niedziela, 20 listopada 2016

Od Kayline cd. Daniela

ciemność w jednej chwili ogarnęła przestrzeń wokół mnie. Mimo tak wczesnej godziny, gęstwina jaka tu panowała, zasłaniała choćby jeden promyk słońca. Mam się bać? Może są tu jakieś wrota do piekła? świata nieumarłych? Albo jakieś inne, dziwne stworzenia? Warto się przekonać!
Jeden krok powodował albo złamanie się jednej z gałęzi leżącej pod moimi stopami, lub szelestem wyschniętych, obłoconych liści. A co było dziwne? Drzewa nie były łyse- wręcz przeciwnie. Zaskakiwały swoją zieloną, gęstą koroną. Lecz skąd kolorowe liście? To była zagadka nie do rozwiązania..Zaczęła myśleć, że ten las ma w sobie coś magicznego. 
W oddali, zauważyłam wodę. Gdy podeszłam bliżej, okazało się to być małą, spokojnie płynącą rzeczką. ten nurt prowadził do większego zbiornika wodnego, do jeziora, otoczonego pięknym krajobrazem, przypominającym ten, kiedy z Danielem odwiedziliśmy takowe miejsce obok autostrady. No, ale muszę przyznać, to jest o niebo lepsze...Góry? Były wysokie, szpiczaste i pokryte śniegiem. Tam wszystko wyglądało zupełnie inaczej! Jak jakaś lodowa kraina. Jednak najbardziej skupiłam się na chatce, stojącej obok. Dopiero teraz ją zauważyłam, a mała to ona nie była. Deski w niej były przygniłe okna powybijane a drzwi leżały gdzieś parę metrów dalej. Co tu się stało?
Chciałam tam wejść, ale poczułam coś jak niepokój. Ignorując go, zbliżała się, mętnym wzrokiem szukając w ciemnym pomieszczeniu jakiś oznak życia. Nic. Myśląc, że nic tam na mnie nie czyha, złapałam się luźnej, drewnianej powierzchni i postawiłam krok w stronę drewnianego krzesła, stojącego na środku. Zmrużyłam oczy... Łamiące się gałęzie powróciły. Ale nie były wywołane przeze mnie...czyli...
Moje myśli przerwał nagły ból w okolicy pleców. Upadłam, wydając z siebie jęk bólu. Czułam, jak w moich oczach zbierają się łzy. Znalazłam jednak siły, by spojrzeć do góry. No, nie... To on. Morderca mojej rodzicielki...
- J-jak mnie tu znalazłeś? - wyjąkałam, nie wiedząc w jaki sposób dobrać słowa. Jedyną odpowiedzią był jego parssywy uśmiech. Potem znów cios, tym razem w brzuch, za którego się złapałam. I co? Tak zginę? Przez jakiegoś cholernego zabójcę? Tutaj, w lesie? Może dla niektórych osób moja śmierć byłaby rozkoszą, ale nie dam się... Prawda? 
W obawie przed kolejnym ciosem, przeturlałam się do wnętrza i zamknęłam oczy. Piekący ból znów w okolicy pleców. Poczułam metaliczny smak krwi w ustach. Pomóż mi... No proszę, nie teraz!
W tym momencie przypomniałam sobie o broni. Kolejne, ciężkie kroki zbliżały się w moją stronę. Panicznie przeszukiwałam kieszenie kurtki, by znaleźć pistolet. Ciężko mi się oddychało, co powodowało dezorientację.
- Nikt ci nie pomoże. - wzruszył bezlitośnie ramionami - zginiesz jak ta su*a!- skuliłam się, wycierając łzy.
- Kayline! - nawet nie zareagowałam, myśląc że to tylko moja wyobraźnia. Że odgłos łamanych kości należy do mnie. Że szelest liści oznacza, że nie żyję a napastnik dał sobie spokój. I wtedy wystrzał. Czyj?
Otworzyłam oczy i wyczołgałam się na zewnątrz.
- A ty gdzie? - nóż lądujący na mojej skroni, przejeżdżał delikatnie, powodując ciarki na moich plecach. Po chwili złapał mnie za kurtkę i siłą pociągnął do góry tak, że z łatwością zaczął ze mną iść w stronę wody. Z przerażonym spojrzeniem starałam się wyrwać, jednak nie udało się. Był zdecydowanie silniejszy.
- Zostaw! - udało mi się kopnąć go w krocze, przez co poluźnił uścisk, dając mi możliwość ucieczki. Oczywiście ją wykorzystałam, kierując się z dala od chatki wody no i jego. Jeden rzeczy nie przemyślałam... Jego szybkości. Z odnowioną złością pojawił się tuż obok mnie, gwałtownie pchając mnie na ziemię. Przygwodził mnie do ziemi
Mimo to starałam się cofnąć, a coś ciemnego przebiegło tuż za nami. Najwyraźniej także to zauważył, gdyż odwrócił głowę. Daniel... 
- Daniel! - krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam.

<Daniel? HELP!;_;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz