czwartek, 10 listopada 2016

Od Aleksandra C.D Ismaela

Miałem wrażenie, że za każdym razem, gdy Ismael podnosi głos nasze role się zamieniają. Od jakiegoś czasu stał się zdecydowanie bardziej agresywny. W prawdzie, nie dziwiłem się temu przez to co miało miejsce w ciągu kilku dni, ale zdecydowanie nie pasowało mi to.
Pochwyciłem lekko poszarpaną kartkę i przeczytałem wiadomość. Oparłem łokcie o kolana, chowając twarz w dłoniach ze znudzenia tą całą sytuacją. Miałem dosyć ścigania mnie przez moją byłą. Miałem dosyć nienawiści i obojętności Ismaela. Miałem dosyć tłumaczenia, przepraszania i uciekania. Wszystkiego miałem już kurwa dosyć po dziurki w nosie.
Złapałem za telefon i wybrałem numer, który ostatnio zafundował mi wycieczkę do lasu.
- Tak? - znów ten uwodzicielski, kobiecy głos.
- Chcę się spotkać. - mruknąłem cicho i dosyć nie wyraźnie, ale dobrze wiedziałem, że słyszała.
- Kto mówi? - w głosie słychać było udawane zdziwienie.
- Dobrze wiesz. - nie pofatygowałem się po emocję. Zależało mi na spokoju i powadze.
- Nagle zmieniasz zdanie? - dziewczyna wreszcie przestała udawać, wracając do swojej naturalnej barwy. - Dobrze. Chcę Cię widzieć jeszcze dziś.
- Będę za akademią. Koło dwudziestej.
- Idealnie! - słyszałem to podekscytowanie już wiele razy. - Buzi.
Rozłączyła się.
Rzuciłem komórką gdzieś w kąt i w ciszy wyczekiwałem wyznaczonej godziny.

***

Przyszedłem wcześniej. Nie chciałem zastać jakichś jej niespodzianek. Niestety, mimo, że było już sporo po czasie, nadal się nie zjawiła.
Stukotanie obcasów o brukowaną ścieżkę zwróciło moją uwagę. Odwróciłem się na piętach by zlokalizować źródło dźwięku. Przyszła. Wysoka dziewczyna w jeszcze wyższych butach. I chociaż twarz kryła pod ogromnym kapturem wiedziałem, że to ona. Stanęła na wprost mnie, prawie dorównując mi wzrostem i jedną ręką sprawnie zsunęła kaptur z głowy.
Nic się nie zmieniło. Czarne, lekko falowane włosy okalające szczupłą twarz. Idealny makijaż, zadarty nosek, pełne usta i ten przenikliwy, zielony kolor oczu.
- Dobrze wyglądasz. - rzuciłem na przywitanie.
- Z tobą trochę gorzej. - przewróciła oczyma z dezaprobatą. Zero różnic, byłą i jest tą samą kobietą, którą poznałem, kochałem i znienawidziłem.
- Zmartwiony jesteś. - uśmiechnęła się pogardliwie.
- Do rzeczy. - przerwałem jej monolog. - Pamiętasz czasy, kiedy potrafiliśmy całymi dniami bawić się, pić, zatracać się w młodości? - kąciki ust mimowolnie powędrowały w górę. Chciałem to ukryć spoglądając na swoje stopy i nie utrzymując kontaktu wzrokowego.
- Myyhm... Chcesz rozpamiętywać. - odparła marzycielskim tonem.
- Pamiętasz jak wszystko się spierdoliło? Kiedy bezczelnie mnie wydałaś? - podniosłem głos, nie do końca nad nim panując. Zęby same zacisnęły się na myśl o wspomnieniach. - Jak zostawiłaś mnie po prostu z tym gównem martwiąc się o swoją dupę?
- Do czego zmierzasz? - grymas wymalowany na jej buzi idealnie informował o braku łączenia faktów.
- Po prostu odpowiedz.
- No, pamiętam. - burknęła pretensjonalnie jak gdyby była to moja wina.
- A mi się zdaję, że jednak nie pamiętasz. - spojrzałem w te hipnotyzujące oczy Filippov próbując wbić się w jej pamięć.
Zdawała sobie sprawę z mojej umiejętności i długo stawiała opór. Osoba z tak silną wolą jest niewyobrażalnie trudna do manipulowania. Mam wrażenie, że nie dałem rady pozbyć się wszystkiego na czym mi zależało, ale udało się na tyle, że dała mi spokój.
Przynajmniej w pewnym sensie...
Nie usłyszałem już wzmianki o długach. Nie chciała nic. Zachowywała się jakby to było spotkanie przyjaciół po latach. Niech tak będzie.
Niestety jej natręctwo było nie do zniesienia. Nalegała i prosiła o możliwość dołączenia do Akademii.
Nie chciałem jej tutaj, ale co mam poradzić, skoro sama wzięła sprawy w swoje ręce i nie zwracając uwagi na aktualną godzinę zaczęła poszukiwania dyrektora.

***

Udało mi się spławić Héloïse i zająć czymś bardziej prywatnym.
W bibliotece nie spotkałem już Ismaela. Mogłem przychodzić tu spokojnie, nie martwiąc się o kolejne chore akcje.
Spokój, cisza, a jednak czegoś brakowało. Jakaś pustka targała moją duszą i nie dało się jej zapełnić dobrą muzyką, czy też nawet Stachurą.

Minęło kilka dni zlanych w jedno. Trudno było odróżnić je od siebie. Każdego dnia po prostu pochłaniałem lektury i marnowałem swoje życie. Wszyscy z naszej trójki w miarę możliwości się unikało. Do czasu, kiedy w drzwiach biblioteki ukazał się Cartenly. Kontakt wzrokowy, który starałem się utrzymać był męczący.
- Co tutaj robisz? - jako pierwszy przełamał lody.
- Czytam.
Chłopak sprawiał wrażenie zirytowanego faktem, że bywam tu dosyć często. Możliwe, że chciał wrócić do pracy tutaj, ale blokowała go moja obecność.

Ismael?
muszę popracować jeszcze nad formularzem Héloïse :x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz