Stałam jak osłupiała, kiedy chłopak po prostu odwrócił się
na pięcie i mrucząc coś pod nosem kierował się wzdłuż korytarza. Pobiegłam za
nim chcąc się czegokolwiek dowiedzieć, bo przyznam, że nie wyglądał najlepiej.
I nie zachowywał się tak, jak zawsze. Niestety jego umiejętności do
teleportowania się przerosły moje umięśnione i szybkie nogi przez co nie udało
mi się dokończyć rozmowy. Widziałam tylko, jak szybko opuszcza budynek szkoły
niezidentyfikowany przez żadnego z uczniów czy nauczycieli… oprócz mnie.
Westchnęłam cicho zastanawiając się co może być powodem takiego rozproszenia
jego osoby, czy ta rozmowa miała głębsze znaczenie i dlaczego ma rozcięty łuk
brwiowy. Szczerze trzymam kciuki, żeby nie wpakował się w nic, co nie do końca będzie
miało efekty zadowalające.
Moje rozmyślenia brutalnie przerwał dzwonek, a że więcej nieobecności póki co
nie planowałam leniwie ruszyłam do sali lekcyjnej. Usiadłam w ostatniej ławce
pod oknem, naszej ławce i przyznam,
że przez całą godzinę nawet na chwilę nie skupiłam uwagi na gaworzeniu
nauczyciela. Mój umysł zaprzątał tylko i wyłącznie Devon. To znaczy… oczywiście
sprawy, które jego dotyczą. Prawda?
Powtarzałam jego słowa w kółko i w kółko, jak życiową mantrę i strzelałam co mogło być przyczyną takiego
zachowania przyjaciela. Wywnioskowałam… eh, nic co posiadałoby większy sens.
Taki już urok Deviego – jest jedną, wielką zagadką. Ale chyba właśnie ta
tajemniczość, która od niego bije tak bardzo mnie intryguje i przyciąga. Zresztą
nie tylko mnie. Już w sumie się przyzwyczaiłam do ‘spojrzeń spode łba’, które
rzucają mi dziewczyny z klasy.
Ostatnią lekcją okazało się wychowanie fizyczne, co nie do końca mi się
podobało. Usiadłam na ławce dla niećwiczących i bezużytecznie wlepiałam wzrok w
latającą po całej sali gimnastycznej piłkę. Wyraźnie można było rozróżnić
okrzyki radości i pomruki gorzkiej porażki, które –delikatnie mówiąc- doprowadzały
mnie do szewskiej pasji. Dla kogoś, kto stawia sport ponad wszystko oglądanie
innych jest naprawdę nieprzyjemne. W połowie lekcji się poddaję i pytam
nauczyciela czy mogę wyjść do łazienki, a gdy otrzymuję odpowiedź twierdzącą i
drzwi się z mną zamykają wiem już, że tam nie wrócę. Wędruję pustymi korytarzami, w których każdy
mój krok odbija się echem od burych ścian, chcąc dotrzeć do szafki. W drodze do
mojego celu zatrzymuje mnie wysoki blondyn i uśmiecha promiennie wręczając coś. Spoglądam na cienką kopertę i dukam
ciche ‘dzięki’, po czym wymijam chłopaka czując na sobie jego spojrzenie. Otwieram
przesyłkę i uważnie czytam wskazówki od nadawcy.
***
Wychodząc ze szkoły czuję na skórze przedzimowy chłód.
Przystaję na chwilę, zamykam oczy i biorę głęboki wdech wpuszczając do swoich
płuc orzeźwiające powietrze. Fantastyczne uczucie. Ruszam powoli przez
dziedziniec chłonąc widok z lekka oszronionej trawy i szarych chmur na niebie.
Kiedy przyglądam się tak płynącym obłokom, moją uwagę przyciąga gwałtowne
poruszenie w jednym z okien akademika. Próbując zlokalizować obiekt śledzę
kolejne rzędy i szeregi szyb umieszczonych w ścianie z czerwonej cegły, by w
końcu natrafić na jego wzrok wbity
twardo we mnie. Devon opiera się zgiętym łokciem o futrynę, a nadgarstkiem
przeczesuje gęste włosy na co uśmiecham się prawie niezauważalnie i macham
delikatnie. Niestety, nie odwzajemnia gestu. Unoszę pytająco brwi i pytam go bezgłośnie
tak, aby mógł wyczytać słowa z moich warg: ‘Wszystko ok?’. Przytakuje łagodnie
wciąż nie tracąc mnie z oczu. Odwracam głowę i ruszam w kierunku pokoi starając
się, żeby chłopak nie dostrzegł mojego zawahania. Czy zrobiłam coś nie tak?
Piętnaście minut później wchodzę już do mojego lokum rzucając od niechcenia
buty w kąt i wieszając kurtkę na oparciu krzesła. Następnie, z głośnym
westchnieniem i rozłożonymi ramionami opadam na łóżko, które opatula mnie swoim
ciepłem. Właśnie wtedy coś zaczyna mi się wrzynać w tyłek i szeleścić z każdym
ruchem. Przeciągam opieszale rękę pod plecy by wyjąć niesporną kopertę ze
spodni, po czym przetaczam się na brzuch i otwieram pakunek wyjmując z niego… zdjęcia
i pendrive. Doskonale wiem, co się na nich znajduje. Jak dziś pamiętam jak
ustawiałam statyw z aparatem, w którym włączyłam funkcję samowyzwalacza na co
dziesięć minut na balkonie w domu letniskowym Devona. Przez cały wieczór robiły
się zdjęcia widoku zza barierki ale kilka fotografii… wyróżniało się. Niby na
każdej był ten sam obszar, ten sam krajobraz –głównie chodziło o gwiazdy, jednak
na przykład ta, gdzie siedzimy z chłopakiem oparci o siebie ramionami i
patrzymy w migoczące nad nami punkciki wyjątkowo łapały mnie za serce. Wzięłam
jedno z tych przyzwoitszych, gdzie widać nas razem i włożyłam do drewnianej
ramki, by ostatecznie umieścić je na biurku. Następnie chwyciłam telefon i
wysłałam sms-a do przyjaciela.
Mam coś dla Ciebie. Mogę wpaść?
Nie należę do osób cierpliwych, a ciemnooki chyba właśnie testował moje
granice, ponieważ na odpowiedź musiałam czekać całe dwadzieścia minut.
Devon? Uczcijmy ten post minutą ciszy, bo jak zwykle wyszedł…
tak zwykle. [*]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz