym wrażeniem, że ciepło, które kumulowało się w mojej łopatce wpływało na całe ciało. - Będzie dobrze - chłopak poklepał mnie jedynie po wspomnianej łopatce i odsunął na brzeg łóżka.
- To trudne, ona była cudowna, bardzo mnie kochała tak samo jak ja ją - szepnąłem ściskając w dłoni skrawek kołdry w dłoni - Masz rację, to nieważne, będzie lepiej - przejechałem dłonią po zmęczonej twarzy - Choć - złapałem chłopaka za dłoń i wyciągnąłem z pokoju. Coś narzekał, że jest zmęczony, zignorowałem to wiedząc, że zaraz wyśpi się w czymś znacznie wygodniejszym niż moje małe łóżko.
Wprowadziłem chłopaka do ogromnego pokoju, właściwie to pokój był mniej ważny jeśli wziąć pod uwagę ogromne łóżko wypełnione poduszkami, kołdrami i kocami. Zaśmiałem się głośno widząc jak chłopak z głośnym westchnieniem pada na łóżko zakupując się w kołdrze.
- Mogę tu spać? - spytał. Nie odpowiedziałem zostawiając Olka samego w jego raju. Byłem na siebie wściekły, po raz ostatni cokolwiek dla mnie zaryzykował. Usiadłem na kuchennym stole zastanawiając się nad czymkolwiek co można było zrobić z zapasów babci do jedzenia. Nie grzebiąc w przepisach kulinarnych wyjąłem makaron pomidory, ser żółty i przyprawy.
Przygotowanie posiłku poszło mi lepiej niż myślałem, jednak kuchnia budziła we mnie dość trudne uczucia, nie wiem czy przez to, że dawno się nie widzieliśmy czy może przez to, że nie byłem tu sam ale jeszcze do końca nie dotarło do mnie co się stało z kobietą, która mnie wychowała.
Westchnąłem cicho kuląc się mocniej na kanapie, powoli przeskakiwałem z kanału na kanał szukając czegoś co oderwie moje myśli od ciężkich do zniesienia wydarzeń.
W końcu średnio ciekawy film o amerykańskim płatnym zabójcy znudził mnie na tyle, że odpłynąłem na czarnej, skórzanej kanapie.
***
Nie wiem po jakim czasie się obudziłem, ale nie leżałem już na kanapie, a w wygodnym i ciepłym łóżku. Na dworze jakby świtało ale ja samym spaniem byłem zbyt zmęczony by spojrzeć na zegarek.
To dzisiaj...
Dzisiaj miałem zmierzyć się ze śmiercią najbliższej mi osoby. Ujrzeć puste zwłoki, zamknięte usta, zaciśnięte powieki. Bolesna porażka, dla osób żyjących, którą będą rozpamiętywali przez długie, długie lata...
Przesunąłem dłonią po spuchniętych powiekach próbując zebrać myśli w całość na tyle spójną by choć na chwilę odwrócić uwagę od tego wszystkiego. Woda w łazience szumiała od momentu mojego przebudzenia, a i pewnie dużo wcześniej ja również marzyłem o tym by wziąć chociaż szybki prysznic. Atmosfera domu była ciężka, zdawał się być mi kompletnie obcy i pusty jak gdybym zawitał do niego pierwszy raz. Kiedy zwlokłem się z łóżka drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich stanął wysoki blondyn, wyglądał jakoś inaczej ale nie umiałem określić dlaczego.
- Przepraszam nie chciałem Cię obudzić - mruknął z zakłopotaniem na co machnąłem ręką.
- Nie obudziłeś, zresztą i tak muszę wstać - odchrząknąłem czując zażenowanie faktem, że na kanapie zasnąłem w pełnym ubraniu, a teraz siedziałem w samej podkoszulce i bokserkach. - Jadłeś wczoraj? - przypomniałem sobie o tym, że właściwie to zapomniałem powiedzieć chłopakowi o obiedzie, ale jak zdążyłem go poznać pewnie przekopał już całą kuchnie.
- I dzisiaj też - uśmiechnął się cwaniacko - A Ty jesteś głodny? - obserwowałem jak chłopak wyciera mokre włosy ręcznikiem.
- Nie. Chyba nie - odwróciłem wzrok od chłopaka, którego jedynym ubraniem również był ręcznik. - Idę się wykąpać - rzuciłem opuszczając pokój.
Znalazłem się w olbrzymiej łazience, wspominając godziny, które spędzałem w oczekiwaniu na babcię. Zasłużyła na życie w luksusie. Przez tak wiele lat zbierała grosz do grosza bym miał wszystko czego potrzebuję. Wpełzłem pod prysznic by po chwili do moich nozdrzy wdarł się przyejmny brzoskwiniowy zapach. Szorowałem skórę jakbym chciał zmazać z niej wszystkie emocje i brud całego życia. Spłukałem ciało wodą, umyłem włosy i cały mokry wyszedłem spod prysznica. Z różowymi policzkami i lepiącymi się do twarzy włosami wyglądałem nawet uroczo. Zaśmiałem się do siebie i po wysuszeniu ciała założyłem bokserki i luźną koszulkę.
- Ja nie chcę - wszedłem do pokoju uprzednio pókając. Aleksandra zastałem już ubranego. W garniturze wyglądał zupełnie inaczej, miałem teraz przed sobą dorosłego chłopaka, pewnego siebie, poważnego. Wiedziałem, że czuł się tak jakby brał za mnie odpowiedzialność bo właśnie tak było, czułem się dziwnie widząc Olka teraz lekki ucisk w brzuchu i stres wziął nade mną górę.
- Rumienisz się - zauważył z ironią.
- Wcale nie - odciąłem się pdwracając wzrok. Sam równierz zrobiłem to samo co Olek chwilę temu. Podszedłem do swojej walizki wyjmując z niej idealnie złożony garnitur.
- Wyjdziesz? - poprosiłem speszony jego obecnością. Ekker roześmiał się przyjaźnie i kręcąc głową wyszedł. Ja wyjąłem w tym czasie pliki banknotów spod biurka. Dziadek nie wiedział, że babcia trzymała tutaj pieniądze na swój pogrzeb.
Nadal był w szpitalu, a ja bałem się tego spotkania. Schowałem pieniądze do grubej koperty tak by one wszystkie weszły. Pewien byłem, że wszystkie opłaty dawno uregulował Anderson ale musiałem mu to oddać.
- Ismael, idziemy? - blondwłosy wkradł się do pokoju lustrując mnie wzrokiem. Ostatni raz poprawiłem włosy i garnitur, gotów do wyjścia.
- Jesteś pewien, że wszystko jest załatwione? - spojrzał na mnie raz jeszcze pytając o szczegóły dzisiejszego pogrzebu.
- Tak. Musimy tylko jechać do szpitala po dziadka i do Kościoła. Chyba nie rozumiem dobrze co się stało wiesz? Nigdy wcześniej nikt mi nie umarł - szepnąłem szukając pocieszenia we wzroku Aleksandra. Ten jedynie zbliżył się do mnie i położył ręce na ramionach. Ich ciężar uspokił moje rozdygotane ciało.. Mogliśmy wychodzić.
***
Pogrzeb minął, a emocję opadały. Jak przez mgłę pamiętam wszystkie targające mną emocje oraz chwile spędzone przy grobie kobiety, która mnie wychowała. Dziadka już z nami nie było, pierwszy raz widziałem go tak załamanego.
Pierwszy i ostatni, nigdy już nie chciałem wracać do tego chorego miasta, do całej Australii i zamykając ten moment swojego życia chciałem zamknąć cały jego rodział. Po raz kolejny wymazać te siedemnaście lat życia, zostawić wszystko w tyle. Ucieczka od przeszłości to coś co wydawało mi się tak bliskie, że niemal kompletnie nierealne.
- Czemu tu stoimy? - z zamyślenia wyrwał mnie Aleksander, o którym kompletnie zapomniałem.
O zapomnieniu mówiąc...
- Moja babcia opowiadała mi, że jeśli przyjdziesz tu wieczorem po ciężkim dniu to on ostatnie wymazany z Twojej pamięci. Wiem, że to bajka, ale czemu nie spróbować? - zaśmiałem się sucho opierając dłonie na ramie małego mostka, pod którym znajdował się nieduży staw. Wszystko znajdowało się w lesie, byliśmy sami oboje zajęci czymś o czym to drugie miało się nigdy nie dowiedzieć - To było jej miejsce. Pierwszy raz przyprowadziła mnie tu jak miałem 12 może 13 lat, nie pamiętam - ponowny wymuszony śmiech przebrnął przez moje gardło. Spojrzałem błagalnie na chłopaka chcąc by on zmienił jakoś tą żałosną sytuację. - Oleek - mruknąłem i tym razem nie śpiesząc się z wycofaniem wtuliłem się w chłopaka.
Olek?
Na wiecej mnie dzis nie stac. Pomysl musi poczekac
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz