sobota, 26 listopada 2016

Od Ismaela CD Aleksandra

- To moja wina... - zaszczękałem zębami rozpaczając nad stanem w jakim się znaleźliśmy. Gdybym nie wpadł na genialny pomysł, siedzielibyśmy razem w pokoju. Nie naraziłbym go na to wszystko.    - Przepraszam, że Cię tu wyciągnąłem - wyraziłem skruchę, której tak naprawdę nie czułem. Byłem szczęśliwy, że tak się to wszystko skończyło i przesiadywania w na pniu spalonego drzewa w akompaniamencie grzmotów i piorunów nie zamieniłbym na nic innego.
Nie bez Olka.
Splotłem swoją dłoń z ręką chłopaka, obejmując jego ramię. Jego dotyk, zapach, sama obecność była dla mnie odurzająca, dosłownie uzależniająca.
- To nie jest Twoja wina - spojrzał na mnie bez żadnych wypisanych na twarzy pretensji. - Jest zła pogoda, nic nie widać, śpieszyliśmy się - zaczął mnie usprawiedliwiać. Westchnąłem cicho po raz kolejny spoglądając na mokrą bladą twarz, nie wiem czy to moja przesada czy prawda ale nawet teraz wydawał mi się wyjątkowo przystojny. Jego oczy lśniły w deszczu jakby mocniej niż okalające niebo piorun, a usta mimo zimna nadal zachowały ten swój słodki różowy odcień.
- Dostanę buziaka? - uśmiechnąłem się, szczękając przy tym zębami. Dopiero zdałem sobie sprawę, że chłopak nie zrobił tego, mimo swojego wyznania. Olek ujął swoje dłonie w moją twarz, lekko pocierając kciukiem policzki, uśmiechnąłem się słabo czując jak przyciąga mnie do siebie, muskając moje wargi swoimi, chłód ust chłopaka, zdawał się on udzielać mnie tak samo, dreszcze pędzące po moim ciele zmusiły wyższego do odsunięcia ode mnie i ruszenia w dalszą podróż. Zachęcony chwyciłem jego dłoń i splotłem nasze palce, ciasno przylegając do jego boku. Patrząc w górę widziałem w niebie odbicie swojego życia, ciemne chmury z wolna się rozjaśniały ale deszcz jeszcze nie przestał padać. Ciekawe czy tak samo będzie u mnie, nie chciałem kolejnych kłótni, chciałem żeby chłopak obok mnie mimo tego, że zmęczony i zmarznięty był ze mną szczęśliwy.
Nieważne ile miałoby mnie to kosztować zamierzałem tego dokonać i już. Przemierzaliśmy las, dalej błądząc jakby wokół niego, krople z liści na nasze głowy spadały z ogromną intensywnością. Ciężko było określić czy to deszcz czy po prostu liściastym i iglastym koronom było zbyt ciężko by udźwignęły mokry ciężar.
- Jak się rozchoruję to się mną zajmiesz? - spytałem ze śmiechem, oczywiście nie dałbym mu wyjścia, ale nie wiedziałem jak inaczej podtrzymać rozmowę.Chciałem go jakkolwiek rozweselić, a nic innego niż głupie zabawianie nie przyszło mi do głowy.
- A jak ja się rozchoruję? - spytał z wyrzutem próbując uśmiechnąć się przez odrętwiałe usta.
- Będę z Tobą nieważne czy będziesz chory - zapewne zarumieniłbym się po tym zdaniu, jednak krew w moim ciele zdążyła ochłodzić się na tyle, że nie poczułem nawet typowego mrowienia. Nie poczułem nic poza ręką zatrzymującej się po drugiej stronie na moim ramieniu.
Nic nie było w stanie opisać tego jak szczęśliwy byłem w tym momencie. Mając go obok, tylko dla siebie... To było jak spełnienie dosłownie moich wszystkich marzeń, mieć kogoś komu mógłbym oddać całe swoje serce, otoczyć miłością wyjątkowo szczerą, taką jaką zawsze chciałem i nie bać się odrzucenia, nie martwić się brakiem akceptacji. Nie bać się o nic, poza tym, ze możemy nie zdążyć na kolację do Akademii, a głód, który rozsadzał mój żołądek ciężko było wytrzymać.

**

Wszystko jednak co złe kiedyś się kończy, tak samo jak skończyła się nasza podróż. Kiedy już myślałem, że utopię się w kroplach, które w swojej częstotliwości wpadały mi do buzi ujrzeliśmy aż zbyt znajome oświetlenie.
- Ścigamy się - mruknąłem, to nie było pytanie, bardziej stwierdzenie. Przecież chciał ze mną przegrywać, a ja nadal miałem w sobie dość energii by ruszyć pędem do źródła ciepła, gorącego prysznica i jedzenia. Olek pobiegł za mną, wiedziałem, że każdy jeden ból mógł sprawiać mu ból tak samo jak i mnie i poniekąd było mi głupio. Błyskawiczne jednak dotarcie do ukochanego budynku pozbawiło mnie ich zupełnie. Gorące szkolne powietrze uderzyło mnie ze zdwojoną siłą, niemal zrobiło mi się niedobrze gdy ciepło przedarło się przez moje płuca rozdzierając nozdrza, a całe ciało zaczęło drżeć. Ustałem w wejściu opierając się o drewnianą ścianę. Przyciągaliśmy wzrok współczujących uczniów, którzy zerkając w naszą stronę oczekiwali zakończenia wszechogarniającej ulewy.
- Choć - spojrzałem na chłopaka błagalnie wyciągając dłoń w jego stronę. Chłopak pochwycił ją pozwalając mi zaciągnąć się na górę.
- Olek... Możemy pogadać? - odetchnąłem cicho słysząc najbardziej irytujący głos na świecie, głos, który dosłownie przeszył moje nerwy bardziej niż panujący na dworze chłód. Blondyn rzucił mi jakby przepraszające spojrzenie odgarniając mokre włosy z czoła, mruknął coś, że zaraz przyjdzie, nie słuchałem go chcąc jak najszybciej znaleźć się w skrzydle mieszkalnym.

O zazdrości można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest zdrowa. 
O zazdrości można powiedzieć wiele, na pewno to, że jest szczera.
Z zazdrości człowiek się chowa
Przez zazdrość człowiek się gniewa. 
Czasem bez niej zaczyna od nowa
Czasem z nią umiera.

*moje, krótkie ja autor i bez komentarza. PSIK*  
Ułożyłem w głowie krótki wierszyk mocniej kuląc się w sobie, byłem zazdrosny... Tylko czemu? Jak poczułby się Olek gdybym zaczął mówić o tym co czuję.
Byłem zazdrosny bo się bałem?
Bo nie umiałem mu zaufać?
Bo...
Zadając sobie drugie pytanie, zrozumiałem jak cholernie było prawdziwe. Co jeśli nigdy nie będę mógł obdarzyć go tym zaufaniem, jakie żywiłem wobec niego na początku?
Na pewno nie. Przecież chciałem mówić mu o wszystkim, chciałem by był dla mnie wszystkim, chciałem opowiadać mu o każdym problemie, chciałem by on opowiedział mi o swojej przyszłości. Tylko w tym całym problemie chyba nie chodziło o właśnie ten rodzaj zaufania. Bałem się, że chłopak mimo obietnic nigdy nie będzie mój. Zniknie tak samo szybko jak się pojawił, przewrócił moje życie do góry nogami, naprawił je i... Co dalej?
Bałem się dalszych części tych niepoukładanych historii, przerażał mnie fakt, że to właśnie ja i Olek jesteśmy jej głównymi bohaterami, poniekąd zdanymi na przypadek, przypadek, który przecież nie musiał podążać wyznaczonymi przez nas ścieżkami, może już dawno ktoś w gwiazdach ułożył drogę, która rozejdzie się równie szybko co się zaczęła? Może nie prowadzi wyczekiwanym przeze mnie jednostajnym ciągiem i w końcu staniemy na skrzyżowaniu wybierając szczęście moje, lub Aleksandra.

Rozmyślania, które tworzyły istny armagedon w mojej głowie przerwał dopiero dźwięk wylewanej wody. Zatracony w brutalnym śnie zapomniałem, że przecież ją tam napuściłem. Wraz z zakręceniem czerwonego korka wrócił też chłód mojego ciała i świadomość, że czeka na mnie gorąca kąpiel. Pozbyłem się swoich ubrań, przez chwilę przyglądając się sinemu ciału w odbiciu lustrzanym. Usta popękały od zimna i nadal nie odzyskały swojej jasnej barwy, a dłonie w swojej czerwieni wyglądały jakbym je oparzył, to samo z nogami i kolanami, reszta była niemal fioletowa. Wsunąłem do wanny jedną nogę, rozkoszując się gorącem jakie przynosiła woda.
W cieczy zanurzyłem się do brody wyczekując aż zimno i dreszcze ustąpi miejsca pieczeniu. Każda komórka mojego ciała okropnie bolała, uniemożliwiając jakiekolwiek ruchy.
Resztkami sił sięgnąłem po płyn do kąpieli i gąbkę zaczynając namydlanie od górnych partii ciała. Kiedy zapach płynu do kąpieli przesiąkł moje nozdrza sięgnąłem po szampon by dokładnie spienił moje włosy i zmył z nich deszczówkę. Dopiero wtedy odważyłem się wyjść z bezpiecznej wanny i stawić czoło światu.
Wyzwanie na dziś: założyć coś do spania, zjeść coś i pójść spać.
Oczywiście w każdy swój cel wliczałem też blondyna. Założyłem dresy i koszulkę, którą parę dni wcześniej zabrałem Olkowi. Podobał mi się jej zapach... 
Ułożyłem szybko włosy i wyszedłem z białego pomieszczenia by dostrzec rozłożonego na łóżku blondyna, nie przejął się moją obecnością, nie odłożył też zeszytu ze wszystkimi moimi pracami. Dziwne uczucie, kumulujące się w okolicach serca rozeszło się po moim ciele powodując jego drżenie, dziwnie było mi wiedzieć, że ktoś ma w dłoni tę część mnie, którą się z nikim nie dzieliłem. Może to był właśnie dobry moment by otworzyć się przed Olkiem? Może warto było podzielić się z nim tą małą tajemnicą? Powolnym krokiem zbliżyłem się do blondyna, przekręcał poszczególne kartki z ogromną delikatnością, jakby miały pokruszyć się od lekkiego szarpnięcia. Objąłem ciepłe ciało, przylegając do niego najmocniej jak sam tylko mogłem, chciałem spytać jak skończyło się tajemnicze spotkanie Olka i dziewczyny, której nadal nie poznałem imienia, ale nie miałem odwagi. Z mojej strony byłby to pewnie zwyczajny brak zaufania. Spojrzałem na rozjaśnioną księżycowym blaskiem twarz, twarz, którą chciałem oglądać codziennie. Przyglądałem się każdym szczegółom, lekkie zadarcie na nosie, zmarszczki w kącikach oczu, pewnie od uśmiechu, poza tą nie znaczącą drobnostką skórę miał idealnie gładką, a usta pełne, zdrowo różowe. Wieczny zarost na jego twarzy nie postarzał go, ale dodawał dojrzałości i pewności siebie.
- Czemu mi się przyglądasz? - niski głos wypełnił przestrzeń dookoła nas, powodując, że po moich plecach przebiegły przyjemne dreszcze, gdyby tak wsłuchać się w jego barwę, można by zauważyć lekką chrypkę i charakterystyczny akcent. Wzruszyłem ramionami, nie umiejąc lub nie chcąc jasno odpowiedzieć na to pytanie.
- Zostaniesz u mnie?  - oczywiście odpowiedź była dla mnie była prosta i tylko jedna, nie przyjąłbym odmowy, nie po dzisiejszym dniu. Blondyn również nie protestował, odwróciwszy się za siebie zgasił nocną lampkę i odłożył niebieski zeszyt. - Dobranoc - szepnąłem kładąc się obok.
W nocy rozbudził mnie cichy jęk, otworzyłem zaspane oczy próbując zarejestrować wzrokiem sytuację.
- Olek, co Ty robisz? - obserwowałem jak chłopak nieudolnie próbuje chwycić butelkę wody, stojącą blisko łóżka. Kompletnie zdezorientowany podałem ów przedmiot chłopakowi, patrząc jak wypija całą jej zawartość. Dopiero wtedy dotarło do mnie co się dzieje, rozpalona skóra, podkrążone, szklane oczy, spękane usta i wypieki. Przysunąłem policzek do czoła leżącego, jego gorąc bił z daleka. Pogładziłem blondyna lekko po głowie, zeskakując przy tym z łóżka by odnaleźć leki na zbicie temperatury. Leżały tuż obok moich proszków na epilepsję, choroby, o której Olek nadal nie miał pojęcia w zamkniętej na klucz szafce.
Nie chciałem mu o tym mówić, ludzie często reagowali strachem na wieść o mojej przypadłości i odchodzili, zostawiając mnie samemu sobie.
Poza tym tak długo to ukrywałem.. Jeśli dowiedziałby się teraz pewnie byłby zły.
Schowałem duże pudełko ponownie do szafki przekręcając nieduży zamek, klucz wsadziłem pod jedną z książek i zbliżyłem się do chorego.
- Ismael idź spać - zachrypiał ciężko, próbując zmusić mnie bym zignorował jego stan. Prychnąłem cicho kładąc chłopakowi na czoło zimny okład. Chłodne krople ściekały po jego skroni prosto na poduszkę, którą za chwilę zamieniłem na swoją. Martwił mnie fakt, że gorączki kompletnie nie potrafiłem zbić aż do rana i gdy w końcu udało mi się schłodzić ciało Ekkera zasnął wyjątkowo głębokim snem. Odetchnąłem cicho próbując zachować nienaganną ciszę, nie chciałem go obudzić oddychał niespokojnie jakby w strachu, a na jego twarzy ponownie zagościły rumieńce. Drżał z zimna, a ja kompletnie bezradny nie wiedziałem co robić.
- Olek... Może jednak pójdę po higienistkę? - spytałem z wypisaną na twarzy nadzieją, gdy ten uchylił podkrążone i czerwone oczy. Zaprzeczył gwałtownym skinieniem głowy, chciałem spytać czemu tak bardzo nienawidzi lekarzy, zamiast tego jednak tępo obserwowałem zmiany w stanie jego zdrowia opuszkami palców zgarniając lepiące się do czoła włosy, chciałbym mu jakoś pomóc. Czułem się dziwnie chcąc brać za chłopaka odpowiedzialność ale obiecałem sobie, że za wszelką cenę uczynię go szczęśliwym, tylko niech mi na to pozwoli.
Bezsensowne wlepianie wzroku w blondyna przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi i widok poruszającej się klamki. Nigdy nie spodziewałbym się ujrzeć w nich Michaela, zachowywał się jakby mnie znienawidził jednak ani Olek ani on sam nie chcieli mi powiedzieć dlaczego.
Miałem własne domysły.
Pomijając chociaż głupie hej były przyjaciel zlustrował morderczym wzrokiem śpiącego blondyna.
- Co ta kurwa tu robi? - warknął mącąc spokój pokoju. Krew dosłownie się we mnie zagotowała, nikt nie miał prawa odnosić się w ten sposób do mojego Olka. Rzuciłem mu pełne oburzenia spojrzenie, bezdźwięcznie sugerując by się zamknął i uważał na słowa. - Chciałem z Tobą porozmawiać, ale chyba nie masz czasu - smutek w jego głosie rozrywał mi serce, nie myślałem nad tym co robię zerwałem się z bezpiecznego i ciepłego łóżka biegnąć w stronę Michaela.
Zielonooki również musiał biec, bo gdy wyszedłem z pokoju był już daleko.
- Zaczekaj! - rzuciłem w jego stronę, zaczynając biec. W głowie już sobie układałem co chcę mu powiedzieć, ile pretensji wyrzucić jemu i sobie, za co przeprosić i zapytać czy ta przyjaźń ma jeszcze jakikolwiek sens. - Co chciałeś? - nie odpowiedział, stał tam wpatrując się w punkt nade mną, znałem go. Zawsze wtedy zastanawiał się nad tym czy to co zamierza będzie dobre dla wszystkich i chyba wybrał źle,
Jego wzrok opadł na moją twarz, którą ujął w swoje dłonie robiąc to samo z wargami. Poczułem ich smak na własnych ustach i zawroty głowy.
Złość pojawiła się natychmiast, zaraz po tym robiłem wszystko by go odepchnąć chłopak złapał za moje nadgarstki odciągając je do tyłu, wolną dłoń wsunął pod moją koszulkę zostawiając pocałunki na niższych partiach ciała.
- Zostaw mnie! - teraz już wrzasnąłem nie martwiąc się o to, że za chwilę mogę obudzić chorego. Żadna próba wyrwania się spod jarzma obrzydliwych łap nie powiodła się dopóki z moich oczu nie spłynęły pierwsze łzy. - Myślałem, że jesteś moim przyjacielem - szepnąłem, resztkami sił powstrzymując szloch.
- Nigdy nie chciałem być Twoim przyjacielem, robiłem dla Ciebie wszystko, ale mimo to... wybrałeś jego, on Cię zdradził - wraz z kolejnym krokiem zmniejszał odległość między nami.
- Czemu taki jesteś? Zawsze musisz wszystko psuć, z każdym - mruknąłem pretensjonalnie, odwracając wzrok.
- Wiesz ile bym oddał, żeby być teraz na miejscu tego zera? - spojrzał na mnie błagalnie. Chyba nie rozumiał, że mówiąc takie rzeczy o kimś kogo kochałem raczej nie zmieni mojego nastawienia.
Nic nie zmieni..,
- Już mnie to nie obchodzi - wpatrywałem się w żal w jego oczach, pogłębiający się z sekundy na sekundę ból, rozrywał mi serce odbierając przyjaciela. Nasza relacja już dawno sięgała dna, ale teraz traciłem przyjaciela.
- Co Ty o nim właściwie wiesz? Skąd wiesz, że Cię kocha? Skąd wiesz, że nie jest na boku z tamtą laską, z którą ich ostatnio widziałem? Przecież masz pewność, że ja bym Ci tego nie zrobił, nie możesz mu ufać! - podniósł głos, a ja nie wytrzymałem. Chłopak miał zupełną rację, sam dzisiaj myślałem o tym, jak bardzo boję się zaufać Olkowi, teraz udowadniali mi to też inni.
To niczego nie zmieniało.
On był mój.
Po odejściu Michaela po raz kolejny naraziłem się na starganie nerwów. Kręcone włosy stojące pod drzwiami Ekkera po raz kolejny mnie spoliczkowały.
- Nie ma go tam. - dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie na mój widok.
- To dziwne, umówiłam się z nim ostatnio - patrzyła mi prosto w oczy, próbując jeszcze bardziej upokorzyć moją osobę.
Mogłem tylko stać, stać i słuchać jak kolejna osoba stara się to wszystko zniszczyć. Nie chciałem jej wierzyć. Zignorowałem potyczkę słowną w jaką próbowała mnie wepchnąć i wszedłem do swojego pokoju widząc w pełni przytomnego chłopaka. Siedział na łóżku wlepiając wzrok w telewizor. Gdyby naprawdę się z nią umówił, wymyśliłby coś i do niej poszedł...
Ta myśl długo trzymała mnie w nadziei.
Opadłem na łóżko wtulając się w rozpalone gorączką ciało chłopaka.
- Przytul mnie... - poprosiłem, ciągnąc do siebie. Bez słownej odpowiedzi Olek objął mnie wokół pleców silnymi dłońmi, muskając wargami czubek głowy, nie miałem odwagi mu o niczym powiedzieć, nie chciałem tego psuć. Zamiast wyjaśnień wtuliłem twarz w zagłębienie jego szyi i po raz kolejny szepnąłem to szczególne wyznanie nie oczekując odpowiedzi. - Kocham Cię Olek..

Aleksander?
[*]  to opowiadanie zmarło już na pierwszym słowie.
PRZEBIŁAM TE 2 TYŚ. TAK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz