środa, 16 listopada 2016

Od Aleksandra C.D Ismaela

Ismael oplótł mnie w pasie chudymi rękami, ciałem przylegając jeszcze bliżej. Różnica wzrostu pozwoliła mu na oparcie twarzy o mój bark.
Trochę zdezorientowany objąłem go jednym przedramieniem przyciągając mocniej do siebie, a dłoń wolnej kończyny schowałem w gęstych, ciemnych włosach.
- Gdzie jest Twoja rodzina? - wypalił przerywając miłą atmosferę i podniósł wzrok do góry.
Wzruszyłem ramionami nie puszczając go ani na chwilę i nie chcąc wyglądać źle zmusiłem się do uśmiechu.
- Co to znaczy? - powtórzył moje ruchy.
- Nie istotne, nie ma ich - odparłem jakby bez emocji i nie szczególnie udawałem. Na prawdę średnio mnie to ruszało. - Nie żyją
- A... przepraszam - mruknął spuszczając głowę w dół oglądając nasze buty.
- Za co? Nie zabiłeś ich - wyśmiałem skruchę chłopaka i pociągnąwszy nas oboje w tył oparłem się plecami o poręcz.
- Too jak umarli? - zapytał, po raz kolejny unosząc wzrok do góry.
- Mamusia białaczka, aaa ojciec wypadek - posłałem kolejny ciepły uśmiech przyglądając się siedemnastolatkowi, który nie mógł określić dlaczego tak łatwo o tym mówię.
- Nie dogadywaliście się? - rozluźnił uścisk stając naprzeciwko. - Kto się tobą zajął?
- Lol, tata to był serio fajny facet, taki jakby autorytet, szanowałem go... Jak mało kogo - założyłem ręce na piersi przypominając sobie różne sytuacje z życia. - A mama, trochę się jej bałem - prychnąłem pod nosem. - Czasem była przerażająca
- Ale co było potem? - sprawiał wrażenie, jakby faktycznie go to interesowało. Ciekawe uczucie.
- Potem? Potem było chujowo... Nie miał się kto nami zająć, więc trafiliśmy do sierocińca - zacisnąłem usta i próbowałem utrzymać leniwe powieki.
- Nami? Masz rodzeństwo? - powtórzył i dopiero teraz dotarło do mnie co powiedziałem. Nie chciałem pokazać, że to coś ważnego, zwykła pomyłka, przejęzyczenie.
- Nie - mruknąłem nadal nie dając po sobie poznać. Nie chciałem, żeby interesował się kimś kogo sam do końca nie znałem, kogo straciłem lata temu i kogo nawet nie chciało mi się szukać.
- Przecież powiedzia...
- Pomyliłem się, jezu - nie dałem mu nawet dokończyć, wolałem urwać temat zanim mógł się bardziej rozkręcić. - Zimno mi, wracajmy - zarządziłem biorąc pod swoje ramię Ismaela i zmuszając go do pójścia.

***

- Opowiedz coś jeszcze - chłopak rzucił się na sofę wyłączając telewizor.
- Ale o czym? - założyłem ręce za głowę by oprzeć się na nich.
- No, jak to jest, wiesz... Być całkiem sam? - wyglądał jakby bał się, że mnie obrazi tymi słowami. Wzrok wbił w podłogę stukając palcami o kubek herbaty.
- Cudownie, idealnie, przepięknie -  wyrecytowałem z przerysowaną dumą. - A jak ma być? Myślisz, że dlaczego zainteresowałem się akademią? - dodałem z lekką irytacją w głosie co ciemnowłosy dobrze wyczuł, bo po raz kolejny speszył się. W odpowiedzi tylko kiwnął głową przecząco.
- Nie miałem co ze sobą zrobić, dlatego - odetchnąłem głęboko.
Był już środek nocy, a jutro mieliśmy wracać. Nie chciałem zbytnio dłużej rozmawiać, senność odbierała mi siły. Wstałem bez słowa licząc, że on uczyni to samo. Gdy tak się nie stało, zbliżyłem się do kanapy od tyłu unosząc podbródek Ismaela palcem wskazującym.
- Hmm? - mruknął spoglądając na mnie jak zbity pies.
- Idziesz? - kiwnąłem głową w stronę naszych pokoi.
Bez pośpiechu stanął na równe nogi i podążał za mną do czasu gdzie mieliśmy się rozdzielić.
- Ej, nie chciałbyś może... - przeczesałem palcami włosy próbując ująć myśli w słowa. - Zostać ze mną? Strasznie tam pusto i... jakoś dziwnie.
Nie wiedząc co powiedzieć otworzył szerzej oczy. Cisza jaka zapadła między nami sprawiała, że poczułem się odrzucony.
- Dobra, nie ważne - mruknąłem i odwróciłem się zrezygnowany.
- Okej - normalnie nie usłyszałbym takiego cichego szeptu, ale w tamtym domu było tak spokojnie, żadnych dźwięków od sąsiadów czy z ulic.

Przekręciłem się na łóżku. Zajmowaliśmy dwa przeciwne końce. Obserwowałem jak Cartenly spokojnie oddycha, leżąc na plecach z jedną ręką pod poduszką. Spał z otwartą buzią toteż w pewnym momencie zaczął się nawet ślinić.
Ułożyłem się w tej samej pozycji by móc dalej rozmyślać, ale zmiana miejsca rozbudziła chłopaka. Otworzył jedno zaspane oko kierując wzrok prosto na mnie.
- Ale się wiercisz - mruknął.
- Nie wygodnie mi - odparłem półszeptem i przysunąłem się bliżej zmniejszając odległość między nami.
Nic już nie powiedział, obrócił się tylko tyłem kontynuując spanie.
Zacząłem bawić się delikatnie miękkimi, czekoladowymi włosami. Znudzony głaskaniem i przewracaniem nimi, wskazującym palcem przejechałem po linii kręgosłupa na jego ciele. Szukałem uwagi, ale nie zapowiadało się na to, więc dalej wyznaczałem drogi na skórze. Zabawę przerwały mi ciarki, które przeszyły organizm Ismaela.
- Olek, co ty robisz? - zapytał zachrypniętym głosem nie zmieniając pozycji.
- Nic - kąciki ust same powędrowały do góry czując małe zwycięstwo.
- Mógłbyś przestać? - przesuwając palcem delikatnie po bokach tułowia lekko się odsuwał prawdopodobnie pod wpływem łaskotek.
- Odwróć się do mnie - poprosiłem przestając go dręczyć.

Ismael?
Chyba się wypaliłam, weny brak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz