Czas uciekał sprawiając, że dzwonek na kolejne zajęcia zniszczył nam konwersację. Nie mogłem przestać myśleć o spotkaniu z nią, które sama zaproponowała. Nieobecnym wzrokiem wpatrywałem się w przestrzeń przed sobą, nie słuchając profesora, a jedynie rozmyślając o tym co moglibyśmy robić.
Koniec lekcji. Każdy pędził na stołówkę oprócz mnie. Stanąłem na schodach w oczekiwaniu na burzę loków. Zdawało mi się, że już nie przyjdzie, gdy blada postać ukazała się wbiegając po stopniach.
Słowne powitanie nie miało miejsca, jedynie uśmiechy. Objąłem jedną ręką jej ciało w barkach prowadząc do siebie do pokoju.
Próbując otworzyć drzwi, poczułem jak ktoś łapie mnie za kołnierz koszulki ciągnąc w dół. Ciepłe usta dziewczyny przywarły do moich. Trochę zajęło mi znalezienie kluczy, bo moją uwagę pochłaniała jej osoba. Przyciągnąłem ją bliżej do siebie, zostawiając pocałunki coraz niżej.
Nie chciałem jednak tak afiszować się tym, więc chwilowo oderwałem się by poszukać kluczy. Jednak zanim to uczyniłem spostrzegłem chłopaka, z którym ostatnio spędzałem każdą wolną chwilę.
Dopiero teraz do mnie dotarło co zrobiłem, ale było już trochę za późno.
Biegiem ruszyłem za nim zostawiając dziewczynę samą.
Dogoniłem go dopiero w ogrodzie.
- Ismael zaczekaj - mruknąłem łapiąc go za nadgarstek.
- Zostaw mnie - próbował wyrwać się z mojego uścisku, ale nie udało mu się to.
- Proszę cię, posłuchaj - jęknąłem błagalnie łapiąc kontakt wzrokowy.
Nie wiedziałem co miałem mu powiedzieć. Że co, że przepraszam? Faktycznie chciałem go przeprosić, ale co by to dało w tej sytuacji.
- Po co to robisz? - złość w jego głosie wymieszała się z przeszklonymi oczyma. - Jesteś okropny - oswobodził swoje dłonie, kiedy poluźniłem uścisk i odepchnął mnie.
- Nie wiem, na prawdę, po prostu... - nie mogłem nic ubrać w słowa.
Chciałem mu wiele powiedzieć, wytłumaczyć, ale to wcale nie było takie proste. Zwłaszcza w takim momencie. Łzy wezbrały się w kącikach oczu, więc próbując to ukryć zwróciłem wzrok ku górze.
- Po prostu jesteś kurwą - rzucił ostatni raz przez zaciśnięte zęby i uciekł.
Nie biegłem już za nim. Dobiło mnie jak prawdziwe były te słowa.
***
Wieczorem stanąłem pod drzwiami pokoju chłopaka. Zanim zdążyłem zapukać ręka zadrżała mi z niezdecydowania.
- Hej - szepnąłem próbując jakoś zacząć.
- Czego tu chcesz? - zapytał trzymając drzwi jakby chciał je zaraz zamknąć.
Oczy miał przekrwione, pewnie od płaczu.
- Pogadać. Mogę wejść?
Nic nie odpowiedział. Chwilę się zastanawiał zanim zrobił mi miejsce w przejściu.
Usiadłszy na łóżku zbierałem myśli, obserwując jedynie nogi szatyna stojącego naprzeciw mnie.
- Ismael, bo... - dziwne uczucie, które ogarnęło moje ciało sprawiało, że głos mi drżał. - Nie chciałem, nie wiem czemu... - przetarłem palcami łzy z oczu i pociągnąłem nosem. - Po prostu, nigdy na nikim mi tak nie zależało i nie wiem co z tym zrobić. - nie mogłem już powstrzymać emocji i pozwoliłem sobie na płacz. - Wiem, że zawsze wszystko psuje i... przepraszam. - żałosny szept powoli zamieniał się w szloch. - Nie chcę cię tracić. Myślę... że cię kocham - podniosłem głowę do góry czekając na odpowiedź.
Ismael?
Co tu się stało to ja nie
Próbując otworzyć drzwi, poczułem jak ktoś łapie mnie za kołnierz koszulki ciągnąc w dół. Ciepłe usta dziewczyny przywarły do moich. Trochę zajęło mi znalezienie kluczy, bo moją uwagę pochłaniała jej osoba. Przyciągnąłem ją bliżej do siebie, zostawiając pocałunki coraz niżej.
Nie chciałem jednak tak afiszować się tym, więc chwilowo oderwałem się by poszukać kluczy. Jednak zanim to uczyniłem spostrzegłem chłopaka, z którym ostatnio spędzałem każdą wolną chwilę.
Dopiero teraz do mnie dotarło co zrobiłem, ale było już trochę za późno.
Biegiem ruszyłem za nim zostawiając dziewczynę samą.
Dogoniłem go dopiero w ogrodzie.
- Ismael zaczekaj - mruknąłem łapiąc go za nadgarstek.
- Zostaw mnie - próbował wyrwać się z mojego uścisku, ale nie udało mu się to.
- Proszę cię, posłuchaj - jęknąłem błagalnie łapiąc kontakt wzrokowy.
Nie wiedziałem co miałem mu powiedzieć. Że co, że przepraszam? Faktycznie chciałem go przeprosić, ale co by to dało w tej sytuacji.
- Po co to robisz? - złość w jego głosie wymieszała się z przeszklonymi oczyma. - Jesteś okropny - oswobodził swoje dłonie, kiedy poluźniłem uścisk i odepchnął mnie.
- Nie wiem, na prawdę, po prostu... - nie mogłem nic ubrać w słowa.
Chciałem mu wiele powiedzieć, wytłumaczyć, ale to wcale nie było takie proste. Zwłaszcza w takim momencie. Łzy wezbrały się w kącikach oczu, więc próbując to ukryć zwróciłem wzrok ku górze.
- Po prostu jesteś kurwą - rzucił ostatni raz przez zaciśnięte zęby i uciekł.
Nie biegłem już za nim. Dobiło mnie jak prawdziwe były te słowa.
***
Wieczorem stanąłem pod drzwiami pokoju chłopaka. Zanim zdążyłem zapukać ręka zadrżała mi z niezdecydowania.
- Hej - szepnąłem próbując jakoś zacząć.
- Czego tu chcesz? - zapytał trzymając drzwi jakby chciał je zaraz zamknąć.
Oczy miał przekrwione, pewnie od płaczu.
- Pogadać. Mogę wejść?
Nic nie odpowiedział. Chwilę się zastanawiał zanim zrobił mi miejsce w przejściu.
Usiadłszy na łóżku zbierałem myśli, obserwując jedynie nogi szatyna stojącego naprzeciw mnie.
- Ismael, bo... - dziwne uczucie, które ogarnęło moje ciało sprawiało, że głos mi drżał. - Nie chciałem, nie wiem czemu... - przetarłem palcami łzy z oczu i pociągnąłem nosem. - Po prostu, nigdy na nikim mi tak nie zależało i nie wiem co z tym zrobić. - nie mogłem już powstrzymać emocji i pozwoliłem sobie na płacz. - Wiem, że zawsze wszystko psuje i... przepraszam. - żałosny szept powoli zamieniał się w szloch. - Nie chcę cię tracić. Myślę... że cię kocham - podniosłem głowę do góry czekając na odpowiedź.
Ismael?
Co tu się stało to ja nie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz