piątek, 18 listopada 2016

Od Ivy do Devona

Stałam jak osłupiała, kiedy chłopak po prostu odwrócił się na pięcie i mrucząc coś pod nosem kierował się wzdłuż korytarza. Pobiegłam za nim chcąc się czegokolwiek dowiedzieć, bo przyznam, że nie wyglądał najlepiej. I nie zachowywał się tak, jak zawsze. Niestety jego umiejętności do teleportowania się przerosły moje umięśnione i szybkie nogi przez co nie udało mi się dokończyć rozmowy. Widziałam tylko, jak szybko opuszcza budynek szkoły niezidentyfikowany przez żadnego z uczniów czy nauczycieli… oprócz mnie. Westchnęłam cicho zastanawiając się co może być powodem takiego rozproszenia jego osoby, czy ta rozmowa miała głębsze znaczenie i dlaczego ma rozcięty łuk brwiowy. Szczerze trzymam kciuki, żeby nie wpakował się w nic, co nie do końca będzie miało efekty zadowalające

Moje rozmyślenia brutalnie przerwał dzwonek, a że więcej nieobecności póki co nie planowałam leniwie ruszyłam do sali lekcyjnej. Usiadłam w ostatniej ławce pod oknem, naszej ławce i przyznam, że przez całą godzinę nawet na chwilę nie skupiłam uwagi na gaworzeniu nauczyciela. Mój umysł zaprzątał tylko i wyłącznie Devon. To znaczy… oczywiście sprawy, które jego dotyczą. Prawda?
Powtarzałam jego słowa w kółko i w kółko, jak życiową mantrę  i strzelałam co mogło być przyczyną takiego zachowania przyjaciela. Wywnioskowałam… eh, nic co posiadałoby większy sens. Taki już urok Deviego – jest jedną, wielką zagadką. Ale chyba właśnie ta tajemniczość, która od niego bije tak bardzo mnie intryguje i przyciąga. Zresztą nie tylko mnie. Już w sumie się przyzwyczaiłam do ‘spojrzeń spode łba’, które rzucają mi dziewczyny z klasy. 
Ostatnią lekcją okazało się wychowanie fizyczne, co nie do końca mi się podobało. Usiadłam na ławce dla niećwiczących i bezużytecznie wlepiałam wzrok w latającą po całej sali gimnastycznej piłkę. Wyraźnie można było rozróżnić okrzyki radości i pomruki gorzkiej porażki, które –delikatnie mówiąc- doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Dla kogoś, kto stawia sport ponad wszystko oglądanie innych jest naprawdę nieprzyjemne. W połowie lekcji się poddaję i pytam nauczyciela czy mogę wyjść do łazienki, a gdy otrzymuję odpowiedź twierdzącą i drzwi się z mną zamykają wiem już, że tam nie wrócę.  Wędruję pustymi korytarzami, w których każdy mój krok odbija się echem od burych ścian, chcąc dotrzeć do szafki. W drodze do mojego celu zatrzymuje mnie wysoki blondyn i uśmiecha promiennie wręczając coś. Spoglądam na cienką kopertę i dukam ciche ‘dzięki’, po czym wymijam chłopaka czując na sobie jego spojrzenie. Otwieram przesyłkę i uważnie czytam wskazówki od nadawcy.

***


Wychodząc ze szkoły czuję na skórze przedzimowy chłód. Przystaję na chwilę, zamykam oczy i biorę głęboki wdech wpuszczając do swoich płuc orzeźwiające powietrze. Fantastyczne uczucie. Ruszam powoli przez dziedziniec chłonąc widok z lekka oszronionej trawy i szarych chmur na niebie. Kiedy przyglądam się tak płynącym obłokom, moją uwagę przyciąga gwałtowne poruszenie w jednym z okien akademika. Próbując zlokalizować obiekt śledzę kolejne rzędy i szeregi szyb umieszczonych w ścianie z czerwonej cegły, by w końcu natrafić na jego wzrok wbity twardo we mnie. Devon opiera się zgiętym łokciem o futrynę, a nadgarstkiem przeczesuje gęste włosy na co uśmiecham się prawie niezauważalnie i macham delikatnie. Niestety, nie odwzajemnia gestu. Unoszę pytająco brwi i pytam go bezgłośnie tak, aby mógł wyczytać słowa z moich warg: ‘Wszystko ok?’. Przytakuje łagodnie wciąż nie tracąc mnie z oczu. Odwracam głowę i ruszam w kierunku pokoi starając się, żeby chłopak nie dostrzegł mojego zawahania. Czy zrobiłam coś nie tak? 
Piętnaście minut później wchodzę już do mojego lokum rzucając od niechcenia buty w kąt i wieszając kurtkę na oparciu krzesła. Następnie, z głośnym westchnieniem i rozłożonymi ramionami opadam na łóżko, które opatula mnie swoim ciepłem. Właśnie wtedy coś zaczyna mi się wrzynać w tyłek i szeleścić z każdym ruchem. Przeciągam opieszale rękę pod plecy by wyjąć niesporną kopertę ze spodni, po czym przetaczam się na brzuch i otwieram pakunek wyjmując z niego… zdjęcia i pendrive. Doskonale wiem, co się na nich znajduje. Jak dziś pamiętam jak ustawiałam statyw z aparatem, w którym włączyłam funkcję samowyzwalacza na co dziesięć minut na balkonie w domu letniskowym Devona. Przez cały wieczór robiły się zdjęcia widoku zza barierki ale kilka fotografii… wyróżniało się. Niby na każdej był ten sam obszar, ten sam krajobraz –głównie chodziło o gwiazdy, jednak na przykład ta, gdzie siedzimy z chłopakiem oparci o siebie ramionami i patrzymy w migoczące nad nami punkciki wyjątkowo łapały mnie za serce. Wzięłam jedno z tych przyzwoitszych, gdzie widać nas razem i włożyłam do drewnianej ramki, by ostatecznie umieścić je na biurku. Następnie chwyciłam telefon i wysłałam sms-a do przyjaciela.
Mam coś dla Ciebie. Mogę wpaść?
Nie należę do osób cierpliwych, a ciemnooki chyba właśnie testował moje granice, ponieważ na odpowiedź musiałam czekać całe dwadzieścia minut.

Devon? Uczcijmy ten post minutą ciszy, bo jak zwykle wyszedł… tak zwykle.  [*]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz