środa, 16 listopada 2016

Od Devona do Ivy

Teraz naprawdę zacząłem zastanawiać się nad tym, co zrobiłem. Zatrzymała mnie żeby coś mi powiedzieć czy po prostu pragnęła mojego towarzystwa? Próbuję skupić całą swoją uwagę na bandażu, delikatnie zdejmując go z ramienia Ivy. Jednocześnie do tego dziewczyna odpieczętowuje maść o ostrym, miętowym zapachu i nakłada jej część na swoje palce. Odbierając od niej tubkę duża część jej zawartości przypadkiem ląduje na mojej koszulce. Biała maź rozjeżdża się tworząc nierówny ślad na ciemnym materiale. Genialnie. Widząc śmiech wzburzający dziewczyną i ja mimowolnie unoszę kąciki ust. Założywszy opatrunek stwierdzam na głos, iż w takim stanie nigdzie udać się nie mogę. Fakt ten chyba cieszy dziewczynę, nie mniej jednak niż ten, że bluzka idzie do prania, a co za tym idzie - ja zostaję bez ubrania.
- Może więc zamiast tak stać i się na mnie patrzeć przyczynisz się do zrobienia czegoś pożytecznego? - zagaduję dziewczynę stojącą za mną ustawiając odpowiednie wartości na pralce. Kiedy to już jest skończone odwracam się w stronę wyjścia. Ivy stoi tam nadal. Zbliżając się do dziewczyny rośnie pomiędzy nami coraz większa różnica wzrostu. Wkrótce ja muszę patrzeć się o czterdzieści pięć stopni niżej, zaś ona tyle samo wyżej. - Dlaczego tu jeszcze stoisz? - ponaglam ją, co jednak nie daje zamierzanego efektu. W końcu ujmuję kalekę w pasie, podnoszę po czym zarzucam na ramię i kieruję się do części sypialnianej. Petent nie stawia oporu, co znacznie pomaga. - A teraz wyjmiesz książki i nadrobisz zaległości - nakazuję surowym głosem podając dziewczynie szkolną torbę. Choć od niechcenia - w końcu przejmuje ode mnie ciężar.
- Co wolisz: język czy..
- Język - przerywając wpół zdania nieoczekiwanie dostaję kuksańca w bok. Kobiety są tak skomplikowane i niezrozumiałe, niby za co to było? Podejmuję się próby włączenia jakiejkolwiek muzyki na laptopie dziewczyny, leżącym na biurku jednak jest mi to udaremnione już na samym początku, kiedy to mym oczom ukazuje się niewielka ramka gotowa do przyjęcia hasła, którego oczywiście nie znałem. Kolejne urządzenie które wpadło w moje ręce to telefon, niestety również nie mój. Ostatecznie udało mi się znaleźć coś godnego odsłuchania. Puszczając głośno dubstepa obrzucony jestem masą poduszek wprost z łóżka. Nie pozostaję dłużny, kierując te same poduszki z powrotem. Kończę ostrą wymianę ognia odbierając przeciwnikowi ostatnią poduszkę, tym samym również wygrywając.
- Teraz weźmiesz mnie do niewoli i zabierzesz do swojego królestwa? - do tego mają fantazję. Niekiedy zazdroszczę dziewczynom.
- Wprost do lochów gdzie spoczywa twój pra-pradziadek - wygodnie usadawiam się na miejscu obok Ivy, plecy opierając o zimną ścianę. Popołudniowe słońce przysłaniają szare chmury, jednak nie na tyle rozległe aby zasłonić całą taflę światła. Wlewa się ono do pokoju niczym woda z wodospadu, rozjaśniając całe pomieszczenie. Pomimo pozorów na zewnątrz panuje chłód, a trawy i niedawno opadnięte iście pokrywa szron. Wieczorem, kiedy kończymy lekcje zaczyna nawet padać śnieg. Niewielkie płatki szybują w powietrzu, aby tuż przy ziemi zmienić się w wodę. Szybko ciemni się, a najjaśniejsza z gwiazd ginie za pasmem leśnym majaczącym w oddali.
- Ty to robisz? - cichy głos przerywa ciszę panującą tu od chwili kiedy muzyka skończyła się a żadnemu z nas nie chciało się ruszyć aby uruchomić ją ponownie. Odpowiadam przeczącym skinieniem głowy, nadal swój wzrok wlepiając w okno. Kilka, a może i kilkanaście minut siedzę nieruchomo rozmyślając nad wszechświatem. - Wiesz, niekiedy chciałabym wiedzieć co inni myślą.. Byłoby łatwiej.
- Byłoby nawet za łatwo - komentuję całkowicie nieprzemyślawszy swoich słów. Pierwszy raz powiedziałem coś spontanicznie, co ten człowiek ze mną robi? Ziewnięcie z boku uświadamia mnie o później godzinie. Szybko zrywając się z miejsca zrzucam leżące na moich nogach książki, robiąc przy tym dużo hałasu. - Zbieram się - dodaję podnosząc z podłogi przedmioty.
- Masz jakieś plany? - zaciekawiona Ivy - zła Ivy. Warto zapamiętać. Próbuję przypomnieć sobie, czy faktycznie mam coś do roboty, co nie trwa długo. - No to możesz zostać tu - pociągnięcie mnie w stronę łóżka kończy się fatalnie, gdyż w tym momencie objawia się moja mała fobia. Wyrywam gwałtownie rękę z uścisku dziewczyny i odsuwam się o krok, kolejny raz zadziwiając jasnowłosą. Usta jej układają się w okrągłe "o", ręce smętnie opadają a wzrok mętnieje.
- Nie wiesz o mnie wszystkiego - wyznaję z rezygnacją. Czeka mnie potem długa rozmowa na temat moich reakcji na dotyk i sporo wyjaśnień. W końcu jednak udaje się dojść do momentu, kiedy żadna ze stron nie ma więcej pytań, a w pokoju kolejny raz zapada cisza. Widząc kolejny z rzędu ziew przypominam sobie o dość późnej godzinie. Miałem być niańką, a nie daję jej się wyspać. Koszmarny ze mnie opiekun. - No dobra, to teraz spać - wydaję polecenie, na które Ivy reaguje błyskawicznie uciekając do łazienki. Znów daje mi do myślenia swoim nietypowym zachowaniem, zajmując mnie na czas kiedy ona szykuje się do spania. Wraca już przebrana w piżamę wiążąc włosy w kitkę. Zdaje się, że bardziej zaskakującą osobą tu jestem ja niż ona, bo wzrok utkwiony we mnie mógłby być również tym, którym patrzymy się na ducha. - Nie myśl, że dam ci tak szybko spokój. Spać to spać i ja już tego dopilnuję.
- Tak jest - czy ten szeroki uśmiech ma coś znaczyć? Nie powiedziałem przecież, że mam zamiar z nią spać. Tak czy inaczej właśnie skazałem się na coś, co niekoniecznie chciałem zrobić.



Ivy? Rozpisuj się śmiało, po prostu opublikuj to jeszcze dziś. Za to ja znów piszę taki szit, przepraszam ;x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz