Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kayline. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 stycznia 2017

Od Kayline C.D. Kendall

Znów minął kolejny dzień, który nie napawał mnie radością. Denerwował mnie fakt, że i ja, jak brązowowłosa unikami się jak ognia. Dosłownie, jak dwa żywioły, które nie mają prawa przybywać razem. Kompletne przeciwności. Ale...bolało też to, że gdy tylko napotykałyśmy się na holu akademii, nawet na siebie nie patrzałyśmy. Przechodziłyśmy obok siebie, jak nieznajome osoby.
Z frustracją i smutkiem usiadłam na swoim łóżku, podkulając nogi do brody. Nie miałam ochoty..na nic. W sumie, jak zawsze. Ale teraz to się nasiliło. Po kilku minutach bezczynnego siedzenia, otworzyłam okno, z którego się wychyliłam. Z kieszeni bluzy, wyjęłam zapalniczkę i odpaliłam papierosa, zaciągając się jego rozluźniającym dymem. Gdyby tylko...pójść gdzieś. Ten dzień przeżyć szalejąc, na przykład...
Przemyślanie nad planem dnia, przerwał dzwonek w telefonie. Niechętnie sięgnęłam po niego, czytając przychodzącego sms-a. Jeden, wielki napis- IMPREZA. Uśmiechnęłam się pod nosem, czytając dalsze informacje.

Kay, dzisiaj jest impreza! Musisz na nią iść! Pamiętasz ten klub, Target?Na pewno go znasz, jest blisko twojej akademii. To wbijaj na 19! I ubierz się fajnie, bo muszę mieć na co popatrzeć ( ͡° ͜ʖ ͡°)
~Jays. 

Palnęłam się w czoło. Idiota...Był to mój...kolega.  A raczej kolega mojego brata, z którym miałam dobre kontakty. Dałam mu swój numer, myśląc, że zapomni, że w ogóle ze mną rozmawiał...a tu proszę! Od razu zaczęłam się przygotowywać, ówcześnie spoglądając na zegarek. Miałam dwie godziny! Niczym torpeda wparowałam pod prysznic, umyłam zęby, ubrałam się...Kupiłam ostatnio czerwoną, rozkloszowaną na dole sukienkę, która leżała na mnie idealnie. Podkreślała talię, oraz chude nogi. Do tego ciemny makijaż, bordowa szminka i byłam zadowolona z efektu, jakiego otrzymałam. Nie mogłam się doczekać imprezy, jaka miała się zacząć. I miałam nadzieję, że zbliżę się trochę do Jays'a...był serio fajnym gościem. Złapałam torbę i wyszłam...

~*~

Weszłam właśnie do ciemnego pomieszczenia. Grała głośna muzyka, a wokół latały kolorowe światełka. Czuć było alkohol, papierosy, a nawet podniecenie ocierających się o siebie nastolatków. Stawiając pierwsze kroki, zbliżałam się do baru.
- Sok pomarańczowy proszę- Powiedziałam do barmana, a ten po chwili przyniósł upragniony napój. Biorąc łyka, omal nie zadławiłam się, gdy poczułam czyjeś ręce na ramionach.
- Kayline!- Krzyknął z zadowoleniem wysoki brunet, z czekoladowymi oczami. Jego czupryna była ułożona w nieładzie, co dodawało mu uroku. Był przystojny jak cholera.
- Hej, Jayson!- Odwróciłam się i z uśmiechem go przytuliłam. Odwzajemnił gest, zajmując obrotowe krzesło obok mnie.
- Ładnie wyglądasz, wiesz?- Zagadnął, przyglądając mi się. Tym razem, na moją twarz wkradł się lekki rumieniec.
- Ty też niczego sobie.
- Barman! Dwa shot'y.- Pstryknął palcami, a mężczyzna na około 30 lat, podał dwa kieliszki do których nalał wódki.
- Ja nie piję- Powiedziałam od razu, a ten spojrzał na mnie obrażonym wzrokiem
- Daj spokój, zabaw się! z alkoholem wszystko jest piękniejsze!- Roześmiał się, na co westchnęłam głęboko.- chyba nie chcesz, żebym sam wszystko wypił?- Namawiał mnie jeszcze jakieś piętnaście minut, aż w końcu uległam. Niepewnie wzięłam kieliszek do ręki i za jednym razem wypiłam zawartość. Czułam, jak po moim gardle rozpływa się ostra ciecz. Skrzywiłam się, popijając sokiem.
- Nieźle, jak na pierwszy raz.- Szepnął chłopak, po czym wstał. Wpatrzona byłam w niego jak obrazek...Heh, nawet do tańca mnie zaprosił. Zgodziłam się, idąc z nim na parkiet. Już po chwili wszystko, to całe skrępowanie, zahamowania minęły, wraz z kolejnymi wypitymi drinkami. Nigdy nie myślałam, że kiedyś się upiję!Jedna kolejna, potem druga, trzecia, czwarta..aż skończyło się na jiś 15 drinkach. Czułam, jak w końcu czuję się wolna, Odważna. Że mogę zrobić..wszytko! Zamglonym wzrokiem, dalej chłonęłam przyjemność tańczenia z Jays'em. Zbliżył się do mnie, uśmiechając się głupkowato, co mnie rozśmieszyło. Zatrzymałam wzrok na jego tęczówkach, które lustrowały mnie od góry do dołu. Gdy poczułam na sobie jego dotyk, przeszły mnie przyjemne dreszcze. Mimo to, zrobiłam krok w jego stronę, opierając się o jego klatkę piersiową. Dalej kręciliśmy się w rytm muzyki. W tedy, złapał za mój podbródek i głowę pociągnął do tyłu. Nie miałam pojęcia co robię, wypite promile dały o sobie znać. Przymykając oczy, spojrzałam na jego usta. Były niebezpiecznie blisko moich. Gdy chciałam coś powiedzieć, niespodziewanie połączył nasze usta w zachłannym, namiętnym pocałunku...Nie stawiałam się. I nie myślałam o niczym. Przyjemne ciepło, jakie się we mnie rozlało, było niezwykle przyjemne. Trwaliśmy tak chwilę, aż zmieniłam bieg, przygryzając jego dolną wargę. Już myślałam, że ta noc będzie cudowna...ale w jednej chwili, w głowie pojawił mi się pewien obraz. Pewnej osoby. Pewnej bliskiej mi osoby, która traktuje mnie jak nieznajomą...Zdenerwowało mnie to. Oderwałam się od przystojnego bruneta, by po chwili zabrać torbę i...wyjść. Miałam dobrze wyznaczony cel. Chciałam znaleźć Kendall. Słyszałam, ajk mnie woła, ale ignorowałam to.
Otworzyłam drzwi, czując mroźny powiew. Założyłam bluzę, którą miałam w torebce, po czym założyłam ją na siebie. Przeszłam przez ulicę, potem obok parku...aż zatrzymałam się przed znajomym budynku. W mgnieniu oka zapomniałam o swoim celu, opierając się o ścianę.Nabrała mnie chęć na zapalenie, więc wyjęłam papierosa i włożyłam go do ust. Wraz z odpaleniem go, wciągnęłam dym, po czym wypuściłam, powodując ciemny obłok. Niestety, w połowie coś wyrwało mi opakowanie z rąk.
- Nie ma mowy, wiesz ile szkód może to narobić- Usłyszałam pełen gniewu głos, należący tylko do jednej osoby...Odwróciłam się, zaciskając ręce w pięści. Zdezorientowaną dziewczynę przygniotłam do ściany, trzymając ą za bluzę.
- Puść mnie- Szepnęła, niemal niesłyszalnie. Dzieliły nas jedynie milimetry, a przemawiała prze mnie jedynie złość. Miałam nad nią przewagę, nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. Nie miałam zamiaru odpuścić, zwłaszcza, że alkohol nie był moim przyjacielem.
- Oddaj paczkę.- Warknęłam, kurczowo trzymając ją za bluzę. Nawet, jeśli jej pełne strachu oczy mówiły "Nie bij, pls",  dalej była stanowcza, wyrzucając papierosy z dala ode mnie, w dodatku z wrednym, ale małym uśmieszkiem. Wbiłam w nią lodowaty wzrok, po czym z trudem rozluźniłam uścisk. W na pięcie, chwiejnie odwróciłam się w stronę kolorowego opakowania, jednak jej cichy głos mnie zatrzymał.
- Kayline.- Stanęłam w bezruchu.- Jesteś pijana?- Spytała, podchodząc do mnie.Uśmiechnęłam się pod nosem, jednym krokiem znajdując się tuż obok niej. Byłam od niej kilka milimetrów wyższa, z czego się ucieszyłam.
- Ja? Pijana? Njeee- Zaśmiałam się cicho, patrząc na nią ze zmrużonymi oczami. Wzrok, cały czas mi się zamazywał, więc nie byłam do końca pewna, czy aby nie rozmawiam z inną osobą. Ale kto ma taki głos? Kto zna moje imię? Niewielu, właśnie.
- Kay, czemu to zrobiłaś..?- Jęknęła, próbując mnie delikatnie odepchnąć. Ale dalej stałam przy swoim, nawet nie drgając.
- Bo chciałam zapomnieć.- Wzruszyłam ramionami- O tobie, o tym, że cały czas mijamy się bez słowa, chciałam zapomnieć o...o wszystkim! Ale kiedy całowałam się z tym przystojniakiem..- Zatrzymałam się na chwilę, czując szklące się oczy.- Nie mogłam! Wiesz czemu? Bo cię widziałam. I było mi cholernie smutno, że ty nim nie jesteś....- Pociągnęłam nosem, kładąc głowę na jej ramieniu.
- Z...z kim się całowałaś?- Szepnęła, przez co znów uniosłam głowę.
- No jak z kim? Z Jay'em!- Bąknęłam niewyraźnie, po czym przygryzłam dolną wargę.- Ale...
Nie dokończyłam, złączając nasze usta. Poczułam, że się wzdrygnęła. Ponownie przygryzłam wargę, na chwilę przerywając, by spojrzeć w jej oczy. Była widocznie zszokowana.A ja miałam ochotę ją przytulić i nie puszczać. Ignorując jej zdziwienie, znów ją pocałowałam. Nie było to tak agresywnie, a delikatnie. Poczułam, że to oddała, co mnie po prostu uszczęśliwiło. Przyznam, że brakowało mi tego. Mimo stanu, w jakim byłam, uświadomiłam sobie jedną, ważną rzecz..Chyba zakochałam się w brązowowłosej istocie zwaną Kendall. Było mi tak przyjemnie,  jednocześnie czułam, że potrzebowałam tego jak niczego innego.Serce mi szybciej zabiło, niemal nie wyskoczyło z klaki piersiowej.
- Kyline.- Przerwała dziewczyna, oddając się ode mnie. Odwróciłam się z ciekawością, na co pokręciła głową- Nie możesz tyle pić. Idziemy do pokoju.- Złapała mnie za ramię i pociągnęła na korytarz.
- Ale zostaniesz ze mną, nie?- Spytałam, podśpiewując jakąś nieistniejącą melodię. Ta spojrzała na mnie przez ramię, lekko się uśmiechając.- No Kennyś! Nie zostawiaj mnie! Ja tu chcę ci coś wyznać, a ty ciągniesz mnie nie wiadomo gdzie! No ej, to nie fair- Zrobiłam naburmuszoną minę, widząc, jak otwiera mój pokój. Mój? Szczerze, wyglądało mi to na łazienkę. Albo na coś innego.- Gdzie idziewmy?!- Wydarłam się.
- Nie drzyj się!- Skarciła mnie, a ja skrzyżowałam ręce na pięści. Prychnęłam coś pod nosem, kręcąc głową.
- Ale ej, posłuchaj mnie w reszcie!- gdy weszłyśmy do pomieszczenia, znów przygwoździłam ją do jakiegoś mebla. Tym razem, była to szafa,
- C.co?- Spytała, na co zachichotałam.
- Kocham cię- Szepnęłam do jej ucha i odkleiłam się od niej. Ujrzałam jakąś miękką powierzchnię, po czym runęłam na nią, mrucząc pod nosem. Byłam zmęczona, więc zamknęłam oczy, biorąc po głowę poduszkę.Chciało mi się spać, a jednak, kątem oka błądziłam po brunetce, która stała jak zamurowana.

<Kenny? ^_^>

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kednall

Zapomnij...Ale jak? Nie da się. Nie tak szybko. Nie teraz, gdy jest jakaś nadzieja...jest? Tak, ale chyba nie dla mnie.
- K-Kendall...-Zaczęłam, prawą rękę wyciągając do niej. Ale gdy tylko ujrzałam zamykające się powolnie drzwi, sama trzasnęłam swoimi. Czy ja muszę wszystkich ranić nawet w tedy, gdy nic takiego nie zrobię? ~To nie twoja wina~ Pocieszył mnie głos. Zdziwiona jego zachowaniem, zrobiłam zdziwioną minę. ~Tak, tak. Ja też mam uczucia, skoro jeszcze nie wiesz~Westchnął głośno.- Dzięki. Że we mnie wierzysz. Ale co ja mam zrobić?- Spytałam, czując jak emocje powodują, że żołądek urządza mi wewnątrz wyścigi.~Porozmawiać z nią o tym. wiem, że umiesz mówić o uczuciach. A przynajmniej w myślach...Jakby co, pomogę~- Dzięki...mogę cię jakoś nazwać? Mogę, od dziś jesteś Can.- ~Can?~ Zdziwił się.- Skrót od Canade.- ~Mmmm piękne. A teraz zapierniczaj do Kendall~
- Nie dzisiaj..potrzebuję trochę czasu- Po tym, Can zamilkł. A ja, w spokoju położyłam się na łóżku, chcąc na chwilę zapomnieć o wydarzeniach. Ale nie można tak po prostu zapomnieć. To jest zwyczajnie za trudne.

~*~

Spokojny, miarowy oddech zatrzymał się wraz z otwarciem oczy. Jak ja chciałabym jeszcze spać...
Ale nie. Nie mogę. Nie teraz. Nie w takiej sytuacji, która wracała do mnie z każdym, ciężkim oddechem. Coś w środku powodowało, że czułam się okropnie. Z myślą, że dałam tej istotce nadzieję. Choć chwilę. Ale..zwyczajnie nie umiałam powiedzieć jej, że też coś czuję. Bo sama nie wiedziałam, czy to prawda, czy kłamstwo. Ale zawsze bym ją uszczęśliwiła. Zależy mi na niej, ale nie wiem, czy tak jak ona myśli. Czy tak, jak ja myślę. A co, jeśli ta cała miłość przejdzie? Będzie bolało bardziej, o wiele bardziej. Aż mi się płakać zachciało, nawet nie wiem czemu. Tak to jest, kiedy setki emocji spływają się w jedność, tworząc istny chaos w umyśle i w sercu. Cały czas pojawiało mi się pytanie.. Iść, czy nie? Wyznać swoje uczucia, które i tak by nic nie znaczyły, czy nie? Cierpieć z nią, czy w samotność? Dać upust emocjom, czy dalej się  nich pogrążać? Nie było na nie ani jednej odpowiedzi. Co jakiś czas zrywałam się z miejsca, by po chwili z powrotem upaść na materac. ~Idź, jest czas.~ Can, pewny swojego, rozkazał mi wstawać. Może miał rację. Nie przekonam się, póki sama nie doznam, czy to co czuję jest prawdziwe. Jeśli tak, normalnie powiem mu że jest najlepszym przyjacielem na świecie. Odetchnęłam, chcąc trochę rozluźnić ten stan bezczynności i wstałam. Ubrałam się. Podeszłam do drzwi. Nacisnęłam niepewnie klamkę. Czy to ma sens? Ma. Otworzyłam drzwi. Spojrzałam na pusty korytarz. Przetarłam zaspane oczy. Powstrzymałam się przed powrotem do łóżka. Postawiłam pierwsze kroki na przód. Zwróciłam się w kierunku pokoju dziewczyny. Podeszłam do niego. Uniosłam pięść. Zapukałam. Raz.Dwa.Trzy. Nie, to bez sensu! Chciałam wręcz uciec, jednak odgłos przekręcanego zamka mnie powstrzymał. Odwróciłam się, odwracając wzrok od brunetki, stojącej na przeciwko mnie.
- Chciałam...pogadać.- Zaczęłam, nie czekając na jej reakcję. Wprosiłam się do jej pokoju, zasiadając na pierwszym wolnym meblu, jakim była podłoga. Po co się męczyć i iść na...fotel? Czy coś innego, do tego przeznaczonego?- Kendall, nie umiem mówić o uczuciach, ale spróbuję. Słuchaj, nie chodzi o to, że jestem osobom bez serca, która nie umie pokochać drugiej osoby...-Zacięłam się w połowie zdania, nie wiedząc jak dokończyć. Jednak mój kolega mi w tym pomógł, dyktując mi resztę- Ale nie chcę tobie robić bezsensownej nadziei, że coś może wyjść. Nie wiem, nie jestem pewna co do swoich uczuć. A gdybyśmy jednak zaczęły? A potem którejś by się odwidziało? Bolałoby. Bardzo. A ja nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała.- Zakończyłam na tym, marszcząc brwi. Ken usiadła tuż obok mnie, kładąc swoją rękę na moim ramieniu. Chciała coś powiedzieć, więc ośmieliłam ją, słabym uśmiechem.

<Kenny?  Drama time xd>

piątek, 23 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

Nic nie pamiętała, a bynajmniej tak myślałam. A słysząc to z jej ust, ulga była ta kojąca, że nie chciałam, by odeszła. Ale nic nie trwa wiecznie...Tak samo jak Kendall, która niemal od razu po przebudzeniu wstała i wyszła. Rozłożyłam ręce w irytacji, chcąc iść za nią. Ale uznałam, że może potrzebować czasu dla siebie. Mnie też to dobrze zrobi. Przymykając oczy, westchnęłam, starając się myśleć o czymś miłym, fajnym, uspokajającym...Ale i to nie pomogło. Nerwy całkowicie przejęło nade mną kontrolę, co było niezmiernie dziwne. To całe uczucie, jakbym kogoś zabiła i bała się, że to wyjdzie na jaw. Nie..ten przykład nie jest odpowiedni. Tak jak to, co wczoraj zrobiłam. Pocałowałam Kendall....Ona mnie! Dalej nie mogłam uwierzyć, że takie coś miało miejsce. I mi pamięć gdzieś zalegała, nie mogąc przypomnieć sobie całej sytuacji.
- Uciekła, chwilę przeczekałam, poszłam za nią, znalazłam ją zapitą w trzy dupy, powiedziałam że to co zrobiła jest złe...- ~A potem cię pocałowała~ Przerwał mi mój wewnętrzny głos.~a TY, go oddałaś, dziecko~ jego irytujący ton jeszcze bardziej mnie rozbił, więc nie miałam kompletnego pojęcia co robić. Właśnie, oddałam go...Tylko czemu? ~A może to miłość?~ Zadrwił. Także się zaśmiałam.- Masz rację...jest za młoda. Ale wiesz...Nie jestem Hetero.Ani nie homo.- Wzruszyłam nieznacznie ramionami, wbijając wzrok w ścianę.- Ale...nie chciałabym, żeby cierpiała. Mimo wszystko. Zawsze coś może się zepsuć, co odbije się na mnie...i na niej. Czemu ja o tym w ogóle myślę?! Przecież ona nic nie pamięta. To...dobrze, nie?- ~Zależy dla kogo.~ Zakończył, zapewne nie mając zamiaru dalej o tym rozmawiać. Często fochał się, że on nie może znaleźć sobie dziewczyny. Był dosłownie zdruzgotany, ale w końcu się przyzwyczaił! No, prawie. Chcąc go nie denerwować, wyjrzałam za okno, widząc biel. I biel, nic więcej. Ano może jakieś auta, ulica...Ale to też było białe. Aż raziło w oczy, co zniechęcało do patrzenia na śnieg. Inaczej, z wyjściem na dwór! Zimno, jak zawsze...Nie miałam konkretnego powodu by wyjść, wolałam przesiedzieć w pokoju kilka dni, jedynie śpiąc, jedząc i...to wszystko. Ale nie. Bo widok Kendall, jak zawsze nieprzyzwoicie ubranej do pogody aż się we mnie gotowało. Kac i nocne wyjście na spacer, a do tego jakaś jebitna bluza? Chyba zapomniała, co stało się wcześniej. Chcąc specjalnie jej o tym przypomnieć, wybiegłam z pokoju, od razu kierując się do wyjścia. Drzwi rozwarły się, a wiatr wiał prosto w moją twarz. Lepszej pogody być nie mogło? Ale...zawsze mogło być gorzej. Ano, i było. Koszulka, ledwo zakrywająca górną część ciała i jakieś krótkie, pidżamowe spodenki? Pff. Ignorując swój ubiór, postawiłam kroki na szronie, który pstrykał i wydawał inne dziwne dźwięki pod moim ciężarem. Dziewczyna, stojąca kilka metrów dalej, odwróciła się, mierząc mnie niewinnym, smutnym wzrokiem. Nie rozumiejąc jej uczuć, podeszłam. Wzdrygnęła się, gdy złapałam ją za ramię. Spuściła głowę, lustrując mnie wzrokiem.
- N-nie jest ci zimno?- Spytała, co moim zdaniem było głupie.
- Nie, gorąco! Jeszcze plaży brakuje!- Wydarłam się, nie umiejąc powstrzymać złości- Mam przypomnieć ci, co zdarzyło się ostatnim razem, kiedy tak sobie wyszłaś?!Jakiś facet prawie cię okradł, a mógł też zabić albo nawet zgwałcić! A do tego ten ubiór!- Wymachiwałam rękami na lewo i prawo, przez co brunetka zmuszona była się cofnąć. Gdyby tak opisać jej teraźniejszy wygląd- jak zbity pies. W kącikach jej oczu, widać było łzy. Jestem aż taka zła?- I nie płacz, bo nie ma po co! Ygh- Złapałam się za głowę, zamykając oczy. Szloch, który się z niej urwał, powstrzymał mnie od dalszych "wywodów". Chcąc trochę rozładować emocje, z zaciśniętą pięścią zbliżyłam się do niej, a z moich ust wyszło ciche "Przepraszam". Przytuliłam ją, co od razu oddała.- Chodź do środka- Posłuchała, kierując się powoli do Akademii.

~*~

Gdy ona siedziała w moim pokoju, ja poszłam do sklepu i kupiłam coś na ból głowy. Czyli, znany lek o nazwie "Apap". Od tyłu było "Papa", co mnie niezmiernie śmieszyło. Czemu? Kij wie.
- Jestem!- Krzyknęłam, otwierając drzwi. Na łóżko rzuciłam opakowanie, po czym usiadłam przy nim, .- Więc? Co się stało?- Spytałam, na co ta, zdziwiona odwróciła do mnie głowę.Leżała obok mnie, wlepiając źrenice w sufit.- Okej, nie chcesz, o nie mów...

<Kendall?>

Od Kayline cd. Kendall

Stałam tam, powstrzymując się od odruchu wymiotnego. Okej, Alkohol, papierosy...Ale wymiociny po których wszyscy lezą? Za.Dużo.Wszystkiego. Jedyną rzeczą, którą bałam się tam zobaczyć, to Kendall liżącą się z jakimś cholernym typem. Zazdrość? Nope. Bardziej widok jej, płaczącej w kącie pokoju. Co, jak co, ale jest delikatną dziewczyną. A takie przeżycie, zapewne źle by się dla niej skończyło. Wołając ją, coś mignęło mi przed oczyma. A po tym, ujrzałam brunetkę stojącą blisko mnie. Poczułam znów mocny zapach, ale to nie powstrzymało mnie przed spojrzeniem w dół. Kendall, kompletnie zalana. Jak ona zdążyła tak szybko się upić?! I kto jej to dał?!.
-Dobrze się bawisz?- wymruczała, przymykając oczy.
-Ken, nie powinnaś sama wiesz o tym.- odezwałam się, spokojniej niż wcześniej. Nawet gdybym robiła jej jakieś wyrzuty, zignorowałaby to.- Nie powinnaś się tak mocno upić.- dodałam cicho, rozglądając się za ochroniarzami. Mogliby nas stąd wyrzucić, lub chociażby wezwać policje,co nie było nam na rękę. A zwłaszcza mi... Ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna znacznie się do mnie przybliżyła. Jej wzrok był zamglony, ale..jakby wiedziała, co robi.Ona chyba nie chce...Przeszło mi przez myśl. Po chwili, nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Chciałam się odsunąć, ale coś mi na to nie pozwalało. Zamknęłam mimowolnie oczy...te emocje..i wszystko inne...Oddałam jej pocałunek, pogłębiając go. Złapałam jej poliki, przyciągając jej głowę bliżej mojej. Nie chciałam tego przyznać. Ale...podobało mi się. Zagryzając jej dolną wargę, mogłam poczuć smak malinowej pomadki. Moje ręce zjechały do talii, jeżdżąc jej kojąco po plecach.~ KAY OGARNIJ SIĘ.~ Krzyknął mój głos, co wydawało mi się głośniejsze niż muzyka. W jednym momencie przerwałam, odsuwając ją od siebie. Ale była na tyle pijana, że nie zwróciła na to uwagi, głupio się do mnie uśmiechając. Narastała we mnie złość, chęć wyprucia jej flaków. Jak mogła to zrobić?! A do tego, zszokowanie dało mi się we znaki. Moje ręce nieznacznie drżały, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Wychodzimy.- Wycedziłam przez zaciśnięte zęby, biorąc ją na fraki i dosłownie wyrzucając na zewnątrz. Widząc ją rzygającą w koncie, nie bardzo wiedziałam co robić. Rzadko się upijałam, prawie w ogóle. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko zabrać ją do łazienki. Ale nie w klubie. A w szpitalu. Jest za młoda na alkohol, nawet w takiej małej ilości może spowodować duże szkody.
- Ja chcę wrócić, tam jest mój u..ukochany...-jęknęła. Ukochany...
- To on dał ci alkohol?- Spytałam, nachylając się nad nią. Przytaknęła niewyraźniej, opierając głowę o ławkę, stojącą obok budynku. Ukradkiem posłałam jej groźne spojrzenie, po czym niczym na dzikim zachodzie, kopnęłam drzwi. Zwróciłam przy tym uwagę stojących najbliżej mnie. Ignorując ich, skierowałam się do baru. Jedynym osobnikiem płci męskiej, jaki tam siedział, był brunetem. Mimo tego, iż przy nim było kilka pustych szklanek po alkoholu, trzymał się nieźle. Podeszłam do niego, z kamienną twarzą. Jego wzrok został skierowany na mnie. Teraz możesz się na coś przydać. Powiedziałam w myślach, co mój głos idealnie zinterpretował. Kontrola została przejęta przez niego.
- Hej mała, może..- nie dokończył, gdyż dostał z pięści...boleśnie zaczerwienione miejsce, znaczyło że dostał mocno. I dobrze...- O ty mała...-Wstał, chcąc się zamachnąć. A jednak! Alkohol robi swoje...Nie zdążył nawet porządnie ustać, gdyż dostał drugi raz. Uśmiechnęłam się wrednie, wystawiając mu środkowy palec.
- Nie ładnie dawać alkohol nieletnim, idioto. - Odwróciłam się z niesmakiem, kręcąc bezsilnie głową. Dzięki.Mruknęłam po chwili, a kontrola wróciła. Gdyby nie mój "przyjaciel", zapewne nie odważyłabym się na takie coś. Jest moją pomocą, prawą ręką, moim sprzymierzeńcem którego mam ochotę czasem zabić. Wychodząc na zewnątrz, Kendall właśnie zaprzyjaźniła się z tym kawałkiem drewna. A nawet więcej! Bo zaczęła go namiętnie całować i wyznawać mu miłość. Z lekkim rozbawieniem pomogłam jej wstać. Udało się, a w międzyczasie sięgnęłam po telefon, wybierając pierwszy numer na samej górze.
- Halo, braciszku..? - zaczęłam, słodkim głosikiem. Słyszałam westchnienie zza drugiej strony, więc kontynuowałam- Taka sprawa... Musisz nas gdzieś podwieźć.
- Nas? Nie mów mi, że jakiegoś chłopaka!?- Oburzył się, a w głowie miałam jego naburmuszony wygląd.
- Nie, debilu! Koleżankę! - wrzasnęłam po namyśle. Koleżankę... I nic więcej.
Po błaganiach, w końcu się zgodził. A już po chwili, czekał na nas w swoim aucie.
- Ona jest pijana? - jęknął - czemu dałaś jej alkohol!?- Odwrócił głowę w stronę śpiącej dziewczyny, po czym skierował wzrok na mnie.
- To... Nie ja. - szepnęłam - sama poszła, a dał jej jakiś chłopak.
- To czemu jej nie powstrzymałaś?- Wyrzut, jaki słychać było w jego głosie, totalnie mnie zrujnował. Był jedyną osobą, którą darzyłam taką miłością. Dla tego jego zdanie było dla mnie takie ważne.
- No próbowałam! Ale...- Moje próby obrony najwyraźniej nie robiły na nim żadnego wrażenia.
-Właśnie widać. Wiesz, myślałem że jesteś bardziej odpowiedzialna.
- Bo jestem. Daj już spokój  to nie moja wina...Próbowałam.- Powtórzyłam, pocierając zimne ramiona. Zza okna widać było miasto. Teraz, wydawało się być ciekawsze niż...wszystko inne. Tyle myśli, a to wszystko przez jedną osobę. Jeśli zapomni o dzisiejszej noc, to dobrze. Lepiej jeśli nie będzie pamiętała ani klubu...ani tym bardziej pocałunku. Ale teraz trzeba pomyśleć, co powiedzieć lekarzowi.

<Kenny?>

czwartek, 22 grudnia 2016

Od Kayline do Kendall

Tak samotnie idąc ulicami, aż robiło mi się niedobrze. Te wszystkie ozdoby świąteczne, świecidełka, aż do porzygania. Czy na prawdę ktoś chce robić ze swojego domu stojącą świeczkę? Bynajmniej ja nie. Przesada nie należała, oraz dalej nie należy co do moich  zwyczajów "dekorowań".
- Przepraszam.- Powiedziała jakaś kobieta, która najwidoczniej tak jak ja, chodziła zamyślona nie zwracając uwagi na wielu przechodniów. Co najgorszego jest w zimie? Krótkie dni...nic się nie da zrobić, bo o 16 już ciemno jak w dupie. A jednak! Można kupować ozdoby i lampki! ~Ty. Ciebie też to czeka~ Zagroził głos, któremu od razu kazałam się zamknąć. Zazwyczaj na tym, rozmowa się kończy, ale..nie tym razem. Słyszałam, o jego planach na święta, co mam kupić, co i jak przygotować...
- JESTEŚ TYLKO GŁOSEM, IDIOTO!- Wydarłam się w końcu, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądałam dziwnie? Owszem. Ale kogo to obchodzi? Mnie i jakiegoś chłopaka, na którego niespodziewanie wpadłam, kłócąc się z samą sobą. Poleciałabym w dół, gdyby nie jego silny uścisk. Ujrzawszy jego zielone tęczówki, brąz czuprynę, zaniemówiłam. Brunet z MC... powód kłótni, ale za to...zabójczo przystojny powód kłótni.
- Haj, ja cię gdzieś widziałem.- Uśmiechnął się, przy czym zmiękły mi kolana. Pierwszy raz ktoś tak na mnie działa! Ale, ale...Nie na to czas, trzeba wracać, romanse to nie dla mnie.
- Taaak...kupowałam lody i Chikery..- Wycedziłam, podnosząc się do pozycji stojącej. Wydawał się być zadowolony ze swojej "pomocy", jaką mi dał. Kiwnął głową, pytając, czy może mnie odprowadzić. Odmawianie nie pomagało, tak jak i naleganie chłopaka. Dwa, uparte duchy toczyły ze sobą walkę o to samo. 
- Ale serio...sama, o tej porze?- Dopytał, marszcząc brwi.
- Pójdzie ze mną- za sobą, usłyszałam dosyć dziecięcy głos, pasujący tylko do jednej osoby, którą objęłam przyjaźnie ramieniem. Chłopak, tylko zmierzył ją niechętnym wzrokiem, tak z resztą i ona.
Po jego odejściu, odwróciłam do niej wzrok.- Dzięki, Ken.- Mruknęłam, ciągnąc jej policzki niczym babcia, nie widząc swojej wnuczki od dawna.
- Ken?- Zdziwiła się, a jednak ucieszyła, machając ręką w moim kierunku. Te promyki w jej oczach, mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się złośliwie, popychając ją w kierunku przeze mnie wyznaczonym.
- A co, nie mogę cię tak nazywać?- Prychnięcie i udawanie obrażanej...normalnie aktorka.
- Znaczy ten...możesz- odparła nieśmiało, widocznie wierząc w moje mini "przedstawienie". Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się przy tym. Śnieg przestał padać, więc otrzepałam się z niego. Ukradkiem zauważyłam zwrócony ku mojej osobie, wzrok Kendall. Więc gdy ją na tym przyłapywałam, ona prędko odwracała głowę, niczym spłoszone zwierze. Wzruszyłam ramionami, wznawiając nasz marsz.
- a gdzie tak właściwie idziemy?- Dobre pytanie, Ken. Dobre pytanie... Ponownie wzruszyłam ramionami, sadzając ręce do kieszeni.- Za to ja mam pomysł.- Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dawaj- kiwnęłam głową w jej stronę. Tajemniczo przybliżyła się do mnie, chcąc szepnąć mi coś do ucha. Nastawiłam głowę, czekając na jej propozycję.
- Możemy iść na imprezę.- Pod wpływem emocji, zaśmiałam się głucho, niemal nie wybuchając przy wszystkich,. A jednak...Mój śmiech słychać była w całej dzielnicy, którą właśnie podążałyśmy.
- Impreza? Kendall, ty dzieckiem jeszcze jesteś!- Położyłam w rozbawieniu rękę na jej ramię. Ta, wielce obrażona krzyżowała ręce, patrząc gdzie indziej, udając że mnie nie zna.- Ty nawet osiemnastki nie masz!

<Kenny? XD>

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

Trzaskające z hukiem drzwi obiły mi się o uszy, zapewne nie tylko mi. Dobiegłam do łóżka, by chwilę później, twarzą spaść na twardy materac...już nawet ból nosa mi nie przeszkadzał.
Czy wszyscy muszą być tacy denerwujący? ~Idź do niej.~ 
- Nigdzie nie idę! To jej wina, miesza się w nie swoje sprawy- Wydarłam się, zaciskając pięści na pościeli, trochę rozładowując zdenerwowanie. ~Nie chciała! A ty czasem nie byłaś zazdrosna?!~
- A od kiedy tak się przejmujesz ludźmi, co?!- Tym razem krzyk zmienił się w łamiący się głos.
~Skoro ty tego nie robisz, ja muszę~ Zastanawiałam się nad wypowiedzią głosu, ale wmawiałam sobie, że nie ma racji. Zaprzeczał, ale trzymałam się swego. W końcu nie obchodzą mnie inni! Inni...inni...Ale ona tak. Jedyna taka osoba, która przyciąga mnie swoim charakterem, sobą.
- JEBAĆ TO.- Powiedziałam na głos, szybko stając na proste bogi. Bez zbędnego zakluczenia drzwi, czy innych czynności, skierowałam się do pokoju dziewczyny.Przystanęłam na chwilę, by pomyśleć, co właściwie mama jej powiedzieć. Jedno stuknięcie- nic. Dwa- nic. Aż lekkie pukanie zmieniło się w "walenie", wywołując donośny odgłos. Nie wytrzymując presji nacisnęłam klamkę, która ku mojemu zdziwieniu, nie dała za wygraną. Pokój był zamknięty.
Jeśli teraz gdzieś wyszła, w samej bluzie, SAMA, własnoręcznie ukręcę jej kark...Nie wiadomo kto o tej godzinie może się kręcić! Pewnie jacyś pijacy, gwałciciele...Aż strach pomyśleć, co mogliby zrobić z taką marną 17- latką.
Wyparowałam więc na zewnątrz, rozglądając się za jakimiś znakami, choćby śladami. 
- Kendall!- Zawołałam, ale nic nie wskazywało na to, iż mnie w ogóle usłyszy. Moją pierwszą myślą było pójście do parku, który był najbliższym miejscem gdzie chodząc ludzie. Dałam prowadzić się swoim nogom, które były zdecydowane podążać do bramu, wyłaniającej się zza płatków lecącego śniegu. Czarny, wielki, zdobiony kawał metalu skrzypiał, dodając tego strasznego efektu ciemnej nocy z jak horrorów. I po co ona by tu lazła? Zastanowiłam się, czy w ogóle warto tu wchodzić. 
Wzruszając bezsilnie ramionami, przekroczyłam tę granicę między parkiem a zwyczajną, białą drogą. Na horyzoncie pojawił się jakiś zarys dwóch postaci. Zignorowałam je, myśląc, że są...tak jakby..parą? Rodziną? Znajomymi? Ale nie. słysząc ten charakterystyczny, rozpaczliwy szloch i wołanie o pomoc, ruszyłam biegiem w ich stronę. W moim umyśle były same najgorsze scenariusze, że w tejże chwili, może robić z nią co tylko chce. Zero ludzi, a poza tym, mężczyzna jest silniejszy od takie drobinki jaką jest Kendall. Nogi, no szybciej, kurde! Zasłoniła mnie jedna z pobliskich ławek, dając mi możliwość przeanalizowania całej sytuacji. poczułam mocną woń alkoholu. Sposób, w jaki wyrażał się facet, był sam w sobie ohydny.Brunetka była widocznie przestraszona i żałowała decyzji o choćby wystawieniu głowy zza murów Akademii. Łzy, cały czas leciały jej z oczu, Szczerze, nawet mnie to ruszyło.
A widząc ostrze, odbijające się w świetle białego puchu, odruch wygrał. Niczym zawodowy parkour'owiec przeskoczyłam ławkę, by stanąć na przeciw memu wrogowi.
- Zostaw ją- warknęłam, cały czas mając na oku broń, która w każdej chwili mogła spocząć w mym ciele. Była to jedna, z wielu moich obaw które pojawiły się wraz z ukazaniem swojej obecności tej dwójce. Okulary, które przed chwilą spoczywały na nosie Ken, teraz potłuczone leżały na ziemi.
- Kay..-zaczęła, jednak mężczyzna pociągnął ją za włosy. Koniec tego dobrego...
Chcąc zbliżyć się, uniosłam ręce w pokojowym geście, jednak nie pomogło, gdyż napastnik kurczowo trzymał dziewczynę przy sobie, a tym samym kierując w nią ostrym narzędziem.
- NIE podchodź, bo ją zabiję- zagroził, brzmiąc "śmiertelnie" poważnie.
- I co zrobisz dalej? Zabijesz MNIE?- Prychnęłam z udawaną obojętnością- nie dasz rady nawet, gdybyś chciał.
- Aleś ty pyskata, wiesz?- Uśmiechnął się wrednie, po czym dosłownie rzucił dziewczynę na ziemię i nożem, na moje szczęście, przejechał po prawej ręce. Piekący ból, dawał o sobie znać na tyle mocno, że przez chwilę cały świat zawirował.Jeszcze kolejny cios, skierowany w tył głowy. Zachłysnęłam się powietrzem, po czym upadłam na zimną powierzchnię. Kątem oka widziałam ostrze, które w rękach pijanego mężczyzny wydawały się być niezmiernie niebezpieczne. Przymknęłam oczy, starając się opanować. Zahamować  jęk rozpaczy.
- Uważaj!- Krzyknęła Kendall, a po chwili, swą mocą, uniosła narzędzie i wbiła je w mężczyznę. Podniosłam się, by dać mu niezły cios najpierw w tors, a gdy to nie zrobiło na nim różnicy, dostał prosto szczękę. Żadne krzyki, czy nawet jego błagania nie robiły już na mnie wrażenia, nawet ona nie zwracała na niego uwagi. Wytarłam krew, lecącą z kącika ust i spojrzałam na niego, miotającego się na ziemi. Sięgnęłam ocalałą ręką do kieszeni, w której miał bransoletki, oraz jakieś pieniąc. Wiedząc, do kogo należą, wyciągnęłam i je schowałam. Chcąc zostawić go na pastwę losu, wzięłam zszokowaną dziewczynę, jednak ta stawiała upór.
- Musimy zadzwonić na karetkę!- Poleciła, odbierając ode mnie komórkę. W mgnieniu oka wytrąciłam jej ją z rąk, na co spojrzała na mnie krzywo.
- nigdzie nie dzwonimy! Rozumiesz?!
- Z--on zginie.
- A co im powiesz, hm? Że tak jakoś wyszło, że dwie gówniary zrobiły TAKIE COŚ, TAKIEMU mężczyźnie?
- Ale...ty nie jesteś..
- Nie ma ALE!- Przerwałam jej, podnosząc głos.
- Powiemy prawdę!- Jej kłótnie były zbędne, gdyż nie chcę mieć dodatkowo policji na głowie.
- Nie.
Nie słuchając mnie, sama chciała załatwić sprawę. Słyszałam wybieranie numeru, oraz jej pewny siebie głos. Nie zrobiła tego...
Pociągnęłam ją za sobą, jednocześnie przerywając połączenie. Stanęłam tuż przed nią, stykając się wzrokami. Mój, jak zawsze był przepełniony nienawiścią i chęcią mordu. Za to jej, zmienił się na stanowczy, czego wcześniej u niej nie widziałam.
- Co ci w ogóle przyszło do głowy, żeby tu się pałętać?! Jest późno, a ty leziesz nie wiadomo gdzie! Przez takie lekkomyślne rzeczy, wychodzą takie rzeczy!- Zauważyłam, że w kącikach jej oczu zbierają się łzy. Ostatni raz powiedziałam, żebyśmy szły stąd jak najdalej. Posłuchała. I tak już zadzwoniła, więc tu przyjadą...to całe namierzanie telefonów i tak dalej. A przez to, mogą znaleźć i nas... Szybkim krokiem doszłyśmy, bez słowa, do bramy. Miałam ochotę wykrzyczeć jej kazania na temat tego, iż w nocy nie łazi się samotnie po parku, zwłaszcza w tak młodym wieku. Czy to by coś pomogło? Raczej nie. Ale za o dałoby upust złości! A to jest jakaś tam część sukcesu.

<Kendall?>

niedziela, 11 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

Zaprzestałam jedzenia, by obdarzyć dziewczynę swym niezrozumiałym spojrzeniem. Ta jednak zdawała się nie rozumieć, o co właściwie mi chodzi. Otóż jakiś inny głosik pojawił się w mojej głowie, odpowiadając na zadane przeze mnie pytanie.
- Co to było?- Spytałam, nieco się nad nią pochylając. Bóg chciał, aby w tym momencie ona się odsunęła i niema zleciała w dół razem z krzesłem. Powstrzymał ją jednak mój uchwyt za ramę siedzenia. Westchnęła z ulgą, łapiąc się o kant powierzchni.
- A..to.- westchnęła- oprócz poruszania rzeczami, mogę używać telepatii, ale tylko na chwilę. Przy dłuższym połączeniu, mogłoby być źle.- wytłumaczyła, przysuwając się do stolika. Ta odpowiedź nie "wypełniła" całej mojej ciekawości. Pozostało pytanie Jak ten gad mógł to usłyszeć?
~Ja też to słyszałem...~ Pierwszy raz wyczułam w tym.."czymś", bo nie wiem jak to nazwać, taką niepewność. Zmrużyłam czoło, wzrokiem ustając na swoich rękach- Coś się stało?- Tym razem to ona się zbliżyła, biorąc łyżkę wypełnioną karmelem. Ten nie był zbyt przekonany o pożywieniu się nim, więc zleciał z powrotem do kubeczka.
Moja ignorancja w tym momencie była silniejsza niż wszystko inne. Nie pozwalała mi się skupić na dalszych słowach ludzi wokół mnie a na tym, że ON to słyszał. Nigdy tak nie było. Tylko ja miałam dostęp do jego słów, a on do moich. - Kay!- Poczułam mocne szturchnięcie, co wybudziło mnie z tego "transu".
- Mówiłaś coś?- Uniosłam głowę by spojrzeć na nią, jednak widząc jej zmieszany, jakby zmartwiony wzrok uciekłam oczami gdzie indziej.
- Co to było?- niosła ręce w geście kompletnego zdziwienia. Nie odpowiadała jej, sama nie znając wyjaśnienia. Wzruszyłam delikatnie ramionami, jak gdyby nigdy nic, delektując się kanapką.

~*~

Wychodząc, biały puch poleciał prosto w moją twarz, powodując mroźny ból na polikach. Pisnęłam, zakładając na głowę kaptur. Zima, jak zima. Śnieg sypał mocno, zakrywając większość ulic, aut, budynków, a nawet ludzi, którzy bez większego sukcesu się z niego otrzepywali. Kątem oka spoglądając na Kendall, zrobiło mi się zimniej.
- A ci to gorąco nie jest?- Prychnęłam wymownie, na co spuściła głowę, pocierając ramiona. Jest zima, a ta w bluzie samej...
Skrzyżowałam ręce, w głowię mając przygotowany plan na resztę nocy. Ale że brunetce jest zimno...Jedyną opcją było pójście do pokojów. Złapałam ją za przedramię, ciągnąc w stronę jezdni. Posłusznie wykonywała moje ruchy, co było mi na rękę! Niezbyt widziało mi się ciąganie ją pod bacznym spojrzeniem przechodniów, których było nadzwyczaj dużo. Na pytanie "gdzie idziemy?", wskazałam Akademię.

Przeszłyśmy przez drzwi wejściowe, wpuszczając do środka zimne powietrze. Gdy ona bezgłośnie szła korytarzem, starając się nie obudzić innych, ja jak stado koni hasałam odbijając się od ścian.
- To mój pokój.- Zatrzymała się nagle, co i ja zrobiłam.
- No tak. Więc...Pa.- Machnęłam ręką, rozglądając się za kartką z napisem "Kayline".Nacisnęłam klamkę, ale nie dane było mi chociaż spojrzeć na swój pokój.- Co jest?- Mruknęłam, odwracając się w kierunku pokoju numer 5.
- Ten chłopak...o czym rozmawialiście?- Zaczęła niepewnie, ukradkiem chowając się za drzwiami.
- Ten, czyli...?
- Z MC.- Odparła, a ja w tej chwili pomyślałam, że zachowuje się jak mój rodzic. Zmrużyłam oczy, zmniejszając dystans między nami.
- Co z nim nie tak?- Oparłam się o pobliską ścianę.
- Nic, znaczy...- jej szept był przepełniony zazdrością, czułam to. Ale czemu? Zawsze jestem miła dla sprzedawców jedzenia, a poza tym, ten był przystojny...- Dałaś mu swój numer?-Poczułam mały napływ złości. Nie dla tego, że mam do niej jakiś problem, czy coś. Ale dla tego, że miesza się w nie swoje sprawy. Nie był to mój numer, a zwykła karteczka z kuponem. To jednak nic nie zmienia.
- A co cię to, przepraszam interesuje? To chyba..moja sprawa, co komu daje?

<Kendall?>

sobota, 10 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

~Zawsze będę z tobą. Nigdy ode mnie ni uciekniesz, nie dasz rady. Zostanę z tobą na wieki. Z tobą do końca życia, a nawet i po nim. A ty, jak zawsze nic nie możesz zrobić. Oh, jak mi przykro! Ale beze mnie nie przetrwasz nawet minuty. Pogódź się z tym.~
Obudziłam się, rozwierając szeroko oczy. Zobaczysz, pozbędę się ciebie...
Uginająca się obom mnie pościel sugerowała, iż nawet ona nie miała spokojnej nocy. Ze zwykłej ciekawości, me emocje zostały roztrzaskane, z panicznymi próbami złożenia ich. Jednak te kawałki powodowały mętlik i niepokój. Otóż zeszklone oczy dziewczyny, oraz ciche "przepraszam" sugerowały, że ma jakiś kłopot. Jaki? Nie bardzo byłam tym zainteresowana. Ale widocznie nie chciała, bym widziała jej rozpaczy. Tak więc podniosłam się do siadu, by wbić w nią wzrok. Ta jednak zasłoniła twarz rękami, co mi utrudniało w rozpoznawaniu przyczyny tego nagłego szlochu, który co chwila, mimowolnie wydobywał się z jej ust.
- Kednall, co się stało?- Ziewnęłam przeciągle, przymykając jeszcze zaspane oczy.- Zły sen?
Przytaknęła, powolnie opadając na poduszkę i zwijając się w kłębek. Westchnęłam, powtarzając jej ruch. Gdybym chciała, mogłabym coś z nim zrobić. Ale jej umysł był dla mnie istną zagadką, nie do rozwiązania. A poza tym, czy chcę aby ta osóbka była dla mnie bliska? Żeby znaczyła dla mnie więcej niż *znajoma*? ~Życie w samotności to nie życie~. ~A weź się pierdol~- syknęłam, na co zdziwiona Kendall odkryła oczy, by spojrzeć na mnie,
- Nie ty...-szepnęłam- on.- Puknęłam się w głowę.To brzmiało jeszcze dziwniej. But who cares?- Kednall. To tylko sen, wytwór twojej wyobraźni. 
- Wiem, ale...-znów szloch, który przerodził się w cichy płacz. Instynkt chciał, bym zbliżyła się do niej i objęła ramionami. Tak też zrobiłam, co odwzajemniła kładąc zapłakane oczy na moim karku. Nieco z dystansem, ale uspokajająco jeździłam ręką po jej plecach, co chyba nawet zadziałało! Zadowolona z siebie, ujęłam jej twarz w swoje ręce chcąc, by na mnie spojrzała. Zrobiła to niechętnie, ale nie śmiała się sprzeciwiać.
- Posłuchaj...nie myśl o tym, okej? W śnie, możesz robić co tylko chcesz! Masz koszmar? Z uniesioną głową zmień go w coś pięknego. Ja to robię..- Kłamać, ale w dobrej sprawie!- Przed snem wyobraź sobie coś, co wywołuje w tobie radość. Jakieś wspomnienie, marzenie...Rozumiesz?
- Nie pocieszaj mnie...wiem, że i to pomoże, ale...zawsze będę się bała, że TO powróci.- Opuściłam bezwładnie ręce, unosząc głowę do góry.
- Wiesz, co o nich myślę?- Spojrzała na mnie ciekawskim wzrokiem- Nawet najpiękniejsze sny są swego rodzaju koszmarami.Torturują nas wizją upragnionej rzeczywistości, której nigdy nie będziemy mogli doświadczyć...
- To mi humor poprawiłaś- parsknęła śmiechem, a ja, szczerzyłam się w szerokim uśmiechu.
- A jednak! Z resztą, jest trzecia w nocy. JAK ŚMIAŁAŚ MNIE BUDZIĆ?!- Wydarłam się, dosyć...mocno gestykulując rękoma i niemal trafiając dziewczynę w głowę.
Wzruszyła ramionami.
- Tak wyszło...
- DLA TEGO.- wstałam, stając na baczność- idziemy do McDonald's.
- Co?- Zdziwiona wślizgnęła się pod kołdrę.- Przecież jest..
- Całodobowe. Ubieraj się!- rzuciłam w nią ubraniami, leżącymi obok.- poza tym, jestem głodna.

<Kendall? Wybacz za brak pomysłu>

piątek, 9 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

Nie odpowiedziała mi. Czemu? Pewnie nie znała odpowiedzi na większość pytań. Nie tylko ona...
Skończyła oczyszczać moje rany, kładąc zakrwawione waciki obok. Sięgnęłam do kieszeni, czując zgubę dziewczyny.
- To chyba twoje?- Uśmiechnęłam się lekko, podając jej przedmiot, który wzięła. 
- Dzięki. Nie myślałam, że go zabierzesz..-zaczęła, siadając na łóżku, obok mnie. 
Wzruszyłam ramionami, bezgłośnie wypuszczając powietrze z ust. 
- Może nie jestem taka zła?- Walnęłam ją w ramię, co wywołało u nas obu cichy śmiech.- Nic dzisiaj nie robisz...Oglądnijmy coś- rozłożyłam się, ciągnąc za sobą Kendall. 
- Co?- Spoglądnęła na mnie spode łba. 
- Horror!- Odparłam szybko, lecz jej się to najwyraźniej nie spodobało.
- Nie.- zaprzeczyła, zasłaniając połowę twarzy. Zacisnęłam zęby i zrobiłam głupią minę, co mogło wyglądać dziecinnie. Albo śmiesznie. A może oba naraz? Mimo to, nadymałam się jak dziecko. Wstałam i bez pożegnania opuściłam jej pokój, nieco kulejąc. Rozwarłam szeroko drzwi i bez fatygowania się, sięgnęłam po laptopa. Wróciłam do pomieszczenia i położyłam włączone już urządzenie na jedną z półek, uprzednio upewniając się, że z stamtąd będzie idealny widok na ekran. Jeszcze zwróciłam uwagę na "zaopatrzenie" w formie jedzenia, które miałam w szafce. Było tam wiele słodkości, oraz gorąca czekolada w proszku. Wszytko? Wszystko. 
Znów zajmując miejsce na łóżku, spojrzałam na dziewczynę, która ze zmarszczonym czołem patrzyła na mnie jak n idiotkę. Uśmiechnęłam się sztucznie, a jednak prawdziwie. 
- Wybacz. Nie chciałaś się zgodzić, to zrobiłam to za ciebie.
- A więc co mamy obejrzeć?- Palcem wskazała pulpit. Palnęłam się w czoło, wstając i podchodząc do laptopa. Włączyłam więc film, który był w mej skromnej, folderowej biblioteczce. Wraz z pojawieniem się napisów, rzuciłam się na kołdrę. A no tak. Nie włączyłam horroru, a jakiś romans\dramat i science fiction w jednym.
Seans się zaczął, jednak z tej całej fascynacji pierwszej sceny wyrwał mnie odruch dziewczyny, która odskoczyła na bok po tym, jak z czarnego ekranu z głośnym basem pojawiło się wielkie, czerwone oko. Zwyczajny film o wampirach, smokach, jakiś dziwnych krainach, czy jest coś strasznego? Nope. A przynajmniej dla mnie.
Pokręciłam głową, znów koncentrując się na fabule.

~*~

-Ale czemu ona go zabiła? Nie mogła zrobić tak, że też zmieniłaby się w wampira? Kochała go przecież!- Po pokoju rozległ się jęk niezadowolonej Kendall.
- Nie chciała zabijać. Poza tym, sam się zgodził by skróciła jego "mękę".- Westchnęłam, zbierając swój sprzęt.
- Pfff. To nie fair.- skrzyżowała ręce, wydymając jedną wargę.- przynajmniej smoki były urocze- Zaśmiałam się, kręcąc głową i otwarłam na rozszerz drzwi.- A ty gdzie?
- Do pokoju?- Uniosłam brew, kurczowo trzymając się zimnej klamki, w oczekiwaniu na..no właśnie, na co?- A coś się stało?- dodałam, na co ona wzruszyła ramionami. Odczekując, westchnęłam ciężko. W końcu w mym umyśle powstała pewna myśl, przez którą zamknęłam drzwi, zasiadając na podłodze obok łóżka. Jakaś mała, nić porozumienia spowodowała, iż chęć znajomości z tą oto dziewczyną była inna niż wszystkie.Silniejsza.
- Wiesz ty co? I tak nie zasnę, a patrzenie się w sufit zrobiło się nudne. Tak więc, musisz przygarnąć mnie na noc.- Uniosła rękę, chcąc coś powiedzieć, ale zgrabnie ją wyprzedziłam.- Nie znoszę sprzeciwów- po tym zamilkła, a ja wyjęłam z kieszeni jakiś drobiazg.
- Druga bransoletka?...dzięki- uśmiechnęła się nieśmiało, odbierając ode mnie przedmiot. położyłam ręce na kolanach, wykrzywiając głowę do tyłu.
- Teraz masz dwie.

<Kendall? D:>

niedziela, 4 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

Proszącym wzrokiem zatrzymałam się na niej, chcąc ją zachęcić. Co może się stać? Z naszymi mocami, jesteśmy tak jakby silniejsze niż oni. Ale z drugiej, ciemniejszej strony, nie bardzo wolno nam używać naszych zdolności. Jest to zrozumiałe. No cóż, jakby co, coś się zawsze wymyśli.
Dziewczyna nie odpowiadała, cały czas próbując przerwać kontakt wzrokowy. Nie udawało jej się to. No zgódź się, zgódź się! Mawiałam w myślach, jakby to miało w czymś pomóc. Opuściłam bezwładnie ręce, lekko się odsuwając. Widać ulżyło jej, gdyż odetchnęła, kręcąc głową. Widząc jednak moje oczekiwanie na odpowiedź, kiwnęła niepewnie głową.
- Dobrze.- mruknęłam- zajmij się alarmem.- obmyślony miałam plan.  przynajmniej jego niewyraźny zarys.
- Jak?- Jęknęła niezadowolona.- Tego chyba nie umiem.
- Oj, umiesz- posłałam jej zabójcze spojrzenie. Kolejne westchnięcie, także zakończone kiwnięciem. Ponagliłam ją ruchem ręki, a ta stanęła blisko bramy. Skierowałam na nią źrenice, by po chwili dało się usłyszeć charakterystyczne "piknięcie" i zieloną poświatę. Upewniając się, że można wejść, nacisnęłam metalową, białą klamkę, przymykając oczy. Udało się.
- Panie przodem- uśmiechnęłam się lekko. Wyminęła mnie i stanęła tuż przy wodzie, uprzednio się rozglądając. Światła w budynku były zgaszone, a okna zasłonięte. Domowników albo nie było, albo poszli spać.
Widząc Kendall, klęczącą przy zbiorniku, do głowy wpadł mi szatański pomysł. Po cichu podeszłam do niej, by po chwili szepnąć do jej ucha ciche *Buu*. Ta, odskoczyła jak poparzona, wpadając do basenu. Wybuchłam śmiechem, widząc jak wynurza się cała czerwona. Opadłam na ziemię, zasłaniając twarz, która kolorem się nie różniła. Ale, ale. Pokazała pazurki, łapiąc mnie za nogę i z łatwością wciągając mnie do wody, mimo mojego oporu i próby złapania się czegokolwiek. Pisnęłam, po czym ochlapałam ją. Mimo zimnej temperatury, bawiłyśmy się nieźle. Nawet ona, jak na taką "szarą myszkę", była zadowolona z tego pomysłu.

Całe mokre, postanowiłyśmy zaprzestać zabawy. Wygramoliłam się na brzeg, siadając przy murze wokół całego ogrodu i domu. Dziewczyna powtórzyła moje ruchy.
-Nie było tak źle, nie?- Wysapałam.
- Było..okej- wymruczała. Spojrzałam w górę, przecierając ze zmęczenia oczy. Nagle, usłyszałam nerwowe *Kayline!*. Zwróciłam uwagę na brunetkę, chowającą się za mną. Zmrużyłam oczy, a ona wskazała coś wyżej. Zorientowałam się, ze świateł zostało zapalone. Zerwałam się, biegnąc do najbliższej kryjówki, jaką był śmietnik, akurat obok bramy. Serce przyspieszyło, a i adrenalina dała o sobie znać. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ale moja towarzyszka najwyraźniej nie podzielała mego entuzjazmu.
- C-co teraz?- Szepnęła, przysuwając się do mnie powoli. Pomachałam jej ręką, by przebiegła do mnie. Tak się stało, lecz i tak doznałyśmy małych zawałów. Otóż jakiś młody mężczyzna, z zarostem wyszedł nam na przeciw. Rozglądnął się podejrzliwie, kończąc na jakimś metalowym czymś. Poczułam paniczny oddech na swojej czyi.- Moja bransoletka- spojrzałam na nadgarstek Kendall. Rzeczywiście, miała na nim srebrną ozdobę, która teraz niestety spoczywała w rękach nieznajomego. W zamyśleniu zamknęłam oczy. To był mój pomysł, więc teraz go odzyskam.
Rozejrzałam się, napotykając w zasięgu wzroku niewielki kamień. Ostrożnie go chwyciłam, po czym bez ostrzeżenia rzuciłam na dosyć daleką odległość. Facet odwrócił się, nie wiedząc co robić. Jak to ciekawość, pobiegł sprawdzić. Ja w tym czasie, chylona pobiegłam w miejsce spoczynku bransoletki, biorąc ją w ręce. Ku mojemu zaskoczeniu, zza rogu wyszedł właściciel. Przeklęłam po nosem i podbiegłam do schodów, które łączyły ogród z domem. "Wtopiłam" się w nie, modląc się by mnie nie zauważył. Na szczęście nie był najbystrzejszą osobą, gdyż stał tuż przede mną. Gdybym chociaż odetchnęła, usłyszałby. Moja trzęsąca się ręka, jak na złość walnęła w szklane drzwi, powodując ciche stuknięcie. Zakryłam usta, które chciały wydusić coś z siebie. Cicho, to nie usłyszy.
Nagle odwrócił się, lecz na tyle wolno, że zdążyłam "kleić" się do jego tyłu. Gdy za mną była wolna droga zbawienia, pognałam w nią, ciągnąc za sobą Kendall. Nie obyło się bez krzyku mężczyzny, byśmy się zatrzymały.
- Biegnij!- Zaśmiałam się, puszczając ją.

<Kendall? Nie damy się! xd>

czwartek, 1 grudnia 2016

Od Kayline cd. Daniela

Ultimatum, hm? Zastanowiłam się nad jego słowami. Ja też szczerze miałam dość tych wszystkich wydarzeń.
Uniosłam głowę w jego stronę, przypatrując się jego ciemnym oczom.
- Okej- wzruszyłam ramionami- pod jednym warunkiem.
Ten jedynie przewrócił oczami, wyczekując  na ten "warunek".
- Jaki.- Wsadził ręce w kieszenie i westchnął z irytacją.
- Po tym wszystkim..Musisz pomóc mi coś zdobyć. A raczej ukraść. No chyba, że wolisz to zrobić siłą..- powiedziałam z lekką nadzieją w głosie.
- Chyba cię coś poje*ało.- Warknął, widocznie niezadowolony z mojego pomysłu. Także wsadziłam ręce do kieszeni, przybierając obojętną minę.
- To nie.- Odwróciłam się w innym kierunku i postawiłam jeden krok. Niem usiała długo czekać, gdyż poczułam uścisk na ramieniu.
- NIKT nie będzie mi mówił co mam robić- odwróciwszy mnie w swoją stronę, wbił swoje rogówki w moje. Założyłam na siebie ręce, chcąc dać do zrozumienia, że nie odstąpię od mego celu. To go denerwowało coraz bardziej, a mnie bawiło. Bulwers się znalazł... Jednak nawet to nie działało. Musiałam znaleźć   inny sposób, by go przekonać. Tylko jaki? Nic, oprócz zwykłej szczerości nie przychodziło mi do głowy.
- No weź, to dla mnie ważne.- Odsunęłam się lekko, chowając ręce do tyłu- tylko ta jedna przysługa. Obiecuję, że po tej całej akcji z Lukiem i tym...moim celem zrobisz co chcesz. Możesz nawet zerwać ze mną kontakt, różnicy mi to nie zrobi.-  tą informacją go widocznie zainteresowałam.- Więc?
- Więc..-zaczął, zastanawiając się nad czymś. Szybciej, szybciej, szybciej, zgodzisz się, wierzę w to..- Pomyślę- uśmiechnął się wrednie, na co, zacisnęłam zęby i znów pokonałam odległość między nami.
- Więc chodź.

~*~

- Dowiedziałeś się coś o tej babci?- Dopytałam, gdy byliśmy już blisko domu.
- Luk to jej bratanek- krótko odpowiedział, przyspieszając. Z małym trudem zrobiłam to samo. Denerwowało mnie jego ciągłe fochanie się o wszystko. Zachowywał się jak baba w ciąży, a nawet gorzej...
- A.Dzięki za odpowiedź.- Uniosłam kciuk w górę z ironicznym uśmiechem.
- O co ci chodzi?!- Zatrzymał się, a ja przez to na niego wpadłam, lekko "odbijając' się do tyłu z wykrzywioną miną.
- O to, że zachowujesz się jak dzieciak. ty zawsze denerwujesz się o wszystko?!
- Z tobą, tak! To nie moja wina, tylko twoja. Było zostać w domu, a nie szlajać się po lesie.
- Nie rozkazuj mi. dobrze sobie radzę...
- Yhy, właśnie pokazałaś to przed chwilą.- Kontynuował podróż, kątem oka spoglądając na mnie. Bezwładnie położyłam po sobie ręce, po czym ze spuszczoną głową szłam za nim.
- Zawołałam cię, bo akurat się zjawiłeś.- szepnęłam cicho. Usłyszał to, jednak się nie odwrócił.- To nie był żaden z tamtych, więc zamiast ego mogłeś dać mu mnie zabić.A że tego nie zrobiłeś to nie moja wina!- Krzyknęłam ostatnie zdanie. Udaje cierpliwego? 
Po chwili, niezręczną ciszę rozproszył dzwonek telefonu. Chłopak wyciągnął urządzenie, patrząc na osobę domagającą się rozmowy.
- To Luk.- westchnął, odbierając. Starałam się podejść na tyle blisko, by wychwycić jakieś informacje.Jednak i to nie pomogło. Słyszałam tylko odpowiedzi ze strony Daniela- yhy. Tak, tak. Okej. No dobra. Dzięki, pa, odezwę się jeszcze.
- I co?- Wyminęłam go, spoglądając w horyzont. Ktoś albo zrobił ognisko, albo pali w piecu. A może oba naraz? Ale nie interesowało mnie to zbytnio. Nie wiedziałam na czym zawiesić wzrok, więc uznałam, że może to być cokolwiek.
- Załatwił sprawę- odparł, a w jego głosie słyszałam nutkę radości. Także się uśmiechnęłam, głęboko wciągając powietrze do płuc. Zimne powietrze kuło mnie w nie, co już nie było takie przyjemne.
- Więc? Pomożesz mi? Muszę odzyskać tą rzecz.

<Daniel?>

niedziela, 20 listopada 2016

Od Kayline CD. Daniela

Słysząc słowa chłopaka byłam nie tylko u skraju wytrzymałości psychicznej, ale i fizycznej. Miałam ochotę zostać w miejscu i umrzeć z głodu, zimna, odwodnienia, wszytko było mi jedno. Jedyne co widziałam to jego oddalająca się sylwetka.
- Ty byłeś i będziesz egoistą.- szepnęłam, będąc pewną iż mnie nie usłyszy. Ku mojemu zdziwieniu, odwrócił się z zamiarem rozszarpania mnie na strzępy. A przynajmniej tak sugerowała po jego minie...
- Że co? Ja? To ty poszłaś tu nie zważając nie tylko na swoje, ale i moje życie! Co ty sobie wyobrażasz!? Że za każdym razem będę na twoje zawołanie? Twoja śmierć byłaby dla mnie pięknym snem! Więc radź sobie sama! - wydarł się, jednak nie do końca wszystko z siebie wyrzucił. Może miał rację,że nie powinnam się tu zapuszczać. Jeśli byłby to Luizjanin, mógł by odnaleźć także jego. Chociaż w tedy to mi byłoby na rękę.
- A ty myślisz, że wszyscy będą pod twoją łaską!? To ty zachowujesz się jak idiota bez uczyć, bez wdzięczności! Czemu nie zabiłeś mnie przy pierwszej lepszej okazji, co!?- tym pytaniem widocznie lekko zachowałam jego pewność siebie. Czemu oni wszyscy muszą być tacy sami? Chyba przerzucę się na dziewczyny. - Dobrze! Poradzę sobie bez ciebie i tej twojej je*anej pomocy! Myślisz, że mnie znasz? Powiem ci coś - gówno wiesz na mój temat więc nie masz prawa mówić jaka to ja nie jestem!
- Ty siebie słyszysz? - spytał z rozbawieniem. - Jesteś tak cho*ernie głupia!
- nie możesz powiedzieć, że jestem głupia. Tylko "moim zdaniem jesteś głupia "
- MOIM ZDANIEM JESTEŚ GŁUPIA. - Głośno gestykulował każde słowo.
- To wiedz, że Je*ie mnie twoje zdanie! - zmierzyłam go morderczym wzrokiem, powstrzymując kolejna falę łez. - skoro moja śmierć jest dla ciebie zbawieniem- idź.- wzruszyłam ramionami, po czym sama wyminęłam go, przez chwilę utrzymując kontakt wzrokowy. Ochota zamordowania go przez psychikę była bardzo mocna, że przez chwilę wniknęłam do jego umysłu... Nie zobaczyłam żadnych istotnych rzeczy. W sumie... Teraz dla mnie wszystko było obojętne. Najchętniej sama poszła bym do tych żarówek i błagała o śmierć, byle by zrobić mu na złość.
Zaczęłam objawiać zarys wizji, ale powstrzymałam się. Nigdy nie używałam mocy dla zabawy, więc teraz też tego nie zrobię... Zacisnęłam pięści i ruszyłam przed siebie. Gdzie? A kogo to teraz obchodzi...
Słyszałam za sobą jakieś pomruki. Kurcze... W tej chwili go nienawidzę.. Ale..
- Daniel .- mruknęłam ale mnie zignorował.
Szedł w przeciwną stronę. - Stój do ch*lery!
Tym razem odwrócił wzrok z zamiarem powiedzenia czegoś.- No przepraszam! Okej!? To chciałeś usłyszeć? Uprzykrzam ci życie od samego początku, i tak, jestem cho*erną księżniczką która uważa się za najsilniejszą a wiesz czemu? Wszyscy mieli mnie głęboko gdzieś więc jakoś musiałam sobie radzić. A jeśli ci to przeszkadza, to już twój problem. - zakończyłam, chcąc oddalić się stąd jak najdalej. Może.. Góry? Wyglądały obiecująco, jednak zważając na obolałe ciało i czerwone, piekące poliki, fajnie byłoby iść gdzieś blisko.
Mimowolny szloch wydobył się z moich ust, chodź już przestałam płakać.
Jedną ręką jeszcze wytarłam krew z kącika ust i włożyłam rękę do kieszeni, klnąc na broń która gubi się gdy jest na prawdę potrzebna.

<Daniel? >

Od Kayline cd. Daniela

ciemność w jednej chwili ogarnęła przestrzeń wokół mnie. Mimo tak wczesnej godziny, gęstwina jaka tu panowała, zasłaniała choćby jeden promyk słońca. Mam się bać? Może są tu jakieś wrota do piekła? świata nieumarłych? Albo jakieś inne, dziwne stworzenia? Warto się przekonać!
Jeden krok powodował albo złamanie się jednej z gałęzi leżącej pod moimi stopami, lub szelestem wyschniętych, obłoconych liści. A co było dziwne? Drzewa nie były łyse- wręcz przeciwnie. Zaskakiwały swoją zieloną, gęstą koroną. Lecz skąd kolorowe liście? To była zagadka nie do rozwiązania..Zaczęła myśleć, że ten las ma w sobie coś magicznego. 
W oddali, zauważyłam wodę. Gdy podeszłam bliżej, okazało się to być małą, spokojnie płynącą rzeczką. ten nurt prowadził do większego zbiornika wodnego, do jeziora, otoczonego pięknym krajobrazem, przypominającym ten, kiedy z Danielem odwiedziliśmy takowe miejsce obok autostrady. No, ale muszę przyznać, to jest o niebo lepsze...Góry? Były wysokie, szpiczaste i pokryte śniegiem. Tam wszystko wyglądało zupełnie inaczej! Jak jakaś lodowa kraina. Jednak najbardziej skupiłam się na chatce, stojącej obok. Dopiero teraz ją zauważyłam, a mała to ona nie była. Deski w niej były przygniłe okna powybijane a drzwi leżały gdzieś parę metrów dalej. Co tu się stało?
Chciałam tam wejść, ale poczułam coś jak niepokój. Ignorując go, zbliżała się, mętnym wzrokiem szukając w ciemnym pomieszczeniu jakiś oznak życia. Nic. Myśląc, że nic tam na mnie nie czyha, złapałam się luźnej, drewnianej powierzchni i postawiłam krok w stronę drewnianego krzesła, stojącego na środku. Zmrużyłam oczy... Łamiące się gałęzie powróciły. Ale nie były wywołane przeze mnie...czyli...
Moje myśli przerwał nagły ból w okolicy pleców. Upadłam, wydając z siebie jęk bólu. Czułam, jak w moich oczach zbierają się łzy. Znalazłam jednak siły, by spojrzeć do góry. No, nie... To on. Morderca mojej rodzicielki...
- J-jak mnie tu znalazłeś? - wyjąkałam, nie wiedząc w jaki sposób dobrać słowa. Jedyną odpowiedzią był jego parssywy uśmiech. Potem znów cios, tym razem w brzuch, za którego się złapałam. I co? Tak zginę? Przez jakiegoś cholernego zabójcę? Tutaj, w lesie? Może dla niektórych osób moja śmierć byłaby rozkoszą, ale nie dam się... Prawda? 
W obawie przed kolejnym ciosem, przeturlałam się do wnętrza i zamknęłam oczy. Piekący ból znów w okolicy pleców. Poczułam metaliczny smak krwi w ustach. Pomóż mi... No proszę, nie teraz!
W tym momencie przypomniałam sobie o broni. Kolejne, ciężkie kroki zbliżały się w moją stronę. Panicznie przeszukiwałam kieszenie kurtki, by znaleźć pistolet. Ciężko mi się oddychało, co powodowało dezorientację.
- Nikt ci nie pomoże. - wzruszył bezlitośnie ramionami - zginiesz jak ta su*a!- skuliłam się, wycierając łzy.
- Kayline! - nawet nie zareagowałam, myśląc że to tylko moja wyobraźnia. Że odgłos łamanych kości należy do mnie. Że szelest liści oznacza, że nie żyję a napastnik dał sobie spokój. I wtedy wystrzał. Czyj?
Otworzyłam oczy i wyczołgałam się na zewnątrz.
- A ty gdzie? - nóż lądujący na mojej skroni, przejeżdżał delikatnie, powodując ciarki na moich plecach. Po chwili złapał mnie za kurtkę i siłą pociągnął do góry tak, że z łatwością zaczął ze mną iść w stronę wody. Z przerażonym spojrzeniem starałam się wyrwać, jednak nie udało się. Był zdecydowanie silniejszy.
- Zostaw! - udało mi się kopnąć go w krocze, przez co poluźnił uścisk, dając mi możliwość ucieczki. Oczywiście ją wykorzystałam, kierując się z dala od chatki wody no i jego. Jeden rzeczy nie przemyślałam... Jego szybkości. Z odnowioną złością pojawił się tuż obok mnie, gwałtownie pchając mnie na ziemię. Przygwodził mnie do ziemi
Mimo to starałam się cofnąć, a coś ciemnego przebiegło tuż za nami. Najwyraźniej także to zauważył, gdyż odwrócił głowę. Daniel... 
- Daniel! - krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam.

<Daniel? HELP!;_;>

czwartek, 17 listopada 2016

Od Kayline cd. Kendall

Usłyszałam głośny huk, a po tym spojrzałam na książki leżące obok ławki. Z resztą, tak jak wszyscy.
Uśmiechając się lekko, zwróciłam się do dziewczyny.
- Nieźle. Umiesz coś więcej.?- Widoczna niechęć w stosunku do używania mocy na lekcjach sprawiała, że mętnym wzrokiem zatrzymała się na moich tęczówkach.
- Tak.- Odparła krótko, znów wracając do czytania książki. Miałam nadzieję na coś więcej, ale cóż.
- A możesz..- Głową skierowałam ją w stronę jednego z ławek uczniów. Wredny, podły "mieszkaniec" tejże ławki był moim celem. A z mocą dziewczyny, można by się pośmiać. Po chwili niepewności, uniosła telefon który przed chwilą trzymał w dłoniach, by po chwili upuścić go do naczynia z kawą nauczyciela. Wszyscy zajęli się śmiechem, za to ten typek zmierzył wszystkich groźnym wzrokiem.
- Carter, Richardson, do mnie! - Kolejny gniewny wzrok, tym razem skierowany na mnie o Kendall. Ze śmiałością wstałam i podeszłam do nauczyciela. Jednak nie chcę mieć problemów, więc z moich ust wydobyło się ciche "przepraszamy". Jednak to na nic się nie zdało...
Moja towarzyszka stanęłam tuż obok mnie, patrząc w podłogę. Powtórzyła moje słowo.
- Nie mam już do ciebie sił, Kayline.- Spojrzał na mnie, a ja dobrze wiedziałam o co mu chodzi. Ale po co rozpisywać się o moich szkolnych wyczynach? Lepiej zachowam to dla siebie...
- Wiem. I na prawdę...Przykro mi. Lubię pana i nie mam zamiaru więcej robić takich wybryków.
- Lizus!- Krzyknął ktoś z pierwszej ławki. Wystawiłam tej osobie środkowy palec, uśmiechając się przy tym słodko.
- Dosyć. Wyjdźcie, a jeśli ochłoniecie chciałbym z wami porozmawiać. A ty, Kendall...używanie mocy w czasie lekcji bez pozwolenia nie jest dobre. Wybaczcie dziewczyny, ale muszę was wyprosić- otworzył przed nami drzwi, więc wyszłyśmy. Serio go lubiłam, jako jednego z nielicznych, ale po prostu...eh.
- I co? Zadowolona?- Usłyszałam słaby głos.
- Z czego? Oh, daj spokój! Przecież świat się przez to nie skończy.- Syknęłam, lekko przyspieszając. Ona dogoniła mnie, z zamiarem pytania o to, dokąd idziemy.
- Na dwór- Odparłam, wzruszając ramionami- nic tu po nas.- Widocznie chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak powstrzymała się. Skierowałam się w stronę najbliższej kawiarni. Bo gdzie indziej da się spokojnie porozmawiać?

<Kendall?>

środa, 16 listopada 2016

Od Kayline cd. Kendall

z szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w sufit, każąc sobie samej zasnąć. Zaśnij...śpij...cholera!
Na korytarzu co jakiś czas słychać było łomot i jakby dźwięk rozbijania czegoś. Zdenerwowana do granic możliwości, zerwałam się na równe nogi i ciężkim krokiem dowlokłam się do drzwi, które pchnęłam, a te walnęły w coś...A raczej w kogoś. Moim oczom ukazała się scena rodem z filmu akcji. Dwóch chłopaków naparzających się na korytarzu, z czego ten "większy" chwycił wazon z kwiatami. A obok nich, próbująca jakoś zadziałać w tej sprawie dziewczyna. Była nowy, było to widać. A ja, jak zawsze nie miałam okazji jej poznać, co nie sprawiało mi ani smutku, złości, czy chęci zmiany tego w najbliższym czasie. Jednak widząc zakrwawioną twarz mniejszego blondyna, skinęłam do dziewczyny głową dając znak, by zabrała chłopaka z prawdopodobnie złamanym nosem. Natomiast ja, zabrałam broń brunetowi.
- Uspokój się!- Wrzasnęłam, próbując go odciągnąć. W upływie chwili zamachnął się, co uniknęłam schylając głowę. W tedy jego głowę odwróciłam ku sobie, by ukazać mu wizję jego własnej śmierci, jeśli nie przestanie się rzucać. Podziałało, gdyż spojrzał morderczym wzrokiem na swojego rywala, po czym na mnie. Odgryzłam się tym samym, rzucając kilkoma przekleństwami.- Nic ci nie jest?- Podeszłam do tej dwójki, siedzącej w kącie pomieszczenia, chyba pokoju dziewczyny, w czasie gdy drugi odszedł w swoją stronę.
- Mogło być gorzej, nie?- Odkrył miejsce, które przed chwilą zasłaniał dłońmi. Noc mocno krwawił, co wywołało u mnie i u nieznajomej krótkie "no nie wiem.". - twój noc wygląda jakby rozjechała go koparka. Idź do lekarza..- Dodałam, co spotkało się z niezrozumiałymi spojrzeniami osób na przeciw mnie.
- Poczekaj tu z nim.- Powiedziała brunetka, idąc do łazienki. W tym momencie to ja zajęłam jej miejsce, dodając otuchy młodemu chłopakowi. Był..nadzwyczaj spokojny.
- Znasz go?- Zaczęłam, chcąc zbadać przyczynę tej bijatyki,
- Tak..- westchnął ciężko- nie chcę o tym gadać.- Przytaknęłam, gdy dziewczyna przyszła z gazikami, wodą utlenioną i białym ręcznikiem. Obie zajęłyśmy się odkażaniem rany, przez co kilka razy blondyn wydobywał z siebie jęk bólu. 
Zrobiłyśmy to w kilka minut, nieco się przy tym sprzeczając, jednak to były tylko małe niezgodności. Po tym, same zaprowadziłyśmy pobitego do pielęgniarki, która była tuż obok akademika. 

XxX

Po wizycie, postanowiłyśmy wrócić. 
- jak się nazywasz?- Spytałam, robiąc duże, wolne kroki, starając się nie dotykać linii.
- Kendall. A ty?
- Kayline

<Kendall? Także brak weny :')>

Od Kayline cd. Daniela

Jego wypowiedzi było tak prawdziwe, a jednocześnie...dziwne. Chociaż, jakby się nad tym zastanowić, ten cały egoizm jest swego rodzaju obroną przed światem zewnętrznym. Lecz nie zmienia o fakty, iż mógłby czasem być milszy. Ale co poradzić?
Już bez zbędnego gadania odwróciłam się w jego stronę, chcąc coś powiedzieć.
- NIE!- wydarł się, przez co zamilkłam. Miał dość pytań, co było dla mnie zrozumiałe.Ale to nie znaczy, że ma drzeć się budząc całą wieś oddaloną od nas o kilka kilometrów. Moje usta ponownie otworzyły się by także się na niego wydrzeć.
 Po przemyśleniu dokładnie mojej wypowiedzi, stwierdziłam że nie ma sensu strzępić języka w dalszej rozmowie, która jak zawsze skończyła by się kłótnią. Po ciężkim westchnięciu położyłam się, uprzednio biorąc słuchawki i telefon z kurtki wiszącej obok mnie.
Włożyłam te małe, kółkowate...wtyczki? Mini pistoleciki?  Eh...po co ja się wysilam.
Włączając pierwszą lepszą piosenkę odwróciłam się na prawy bok i jednak zamiast siedzieć do rana, zasnęłam śniąc o wielkiej wacie cukrowej z polewą czekoladową, tęczową posypką, confetti i jednorożcach krążących wokół niej i zachęcających do spróbowania. Ciekawiło mnie jednak

XxX

Stukot nie ustępował, a ja miałam tego dość. KTO NORMALNY O 5 W NOCY TŁUCZE KOTLETY?!
Zaciskając jeden z kątów kołdry, uniosłam głowę, jednocześnie powodując wypadnięcie słuchawek z uszu. Oparłam się na rękach, pochylając się do tyłu. W pokoju byłam sama, więc chyba znam osobę wywołującą ten dźwięk. Ubierając pierwszą lepszą rzecz leżącą obok, wyszłam z pomieszczenia by powoli kierować się w dół schodów. Lekko się chwiejąc, złapałam za obramowanie otwory w którym powinny być drzwi, lecz ich brakło.
Wyjrzałam przymykając oczy- tak jak myślałam. Ciemnowłosy stojący w koszulce i bokserkach, tłukący te całe kotlety. spojrzałam na niego z uniesioną brwią i zmieszanym wzrokiem.
- Co?- wydał z siebie znudzony głos.
- Nic- uśmiechnęłam się sarkastycznie, stając na niebieskich kafelkach ułożonych w trójkąty.
Nie miałam zamiaru pytać: poco? Dla czego? Bo to i tak nie miało sensu. Poza tym, gdy tak przechadzałam się po kuchni wpadł mi pomysł na spacer. Las to idealne miejsce, poza tym mogę znaleźć jakieś ciekawe miejsca. - Idę się przejść.- Rzuciłam, chcąc wyjść.
- gdzie?- Przerwał czynność, spoglądając na mnie wyczekująco.
- A czemu cię to obchodzi?- spytałam, zakładając buty i kurtkę.
- Bo w każdym momencie ktoś może nas znaleźć?- Naśladował mój głos z irytacją. Przewracając oczyma, stanęłam tuż przed nim, unosząc do góry głowę.
- Trudno.- wzruszyłam ramionami, powodując u niego jeszcze większą złość. Chcąc mnie złapać, przybliżył się. Jednak w porę cofnęłam się i wyszłam, coś mrucząc pod nosem.- Będę w lesie.
Otworzyłam drzwi i skierowałam się w stronę drzew, polegając na mojej orientacji w terenie.

<Daniel? Wybacz, jednak brak weny robi swoje..>

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Kayline CD. Daniela

Wskoczyłam na łóżko, powodując lekkie skrzypienie. Ignorując natrętny dźwięk, który towarzyszył mi z każdym ruchem, ułożyłam się twarzą do wpatrującego się we mnie chłopaka.
- To że ty nie chcesz spać, nie znaczy że ja też nie mogę. - zmrużyłam wzrok, by pokonać drażniące światło, ale i to nic nie dało.
- a czy ja ci bronię?
- Swoim spojrzeniem? Tak. - uniosłam jedną brew, oddychając głęboko.
Ten uniósł ręce w geście obronnym, po czym odwrócił się. Uśmiechając się pod nosem, wzięłam pierwszą lepszą rzecz i rzuciłam w niego, powodując jego nagły zwrot ku mojej osobie. Te mordercze spojrzenie...
- Jesteś dziecinna. - mruknął, jednak kąciki jego ust lekko się podniosły. Wzruszyłam ramionami, także się przy tym uśmiechając.
- Bez tego, moje życie byłoby nudne. A dzieci... Cieszą się z byle czego, potrafią znaleźć coś dobrego nawet w najgorszych sytuacjach. Zazdroszczę im tego... - z westchnieniem opadłam bezwładnie na poduszkę, przypominając sobie swoje dzieciństwo. Jedyne dobre chwile, jakie pamiętam, związane były z mamą... Ona jedyna była w stanie powodować we mnie radość, empatię, chęć spełniania marzeń...
- Jest późno. - zauważył czarnowłosy. Także spojrzałam na kwadratowy, plastikowy zegarek na małej, nocnej szafce.
- I? - dopytałam, po turecku siadając na środku łóżka i przykrywając się kocem.
- Nie idziesz spać?
- Nie, mamusiu. - podkreśliłam ostatnie zdanie. Chcąc coś powiedzieć, uniósł rękę, jednak ja byłam szybsza.
- A co do tej pani... Nie zdziwiłabym się, gdyby z łatwością przyszła do pokoju i z Kamienną twarzą zabiła nas drewnianą laską...może tak zrobić. Nie przekonamy się, puki tego nie zrobi.
Ten spojrzał na mnie lekko zdziwionym wzrokiem. Jednak wpatrzyłam się w punkt za oknem. Tam ktoś był...a dokładniej, jakieś dzieciaki z tymi....jak to się nazywało? Zimne ognie! No tak..ale do sylwestra jeszcze trochę zostało...Mimo to, przyglądałam się im z zaciekawieniem. Te rozbryzgujące promienie światła, dawały piękny efekt, zwłaszcza w tak ciemnym miejscu. Nie boją się być same? 
Poza tym, jutro ma padać śnieg. Mało, ale będzie..Pewna myśl...a dokładniej pytanie zbiło mnie z tropu. Zaczęłam się nad nim zastanawiać, tak więc spytałam:
- Daniel? Mogę ci zadać pytanie?- Zwróciłam się do niego, trwale łapiąc kontakt wzrokowy.
- Mhm...?- Odparł niepewny tego, o co mi teraz chodzi.
- Zawsze byłeś egoistą?- Moja wypowiedź widocznie go...zdenerwowała. Uniósł głos, przez co dostał kolejną rzeczą leżącą obok mnie. - Ciszej!Tylko pytam, więc mógłbyś odpowiedzieć.- Spokojnie uniosłam wzrok na przymknięte do naszego tymczasowego pokoju drzwi. Chciałam znać odpowiedź, nawet, jeśli brzmiała ona zwykłe "tak", lub "nie".

<Daniel?>

sobota, 12 listopada 2016

Od Kayline CD. Daniela

Przy wymyślaniu jakiejś łagodnej rzeczy... Do głowy przyszedł mi pewien pomysł, jednak było już za późno. Z lekko otwartego okna, usłyszałam huk. Był na tyle głośny, by rozbudzić mnie i moją orientację, która znacznie kulała. Miałam ochotę zasnąć na tej trawie i obudzić się za trzy, może cztery lata.
Słysząc przekleństwo, spojrzałam w szybę. A tam, trzymający się za głowę Daniel. Uśmiechnęłam się krzywo, podnosząc prawą brew. W dosłownie kilka sekund, już ubrany wyszedł na zewnątrz. Wsadził ręce do kieszeni, zbliżając się do mnie. Gdy był wystarczająco blisko, powiedziałam :
- Gdybyś nie spadł z łóżka, mogłabym coś zrobić, ale że tak ci się latać zachciało, to nie już mój interes.
Ujrzałam jego nic nie rozumiejący wzrok. Spuściłam głowę, gdy usiadł obok. Czas mu powiedzieć? Może.. - Słuchaj- zaczęłam. - Mam moc przekształcania snów. Mogę z pięknej krainy wypełnionej konio-ptakami i innymi magicznymi stworzeniami, stworzyć najgorszy koszmar twego Życia. I na odwrót. Ale z tą mocą wiąże się pewna... Rzecz. A raczej osoba. Demon? Lub jak ja na to mówię, koszmar. Jesteś Arumianinem i żywisz się ludzką energią. Gdy mój Koszmar chce się pożywić, wystarczy mu czyjś strach. Nie mój, a kogoś innego. A co sprawia, że ludzie się boją? Koszmary. Każdy je ma. Wiem, czego dana osoba się boi. W jakiś sposób, mój "przyjaciel"- powiedziałam sarkastycznie- ukazuje mi to w wizjach, a ja przez kontakt wzrokowy mogę ukazać to mojej ofierze, to jest coś jak iluzja, którą widzi dana osoba. Z jego pomocą, mogę stać się silniejsza i nawet zapaśnika sumo powalić na kolana. Jest niecierpliwy, a gdy ja nie mogę dać sobie z kimś rady, on połowicznie ma nade mną kontrolę. Czasem nawet zdarza mu się kogoś..bardziej zranić, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Umiem też porozumiewać się z nim za pomocą myśli. Wredna z niego menda, ale...jesteśmy na siebie skazani. Ja zaspokajam jego głód a on chroni mnie w razie potrzeby. Wiem, nie pokazałam tego w tym klubie, nie wiem co się działo... Czasem tracimy "łączność" i ani ja, ani on nie możemy ze sobą w jakikolwiek sposób ingerować, porozumiewać się...
- Rozumiesz?- Zakończyłam, ukradkiem się w niego wpatrując.- A nie chciałam ci tego wcześniej mówić, bo kiedyś zdarzyła się sytuacja, przez którą straciłam i przyjaciół i...moją "normalność". Chodzi o to, że moi pseudo znajomi, a raczej dręczyciele znęcali się nade mną. Byłam, jak to mówią "inna". Nie wiem, czy chodziło im o moją moc, która przecież nie była niczym złym. Nic nie było widać, w ogóle nie ingerowała w ich życie. Pewnego dnia, powiedziałam o tym mojej przyjaciółce. O mocy, którą mam...to było tak głupie...Przez resztę życia będę się zastanawiać, co mi przyszło do głowy. Ale kontynuując. Uznała mnie za wariatkę i rozpowiedziała to wszystkim. Oni, chcąc mnie bardziej "rozwalić", powiedzieli o tym Veron'owi. Jednemu z tych dupków, którzy nie mieli co robić tylko dziecko dręczyć. On postanowił to sprawdzić i po prostu do mnie podszedł. Dostałam w twarz...potem w brzuch...Ale w tedy odezwał się mój ratunek. Ze zwijającej się z bólu dziewczynki, zmieniłam się w tą maszynę chcącą zabić wszystko wokół. Tym razem on, nieprzytomny leżał na chodniku z zakrwawioną twarzą i złamaną ręką. Potem, moi rodzice... postanowił się przenieść. Uciec. W tedy mieszkaliśmy na obrzeżach pewnego miasteczka, w Hiszpanii. Ta. Ojciec dostał tam pracę, zanim się urodziłam. No więc przenieśliśmy się...tu. Ale do innej dzielnicy. Obawiając się, że to co było się powtórzy, zakazali mi komukolwiek o tym mówić. Ogólnie potem było parę niedociągnięć, gdzie inni wykorzystywali moje zdolności. Mówię tu o mojej rodzinie. RODZINIE. I kilku innych osobach...Eh, rozgadałam się....- Palnęłam się w głowę.- Wybacz. Ale...rozumiesz coś z tego wszystkiego, co powiedziałam?

<Daniel? Starałam się jak najjaśniej przedstawić tą moc i tak dalej...nie wiem, czy wyszło, ale jak coś, to pytaj>


Od Kayline cd. Daniela

Uparciuch...Gdy będzie spał, wywlecze go na dwór i przywiąże do jakiegokolwiek drzewa by zjadły go leśne stworzenia, najlepiej wilki. Są to moje ulubione zwierzęta, a jeżeli pomogą mi się go pozbyć, normalnie postawię im pomnik.
- Jak się uspokoisz, daj znać mała- wyszedł z pokoju, a ja westchnęłam z irytacją. Jeszcze raz nazwie mnie "mała" a osobiście dopilnuję, żeby śnił mu się najgorszy koszmary o jakim tylko pomyśli. Bo jak wiadomo, większość ludzi myśli "oby ten koszmar mi się nie śnił", nawet jeśli robi to podświadomie. A gdyby tak kilka największych lęków połączyć w całość...broń psychiczna idealna.
Z założonymi rękami oparłam się o drewnianą belkę, zapobiegającą wypadaniu z tego "drapacza chmur". Było wysokie, a gdybym chciała wstać, chociaż podwyższyć się o centymetr, z pewnością przyrżnęłabym o sufit.
Jestem spokojna. Prychnęłam do siebie, choć sama w to wątpiłam. Raz, dwa, trzy .Znów powiedziałam w myślach i przymknęłam oczy, widząc zarys tego pokoju. Kompletnie nie chciało mi się ich otwierać, więc bez rozbierania się przykryłam ciało kołdrą i przewróciłam się na bok, słysząc jakieś rozmowy. Daniel chce się zaprzyjaźnić? A to ciekawe. Już nie przysłuchując się, zasnęłam.

Poczułam na sobie czyjś ciężar. I chyba wiedziałam, do kogo należał. Chłopak rozebrał się, jak zawsze bez krępacji i wskoczył na mnie, jednocześnie zabierając mi połowę kołdry.
- Dawaj to.- Próbowałam zabrać mu choć cząstkę tego jedwabnego, biało-zielonego przykrycia. Jednak dalsze zmęczenie mi na to nie pozwalało...Więc użyłam swego zawsze działającego pomysłu wbicia mu paznokci w żebra. Wykrzywił się, wydając z siebie jęk niezadowolenia. Puścił kołdrę, więc korzystając z okazji, zabrałam jej cząstkę dla siebie i z tryumfalnym uśmiechem znów przekręciłam się na bok. Punkt dla mnie. Coś pomruczał ,ale w końcu sobie odpuścił. No, prawie...

XxX

Podczas gdy on słodko chrapał, ja czułam że zaraz zostanę zgnieciona. wszelkie próby posunięcia go kończyły się niepowodzeniem. Ten to ma twardy sen...
Po prostu wstałam i wydostała się z łóżka. Mrużąc ze zdenerwowaniem oczy, postanowiłam się przewietrzyć. Nikt tu nie chodzi, jest więc cicho i spokojnisięTa myśl napawała mnie optymizmem... 
Tak więc zrobiłam.  Po cichu przeszłam przez korytarz,starając się nie obudzić starszej pani. O tego chłopaka się nie martwiłam, bo pewnie gdybym zaczęła strzelać z granatnika i tak w spokoju by spał do rana.
Tak więc wyszłam, delikatnie przysyłając drzwi wejściowe.
Przed nami było... Pole.jednak w porównaniu do innych,tam była łąka, lekko już dotknięta przymrozkiem,lecz dalej zielona,dookoła obsypana liśćmi. Poszłam w jej stronę, by po chwili na niej usiąść. Spojrzałam w górę, na gwiaździste niebo. W tedy to poczułam. Albo Danielowi,albo Pani domu coś się śni. Koszmar. Ale chyba chodzi o mego towarzysza... Nie mam nic do rovort, więc można by ten sen jakoś przekształcić... Tak więc starałam się dodać do jego snu coś przyjemnego.

<Daniel? >

Od Kayline CD. Daniela

Nawet nie pomyślałam, by spytać gdzie jedziemy. Było mi to jak najbardziej obojętne, zważywszy na to że gorzej być nie może. Mam z nim spędzić kolejne dni z tym egoistą...
- Daleko jeszcze? - jęknęłam, ponownie zajmując tylne siedzenie.
- Tak. - Odparł krótko, odpalając silnik. Od dłuższego czasu na horyzoncie pojawiały się jedynie pola, a na nich albo zwierzęta, albo jakieś uprawy. Żadko zdarzały się zielone łąki. Wszystkie domki wydawały się być puste, a jeżeli już ktoś w nich był, darł się że motor połoszy jego bydło i owce. Zaczynało mnie to denerwować, więc powiedziałam abyśmy znaleźli jakiś w miarę "normalnie" wyglądający budynek. Nie to, że tylko ci bogatsi są w miarę normalni, ale nie chcieliśmy słuchać jak to straszymy zwierzęta. Okazja nadarzyła się, gdy przed nami pojawił się widocznie nowa, drewniana chatka, a w małym ogródku obok była jakaś starsza pani. Wyglądała na miłą...
- Zatrzymaj się. - westchnęłam, chcąc podjąć kolejną próbę załatwienia nam noclegu. Chwilowe spojrzenie na mały, lecz gęsty las i podeszłam do czerwonej, zardzewiałej furtki. Przybierając szeroki uśmiech, zadzwoniłam dzwonkiem, przyciągając uwagę kobiety. Była niższa ode mnie, miała kręcone siwe włosy i okulary z napisami po bokach. Jej strój był... Typowy. Sukienka z wieloma wzorami i bordowa narzutka. Jednak jej oczy... Jedno było niebieskie, więc mroziło spojrzeniem, a drugie złoto czerwone. Były takie... Hipnotyzujące. Wpatrywałam się w nią nie zdając sobie sprawy, iż ona sama czekała przede mną na jakąkolwiek reakcję.
- Przepraszam- potrząsałam głową - ja i... Mój przyjaciel szukamy noclegu, a nikt inny nie chciał nam pomóc. I czy ma pani może..
- Wolne pokoje? - przerwała mi- mam jeden, z piętrowym łóżkiem. Pomieścicie się - uśmiechnęła się, gestem ręki zapraszając mnie i Daniela. Poszłam przodem, gdyż on musiał "zabezpieczyć " swój pojazd. Dosyć szybko to poszło... Aż dziwnie.
Otworzyła przede mną drzwi, ukazujące skromnie urządzony przedpokój. Dalej,  obok schodów po lewej stronie była kuchnia z jadalnią, po prawej łazienka, a na górze pokoje. W dużym skrócie opowiedziano nam o rozkadzie tego mieszkanka, po czym weszliśmy do kuchni. Zasiedliśmy przy małym stoliku.
- Na ile chcielibyście zostać? - spytała ze spokojem, takim miłym, ciepłym głosem.
- Na kilka dni- spojrzałam porozumiewawczo na mężczyznę, opierającego się o jeden z blatów.
- Tylko wy tak?
- Tak.
- No dobrze. Tam jest wasz pokój, resztę sobie obejrzycie potem. - ręką wskazała na te strome schody. Były niemalże pionowe.
- Jeszcze raz dziękujemy. - zwróciłam się do niej, po czym z lekkim trudem i narzekaniem Daniela że mam iść szybciej, znalazłam korytarz na końcu którego były drzwi.
Otwierając je, od razu zauważyłam piętrowe łóżko.
- Ja górne. - powiedzieliśmy razem. I zerwaliśmy się do wolnego biegu. Zwinnym ruchem wskoczyłam na łóżko i rozłożyłam się na nim. Widząc jego powolne ruchu, myślałam że dał sobie spokój. Ale nie... Chwilę potem pojawił się obok, przez co zmuszona byłam skulona siedzieć przy ścianie. Próbowałam go zepchnąć - nic. Skorzystałam z jego techniki i położyłam się na nim.
- Albo idziesz na dół, albo będziesz zmuszony spać ze mną. A tego chyba nie chcesz.

<Daniel? >