Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ismael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ismael. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 grudnia 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Było tak jak się spodziewałem, zimna woda i temperatura nie sprzyjała mojej skórze przez co zadbanie o higienę było dla mnie naprawdę trudne, dłonie zdążyły mi posinieć, tak samo jak wargi, w których powoli traciłem czucie. W końcu udało mi się doprowadzić do porządku, nim palce mi odmarzły kompletnie. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze,  myśląc o tym co działo się w tym momencie. Droga kompletnie mnie wyczerpała, świadomość w jakim miejscu również nie sprzyjała dobremu samopoczuciu. W końcu jednak udało mi się uspokoić skołatane nerwy i doprowadzić do porządku. Wyszedłem z pokoju otulony w ciepły sweter i spodnie od dresu, najgrubsze jakie znalazłem.  Droga do pokoju również była ogromnym wyzwaniem, nie znałem tego domu tak, a co za tym idzie nie miałem pojęcia jak poukładane są w nim meble, wysunąłem dłonie do przodu zdając się na intuicję zacząłem poszukiwać drogi na schody.
Moja intuicja również okazała się zawodna, gdy po kilku minutach błądzenia po pokojach coś ostrego wbiło się w moją dłoń, przebijając jej skórkę. Pisk, który dla mnie wydawał się cichym rozległ się echem po całym domu, przywołując na górę blondyna, szedł w moją stronę również po ciemku, latarka w telefonie nie była mu do niczego potrzebna, wychował się tu, znał każdy zakamarek tego miejsca.
Miejsca, które mnie wydawało się tak srogie i zimne.
- Co Ci się stało? - spytał, sięgając po telefon. Chwycił moją dłoń włączając urządzenie, zarejestrowałem dzięki niemu, że byliśmy w kuchni, a przyczyną całego zajścia był stary nóż, krew, która do tej pory spływała po mojej dłoni otuliła rękę Ekkera, wywołując we mnie odruch wymiotny. - Nie wziąłeś telefonu? - jego karcący wzrok widziałem nawet w ciemności, przez co zrobiło mi się jeszcze gorzej.
- Padła mi bateria - mruknąłem na swoje usprawiedliwienie, obserwując jak chłopak przeszukuje szafki w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby nam pomóc.
- W torbie mam apteczkę - mruknąłem, moje lekko zaróżowione policzki stawały się coraz bardziej czerwone, nawet nie wiem czemu było mi tak głupio. Poznawanie tej części życia Olka było dla mnie swego rodzaju wyzwaniem, nie byłem nawet pewien czy on chce bym w tym uczestniczył, ale się nie wycofam.
Już nie.
Odetchnąłem cicho gdy piekący ból oderwał mnie od przytłaczających myśli i przypomniał o spływającej po dość głębokiej ranie krwi. Dzięki Bogu na pomoc nie musiałem czekać długo bo w drzwiach stanął Ekker trzymając w dłoniach wspomnianą wcześniej apteczkę. Po chwili bolesnego odkażania mogłem cieszyć się świeżym opatrunkiem.
- Musimy coś zrobić, nie wiem jak głęboka jest ta rana - mruknąłem Olek.
- Nie przestań, nie boli aż tak - nie wiem czy mój głos zabrzmiał szczerze, sam czułem jak załamuje się pod wpływem emocji. Odruchowo złapałem chłopaka za ramie i z cichym "prowadź" oraz miną aż zbyt zdeterminowaną ruszyłem do przodu, co rozbawiło blondyna.
Nastolatek wypuścił mnie dopiero na dole by za chwilę znowu ruszyć w swoją, nieznaną mi stronę. Dobrze wiedział gdzie iść, by przypomnieć sobie przeszłość.
Byłem ciekaw jakie wydarzenia odtwarza właśnie w swojej głowie błądząc po swoim jakby nie patrzeć domu, nie chciałem mu w tym przeszkadzać. usiadłem na miękkiej, nieco zakurzonej kanapie chłód pokoju przenikał wolno przez warstwy ubrań otaczając mnie samego gęsią skórką. Odetchnąłem cicho sięgając po równie zakurzony koc na końcu pokoju. Patrząc w ogień sam zacząłem zastanawiać się co dalej. Po raz kolejny przyszło mi na myśl jak bardzo chciałbym wiedzieć co czuje do mnie chłopak, nie rozumiałem go. Nie potrafiłem odczytać niczego z jego zachowania, a mimo to, nie chciałem wyznać, że mam tego dość.
Bałem się, że go stracę.
Kochałem blondyna, to było bardziej niż pewne.
Czy gdyby tak nie było byłbym w stanie poświęcić dla jego radości tak wiele? Gdybym mógł okazać jak wiele dla mnie znaczy, zrobiłbym wszystko by widzieć go szczęśliwego...
Miłość jest trudna.
Przetarłem dłonią zmęczone powieki średnio wiedząc co ze sobą zrobić, gdy kroki, które do tej pory słyszałem gdzieś w oddali zaczęły do mnie docierać aż w końcu ustały, zastąpione ciężkim oddechem. Spojrzałem w przód, Olek nie wyglądał najlepiej, mógłbym przysiąc, że w jego oczach widziałem łzy, przetarł twarz gdy tylko zorientował się, że na niego patrzę, a ja jak ten ostatni idiota mogłem jedynie wlepiać wzrok w chłopaka nie mówiąc nic. Zdjąłem koc ze swoich nóg, okrywając chłopakowi plecy.
- Nie jest mi zimno - warknął karcąc mnie wzrokiem. Nie dałem a wygraną. Otuliłem nastolatka dokładniej i przytuliłem do jego plecy, palcami lekko wodząc po ramieniu.
- Wiem - mruknąłem, patrząc na jego twarz. Był taki nieobecny, zatopiony w przeżyciach, pewnie cięższych niż mi się zdawało. Wysunąłem jedną z dłoni do góry, gładząc lekko policzek chłopaka. Przymrużył oczy, opierając głowę na poduszce.
- Jesteś zmęczony, nie chcesz iść spać? - spytałem ostrożnie, nie chcąc mu przeszkadzać. Tak bardzo bałem się, że to jednak był błąd. Ekker wolno skinął głową, po czym wstał ponownie zostawiając mnie samego.

***

Obudziłem się nad ranem, już w łóżku niesiony koszmarem, który wyleciał z mojej pamięci równie szybko co się w niej pojawił. Przesunąłem palcem po policzku, który piekł od małego zadrapania.
Ciche pociągnięcie nosem otrzeźwiło mój umysł na tyle bym zorientował się, że nie jestem w łóżku sam. Powoli dotarło do mnie gdzie jestem i co się dzieje, powróciła też o mnie przytłaczająca waga całej sytuacji. Odwróciłem się do chłopaka lekko podnosząc. Udawał, że śpi, wiedziałem, że tak nie jest. Jego dłoń nerwowo zaciskała się na materiale była tak blada jak śnieg, który przyklejał się do szyb, jego biel była widoczna nawet w ciemnościach. Przez chwilę obserwowałem jak zimne płatki zamieniają się w krople i spływają w dół rozdrabniając się na parapecie. Nie słyszałem niczego poza własnym biciem serca i ciężkim oddechem Olka. Chłopak nie dał za wygraną, nadal udawał twardy sen jednak zbyt pewnym było, że nie śpi o czym wiedzieliśmy oboje. Pochyliłem się nad nastolatkiem sięgając jego ust swoimi wargami, splotłem nasze palce uwalniając kołdrę od zacisku. Przerywając pocałunek wolną dłonią sunąłem po włosach blondyna, pozostając tak przez dłuższy czas.
Chciałem mu powiedzieć, żeby się nie martwił, że wszystko będzie dobrze, chciałem go pocieszyć.

***
Nie wiem kiedy zasnąłem ale okres od ostatniej zapamiętanej minuty do rana wydawał się być tylko krótką drzemką. Ocknąłem się, tym razem jednak sam gdy na dworze było już jasno. Pierwszy raz mogłem w spokoju obejrzeć pomieszczenie, które przestało przypominać pokój z nawiedzonego domu. Przesunąłem dłonią po czystej pościeli trochę tracąc przy tym na czujności. Wysunąłem spoza łóżka bose stopy natychmiast żałując tej decyzji. Zimno podłogi zetknęło się z moimi stopami wywołując dreszcze, drewno było wręcz lodowate, ale poniekąd przyjemne. Przez krótką chwile trwałem tak w bezruchu próbując przywołać swoje ukochane i wiecznie gorące Perth.
- Eh... Wy Australijczycy - czyjś rozbawiony głos dotarł do moich uszu. - Nigdy nie rozumiecie prawdziwego życia - zaśmiałem się słysząc radość w głosie chłopaka. Uniosłem wzrok by domyślić się, że Aleksander chwilę temu wrócił z dworu, rozsunięta kurtka, przerzucony przez szyję szalik. czerwone policzki i przeszklone oczy.
- Wyszedłeś tak na dwór? - spojrzałem na chłopaka, który widocznie kompletnie nie zrozumiał co mam na myśli. Przytaknął energicznie głową, na co z oburzeniem zbliżyłem się do niego i sam zapiąłem chłopakowi kurtkę. - Zaraz znowu będziesz chory - mruknąłem próbując zachować pozory złości.
- Przepraszam mamo - mruknął opryskliwie. Zły nastrój zdawał się dawno ulotnić, humor wyraźnie dopisywał. Zaplotłem ręce na klatce piersiowej wracając do swojego łóżka. Blondyn nie dał za wygraną, cichy śmiech otoczył nas oboje gdy zajął miejsce tuż obok mnie.
- Byłem rano na zewnątrz - zaczął - Spotkałem tutaj takiego starca, był młodszy kiedy go ostatnio widziałem - zauważył z namysłem. Parsknąłem cichym śmiechem obracając się w jego stronę. W jego oczach tańczyły znajome iskierki w akompaniamencie szerokiego uśmiechu tworzyły idealną harmonię.
W tym momencie zdałem sobie sprawę, jak wiele znaczy dla mnie jego szczęście, jak wiele jestem jeszcze w stanie poświęcić dla chłopaka by tylko ujrzeć go takiego jakim mogłem cieszyć się nim teraz. Nie odpowiadając na anegdotę zbliżyłem swoje wargi do jego ust, muskając je delikatnie. Stopniowo pogłębiałem pocałunek, brakowało mi tego ostatnio. Oplotłem dłońmi kark blondyna gdy ten łożył ręce wzdłuż moich żeber, oderwałem się od chłopaka i musnąłem wargami jego szyję.
- Olek - oderwałem się od chłopaka, całując go w zimny nos - Poczekaj - mruknąłem. Podniosłem się z łóżka i popędziłem w stronę naszych bagaży. Bez problemu odnalazłem podręczny słownik z rozmówkami norweskimi i wróciłem na górę.
Po raz kolejny tego dnia dane mi było usłyszeć przyjemny śmiech gdy siadając na kołdrze otworzyłem słownik na pierwszej stronie.
- Spróbuj coś powiedzieć - poprosił układając się ponownie pod kołdrą. Odszukałem zdania "dziś jest zimno" i wlepiając wzrok w litery spróbowałem przeczytać krótkie stwierdzenie. Jednak zamiast pochwały lub drwiącego uśmiechu otrzymałem pełne pogardy spojrzenie.
- Wiesz co właśnie powiedziałeś? - zgromił mnie wzrokiem.
- Nie - przełknąłem nerwowo śpię szukając obelgi, którą mogłem pomylić.
- Jesteś beznadziejny - pokręcił przecząco głową całując lekko policzek.
- Ale co ja... - zacząłem kompletnie zdezorientowany, chwilę temu mógłbym przysiądz, że właśnie wykonam wszystkie  pokolenia jego rodziny.
- Jestem zawiedziony Twoimi językowymi umiejętnościami - pokręcił przecząco głową.
- Mój język jest akurat bardzo sprawny - zaprotestowałem. Za późno było jednak by cofnąć swoją głupotę.  - Udusisz sie zaraz - stwierdziłem z zażenowaniem gdy Olek poczerwieniał ze śmiechu. Rzuciłem w chłopaka książką, która trafiła go w ramię.
- Chcesz gdzieś dziś jechać? - spojrzałem na chłopaka z powagą.
- Chcę wszystko zobaczyć... To co było kiedyś - szepnął. Wtedy naszła mnie ta straszna myśl, że jeśli Olkowi się tu spodoba, jeśli zatęskni za tym co było... jeśli nie będzie chciał ze mną wracać...? Przełknąłem gulę w gardle próbując pozbyć się obaw.



Aleksander?

niedziela, 18 grudnia 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Mimo wszystko w mojej głowie kłębiły się ciężkie myśli, nie wiedziałem jakie... Nie rozumiałem dlaczego wątpię, ale te rażące poczucie bezradności było  silniejsze ode mnie. Czasem tak jest, zdaje Ci się, że nie jesteś sam, że ktoś o Ciebie dba, troszczy się. Prawda jest jednak taka, że ów osoba grzebie się we własnych interesach i czeka tylko na moment kiedy Ty sam staniesz się bezużyteczną zabawką w rękach władzy do jakiej dąży bliska Ci osoba.
Czy ja tego chciałem? Czy wystarczył mi fakt, że dla Aleksandra jestem tylko częścią, krótkim rozdziałem?
W jego życiu chciałem być tym czym nigdy by się nie podzielił.
Odetchnąłem cicho kiedy nauczycielka sztuki położyła na moim ramieniu dłoń. Jej wzrok powędrował po kartce papieru przede mną. Narysowałem tam gołębia, na samym środku, jako symbol pokoju. Wokół niego ludzie kłębili się w swoich brudnych grzechach.
Para gejów w czynności aż nadto jednoznacznej, nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie wielki transparent, z wyraźnym napisem "Bóg" ich duma była aż zbyt widoczna co poniekąd napawało mnie irytacją. Nieco wyżej narysowałem mężczyznę, rozwalony na fotelu i z piwem w dłoni. Korona na jego głowie miała symbolizować to, że jest w swoim królestwie, że nie widzi świata poza utartym śladem pijaństwa. Kojarzył mi się z kimś... Tą osobą, którą za wszelką cenę chciałem wymazać z pamięci, ale ona wracała nawet w muśnięciach ołówkiem. Dalej kobieta i mężczyzna, u spowiedzi bez obrączek, nie byli oni szczęśliwi, a delikatnie ściągnięte usta sugerowały strach przed najwyższym. Obserwowałem przez dłuższą chwilę postaci, ich poczynania, zachowanie starałem się wejść w ich głowę dojrzeć szczegóły tego brudnego życia, jakie wiedli. Chociaż były to tylko postaci, bez uczuć namalowane na śnieżnobiałym papierze, za wszelką cenę starałem się z nimi utożsamić. Nie miałem ochoty rozmyślać nad własnym życiem bawić się w dzielenie go na wady i zalety bo to boli, a myśli, które całej szopce towarzyszyły mogły przynieść naprawdę bolesne wnioski. Odsunąłem od siebie pracę opierając głowę o ścianę, gdy drzwi do mojego pokoju uchyliły się z cichym, ale przyjemnym dla ucha skrzypnięciem, podniosłem głowę by dostrzec wysokiego chłopaka o burzy blond włosów i jasnych oczach, lekki uśmiech na jego twarzy nieco ożywił moje smutne myśli. Odruchowo podniosłem się i wtuliłem w ciało chłopaka wydychając nerwowo powietrze. Ukojenie jakie przynosiła mi jego obecność nieco mnie otumaniało, nie zdawałem sobie sprawy z niczego co tak naprawdę było złe.
Bardzo złe...
- Olek - odsunąłem się od chłopaka siadając  ponownie na na łóżku, wyższy zajął miejsce tuż obok mojego z początku nie zauważając papieru pod jego lewą dłonią. - Jak myślisz, teraz będzie lepiej? - spojrzałem na chłopaka, krótki błysk w jego oku napawał mnie nadzieją, która zgasła wraz ze wzruszeniem jego ramion.
Tylko na tyle było go stać, zwykłe wzruszenie ramionami.
Odetchnąłem cicho nie chcąc wybuchać niepotrzebną złością i zwróciłem na niego wzrok.
- Jesteś gotowy na kolejną podróż samolotem? - chłopak spojrzał na mnie jakbym właśnie ogłupiał, nie wiedziałem jaka była pierwsza jego myśl, ale zapewne zamierzał opuścić ten pokój z trzaskiem drzwi bo po co spędzać czas z kompletnym wariatem.
- Nie uważasz, że to trochę kosztuje? - wzruszyłem ramionami, zobojętniały na jego stwierdzenie. Faktycznie, to kosztowało ale nie było rzeczy niemożliwych.
- Wszystko da się zrobić - mruknąłem posyłając uśmiech swoim niecnym planom. Ułożyłem plecy na poduszce oczekując aż Olek zrobi to samo, gdy to się jednak nie stało wróciłem do poprzedniej pozycji zerkając na twarz blondyna.
- Co się dzieje? - lekkie zmarszczki w kącikach oczu, pojawiały się za wsze gdy myślał o czymś za mocno, albo to tylko moje przewrażliwienie. Ekker zwrócił na mnie swoje spojrzenie zagryzając nerwowo wargę, wiedziałem o czym myślał, to było aż zbyt pewne.
- Przepraszam... - słowo to w jego ustach wypadło cicho, blado, spokojnie jakby w ogóle niewypowiedziane wytworzyło się w pragnieniach mojej świadomości.
Jednak jego realność potwierdził ruch warg. Podniosłem się by moje kolana wbiły w miękką, białą pościel i objąłem chłopaka wokół barków opierając czoło o jego kark.
Uderzył mnie zapach perfum chłopaka wymieszany z jego szamponem przesunąłem wargami po ciepłej skórze, całując chłopaka następnie po policzku
- Nie masz za co, nie przejmuj się. Będzie dobrze - spojrzałem chłopakowi w oczy doszukując się w nich jakiejkolwiek wiary w moje słowa, wiedziałem, że choćby nie wiem jak zabiorę go tam, jeśli miał się poczuć przez to szczęśliwy.
Chciałbym go takiego zobaczyć. Zobaczyć Olka kiedy naprawdę się cieszy... Tak... Szczerze.

***

Dni mijały, a w raz z nimi w życie wchodziły moje pomysły. Oczywiście oszczędności, które zostały mi po pogrzebie babci pokrywały sporą część wydatków, ale to nie wystarczyło.
Co prawda z odśnieżania podwórka ludziom z pobliskiego miasteczka też nie było fortuny ale byłem bliżej niż dalej.
Olek nic nie wiedział, nie miał prawa się dowiedzieć. Nie chciałem żeby był zły, lub o cokolwiek się obwiniał.
To był jeden z tych dni, gdzie myślałem o tym mocniej niż zwykle, to był jeden z tych dni gdzie byłem szczęśliwy, wiedząc, że mam go obok.
Czując to, że mnie nie zostawi.
Chociaż siedzieliśmy tylko w bibliotece po szkolnych lekcjach na zajęciach dodatkowych, chyba nic mi nie mogło tego zastąpić.
- Idą święta - zauważyłem.
- Wiem - zbył mnie chłopak, nie obdarzając nawet spojrzeniem.
- Nie cieszysz się? - wzruszenie ramionami nie udzieliło mi konkretnej odpowiedzi. Włożyłem kolejną książkę do półki i lekko złapałem chłopaka za rękę. - W te święta będzie fajnie - może nie była to obietnica, ani nawet stwierdzenie, ale mój prezent był niemal gotowy i tak bardzo chciałem by się udał. Blondyn ponownie nie zaszczycił mnie żadnym słowem, jednak kąciki różowych ust uniosły się w górę.
- Masz już jakieś plany? - spytał jego głos odbił się echem od ścian mojej czaszki, ugryzłem się w język nie chcąc powiedzieć niczego co jakkolwiek wprowadzi Olka na odpowiedni trop.
- Nie interesuj się - warknąłem pokazując Olkowi język.
- Pamiętasz co się stało jak ostatni raz się tak zachowywałeś? - nastolatek zrobił krok w moją stronę, na co się cofnąłem mrucząc ciche "to biblioteka"
- No to co? - odciął się z rozbawieniem. Na te słowa jakby na klaśnięcie dłoni zza rogu wyłonił się chłopak o włosach przefarbowanych na niebiesko, kolczykiem w uszach, nosie i wardze, obdartej bluzce i czarnych rurkach.
- Michael...? - spojrzałem na chłopaka nie kryjąc zdumienia i zażenowania. Obserwowałem chłopaka, jak mija nas bez słowa, nie spojrzał na mnie, nasze spotkania nie zetknęły się nawet na chwilę. Chwilę, w której zapragnąłbym odzyskać przyjaciela. - On...
- Wygląda gorzej niż wcześniej? - dokończył za mnie chłopak, choć kompletnie nie to miałem na myśli. Zgromiłem chłopaka spojrzeniem.
- Tak bardzo mnie teraz nienawidzi? - zerknąłem na niego. Dłonią delikatnie potarł moje ramię, ale nic nie powiedział. To więc bardziej niż pewne, że się ze mną zgadza.
Od przykrych myśli całe szczęście oderwał mnie alarm, mówiący o tym, że powinienem zbierać się "do pracy" dziś ostatni dzień, jutro mogę opłacić bilety.
Ta myśl napawała mnie przyjemną nadzieją.
- Muszę lecieć - mruknąłem, odkładając książki na stolik obok regału.
- Gdzie idziesz? - blondyn zatrzymał się w przejściu uniemożliwiając mi wyjście - Po raz kolejny - dodał, uniosłem się mocno na palcach i wpiłem w wargi chłopaka, nie pozwalając mu się odsunąć. - Wszystko Ci wyjaśnię, jeszcze dziś obiecuję - wyminąłem chłopaka przechodząc pod jego ramieniem.


***

Oczekiwanie było najgorsze.
Oczekiwanie na wypłatę,
Oczekiwanie na swoją kolejkę,
Oczekiwanie na przyjęcie przelewu,
Oczekiwanie na bilety,
Oczekiwanie aż ten wredny blondyn ruszy swoją tłustą dupę i pofatyguje się do mojego pokoju.

Byłem bliski od przedarcia obu papierków gdy zegar cały czas pokazywał o minutę więcej, a Ekkera nadal nie było w moim pokoju. Nie chodziło o to, że się martwię bardziej, że podniecenie i radość jaką wywołały u  mnie ostatnie wydarzenia były nie do wytrzymania i musiałem się z kimś nimi podzielić. Kiedy już straciłem wszelką nadzieję i w pełnej gotowości zamierzałem pójść do chłopaka ten wparował do mojego pokoju i rozsiadł się na łóżku patrząc na mnie wyczekująco
- Co chciałeś? - spytał gdy znalazłem się przy jego boku.
- Pamiętasz? Kiedy mówiłeś mi, że chciałbyś wrócić do Norwegi... Pomyślałem, że... - urwałem, wzrok chłopaka za bardzo na mnie ciążył.
- Nie chcesz mi powiedzieć, że Ty... - zaczął z jednej strony jakby zły z drugiej szczęśliwy.
- Bo idą święta... Nie wiedziałem co Ci dać... Tak pomyślałem, że może się ucieszysz - spuściłem wzrok na swoje kolana biorąc głęboki oddech - Jeśli nie chcesz nie musisz jechać, jeszcze mogę wszystko cofnąć - spojrzałem na chłopaka wyczekując jego reakcji.

Olek?
Tyle nieobecności i to jedyne na co mnie stać.
Przepraszam

poniedziałek, 28 listopada 2016

Od Ismael'a C.D Aleksandr'a

Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem, że mimo obietnic chłopak nie skończy z uzależnieniami. One nim zawładnęły gorzej niż jakiekolwiek uczucie, którym mnie darzył o ile takie faktycznie istniało, w tym momencie zwątpiłem we wszystko.
Każdy dotyk, pocałunek, każde słowo i niewypowiedziana myśl, wszystkie spojrzenia, te takie prosto w oczy stały się dla mnie pustym gestem odlatujących gdzieś w ataku paniki. W całym swoim strachu jedynym co przyszło mi na myśl to moje leki na epilepsję.
Nie wiem czy to da cokolwiek. Ekker nie jest w pełni człowiekiem i albo to wszystko pogorszy albo naprawi. Nie mogłem go nawet zmusić do połknięcia tabletki. Jego gardło jakby zaciskało się w spazmach całego ciała. Ten siny człowiek dygotał tak jakby całkiem świadomy próbował się wyrwać mojemu słabemu uściskowi. Jego oczy również drżały, z każdym ich zaciśnięciem wylewały się spod powiek strumienie łez, mieszały się z krwią i wydzieliną z nosa co jedynie wywołało u mnie odruch wymiotny. Rozpiąłem Olkowi zaplamioną koszulkę próbując przypomnieć sobie masaż serca. Uderzając kolejno w dołek między żebrami chłopaka, obserwowałem jak na jego twarz wolno napływają kolory. Kiedy chłopak wracał do zdrowia, ja byłem coraz mniej pewien tego czy chcę go ratować, złość, która zatrzęsła moim ciałem po chyba godzinnym śnie chłopaka przeważyła nad wszystkim. Nie miałem siły dłużej wlepiać wzroku w ledwo żywe ciało w głowie wciąż kłębiło się wspomnienie sprzed pół roku, kiedy to w ten sam sposób zmarła osoba dla mnie najważniejsza, ktoś z kim wiązałem przyszłość.
Teraz... Olek zrobił dokładnie to samo, nie mając na względzie moich uczuć. Zbyt rozdarty emocjonalnie jednak nie miałem sumienia zostawić go tu samego. Rozglądając się po pokoju zająłem miejsce na drugim łóżku, podkulając nogi pod brodę, zastygłem w bezruchu, poddając się myślom...

Czasem nie wiesz czy kogoś kochasz, czy nienawidzisz. Te dwa uczucia potrafią doskonale mieszać się ze sobą. Wydaje Ci się, że kogoś nienawidzisz, ale kieruje Tobą miłość, co wtedy? Czy jest sens brnąć w tę maskaradę kłamstw? Gdyby odpowiedzieć nie, to czy to znaczy, że nie kochasz? Czy sama maskarada była kłamstwem innych kłamstw? Bo jeśli kochasz, powiesz tak. 
Zbyt rozległa logika by przeciętny człowiek odkrył co miłość ma na myśli, najgenialniejsze umysły są zbyt małe by dały radę objąć potęgę miłości. Można by rzecz, miłość dziedziną nauki, jednak czemu nie kieruje nią żadne równanie? Żaden wzór? Czemu nie jest określona jasnym prawem co druga osoba może, a czego jej niewolno.
Czemu kochając wszystko wybaczamy? Im więcej się wybacza, tym częściej słyszy się marne "przepraszam". Jednak czym jest to proste słowo przy szczerym wyznaniu "kocham Cię". I ilekolwiek razy byś tego nie usłyszał, zawsze postawisz te dwa słowa nad każde inne. Chociaż ta piękna sentencja z jego ust padła tylko raz stała się dla mnie podstawą całej reszty. Tego, że trwałem teraz przy nim pusto wlepiając wzrok przed siebie i myślę nad sensem miłości, sensem życia...
Takie bajanie o codzienności...

- Ismael? - ochrypły i zbolały głos wytrącił mnie z miłosnych rozterek przywracając do aktualnie aż zbyt smutnej rzeczywistości. Podniosłem się z łóżka patrząc na chłopaka, który jakby na złość mi postanowił zwrócić wszystko co zjadł do tej pory.  - Prz... - zaczął na co machnąłem ręką.
- Zamknij się, nie chcę Cię słuchać - mruknąłem pod nosem podchodząc do chłopaka. Nie wiem jak, ale udało mi się przenieść lodowate ciało do swojego pokoju, zakopując w kołdrach na własnym łóżku. Chłopak nadal drżał, tym razem jednak tylko z zimna. - Nie ruszaj się stąd, idę ogarnąć Twój burdel - mruknąłem poprawiając kołdrę chłopaka. Wróciłem do pokoju chłopaka, śmierdziało w nim wszystkim na raz. Odetchnąłem cicho podchodząc do okna, otwierając je na całość szeroką poczułem jak zimne i świeże powietrze otula mnie, przyprawiając o dreszcze, powywalałem do prania brudne ubrania, zmieniłem pościel, wytarłem biurko, pozbierałem wszystko co jakkolwiek mogło sugerować mi, że zdarzenia zaistniałe w tym pokoju mogłoby odbiegać od zwykłych norm uczniowskich. Gdy w końcu z zadowoleniem doszedłem do wniosku, że pokój wrócił do dawnego porządku, opuściłem go nie chcąc zagłębiać się w tajemnice chłopaka. Droga do mojego własnego miejsca zamieszkania ciągnęła się z nieskończoność, nie chciałem tam wchodzić wiedziałem, że to co nastąpi za chwilę będzie miało odwrotny skutek do tego czego oczekiwałem. Wszedłem do pokoju od razu zamykając drzwi na klucz, po pierwsze na zewnątrz było już ciemno, cholernie dużo czasu zeszło mi do bezczynne siedzenie na łóżku, po drugie na pewno nie miałem zamiaru wypuszczać ledwo żywego spoza tego łóżka. Usiadłem przy chłopaku, cały blady, jego ciało nadal dygotało.
- Jesteś głodny, chce Ci się pić? - chłopak siknął głową na drugą część zdania. Zgarnąłem z biurka małą butelkę wody i podałem ją chłopakowi próbując pomóc mu wziąć chociaż łyka. Nie wiedziałem co dalej ze sobą zrobić, kręcąc się jeszcze chwilę po pokoju poczułem jak dopada mnie zmęczenie. Z jednej strony nie chciałem jeszcze iść spać, troska przeważyła nad złością, chciałem dopilnować by wszystko było dobrze i chłopak nie poczuł się źle. Z drugiej oczy same kleiły mi się do powiek, perspektywa oddania się w objęcia Morfeusza była zbyt obiecująca. Ułożyłem się na drugim końcu łóżka, szepcząc jakby do ściany głuche 'dobranoc'. Nie chciałem teraz być bliżej Olka, na co on sam nie pozwolił. Zimna ręka otuliła mnie lekko w pasie, kiedy powoli usypiałem. Drgnąłem lekko czując chłód jego skóry. Zapach chłopaka ponownie do mnie doszedł, wdarł się i otulił całego. Czasem nie zdawałem sobie sprawy z tego jak bardzo nie chcę go tracić.
- Olek... - szepnąłem. - Odwróciłem się do chłopaka, rezygnując ze wszystkiego czego uparcie trzymałem się przez ostatnie godziny. Objąłem go dłońmi wokół szyi, przerzucając jedną nogę wokół jego bioder. Jedną rękę przesunąłem za chwilę nieco niżej na jego barki. Przyciągnąłem chłopaka najmocniej jak potrafiłem, bałem się, że jeśli zelżę uścisk stanie się coś złego, przez co nikłe mięśnie powoli drżały mi od wysiłku. Ekker zdawał się tym kompletnie nie przejmować, dmuchając ciepłym oddechem wprost na moją szyję. Gdy atmosfera opadła, kiedy miałem go obok siebie, gdy mogłem spokojnie odetchnąć z ulgą... Po moich oczach zaczęły płynąć łzy.
- Proszę nie pozwól bym stracił w ten sposób kolejną osobę. Błagam... Nie zostawiaj mnie - załkałem cicho, próbując zbyt gwałtownie przełknąć ślinę. - Gdybym... Gdybym nie przyszedł... - chłopak wolnym nadgarstkiem przetarł moje mokre policzki nadal nic nie mówiąc - Obiecaj mi coś - zaśmiałem się z własnej dziecinności nim wypowiedziałem jakiekolwiek słowo - Kiedy poczujesz się lepiej, pojedziemy gdzieś... Gdziekolwiek tak na jeden cały dzień, tylko nie nad jezioro, gdzieś gdzie nie zmokniesz i się znowu nie rozchorujesz. Tylko masz wyzdrowieć sam, według tego jak normalny człowiek powinien się leczyć - uśmiechnąłem się ponownie zdając sobie sprawę z głupoty swojej mimo wszystko realnej zachcianki. Rozluźniłem lekko uścisk nadal nie wypuszczając go z objęć, odpłynąłem, napawany nadzieją i dziwną radością.

Aleksander?
Przepraszam, obliguje mnie brak czasu >.<

sobota, 26 listopada 2016

Od Ismaela CD Aleksandra

- To moja wina... - zaszczękałem zębami rozpaczając nad stanem w jakim się znaleźliśmy. Gdybym nie wpadł na genialny pomysł, siedzielibyśmy razem w pokoju. Nie naraziłbym go na to wszystko.    - Przepraszam, że Cię tu wyciągnąłem - wyraziłem skruchę, której tak naprawdę nie czułem. Byłem szczęśliwy, że tak się to wszystko skończyło i przesiadywania w na pniu spalonego drzewa w akompaniamencie grzmotów i piorunów nie zamieniłbym na nic innego.
Nie bez Olka.
Splotłem swoją dłoń z ręką chłopaka, obejmując jego ramię. Jego dotyk, zapach, sama obecność była dla mnie odurzająca, dosłownie uzależniająca.
- To nie jest Twoja wina - spojrzał na mnie bez żadnych wypisanych na twarzy pretensji. - Jest zła pogoda, nic nie widać, śpieszyliśmy się - zaczął mnie usprawiedliwiać. Westchnąłem cicho po raz kolejny spoglądając na mokrą bladą twarz, nie wiem czy to moja przesada czy prawda ale nawet teraz wydawał mi się wyjątkowo przystojny. Jego oczy lśniły w deszczu jakby mocniej niż okalające niebo piorun, a usta mimo zimna nadal zachowały ten swój słodki różowy odcień.
- Dostanę buziaka? - uśmiechnąłem się, szczękając przy tym zębami. Dopiero zdałem sobie sprawę, że chłopak nie zrobił tego, mimo swojego wyznania. Olek ujął swoje dłonie w moją twarz, lekko pocierając kciukiem policzki, uśmiechnąłem się słabo czując jak przyciąga mnie do siebie, muskając moje wargi swoimi, chłód ust chłopaka, zdawał się on udzielać mnie tak samo, dreszcze pędzące po moim ciele zmusiły wyższego do odsunięcia ode mnie i ruszenia w dalszą podróż. Zachęcony chwyciłem jego dłoń i splotłem nasze palce, ciasno przylegając do jego boku. Patrząc w górę widziałem w niebie odbicie swojego życia, ciemne chmury z wolna się rozjaśniały ale deszcz jeszcze nie przestał padać. Ciekawe czy tak samo będzie u mnie, nie chciałem kolejnych kłótni, chciałem żeby chłopak obok mnie mimo tego, że zmęczony i zmarznięty był ze mną szczęśliwy.
Nieważne ile miałoby mnie to kosztować zamierzałem tego dokonać i już. Przemierzaliśmy las, dalej błądząc jakby wokół niego, krople z liści na nasze głowy spadały z ogromną intensywnością. Ciężko było określić czy to deszcz czy po prostu liściastym i iglastym koronom było zbyt ciężko by udźwignęły mokry ciężar.
- Jak się rozchoruję to się mną zajmiesz? - spytałem ze śmiechem, oczywiście nie dałbym mu wyjścia, ale nie wiedziałem jak inaczej podtrzymać rozmowę.Chciałem go jakkolwiek rozweselić, a nic innego niż głupie zabawianie nie przyszło mi do głowy.
- A jak ja się rozchoruję? - spytał z wyrzutem próbując uśmiechnąć się przez odrętwiałe usta.
- Będę z Tobą nieważne czy będziesz chory - zapewne zarumieniłbym się po tym zdaniu, jednak krew w moim ciele zdążyła ochłodzić się na tyle, że nie poczułem nawet typowego mrowienia. Nie poczułem nic poza ręką zatrzymującej się po drugiej stronie na moim ramieniu.
Nic nie było w stanie opisać tego jak szczęśliwy byłem w tym momencie. Mając go obok, tylko dla siebie... To było jak spełnienie dosłownie moich wszystkich marzeń, mieć kogoś komu mógłbym oddać całe swoje serce, otoczyć miłością wyjątkowo szczerą, taką jaką zawsze chciałem i nie bać się odrzucenia, nie martwić się brakiem akceptacji. Nie bać się o nic, poza tym, ze możemy nie zdążyć na kolację do Akademii, a głód, który rozsadzał mój żołądek ciężko było wytrzymać.

**

Wszystko jednak co złe kiedyś się kończy, tak samo jak skończyła się nasza podróż. Kiedy już myślałem, że utopię się w kroplach, które w swojej częstotliwości wpadały mi do buzi ujrzeliśmy aż zbyt znajome oświetlenie.
- Ścigamy się - mruknąłem, to nie było pytanie, bardziej stwierdzenie. Przecież chciał ze mną przegrywać, a ja nadal miałem w sobie dość energii by ruszyć pędem do źródła ciepła, gorącego prysznica i jedzenia. Olek pobiegł za mną, wiedziałem, że każdy jeden ból mógł sprawiać mu ból tak samo jak i mnie i poniekąd było mi głupio. Błyskawiczne jednak dotarcie do ukochanego budynku pozbawiło mnie ich zupełnie. Gorące szkolne powietrze uderzyło mnie ze zdwojoną siłą, niemal zrobiło mi się niedobrze gdy ciepło przedarło się przez moje płuca rozdzierając nozdrza, a całe ciało zaczęło drżeć. Ustałem w wejściu opierając się o drewnianą ścianę. Przyciągaliśmy wzrok współczujących uczniów, którzy zerkając w naszą stronę oczekiwali zakończenia wszechogarniającej ulewy.
- Choć - spojrzałem na chłopaka błagalnie wyciągając dłoń w jego stronę. Chłopak pochwycił ją pozwalając mi zaciągnąć się na górę.
- Olek... Możemy pogadać? - odetchnąłem cicho słysząc najbardziej irytujący głos na świecie, głos, który dosłownie przeszył moje nerwy bardziej niż panujący na dworze chłód. Blondyn rzucił mi jakby przepraszające spojrzenie odgarniając mokre włosy z czoła, mruknął coś, że zaraz przyjdzie, nie słuchałem go chcąc jak najszybciej znaleźć się w skrzydle mieszkalnym.

O zazdrości można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest zdrowa. 
O zazdrości można powiedzieć wiele, na pewno to, że jest szczera.
Z zazdrości człowiek się chowa
Przez zazdrość człowiek się gniewa. 
Czasem bez niej zaczyna od nowa
Czasem z nią umiera.

*moje, krótkie ja autor i bez komentarza. PSIK*  
Ułożyłem w głowie krótki wierszyk mocniej kuląc się w sobie, byłem zazdrosny... Tylko czemu? Jak poczułby się Olek gdybym zaczął mówić o tym co czuję.
Byłem zazdrosny bo się bałem?
Bo nie umiałem mu zaufać?
Bo...
Zadając sobie drugie pytanie, zrozumiałem jak cholernie było prawdziwe. Co jeśli nigdy nie będę mógł obdarzyć go tym zaufaniem, jakie żywiłem wobec niego na początku?
Na pewno nie. Przecież chciałem mówić mu o wszystkim, chciałem by był dla mnie wszystkim, chciałem opowiadać mu o każdym problemie, chciałem by on opowiedział mi o swojej przyszłości. Tylko w tym całym problemie chyba nie chodziło o właśnie ten rodzaj zaufania. Bałem się, że chłopak mimo obietnic nigdy nie będzie mój. Zniknie tak samo szybko jak się pojawił, przewrócił moje życie do góry nogami, naprawił je i... Co dalej?
Bałem się dalszych części tych niepoukładanych historii, przerażał mnie fakt, że to właśnie ja i Olek jesteśmy jej głównymi bohaterami, poniekąd zdanymi na przypadek, przypadek, który przecież nie musiał podążać wyznaczonymi przez nas ścieżkami, może już dawno ktoś w gwiazdach ułożył drogę, która rozejdzie się równie szybko co się zaczęła? Może nie prowadzi wyczekiwanym przeze mnie jednostajnym ciągiem i w końcu staniemy na skrzyżowaniu wybierając szczęście moje, lub Aleksandra.

Rozmyślania, które tworzyły istny armagedon w mojej głowie przerwał dopiero dźwięk wylewanej wody. Zatracony w brutalnym śnie zapomniałem, że przecież ją tam napuściłem. Wraz z zakręceniem czerwonego korka wrócił też chłód mojego ciała i świadomość, że czeka na mnie gorąca kąpiel. Pozbyłem się swoich ubrań, przez chwilę przyglądając się sinemu ciału w odbiciu lustrzanym. Usta popękały od zimna i nadal nie odzyskały swojej jasnej barwy, a dłonie w swojej czerwieni wyglądały jakbym je oparzył, to samo z nogami i kolanami, reszta była niemal fioletowa. Wsunąłem do wanny jedną nogę, rozkoszując się gorącem jakie przynosiła woda.
W cieczy zanurzyłem się do brody wyczekując aż zimno i dreszcze ustąpi miejsca pieczeniu. Każda komórka mojego ciała okropnie bolała, uniemożliwiając jakiekolwiek ruchy.
Resztkami sił sięgnąłem po płyn do kąpieli i gąbkę zaczynając namydlanie od górnych partii ciała. Kiedy zapach płynu do kąpieli przesiąkł moje nozdrza sięgnąłem po szampon by dokładnie spienił moje włosy i zmył z nich deszczówkę. Dopiero wtedy odważyłem się wyjść z bezpiecznej wanny i stawić czoło światu.
Wyzwanie na dziś: założyć coś do spania, zjeść coś i pójść spać.
Oczywiście w każdy swój cel wliczałem też blondyna. Założyłem dresy i koszulkę, którą parę dni wcześniej zabrałem Olkowi. Podobał mi się jej zapach... 
Ułożyłem szybko włosy i wyszedłem z białego pomieszczenia by dostrzec rozłożonego na łóżku blondyna, nie przejął się moją obecnością, nie odłożył też zeszytu ze wszystkimi moimi pracami. Dziwne uczucie, kumulujące się w okolicach serca rozeszło się po moim ciele powodując jego drżenie, dziwnie było mi wiedzieć, że ktoś ma w dłoni tę część mnie, którą się z nikim nie dzieliłem. Może to był właśnie dobry moment by otworzyć się przed Olkiem? Może warto było podzielić się z nim tą małą tajemnicą? Powolnym krokiem zbliżyłem się do blondyna, przekręcał poszczególne kartki z ogromną delikatnością, jakby miały pokruszyć się od lekkiego szarpnięcia. Objąłem ciepłe ciało, przylegając do niego najmocniej jak sam tylko mogłem, chciałem spytać jak skończyło się tajemnicze spotkanie Olka i dziewczyny, której nadal nie poznałem imienia, ale nie miałem odwagi. Z mojej strony byłby to pewnie zwyczajny brak zaufania. Spojrzałem na rozjaśnioną księżycowym blaskiem twarz, twarz, którą chciałem oglądać codziennie. Przyglądałem się każdym szczegółom, lekkie zadarcie na nosie, zmarszczki w kącikach oczu, pewnie od uśmiechu, poza tą nie znaczącą drobnostką skórę miał idealnie gładką, a usta pełne, zdrowo różowe. Wieczny zarost na jego twarzy nie postarzał go, ale dodawał dojrzałości i pewności siebie.
- Czemu mi się przyglądasz? - niski głos wypełnił przestrzeń dookoła nas, powodując, że po moich plecach przebiegły przyjemne dreszcze, gdyby tak wsłuchać się w jego barwę, można by zauważyć lekką chrypkę i charakterystyczny akcent. Wzruszyłem ramionami, nie umiejąc lub nie chcąc jasno odpowiedzieć na to pytanie.
- Zostaniesz u mnie?  - oczywiście odpowiedź była dla mnie była prosta i tylko jedna, nie przyjąłbym odmowy, nie po dzisiejszym dniu. Blondyn również nie protestował, odwróciwszy się za siebie zgasił nocną lampkę i odłożył niebieski zeszyt. - Dobranoc - szepnąłem kładąc się obok.
W nocy rozbudził mnie cichy jęk, otworzyłem zaspane oczy próbując zarejestrować wzrokiem sytuację.
- Olek, co Ty robisz? - obserwowałem jak chłopak nieudolnie próbuje chwycić butelkę wody, stojącą blisko łóżka. Kompletnie zdezorientowany podałem ów przedmiot chłopakowi, patrząc jak wypija całą jej zawartość. Dopiero wtedy dotarło do mnie co się dzieje, rozpalona skóra, podkrążone, szklane oczy, spękane usta i wypieki. Przysunąłem policzek do czoła leżącego, jego gorąc bił z daleka. Pogładziłem blondyna lekko po głowie, zeskakując przy tym z łóżka by odnaleźć leki na zbicie temperatury. Leżały tuż obok moich proszków na epilepsję, choroby, o której Olek nadal nie miał pojęcia w zamkniętej na klucz szafce.
Nie chciałem mu o tym mówić, ludzie często reagowali strachem na wieść o mojej przypadłości i odchodzili, zostawiając mnie samemu sobie.
Poza tym tak długo to ukrywałem.. Jeśli dowiedziałby się teraz pewnie byłby zły.
Schowałem duże pudełko ponownie do szafki przekręcając nieduży zamek, klucz wsadziłem pod jedną z książek i zbliżyłem się do chorego.
- Ismael idź spać - zachrypiał ciężko, próbując zmusić mnie bym zignorował jego stan. Prychnąłem cicho kładąc chłopakowi na czoło zimny okład. Chłodne krople ściekały po jego skroni prosto na poduszkę, którą za chwilę zamieniłem na swoją. Martwił mnie fakt, że gorączki kompletnie nie potrafiłem zbić aż do rana i gdy w końcu udało mi się schłodzić ciało Ekkera zasnął wyjątkowo głębokim snem. Odetchnąłem cicho próbując zachować nienaganną ciszę, nie chciałem go obudzić oddychał niespokojnie jakby w strachu, a na jego twarzy ponownie zagościły rumieńce. Drżał z zimna, a ja kompletnie bezradny nie wiedziałem co robić.
- Olek... Może jednak pójdę po higienistkę? - spytałem z wypisaną na twarzy nadzieją, gdy ten uchylił podkrążone i czerwone oczy. Zaprzeczył gwałtownym skinieniem głowy, chciałem spytać czemu tak bardzo nienawidzi lekarzy, zamiast tego jednak tępo obserwowałem zmiany w stanie jego zdrowia opuszkami palców zgarniając lepiące się do czoła włosy, chciałbym mu jakoś pomóc. Czułem się dziwnie chcąc brać za chłopaka odpowiedzialność ale obiecałem sobie, że za wszelką cenę uczynię go szczęśliwym, tylko niech mi na to pozwoli.
Bezsensowne wlepianie wzroku w blondyna przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi i widok poruszającej się klamki. Nigdy nie spodziewałbym się ujrzeć w nich Michaela, zachowywał się jakby mnie znienawidził jednak ani Olek ani on sam nie chcieli mi powiedzieć dlaczego.
Miałem własne domysły.
Pomijając chociaż głupie hej były przyjaciel zlustrował morderczym wzrokiem śpiącego blondyna.
- Co ta kurwa tu robi? - warknął mącąc spokój pokoju. Krew dosłownie się we mnie zagotowała, nikt nie miał prawa odnosić się w ten sposób do mojego Olka. Rzuciłem mu pełne oburzenia spojrzenie, bezdźwięcznie sugerując by się zamknął i uważał na słowa. - Chciałem z Tobą porozmawiać, ale chyba nie masz czasu - smutek w jego głosie rozrywał mi serce, nie myślałem nad tym co robię zerwałem się z bezpiecznego i ciepłego łóżka biegnąć w stronę Michaela.
Zielonooki również musiał biec, bo gdy wyszedłem z pokoju był już daleko.
- Zaczekaj! - rzuciłem w jego stronę, zaczynając biec. W głowie już sobie układałem co chcę mu powiedzieć, ile pretensji wyrzucić jemu i sobie, za co przeprosić i zapytać czy ta przyjaźń ma jeszcze jakikolwiek sens. - Co chciałeś? - nie odpowiedział, stał tam wpatrując się w punkt nade mną, znałem go. Zawsze wtedy zastanawiał się nad tym czy to co zamierza będzie dobre dla wszystkich i chyba wybrał źle,
Jego wzrok opadł na moją twarz, którą ujął w swoje dłonie robiąc to samo z wargami. Poczułem ich smak na własnych ustach i zawroty głowy.
Złość pojawiła się natychmiast, zaraz po tym robiłem wszystko by go odepchnąć chłopak złapał za moje nadgarstki odciągając je do tyłu, wolną dłoń wsunął pod moją koszulkę zostawiając pocałunki na niższych partiach ciała.
- Zostaw mnie! - teraz już wrzasnąłem nie martwiąc się o to, że za chwilę mogę obudzić chorego. Żadna próba wyrwania się spod jarzma obrzydliwych łap nie powiodła się dopóki z moich oczu nie spłynęły pierwsze łzy. - Myślałem, że jesteś moim przyjacielem - szepnąłem, resztkami sił powstrzymując szloch.
- Nigdy nie chciałem być Twoim przyjacielem, robiłem dla Ciebie wszystko, ale mimo to... wybrałeś jego, on Cię zdradził - wraz z kolejnym krokiem zmniejszał odległość między nami.
- Czemu taki jesteś? Zawsze musisz wszystko psuć, z każdym - mruknąłem pretensjonalnie, odwracając wzrok.
- Wiesz ile bym oddał, żeby być teraz na miejscu tego zera? - spojrzał na mnie błagalnie. Chyba nie rozumiał, że mówiąc takie rzeczy o kimś kogo kochałem raczej nie zmieni mojego nastawienia.
Nic nie zmieni..,
- Już mnie to nie obchodzi - wpatrywałem się w żal w jego oczach, pogłębiający się z sekundy na sekundę ból, rozrywał mi serce odbierając przyjaciela. Nasza relacja już dawno sięgała dna, ale teraz traciłem przyjaciela.
- Co Ty o nim właściwie wiesz? Skąd wiesz, że Cię kocha? Skąd wiesz, że nie jest na boku z tamtą laską, z którą ich ostatnio widziałem? Przecież masz pewność, że ja bym Ci tego nie zrobił, nie możesz mu ufać! - podniósł głos, a ja nie wytrzymałem. Chłopak miał zupełną rację, sam dzisiaj myślałem o tym, jak bardzo boję się zaufać Olkowi, teraz udowadniali mi to też inni.
To niczego nie zmieniało.
On był mój.
Po odejściu Michaela po raz kolejny naraziłem się na starganie nerwów. Kręcone włosy stojące pod drzwiami Ekkera po raz kolejny mnie spoliczkowały.
- Nie ma go tam. - dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie na mój widok.
- To dziwne, umówiłam się z nim ostatnio - patrzyła mi prosto w oczy, próbując jeszcze bardziej upokorzyć moją osobę.
Mogłem tylko stać, stać i słuchać jak kolejna osoba stara się to wszystko zniszczyć. Nie chciałem jej wierzyć. Zignorowałem potyczkę słowną w jaką próbowała mnie wepchnąć i wszedłem do swojego pokoju widząc w pełni przytomnego chłopaka. Siedział na łóżku wlepiając wzrok w telewizor. Gdyby naprawdę się z nią umówił, wymyśliłby coś i do niej poszedł...
Ta myśl długo trzymała mnie w nadziei.
Opadłem na łóżko wtulając się w rozpalone gorączką ciało chłopaka.
- Przytul mnie... - poprosiłem, ciągnąc do siebie. Bez słownej odpowiedzi Olek objął mnie wokół pleców silnymi dłońmi, muskając wargami czubek głowy, nie miałem odwagi mu o niczym powiedzieć, nie chciałem tego psuć. Zamiast wyjaśnień wtuliłem twarz w zagłębienie jego szyi i po raz kolejny szepnąłem to szczególne wyznanie nie oczekując odpowiedzi. - Kocham Cię Olek..

Aleksander?
[*]  to opowiadanie zmarło już na pierwszym słowie.
PRZEBIŁAM TE 2 TYŚ. TAK

wtorek, 22 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Spotkania w bibliotece, widok chłopaka razem z tamtą dziewczyną na przerwach, potem spędzanie ze mną czasu.
Tak w kółko.
Moje serce codziennie rozpadało się od nowa, każdego dnia znowu i znowu Olek łamał je z naturalną łatwością. Każdego dnia wbijał mi kolejny nóż w plecy i jedyne co umiał z tym zrobić to rzec nędzne przepraszam i dalej brnąć w wygodne dla niego kłamstwa. Wciąż inaczej odkrywałem jego dwulicową stronę, widząc jak zatacza krąg wokół własnych kłamstw podążając za nimi ślepo.
Byłem zwykłą zabawką w jego grze, kimś kim posługiwał się jako drugą opcją, byłem dla niego kimś na wszelki wypadek, w razie potrzeby. Jego wyznanie umknęło w mojej pamięci, stało się tylko nieistotnym zlepkiem słów zepchniętych w głąb umysłu, nic z tego nie umiało mnie jednak zatrzymać przed pchaniem się w tą maskaradę i pod warstwą resztek racjonalnego umysłu ukrywałem swoje uczucia.
Od początku chciałem by mnie kochał. Chciałem by należał do mnie, by ze mną dzielił się swoim uśmiechem i bólem, swoimi emocjami, planami. Chciałem spędzać z nim czas słuchając prawdziwego obliczka Olka, nie tego, które mi przedstawiał. Chciałem widzieć uśmiech na jego twarzy i wiedzieć, że to ja jestem tego powodem. Chyba jednak miłość była dla chłopaka uczuciem zbyt odległym i nieznanym by mógł mnie nim obdarzyć.
Koniec końców zacząłem go za to winić, odnosił się do mnie z dezynwolturą, na którą nie mogłem sobie pozwolić.
Kochałem go i oczekiwałem tego samego zabawa w "chyba coś dla mnie znaczysz" jaką oferował mi Olek nie miała żadnego sensu i zamierzałem skończyć tę szkołę jak najszybciej.
Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że rozmyślając nad całą relacją leżałem wtulony w ciepłe ciało. Dłonie chłopaka oplatały mnie swobodnie w pasie, a głowę trzymał wspartą na moim ramieniu. To wszystko bolało mnie jeszcze bardziej bo chłopak spał spokojnie nie zdając sobie sprawy z tego przez co przechodzę. Próbowałem przebić się przez taflę bólu i upokorzenia, dwóch emocji jakie wywoływała u mnie ta cała sytuacja. Drżenie mojego ciała w końcu wybudziło chłopaka, odrywając mnie od przerażających swoją prawdziwością myśli. Ekker spojrzał na mnie nie wypowiadając przy tym żadnego słowa. Kieruje nim pewnie fakt, że z moich oczu spływają strumienie łez. Blondyn nawet nie spytał co się dzieje, przetarł kciukiem moje policzki podnosząc się do pozycji siedzącej. Lepiej niż ja rozumiał powód stanu w jakim się znalazłem.
- Ismael.. - zaczął, jednak nie pozwoliłem mu skończyć. Przyłożyłem dłoń do ust chłopaka, próbując zahamować mokre, wciąż na nowo moczące moją twarz, słone krople.
- Nie mów nic. Nie chcę Cię stracić... - tylko na tyle było mnie stać. Wysuszenie tego niezrozumiałego w sensie zdania wcale nie pomogło mi zwalczyć strachu jaki targnął na mój organizm. Przesunąłem się do chłopaka, wtulając w jego tors. Wplotłem chude dłonie w gęste, miodowe włosy zachęcając chłopaka by mocniej mnie przytulił. Ciało wyższego przywarło do mojego, w takich chwilach miałem wrażenie, że idealnie do siebie pasowały. Dosłownie się uzupełniając. Oddawałem mu wszystko co mam i co mogłem mu zaoferować w zamian chcąc uczucia, którym nawet nie próbował mnie obdarzyć.
- Kocham Cię Olek - szepnąłem. Jednak czy spał czy nie, nie otrzymałem odpowiedi. Powoli dochodził do mnie fakt, że ktoś kogo pragnę nie jest tym kim wobec mojej osoby był Olek. Ł
Tylko, że go kochałem. Kochałem go najszczerszą miłością jaką jest w stanie obdarzyć istota ludzka drugiego człowieka. Za tą miłością nieustannie szedł fakt, że dawałem sobą pomiatać.
Chłopak lekko masował mnie po głowie powoli usypiając przez co ja również poczułem się senny i odpłynąłem.

***

Obudził mnie dotyk gdzieś na moim brzuchu czując jak łaskotki rozchodzą się po moim ciele.
- Przestań - położyłem dłoń na dłoni Olka zmuszając by położył ją całą swoją powierzchnią na moim torsie. Mruknąłem cicho próbując wytrzymać siłę jego spojrzenia, wiedziałem, że z mojej twarzy pragnie wyczytać powód nocnego zachowania, wiedziałem też, że muszę dołożyć wszelkich starań by mu tego nie okazać.
- Czemu? - spytał z lekkim uśmiechem wymalowanym na spokojnej twarzy. Dopiero w tym nic nie znaczącym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że dziś sobota i cały dzień mogę spędzić w łóżku. Wyciągnąłem dłonie do przodu, wtulając twarz w miękką, przesiąkniętą zapachem perfum Olka poduszkę.
- Nie lubię łaskotek - wydusiłem w materiał próbując zatrzymać w sobie chęć ponownego zaśnięcia, gdy wpadłem na pewien genialny pomysł.
- Zaczął się weekend, pojedź ze mną nad jezioro - spojrzałem na blondyna podpierając się łokciami na miękkim materacu. Błysk w oku blondyna przekonał mnie, że mimo początkowych wątpliwości, w końcu się zgodzi.

***

Tak też się stało, po około godzinie szykowania się do dość dalekiej podróży byliśmy w drodze nad według mojej zachcianki jezioro.
Byłem wyjątkowo szczęśliwy, że mimo targających mną wątpliwości Ekker był obok mnie, zignorował swoje ewentualne plany by spędzić ze mną czas. Nawet jeśli co do kłamstwa w wyrażaniu jego uczuć byłem przekonany, nie chciałem dopuścić tego do wiadomości i dalej brnąłem w coś, co przynosiło mi wielu cierpień.
Drogę pokonywaliśmy w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach, każdy zagubiony w swoim świecie, zamknięty w ścianach umysłu pełnym własnych problemów.
- Jesteśmy - mruknąłem, łapiąc chłopaka za nadgarstek, byłem podekscytowany więc niemal podrygiwałem prowadząc chłopaka przez wąską ścieżkę, dookoła nas rozpościerały się różnokolorowe krzewy i przybierające jesienne cechy drzewa. Wszystko, jeśli spojrzeć dalej na błękit stojącej w miejscu, chłodnej wody wyglądało jak z bajki, znacznie lepiej niż sam sobie to wyobrażałem.
- Dziękuję - mruknąłem, łapiąc delikatnie dłoń chłopaka, blondyn zacisnął swoją dłoń dookoła mojej, patrząc na mnie w oczekiwaniu aż dalej rozwinę swoją wypowiedź - Że tu ze mną przyszedłeś - dodałem cicho, gdy Olek zmusił mnie bym usiadł na piasku, mimo, że przewieszonym na plechach plecaku miałem koc. Wyższy mi jednak nie odpowiedział, widać uznał, że słowa wcale nie były potrzebne.
Podobało mi się tu, fakt, że byliśmy sami i nie musiałem się bać o to, że nastolatek za chwilę rozmyśli się co do swoich uczuć i zostawi mnie samemu sobie. Objąłem go mocno ramionami w pasie opierając policzek na jego ramieniu.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, ale boję się, że to zepsuję - mruknąłem wlepiając spojrzenie w przeźroczystą taflę, która odbijała czyste niebo, przejmując jego błękitną barwę.
- Czemu miałbyś coś zepsuć? - chłopak podbródkiem przesuwał po czubku mojej głowy, targając przy tym moje włosy.
- Nie wiem, nie umiem Ci tego powiedzieć - mruknąłem. Mina Aleksandra natychmiast zrobiła się poważna, odsunął mnie od siebie na długość ramion patrząc prosto w oczy. - Bo ja nie chcę tego jak jest teraz. Nie chcę codziennie żyć w strachu, że ktoś inny Ci się nagle spodoba i mnie zostawisz. Olek, powiedziałeś, że nie jesteś pewien, że nie będziesz mnie zdradzał. Czego nie umiem Ci dać, skoro masz do mnie aż tak okrutne odniesienie? Dobrze wiesz, że to boli, na pewno to rozumiesz. Ja nie umiem tak dłużej, każdego dnia zastanawiać się kiedy Ci się znudzę - moje wargi drgnęły dopuszczając ciche łkanie do mojego monologu, które powstrzymałem rozdzierającym płuca kaszlem - Daję Ci całego siebie, daję Ci wszystko na co mnie stać, ale chcę... Też chcę czegoś w zamian, pewności, że ode mnie nie odejdziesz. Tak często widzę Cię z tą dziewczyną, to boli... Dlaczego ja mam pozostać przy Tobie, dlaczego ja mam być dla Ciebie, jeśli Ty nie możesz zrobić tego dla mnie? - uniosłem głowę do góry jakbym chciał by łzy napływające do moich oczu, cofnęły się  z powrotem.
Skoro Olek oczekiwał ode mnie miłości, czemu nie mógł dać mi tego samego...

Aleksander?
Nie no w sumie nie da się tego skomentować.

niedziela, 20 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Wyznanie chłopaka zadźwięczało mi w uszach. Waga jego słów oraz całość wydarzenia przytłoczyła mnie na tyle, że widząc jak łzy Olka zostawiają mokre ślady na jego koszulce, również zacząłem płakać. Jedynym czego pragnąłem to wtulić się w ciało blondyna, spróbować go uspokoić i zostać tak już do końca.
Nie mogłem.
Kolejny raz mu zaufałem, kolejny raz pozwoliłem mu się do siebie zbliżyć i kolejny raz się zawiodłem.
- Olek... - zacząłem biorąc głęboki oddech, który niemal rozerwał moją klatkę piersiową, słowa, które tak bardzo chciałem zachować tylko dla siebie nie mogły przejść mi przez gardło, hamując przepływ powietrza w organizmie. Wpatrywałem się tępo w przestrzeń przed sobą, co jakiś czas zlewała się w niekształtną całość. - Ja też Cię kocham, ale nie mogę... - wydusiłem zamykając oczy. Stojąc tak przed nim nie wiedziałem czy czuję się jak ofiara czy jak oprawca. Pierwszy raz tak wiele emocji mogłem dostrzec wypisanych na jego twarzy, tym razem jednak nie chciałem widzieć żadnej. - Nie mogę po raz kolejny ryzykować, że kiedy tylko kolejna Ci się spodoba Ty będziesz chciał mnie zdradzić - mój głos zaniósł się szlochem, gdy na chwilę straciłem nad nim kontrolę - Wczoraj powiedziałeś, że bardzo Ci na mnie zależy i mimo to byłeś gotów przespać się z inną, pomyślałeś co by było gdybym nie przyszedł? - spojrzałem na chłopaka, czując jak oczy pieką mnie coraz mocniej od powstrzymywanych łez. - Wyjdź już... - szepnąłem ledwie słyszalnym głosem, pewien, że chłopak mnie słyszy - obserwowałem jak podnosi się z mojego łóżka nie szczycąc mnie nawet obojętnym spojrzeniem. Chwyciłem za lewą stronę swojej klatki piersiowej, jakbym bał się, że moje serce rozsypie się na kawałki jeśli puszczę. Czując jak atak histerii przejmuje nade mną władzę oparłem się o drzwi opuszczając na nich. Głośny szloch rozdarł moje płuca zamieniając się w ciężkie rzężenie, wsadziłem dłoń w swoje włosy, szarpiąc na końcówki, gryząc nadgarstek drugiej by stłumić płacz. Tłumaczenie, że tak będzie lepiej w niczym mi nie pomagało, a jedynie jeszcze bardziej mnie niszczyło.
Po raz kolejny ktoś ode mnie odszedł. Ktoś kto był dla mnie ważny, najważniejszy. Przysięgałem wybaczyć mu wszystko, ale nie byłem gotów na to, że on ciągle będzie mnie ranił. Skuliłem się w sobie próbując utrzymać własne ciało w ryzach.
Nawet nie spostrzegłem kiedy drzwi do mojego pokoju, a wyleciałem przez nie, uderzając o twardą i zimną podłogę tyłem głowy. Przez myśl przemknęło mi, że to on, że tym razem to ja mogę wszystko naprawić i patrząc z nadzieją na swojego towarzysza dostrzegłem roztrzepane czarne włosy, czekoladowe oczy i bladą twarz.
- Michael... - mruknąłem zbolały, podnosząc się z ziemi. Chłopak oplótł mnie dłonią w pasie, nic nie mówiąc. - Dlaczego tak... - załkałem w ramię przyjaciela, który zmusił mnie bym ruszył do przodu.
- Idziemy do mnie, nie zostaniesz tu na noc - przetarłem powieki próbując znaleźć w sobie siłę by mu zaprzeczyć, nie było jednak czemu. Nie chciałem być sam, a skoro nie mogłem być przy blondynie, to chciałem być obok kogokolwiek z dala od zbyt trudnych myśli.

**

Wchodząc do pokoju Michaela poczułem specyficzny zapach bałaganu, starego jedzenia, pleśni i czegoś, na temat czego myśli wolałbym nie rozwijać.
- Wybacz bałagan - mruknął, zrzucając z kanapy górę śmieci. Położyłem się na niegdyś czerwonym meblu odwracając twarzą do jej oparcia.
- Zawsze masz ten sam burdel - wydusiłem przez łzy.
- Ismael, on nie był Ciebie wart - szepnął chłopak, gdy jego dłoń wylądowała na moim ramieniu.
Nie był?
Czy ktoś kto nie byłby mnie wart pojechałby ze mną do oddalonego o kilka tysięcy kilometrów kraju na pogrzeb kobiety, której nigdy nie widział? Czy spędzałby ze mną każdą chwilę? Gdyby mu nie zależało, to czy płakałby kiedy odchodziłem? Drgnąłem lekko odpychając agresywnie dłoń ciemnowłosego.
- Nie mów tak. Nie znasz go i nie masz pojęcia ile dla mnie zrobił - warknąłem, stając w obronie Aleksandra.
- Tak i dlatego, że tak mu na Tobie zależy ryczysz teraz na gnijącej kanapie w pokoju przyjaciela - prychnął z żalem w głosie, nie mogłem dyskutować z tym argumentem, miał rację. Gdyby ktoś taki jak Olek był mnie wart, nie cierpiałbym teraz.
Nie byłoby nic.
Nic złego.
- To nie zmienia faktu, że za nim tęsknię. Michael... Ja... Ja naprawdę go ko-ocham - załkałem w oparcie, słysząc jak gwałtownie podnosi się z zajmowanego miejsca.
- Zabiję go kurwa - wysyczał w złości, kiedy ja próbowałem go zatrzymać. Chłopak był jednak ode mnie wiele wyższy i szybszy, stąd nawet nie miałem szans upewnić się, że idzie do Olka.
Albo też nie chciałem i wolałem by Ekker poniósł odpowiedzialność za coś co robił. Wcisnąłem twarz w zagłębienie między skórzanymi poduszkami próbując wyzbyć się wyrzutów sumienia i poczucia, że powinienem powstrzymać bruneta. O niego się nie bałem, wiedząc co robi i znając styl jego życia oraz zakres wykonywanych ćwiczeń, nie miałem oporów by sądzić, że sobie świetnie poradzi.
Chodziło tu o Olka, bałem się o kogoś kogo powinienem był znienawidzić całym sercem. Przełknąłem ślinę czując jak po raz kolejny rozpadam się tak samo w środku jak i na zewnątrz. Wrak mojej osoby jaki teraz przedstawiałem nie miał nawet siły by zamknąć oczu i nie myśleć o tym co właśnie robi Michael...

~Oczami Michaela*~
Pędziłem na długich nogach w stronę pokoju tego oprawcy. Nieraz już słyszałem o tym,w jak okrutny sposób potrafi niszczyć drugiego człowieka.
Z jego byłą chodziłem do klasy i znając go dzięki niej nie mogłem pozwolić by ten sukinsyn tknął mojego przyjaciela.
Podchodząc do drzwi, nie prosiłem o pozwolenie do wejścia, wparowałem do środka widząc pochylającego się nad biurkiem blondyna. Na blacie dostrzegłem przeźroczystą płytkę, a na niej dwie równe kreski brudnobiałego koloru.
- Co Ty tu... - zdążył powiedzieć blondyn nim moja pięść spotkała się z jego twarzą.
- Tak Ci na nim zależy?! - wrzasnąłem łapiąc go za kołnierz koszuli - Że byłeś gotów jebać się z pierwszą lepszą szmatą? - spytałem patrząc chłopakowi z szałem w oczy. Nie bronił się, nie próbowałem mi oddać, a błękitne oczy zaszły łzami.
- Nie chciałem tego. Nie wiem co we mnie wstąpiło, pomóż mi go odzyskać - wypuściłem chłopaka z żelaznego uścisku mierząc się z nim morderczym spojrzeniem.
- Jestem jego przyjacielem - zacząłem - Chciałbym być kimś więcej, ale wiem, że nie mogę bo on Cię kocha, a Ty tak łatwo to spierdalasz - pokręciłem głową dając upust swojemu niedowierzaniu. - Nie pomogę Ci go odzyskać, bo nie muszę on sam Ci wybaczy - mruknąłem pewien prawdziwości swoich słów - Ale na pewno nie pomożesz sobie jadąc na prochach - moją radę przerwał gorzki śmiech - Przyszedłem chcąc Cię zabić, nie pomagać - chwyciłem chłopaka za kołnierz jeszcze raz i wymierzyłem bolesny cios prosto w kość policzkową, tak by mieć pewność, że załatwię mu tym fioletowy ślad na co najmniej dwa tygodnie - Dla zdrowotności - warknąłem widząc jak zbiera w sobie dość siły by spróbować zrobić mnie to samo. Wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami niepewien skutków naszej rozmowy.

~ Ismael~
Przekręciłem się na kanapie po raz kolejny, próbując zakopać myśli gdzieś na tyłach mojego umysłu tak, by pozwoliły mi zasnąć. O efektach rozmowy między chłopakami nie dowiedziałem się niczego, bo Michael wyraźnie wściekły natychmiast zakopał się pod kołdrę. Przez to wszystko czułem się jeszcze gorzej, bo teraz nawet mój najlepszy przyjaciel nie chciał ze mną rozmawiać.
Nie on mnie jednak teraz obchodził, a fakt, że leżałem tutaj sam, nie mogłem się odwrócić w stronę blondyna by wpleść palce w jego włosy, nie mogłem po raz kolejny przejechać dłonią bo szorstkim policzku by zwrócić jego uwagę.
Nie mogłem spojrzeć w te duże, błękitne oczy, zawsze mówiły tak wiele, przez co nigdy nic nie rozumiałem. Nie mogłem go przytulić, nie mogłem pozwolić by objął mnie ramionami dając poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo pragnąłem.
Nie mogłem niczego, chcąc tak wiele. W głowie jeszcze raz odtworzyłem wydarzenia sprzed niecałej doby układając sobie to wszystko w jedną całość, słowa chłopaka przynosiły ukojenie skołatanym nerwom, wspomnienie momentu gdy mówił, że mnie kocha, kiedy chciałem być najważniejszą osobą w jego życiu, to wszystko przeważało nad widokiem piegowatej dziewczyny dosłownie przyklejonej do Olka.
Mojego Olka...
Ufałem mu. Naprawdę wierzyłem, że to był ostatni raz. Ufałem w to, że on nie chciał. Wiedziałem, że przez tyle lat Olek był sam, wiedziałem, że jego była bardzo go zraniła. Miał prawo czuć się w tym wszystkim zagubiony...
Jeśli naprawdę chciał się zmienić, to czemu miałem mu nie wybaczyć? Odetchnąłem cicho, ostatni raz wycierając napływające do oczu łzy. Zsunąłem chude nogi z niewygodnej kanapy, przez moje ciało przemknęły nieprzyjemne dreszcze kiedy stopy zetknęły się z zimną podłogą. Ignorując chłód nocy i fakt, że ktoś mógł mnie zobaczyć w samych bokserkach wydostałem się z pokoju i przemknąłem przez ciemny korytarz, prosto pod drzwi, na których w dziwnie zachęcający sposób widniała tabliczka "ALEKSANDER EKKER" pewien, że chłopak jeszcze nie śpi wszedłem do środka z ulgą przyjmując fakt, że drzwi faktycznie były otwarte. Blondyn leżał na łóżku z słuchawkami w uszach, nie zdając sobie sprawy z rzeczywistości dookoła niego. Wydawał mi się teraz taki spokojny, przez chwilę zwątpiłem, że chcę mu to zniszczyć. Podszedłem do łóżka próbując nie wydać swojej obecności dopóki nie pochyliłem się nad chłopakiem, ściągając mu z uszu słuchawki.
Z początku zdezorientowany otworzył szeroko oczy, szybko jednak rozumiejąc moje zamiary pochwycił w czułym geście moje policzki i przyciągnął do siebie, zamykając usta w pocałunku. Dłonie chłopaka z twarzy przeniosły się na barki schodząc niżej, tak by po chwili oplatały mnie w pasie. Delikatnie opadłem na klatkę piersiową blondyna, likwidując jakąkolwiek dzielącą nas odległość. Olek zmusił mnie bym opadł na plecy obok i nie przerywając wciąż pogłębianego pocałunku zawisł nade mną błądząc palcami po moim ciele. Mimo tak krótkiej rozłąki tak bardzo mi tego brakowało i ze strachu przed ponowną utratą cudownego uczucia starałem się czerpać jak najwięcej dopóki sam nastolatek nie przerwał czynności. Jęknąłem niezadowolony patrząc jak blondyn kładzie się obok mnie wlepiając spojrzenie w jakiś punkt nad nami.
- Dlaczego tu przyszedłeś? - spytał, obejmując mnie w pasie. Jego usta znaczyły ślady na moim ramieniu więc nieco zdekoncentrowany nie umiałem zgrabnie utworzyć zdania.
- Olek, chcę żebyś był mój - wyszeptałem przekręcając się tak by widzieć jego twarz - Nie tak Ci chciałem to powiedzieć, ale sytuacja nie pozwala - zaśmiałem się chłodno - Chcę żebyś był tylko mój i co za tym idzie nie mam zamiaru się z nikim Tobą dzielić, albo tak będzie, albo inaczej nic z tego nie ma sensu - mrok nie pozwolił mi na dostrzeżenie wyrazu twarzy chłopaka - Kocham Cię i jestem tego pewien, ale chcę Cię całego - mruknąłem zagryzając nerwowo wargi.
Nie byłem pewien czy coś z moich słów ma jakikolwiek sens.

Aleksander?
>.<
No takie sobie, ale się cieszę, że się pogodzili xd

*Wybacz, że pisałam jego oczami, ale potrzeba opowiadania noo więcej raczej ktoś taki jak Michael nie wystąpi xd

sobota, 19 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

- Że brałem? Zgłupiałeś? - miałem ochotę podejść do chłopaka i go uderzyć po raz kolejny. Moją głowę zalała masa wspomnień, które przytłoczyły swoim ciężarem warknąłem coś pod nosem w stronę chłopaka odwracając się do niego plecami.
- Przepraszam - dłoń Aleksandra objęła mnie w pasie, a usta blondyna delikatnie muskały mój kark. Odetchnąłem cicho odwracając się do blondyna. Iskierki w jego oczach tańczyły swoje zawirowania rozświetlając jego twarz. Kąciki jego ust uniosły się w górę, przez co wyglądał jeszcze weselej. Mnie jednak w ogóle do śmiechu nie było.
- Olek, nie chcę żebyś brał... - pogładziłem go lekko po policzku wiedziałem, że nie wygram tej rozmowy bo niebieskooki zawsze stawiał na swoim, a w tym wypadku mieliśmy kompletnie różne zdania.
- Ismael... - zaczął na co pokręciłem głową. Nie chciałem o tym rozmawiać, nie chciałem by to coś zepsuło. Złapałem chłopaka za policzki i wpiłem w jego usta z wyraźnym pomrukiem.
- Nic nie szkodzi - przewróciłem oczami zjeżdżając na poduszce w dół by być z nastolatkiem na równi. - Nie przeszkadza Ci to? - spoglądając w dół by uniknąć trudnego do wytrzymania spojrzenia, w trakcie takich rozmów wszystko było trudne.
- Co takiego? - spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Że ja nie chcę robić tego teraz... Bo ja... no rozumiesz - szepnąłem cicho skrępowany.
- Mówiłem, że poczekam - uśmiechnął się układając do snu. Jedna jego dłoń wylądowała na moim biodrze, a druga pod poduszką, na której spał.
Sam byłem zbyt szczęśliwy by zasnąć, chciałem czerpać z tego dnia, z tej chwili do końa. Opuszkami palców gładziłem jego włosy przyglądając się spokojnej twarzy. To prawda, nie wiedziałem co czułem, nie miałem pojęcia co jest między nami, nie wiedziałem i nie rozumiałem niczego ale to nie był powód bym rezygnował z bliskości chłopaka.
Podobało mi się, że mogłem słuchać jego głosu, że mogłem widzieć jak na mnie patrzy, mogłem być przy nim i mieć pewność, że on też jest dla mnie. Uśmiechnąłem się do siebie, czując jak radość wypełnia mnie całego.
Zmęczenie jednak dopadło mnie szybko i zmusiło bym odpłynął w głęboki sen, z którego wybudził mnie dopiero ciepłe uczucie dotyku blondyna.
- Spóźnisz się do szkoły - mruknął w moje włosy, przesuwając dłonią po ramieniu. Uchyliłem ciężkie powieki odwracając się w stronę chłopaka.
- Nigdzie nie idę - mruknąłem, zmęczonym głosem.
- Idziesz i ja też idę. Wstawaj - chłopak podniósł się i brutalnie przyłożył mi poduszką w twarz. Odpłaciłem mu się tym samym rozpoczynając wojnę na białe kwadraty.
- Uspokój się, to pedalskie - zaśmiałem się głośno, odkładając narzędzie zbrodni. - Idę - mruknąłem, jednak gdy wstawałem chłopak pochwycił moją dłoń i przyciągnął do siebie w żelaznym uścisku. Okrakiem usiadłem na kolanach chłopaka i nie oczekując dalszego rozwoju akcji wpiłem się w jego wargi nie umiejąc powstrzymać uśmiechu, który gościł na mojej twarzy bez przerwy.
- Dziękuję Ci - mruknąłem opierając swoje czoło o jego własne. Olek uniósł na mnie błękitne spojrzenie, czekając aż wyjaśnię o co chodzi. - Po prostu jestem szczęśliwy - zaśmiałem się cicho i zszedłem z wygodnych kolan by udać się do swojego pokoju.

***

Miałem ochotę dosłownie skakać przechodząc z sali do sali między kolejnymi lekcjami. Nie chciałem być nachalny więc nie przychodziłem do chłopaka, jednak ciągle przyłapywałem się nad tym, że myślę co robi, że chciałbym być teraz obok, byłem ciekaw czy jemu też zdarza się pomyśleć o mnie. To było głupie, w końcu nie byłem już dzieckiem, a zachowywałem się jakbym pierwszy raz się zakochał.
Tylko czy ja się zakochałem?
Możliwe, że na to było za wcześnie ale przy Aleksandrze naprawdę czułem się sobą i wierzyłem, że tak zostanie.
Nie chciałem go tracić.
Dzwonek rozbrzmiewający między lekcjami, inny od wszystkich zasugerował, że zbliża się upragniona przez uczniów przerwa obiadowa. Wszystkich jednym długim ciągiem ciągnęło do wspaniałych zapachów okazałej stołówki, jednak w żadnym z uczniów nie rozpoznałem blondyna. Tym razem nie odpuściłem, naprawdę chciałem z nim porozmawiać. Opuściłem miejsce przy swoim stoliku, zostawiając też przyjaciół, z którymi spędzałem czas. Podążałem szkolnymi korytarzami w stronę skrzydła mieszkalnego oczekując spotkania z Olkiem.
Serce biło mi dziwnie szybko, jednak tłumaczyłem się tym, że jestem po prostu podekscytowany.
Raczej chciałbym być.
Schodząc z wysokich schodów usłyszałem męski, niski głos, który mógł należeć tylko do jednej osoby... Zbliżyłem się w ciszy do źródła głosu widząc dwie sylwetki w dość jednoznacznej sytuacji. Usta blondyna przylegały do szyi dziewczyny o długich, kręconych włosach, której jednak twarzy nie mogłem zauważyć. Jego dłoń oplatała ją w pasie trzymając w żelaznym uścisku. Wolną dłonią próbował dostać się do pokoju wsuwając kluczyk w zamek.
Dopiero gdy zmierzył się z dziewczyną wzrokiem dostrzegł mnie kątem oka, wypuszczając zdezorientowaną.
- O-olek Ty... - mój głos załamał się już na początku wypowiedzi nie dając mi dokończyć zdania. Patrzyłem na chłopaka w zagubieniu i dezorientacji przypominając sobie wczorajszą rozmowę.
Jego słowa gdy mówił, że mu zależy rozerwały mnie od środka przez co toczyłem wewnętrzną walkę by nie rozpaść się też na zewnątrz.
Nie tu.
Nie przy nim.
Widząc jak blondyn stawia kroki w moją stronę odwróciłem się na pięcie odbiegając od obojga, jakbym uciekał.
Bo tak było, uciekałem od faktu, że tak szybko się mu znudziłem, że zamienił mnie na jakąś łatwą dziwkę. Ogarniająca mnie wściekłość uniemożliwiła widzenie przez co dwukrotnie zaliczyłem bolesny upadek w drodze na szkolne ogrody.
Ja tylko nie chciałem go tracić.

Aleksander?
Trochę nie wyszło ale w następnym się rozpisze xd

czwartek, 17 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Leżąc w łóżku z chłopakiem za nic nie chciałem z niego wychodzić. Tak bliska obecność drugiej osoby była oszałamiająca, przyjemna. Cieszyłem się, że mam go obok, że tu jest, jest dla mnie.
Wybaczyłbym mu wszystko.
To była ta prawda, która mogła wpakować mnie w tragiczne konsekwencje.
- Odwróć się do mnie... - usłyszałem ciepły głos, a miły oddech otulił zachęcająco mój kark. Przetarłem zaspane powieki i odwróciłem się do Olka by ujrzeć lekki uśmiech na pełnych ustach, duże, wpatrzone we mnie jasne oczy i lekki zarost.
Naprawdę nie chce wstawać.
- Wyspałeś się? - spytałem cichym chrząknięciem próbując pozbyć się porannej chrypy. Również zdobyłem się na uśmiech czując jak usta pękają mi suche od wczorajszych łez.
- Chyba tak - wzruszył ramionami obracając się mocniej w moją stronę.
- O czym myślisz? - nie mogłem się powstrzymać. Sięgnąłem dłonią w stronę chłopaka, odgarniając włosy, które opadły mu na twarz. Wzruszył ramionami, zostawiając z własnymi przypuszczeniami.
- Chodź bliżej - szepnął, przypominając mi burzliwe wspomnienia tamtego wieczoru, którym nie poddałem się tym razem i przysunąłem do chłopaka.
Ogarniająca nas cisza i błogi spokój dodały mi odwagi. Zbliżyłem się do niego jeszcze trochę tak by dzieląca nasz przestrzeń zniknęła zupełnie i oddając się lekkim emocjom delikatnie musnąłem usta chłopaka swoimi oczekując jego reakcji. Wargi chłopaka zaatakowały moje z dużą natarczywością. Objąłem go wokół szyi przyciągając do siebie najbliżej jak mogłem póki nie poczułem jak jego klatka piersiowa nie styka się z moją. Zamruczałem w usta blondyna wsuwając mu dłonie pod koszulkę. Podrapałem lekko chłopaka po plecach wsuwając jedną swoją nogę między jego. Olek wplótł mi dłonie we włosy, zmuszając bym przekręcił się na plecy. Poczułem jak przez moje ciało przechodzą dreszcze gdy chłopak pierwszy raz spojrzał mi w oczy.
- Olek ja... - zacząłem nie wiedząc jak skończyć. Ekker przesunął mi dłonią po czole, zgarniając włosy. Drapał mnie po ramieniu , a uśmiech na jego twarzy nie zgasł nawet na chwilę. Tańczące w jego oczach ogniki opromieniały całą twarz wyższego. Wysunąłem jedną dłoń spod koszulki chłopaka, ułożyłem ją na szorstkim policzku.
- Nieważne - szepnął patrząc na mnie jeszcze, krótką chwilę. Ostatni raz sięgnąłem do ciepłych, słodkich ust nim przerwał nam budzik, który zapewnił mi brutalny kontakt z ziemią. Rzeczywistość i zwyczajność szarej codzienności utopiła mnie w swojej głębi tak, że poczułem ogromne skrępowanie całą zaistniałą sytuacją.
- Chyba powinniśmy wstać... - szepnąłem, jednak mój głos lekko zadrżał ze zdenerwowania. Cała moja odwaga i pewność siebie uleciała ustępując miejsca zdenerwowaniu, zacisnąłem wargi w cienką linię próbując zahamować czerwień na swoich policzkach.
- Rumienisz się - wyśmiał mnie złośliwie, podnosząc się z łóżka. Nie wiedziałem czy znowu był na wszystko obojętny czy ja naprawdę za głupi by cokolwiek zrozumieć. Ostatnio wszystkie wydarzenia kompletnie mieszały mi w głowie, plątały się wokół tego czego byłem pewny i rozrywały to na strzępy, stawiając na mojej drodze kolejne przeszkody.
- Wcale nie - zsunąłem nogi z drugiej strony łóżka podnosząc się z pozycji leżącej. Zgarnąłem z podłogi swoją koszulkę i wyszedłem z pokoju nie nawiązując z blondynem nawet byle kontaktu wzrokowego. Wszedłem do łazienki by jedynie przejrzeć się w lustrze. Chłopak miał rację, czerwień moich policzków mogłaby równie dobrze posłużyć jako barwnik do pomidorów. Opuszkami palców przesunąłem po swojej twarzy patrząc w oczy chłopakowi zza lustra.
- Co Ty z sobą robisz - spytałem go, obserwując jak zastanawia się nad odpowiedzią - Za dużo sobie wyobrażasz - szepnąłem i zostawiłem go samego z własnymi problemami. Oko w oko stanąłem ze swoimi gdy Aleksander wpadł na mnie przed drzwiami do białego pomieszczenia - Wszystko dobrze? - spytał zerkając na mnie kątem oka. Pokiwałem jedynie głową, próbując uniknąć większej konfrontacji.

***

Siedząc na jednej z walizek wiązałem białe trampki gotów do wyjścia.
- Masz bilety? - głos z kuchni dobiegł mnie po raz kolejny zadając to samo durne pytanie. Ostatni raz dla pewności sięgnąłem do kieszeni kurtki i krzycząc "mam" wsadziłem je do torby podręcznej. Podszedłem do długiego, zawieszonego na ścianie lustra, przeglądając się w nim.
- Laluś - niski głos chłopaka i dłonie na moich ramionach zmusił mnie bym w końcu spojrzał na mojego towarzysza.
- Dupek - odpłaciłem się mu zaplatając dłonie na klatce piersiowej.
- To, że jestem dupkiem nie przeszkadzało Ci żeby mnie całować - odgryzł się, nonszalancko poprawiając włosy. Speszony odwróciłem się w stronę walizek, biorąc je do rąk.
- To nie było specjalnie.
- Nie, nie, masz rację - uniósł dłonie w obronnym geście - To z pewnością był wypadek - chłopak sięgnął dłonią do moich włosów, psując długo układaną fryzurę. Chłopak zamknął drzwi od domu, w którym ja również miałem nadzieję zamknąć wspomnienia dwóch dni. Zdałem sobie sprawę, że tak się nie stanie gdy o dzisiejszym poranku zacząłem intensywnie myśleć przez niemal całą, nużącą podróż na lotnisko. Oczywiście z biletami na ostatnią chwilę był spory problem, ale ja nie miałem zamiaru wsiadać do samolotu z pilotem, którego opłacali moi rodzice.
Wszystko poszło po naszej myśli i pod koniec męczącego zwłaszcza dla Aleksandra dnia siedzieliśmy w samolocie gotowi na powrót do akademii. Dosłownie leżąc na wygodnym fotelu obserwowałem chłopaka, który zdenerwowanym wzrokiem obserwował świat za oknem jak i ten zamknięty tutaj, w małej przestrzeni gdzie nikt nie zdawał sobie sprawy z tego co blondyn właśnie przeżywał. To dziwne, nie wiem czy ze względu na jego wzrost czy na zachowanie ale naprawdę ciężko było mi uwierzyć w to, że czegoś naprawdę się boi. Chciałem mu pomóc, ale nie mogłem nic zrobić, bo nawet zajmowanie go rozmową niezbyt pomagało.
- Olek - mruknąłem chcąc by zwrócił na mnie całą swoją uwagę - Nie bój się... - szybkim spojrzeniem zarejestrowałem brak obecnych osób wokół nas i lekko wsunąłem swoją rękę pod jego, przy tym lekko splatając nasze palce. Drugą dłoń wsunąłem pod kark chłopaka delikatnie drapiąc nagą skórę i nie wiem jak tego dokonałem, ale po około pół godzinie chłopak usnął. Przez dłuższą chwilę kontynuowałem przeczesywanie miękkich włosów, aż w końcu sam odpłynąłem wprost w objęcia Morfeusza pozostając w tym stanie do końca podróży.
- Ismael, nie śpij - czyjaś dłoń trącała moje ramię zmuszając mnie bym wyrwał się z głębokiego snu. - Wróciliśmy - mruknął chłopak ze śmiechem gdy nie mogłem uporać się z otworzeniem oczu. Odetchnąłem zimnym Londyńskim powietrzem, które orzeźwiło mnie i zabrało zmęczenie, tęskniłem za tym miastem.

***

- Cieszę się, że to już koniec - mruknąłem do chłopaka gdy siedząc w taksówce ustalaliśmy wymówkę dla nauczycieli, którzy z całą pewnością zdążyli zorientować się zabrakło im dwóch uczniów, a biorąc pod uwagę, że swoje i tak zdążyliśmy zrobić dawno połączyli oba fakty.
Nie to jednak zaprzątało moje myśli, całe zajmował siedzący obok mnie blondyn, jego szczęście jakby zostało gdzieś jeszcze w samochodzie, ale nadal wyglądał inaczej. Byłem na siebie zły, po raz kolejny przyłapałem się na tym, że zaprzątał wszystkie moje myśli.
To zaszło tak daleko.
Teraz pytanie czy chcę brnąć w to dalej, czy tutaj gdzie dotarłem jestem gotów zatrzymać się i nie iść dalej.
Odpowiedź była prosta.
- Olek, chciałem z Tobą porozmawiać o... - zacząłem ale nie udało mi się skończyć, bo głos taksówkarza z przedniego siedzenia oświadczył, że właśnie dotarliśmy w wyznaczone miejsce.By dotrzeć do akademii musieliśmy przedostać się przez jeszcze dwie ulice, które jednak minęliśmy w kompletnym milczeniu, ja nie znalazłem odwagi by kolejny raz zacząć rozmowę z taksówki, a widać Ekker czuł się dobrze zatopiony w swoich myślach.
Tylko, że ja nie chciałem tego tak zostawiać, nie chciałem by kolejna osoba była dla mnie kimś kogo nawet nie umiałem określić. Na obecności chłopaka w moim życiu zależało mi naprawdę mocno i chciałem go zatrzymać.
Szkoda tylko, że do takich wniosków doszedłem dopiero teraz, kiedy żegnaliśmy się pod drzwiami Akademii.
- Nie wiem jak Ci się za to odwdzięczę - mruknąłem nieco zawstydzony, nie dając za wygraną. Byłem mu coś winien, to na pewno - Olek... Możesz przyjść do mnie dzisiaj? Chciałbym z Tobą porozmawiać...


Aleksander?
Pozostawię to Twojej wyobraźni XD        

wtorek, 15 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Wysiedliśmy z samochodu czując zimne powietrze brzydkiego poranka.
Pogada nie dopisywała, lekki deszcz okalał nam twarz sprawiając, że włosy chłopaka zaczęły klieć się mu do twarzy. Stał tam nie martwiąc się o to, że moknie, jakby to było ważne bym ja wszedł tam pierwszy.
- Twoi dziadkowie też byli bogaci - stwierdził ze swego rodzaju zakłopotaniem, bałem się, że jest na mnie o to wszystko po prostu zły.
- Nie. To mojego dziadka, znaczy jej drugiego męża, ale on jest wspaniałym człowiekiem - mruknąłem lekko zamyślony. Chłopak ze zrozumiemiem pokiwał głową lekko się przy tym uśmiechając. Odruchowo zabrałem wszystkie nasze rzeczy jakbym chociaż tym chciał mu to wynagrodzić. Weszliśmy do windy by udać się na piętnaste piętro gdzie czekało na nas mieszkanie jakby z amerykańskich filmów kiedy to nadziany biznesmen i jego chwilowa kobieta wynajmowali najlepszy hotel w mieście na jedną szybką noc.
- Gdzie jest Twój pokój? - spojrzał na mnie pytajaco ignorując resztę okazałego domu. Wskazałem ręką swoją prawą stronę, wprost do pokoju gdzie prowadziły nadwyraz zwyczajne jak na okazalość budynku drzwi. Chłopak nie pytając o pozwolenie minął mnie i wszedł do środka przez co natychmiast ruszyłem za nim, sam chciałem sobie przypomnieć swój jakże zwykły pokój.
Poza stojącym w rogu  pianinie o pięknej, śnieżnobiałej barwie pomieszczenie to nie różniło się niczym od pokoju przeciętnego nastolatka. Plakaty koszykarzy były porozwieszane niemal wszędzie.
- Lubisz koszykówkę? - roześmiał się blondyn patrząc na mnie z ironią. Jego wzrok wyraźnie sugerował mi, że to załosne.
- Wiem, że jestem na to za niski - mruknąłem zabierając mu plakat Davida Robinsona - Ale nie musisz się śmiać - wytknąłrm chłopakowi ze złością lekko urażony. Blondyn jednak nie przerwał śmiechu rozkładając się na łóżku by dalej kontynuować przegląd pokoju. Blade meble beżowego odcieniu wpasowały się w brudno-szary kolor ścian.
Łóżko z pościelą w czarno-białe nuty oraz dziesiątkami poduszek, klasyczne biurko, a na nim wielomiesięczne kartki, do których Olek natychmiast się zbliżył, kiedy usiadł na krześle nie uniosły się żadne drobinki kurzu, dziwne, że moja babcia dbała o porządek w tym miejscu, tęskniła za mną? Zrobiłem krok w stronę towarzysza pochylając się w stronę kartek tuż nad jego ramieniem próbując rozczytać coś z niezgrabnego charakteru pisma.
- Co to? - spytał Aleksander zerkając to na mnie to na kartki. Jego oddech za każdym razem łaskotał mój policzek. Zastanowiłem się nad zadanym przez chłopaka pytaniem jednak nie znalazłem w głowie żadnego wspomnienia, które posłużyłoby jako wyjaśnienie tekstu.
- Nie mam pojęcia - odparłem odchodząc od chłopaka. Opadłem bezsilnie na łóżko wtulajac twarz w poduszkę, to nie było na moje nerwy. Miałem dość. Wszystko co działo się teraz w moim życiu kłębiło się również w mojej głowie rozsadzając ja w bólu.
- Ismael? - czyjaś dłoń opadła na moje łopatki, nie robiąc nic więcej. Podniosłem wzrok z nieodpartym wrażeniem, że ciepło, które kumulowało się w mojej łopatce wpływało na całe ciało. - Będzie dobrze - chłopak poklepał mnie jedynie po wspomnianej łopatce i odsunął na brzeg łóżka.
- To trudne, ona była cudowna, bardzo mnie kochała tak samo jak ja ją - szepnąłem ściskając w dłoni skrawek kołdry w dłoni - Masz rację, to nieważne, będzie lepiej - przejechałem dłonią po zmęczonej twarzy - Choć - złapałem chłopaka za dłoń i wyciągnąłem z pokoju. Coś narzekał, że jest zmęczony, zignorowałem to wiedząc, że zaraz wyśpi się w czymś znacznie wygodniejszym niż moje małe łóżko.
Wprowadziłem chłopaka do ogromnego pokoju, właściwie to pokój był mniej ważny jeśli wziąć pod uwagę ogromne łóżko wypełnione poduszkami, kołdrami i kocami. Zaśmiałem się głośno widząc jak chłopak z głośnym westchnieniem pada na łóżko zakupując się w kołdrze.
- Mogę tu spać? - spytał. Nie odpowiedziałem zostawiając Olka samego w jego raju. Byłem na siebie wściekły, po raz ostatni cokolwiek dla mnie zaryzykował. Usiadłem na kuchennym stole zastanawiając się nad czymkolwiek co można było zrobić z zapasów babci do jedzenia. Nie grzebiąc w przepisach kulinarnych wyjąłem makaron pomidory, ser żółty i przyprawy.
Przygotowanie posiłku poszło mi lepiej niż myślałem, jednak kuchnia budziła we mnie dość trudne uczucia, nie wiem czy przez to, że dawno się nie widzieliśmy czy może przez to, że nie byłem tu sam ale jeszcze do końca nie dotarło do mnie co się stało z kobietą, która mnie wychowała.
Westchnąłem cicho kuląc się mocniej na kanapie, powoli przeskakiwałem z kanału na kanał szukając czegoś co oderwie moje myśli od ciężkich do zniesienia wydarzeń.
W końcu średnio ciekawy film o amerykańskim płatnym zabójcy znudził mnie na tyle, że odpłynąłem na czarnej, skórzanej kanapie.

***

Nie wiem po jakim czasie się obudziłem, ale nie leżałem już na kanapie, a w wygodnym i ciepłym łóżku. Na dworze jakby świtało ale ja samym spaniem byłem zbyt zmęczony by spojrzeć na zegarek.
To dzisiaj...
Dzisiaj miałem zmierzyć się ze śmiercią najbliższej mi osoby. Ujrzeć puste zwłoki, zamknięte usta, zaciśnięte powieki. Bolesna porażka, dla osób żyjących, którą będą rozpamiętywali przez długie, długie lata...
Przesunąłem dłonią po spuchniętych powiekach próbując zebrać myśli w całość na tyle spójną by choć na chwilę odwrócić uwagę od tego wszystkiego. Woda w łazience szumiała od momentu mojego przebudzenia, a i pewnie dużo wcześniej ja również marzyłem o tym by wziąć chociaż szybki prysznic. Atmosfera domu była ciężka, zdawał się być mi kompletnie obcy i pusty jak gdybym zawitał do niego pierwszy raz. Kiedy zwlokłem się z łóżka drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich stanął wysoki blondyn,  wyglądał jakoś inaczej ale nie umiałem określić dlaczego.
- Przepraszam nie chciałem Cię obudzić - mruknął z zakłopotaniem na co machnąłem ręką.
- Nie obudziłeś, zresztą i tak muszę wstać - odchrząknąłem czując zażenowanie faktem, że na kanapie zasnąłem w pełnym ubraniu, a teraz siedziałem w samej podkoszulce i bokserkach. - Jadłeś wczoraj? - przypomniałem sobie o tym, że właściwie to zapomniałem powiedzieć chłopakowi o obiedzie, ale jak zdążyłem go poznać pewnie przekopał już całą kuchnie.
- I dzisiaj też - uśmiechnął się cwaniacko - A Ty jesteś głodny? - obserwowałem jak chłopak wyciera mokre włosy ręcznikiem.
- Nie. Chyba nie - odwróciłem wzrok od chłopaka, którego jedynym ubraniem również był ręcznik. - Idę się wykąpać - rzuciłem opuszczając pokój.
Znalazłem się w olbrzymiej łazience, wspominając godziny, które spędzałem w oczekiwaniu na babcię. Zasłużyła na życie w luksusie. Przez tak wiele lat zbierała grosz do grosza bym miał wszystko czego potrzebuję. Wpełzłem pod prysznic by po chwili do moich nozdrzy wdarł się przyejmny brzoskwiniowy zapach. Szorowałem skórę jakbym chciał zmazać z niej wszystkie emocje i brud całego życia. Spłukałem ciało wodą, umyłem włosy i cały mokry wyszedłem spod prysznica. Z różowymi policzkami i lepiącymi się do twarzy włosami wyglądałem nawet uroczo. Zaśmiałem się do siebie i po wysuszeniu ciała założyłem bokserki i luźną koszulkę.
- Ja nie chcę - wszedłem do pokoju uprzednio pókając. Aleksandra zastałem już ubranego. W garniturze wyglądał zupełnie inaczej, miałem teraz przed sobą dorosłego chłopaka, pewnego siebie, poważnego. Wiedziałem, że czuł się tak jakby brał za mnie odpowiedzialność bo właśnie tak było, czułem się dziwnie widząc Olka teraz lekki ucisk w brzuchu i stres wziął nade mną górę.
- Rumienisz się - zauważył z ironią.
- Wcale nie - odciąłem się pdwracając wzrok. Sam równierz zrobiłem to samo co Olek chwilę temu. Podszedłem do swojej walizki wyjmując z niej idealnie złożony garnitur.
- Wyjdziesz? - poprosiłem speszony jego obecnością. Ekker roześmiał się przyjaźnie i kręcąc głową wyszedł. Ja wyjąłem w tym czasie pliki banknotów spod biurka. Dziadek nie wiedział, że babcia trzymała tutaj pieniądze na swój pogrzeb.
Nadal był w szpitalu, a ja bałem się tego spotkania. Schowałem pieniądze do grubej koperty tak by one wszystkie weszły. Pewien byłem, że wszystkie opłaty dawno uregulował Anderson ale musiałem mu to oddać.
- Ismael, idziemy? - blondwłosy wkradł się do pokoju lustrując mnie wzrokiem. Ostatni raz poprawiłem włosy i garnitur, gotów do wyjścia.
- Jesteś pewien, że wszystko jest załatwione? - spojrzał na mnie raz jeszcze pytając o szczegóły dzisiejszego pogrzebu.
- Tak. Musimy tylko jechać do szpitala po dziadka i do Kościoła. Chyba nie rozumiem dobrze co się stało wiesz? Nigdy wcześniej nikt mi nie umarł - szepnąłem szukając pocieszenia we wzroku Aleksandra. Ten jedynie zbliżył się do mnie i położył ręce na ramionach.  Ich ciężar uspokił moje rozdygotane ciało.. Mogliśmy wychodzić.

***

Pogrzeb minął, a emocję opadały. Jak przez mgłę pamiętam wszystkie targające mną emocje oraz chwile spędzone przy grobie kobiety, która mnie wychowała. Dziadka już z nami nie było, pierwszy raz widziałem go tak załamanego.
Pierwszy i ostatni, nigdy już nie chciałem wracać do tego chorego miasta, do całej Australii i zamykając ten moment swojego życia chciałem zamknąć cały jego rodział. Po raz kolejny wymazać te siedemnaście lat życia, zostawić wszystko w tyle. Ucieczka od przeszłości to coś co wydawało mi się tak bliskie, że niemal kompletnie nierealne.
- Czemu tu stoimy? - z zamyślenia wyrwał mnie Aleksander, o którym kompletnie zapomniałem.
O zapomnieniu mówiąc...
- Moja babcia opowiadała mi, że jeśli przyjdziesz tu wieczorem po ciężkim dniu to on ostatnie wymazany z Twojej pamięci. Wiem, że to bajka, ale czemu nie spróbować? - zaśmiałem się sucho opierając dłonie na ramie małego mostka, pod którym znajdował się nieduży staw. Wszystko znajdowało się w lesie, byliśmy sami oboje zajęci czymś o czym to drugie miało się nigdy nie dowiedzieć - To było jej miejsce. Pierwszy raz przyprowadziła mnie tu jak miałem 12 może 13 lat, nie pamiętam - ponowny wymuszony śmiech przebrnął przez moje gardło. Spojrzałem błagalnie na chłopaka chcąc by on zmienił jakoś tą żałosną sytuację. - Oleek - mruknąłem i tym razem nie śpiesząc się z wycofaniem wtuliłem się w chłopaka.


Olek?
Na wiecej mnie dzis nie stac. Pomysl musi poczekac

niedziela, 13 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Gdy wychodziłem z samochodu, przyznam byłem dość spanikowany. Nieprzychylne mi myśli kotłowały się po głowie, jakby ktoś toczył po niej kamienie.
Naprawdę ciężkie i bolesne kamienie...
- Wiem gdzie jesteśmy. - szepnąłem chłopakowi do ucha, ten jednak spojrzał na mnie kompletnie niezrozumiale. Przechyliłem się w jego stronę jeszcze bardziej, by zyskać pewność, że siedzący przed nami kierowca nie usłyszy kompletnie nic. - Witam Cię w moim świecie. - nie było to wprawdzie szczególną tajemnicą, chociaż głośne mówienie o rodzinie budziło we mnie obrzydzenie - I szczerze to już wolałbym obciągać jakiemuś zboczeńcowi - dodałem z ironią, co wywołało rozbawienie na twarzy chłopaka.
Zresztą, bawił go każdy moment mojej złości. Wtedy samochód też się zatrzymał, przywitała nas ogromnych rozmiarów budowla, niemal cała zbudowana z drewnianych bali, pokryty jasnobrązowym dachem, budynek wyglądał jakby wzięty z jakiegoś filmu o idealnym życiu na odludziu czy coś...
Znalezione obrazy dla zapytania willa z bali
No cóż, życie moich rodziców, na pewno było idealne.
- Olek, za nim wysiądziesz, obiecaj mi, że czegokolwiek nie usłyszysz, że zrazisz się do mnie mocniej jak do tej pory - targały mną dwie emocje.Z jednej strony rozbawienie, a z drugiej przejęcie mieszane ze strachem.
Śmieszyło mnie ich podejście, to jak nadal starali się dotrzymać tępa swojej reputacji, którą synek psuł im tak doskonale.
- Obiecuję - zaśmiał się chłopak, a jego głos rozbrzmiał ciepłem. Ciepłem na tyle skutecznym, że mu uwierzyłem, albo... Chciałem mu wierzyć?
Obaj opuściliśmy samochód by dokładniej przyjrzeć się mieszkaniu.
- Tutaj dorastałeś? - spytał Aleksander, drapiąc się w zamyśleniu i zakłopotaniu po głowie.
- Nie rozśmieszaj mnie, moja babcia stopy by nie postawiła nawet w tym mieście, wiedząc, że tu są... Oni - mruknąłem kierując wzrok na trójkę zmierzających do nas osób.
Jak zwykle prezentowali się nienagannie, tworząc przykład perfekcyjnej rodziny: król, królowa i księżniczka. Pierwsza naprzeciw mnie wyszła wysoka kobieta o perfekcyjnych kształtach, zbyt podobna do mnie by nie wyjść z założenia, że to moja matka, niestety każdy przez kogo głowę przebiegłaby ta odrażająca myśl miałby rację.
Nie różniło nas prawie nic, poza tym, że ona w swojej posturze, wyglądzie, zachowaniu, słowie była tak idealna, jakby niemal nieprawdziwa.
Za to nienawidziłem jej jeszcze bardziej.
- Ismael... -  ciemnowłosa wysunęła chude dłonie by mnie objąć co spotkało się ze swego rodzaju samoobroną z mojej strony, bo zaplatając dłonie na klatce piersiowej co nie pozwoliło jej się do mnie zbytnio zbliżyć. Błękitnooka zignorowała Aleksandra w odróżnieniu od mojej siostry, która wskazując na chłopaka palcem spytała.
- To też ćpun? - oczywiście miała na myśli Trevora. Przewróciłem oczami, błagając by nie wybuchła tu za chwilę kolejna wojna.
- Byłaś zajęta łykaniem spermy od sponsorów gdy rodzice uczyli Cię kultury, czyż nie? - spytałem z nonszalancją, mierząc się wzrokiem z moim kompletnym przeciwieństwem. Dziewczyna nie przypominała mnie w kompletnie niczym, nigdy. Nie wiedząc jednak co mi odpowiedzieć, odwróciła się na pięcie i wróciła do domu. Została mi ostatnia osoba, zdążyłem o niej zapomnieć i jakby sięgnąć cztery miesiące wstecz nie było ich w moim życiu, a ja tak bardzo walczyłem by sobie przypomnieć jacy byli.
Choć dochodząc do sedna sprawy, naprawdę tego żałuję.
Na deser został mi ojciec, a raczej ojczym bo z tego co wiem mojej mamie w przeszłości zdarzył się mało ciekawy wybryk.
Co jeszcze ciekawsze tego wszystkiego dowiedziałem się od nauczyciela naszej szkoły. Ponownie skierowałem wzrok na mężczyznę, wiecznie surowy, z tego co wiedziałem, w obawie przed zmarszczkami nawet się nie uśmiechał.
Tak też było i tym razem, zmierzył wzrokiem najpierw mnie, następnie Aleksandra i nawet się nie witając rzekł:
- Kiedy usłyszałem o zmianie kursu, natychmiast wysłałem po was kierowcę, niespotykane, nie spodziewałem się korupcji wśród kapitanów.
- I mówi to właściciel właśnie tych linii lotniczych? - mój głos rozniósł się emocjami, które ledwo co zdołałem w sobie zdusić. Mieli czelność by ściągać mnie do siebie, dzień po śmierci osoby, która mnie wychowywała. - Czego ode mnie chcecie? - spytałem w głuchą przestrzeń, bo odpowiedziała mi cisza i gest ojca wskazujący na to, że mamy iść za nim. Posłałem chłopakowi obok mnie przeproszenie, które niemal błagało o przebaczenie.Wchodząc do salonu można było odnieść wrażenie, że wchodzi się do kompletnie oddzielonego od reszty świata magicznego miejsca.
Brakowało tylko jednorożca, który przemknąłby nam przez drogę tuż przy wejściu. Stanąłem w drzwiach pokoju, rozglądając się po jego wnętrzu. Przepych i drewno to dwa słowa, którymi idealnie można określić ten cały kicz.
Jednak skoro zapewne spali na pieniądzach mogli sobie na to pozwolić. Przyglądałem się z zaciekawieniem malowidłom na ścianach, przedstawiały one najważniejsze chwile z życia rodzinnego całej trójki.
Od narodzin mojej starszej siostry aż do chwili obecnej. Obserwując je poczułem się podle, poniekąd zazdrościłem swojej siostrze prawdziwej rodziny. Ojca i matki, albo chociaż jednego z nich. Zazdrościłem jej, że to nie jej ojczym przekupił pilota by ten zmienił kierunek lotu tylko po to by porozmawiać z kimś kogo cała trójka jasno i wyraźnie, wyrzekła się. Dopiero ciepła dłoń między moimi łopatkami otrzeźwiła mnie na tyle bym dał radę odwrócić się i faktycznie spojrzeć do kogo należała.
Wypuściłem cicho powietrze z ust patrząc Aleksandrowi prosto w oczy.
- To dla nich nie przypadek, że jesteś tutaj ze mną. Odkąd wyruszyliśmy wiedzieli, że nie będę sam. Czegokolwiek by od Ciebie nie chcieli, nie zgadzaj się. Poza nimi samymi dla nikogo nie chcą dobrze - oświadczyłem zostawiając chłopaka samego z jego przemyśleniami. Wolnym krokiem i z obojętnym wyrazem twarzy podszedłem do rodziny, widząc tę ogromną, dzielącą nas przepaść.
- Może dowiem się w końcu czego ode mnie chcecie? - zaplotłem po raz kolejny w obronnym geście dłonie, widząc jak moja rodzicielka znowu się do mnie zbliża.
- Słyszeliśmy o tej tragedii, nas wszystkich bardzo dotknęła śmierć mojej matki, czy to złe, że za wszelką cenę chcieliśmy zjednoczyć się z dawno niewidzianym synem i razem przeżywać żałobę? - spytała. Była świetną aktorką, jej gra niemal mnie oczarowała na tyle, że zdołałem uwierzyć w ich dobre intencje.
Prawie..
- Jasne, bo co nagle Ci się przypomniało, że masz syna, tak? Kiedy w wieku czterech lat oddałaś do babci swojego chorego, niemal bliskiego śmierci syna to też chciałaś zjednoczenia? Albo kiedy dwanaście lat później wróciłaś i dowiedziałaś się, że jest on gejem mówiąc to mojemu ojczymowi, który omal mnie nie zabił to chciałaś zjednoczenia? Czy utrzymania reputacji. Oh, a jak skutecznie zadbałaś o to bym niczego nie pamiętał, to pewnie też była matczyna miłość, prawda? - mój głos podnosił się wraz z każdym wypowiadanym słowem, a razem z nim ogarniająca mnie wściekłość.
- Ismael! - krzyknął wysoki mężczyzna, mierząc mnie morderczym spojrzeniem.
- Świetne zagranie! Nauczyłaś go nawet mojego imienia? Jestem pod wrażeniem - wyraźne rozbawienie w moim głosie, wywołało chichot u stojącego za mną towarzysza. Matka zbliżyła się do mnie i w uspokajającym geście ułożyła dłoń na ramieniu.
- Kochanie, synku, na pewno jesteś bardzo zmęczony. Idź na górę, odpocznij, ja chcę porozmawiać z Twoim... - która i aż za bardzo znacząca przerwa - Kolegą. - wypowiedziała to słowo niemal plugawo, co wzbudziło we mnie ogromną złość, którą powstrzymałem niemal pewien do czego to zmierza - Może on opowie o Tobie więcej niż Ty.
- Z przyjemnością - niski głos Ekkera przeciął gęstwinę jaka zagościła w pokoju. W odpowiedzi ja jedynie skinąłem głową i wyszedłem z pokoju, nie odchodząc jednak za daleko.
- Dobra, ile mam Ci zapłacić, żebyś go przekonał by nie wracał do tej szkoły dla wariatów? Ludzie znowu gadają, a syn gej i na dodatek nienormalny grozi skandalem i utratą naszego majątku. Musi zostać tu gdzie jego miejsce - rzuciła cichym głosem. Nie wiedziałem czy naprawdę są tacy głupi i nie domyślają się, że to słyszę, czy po prostu chcą mnie jeszcze bardziej upokorzyć.
Jej słowa mimo wszystko podziałały. Starłem ściekającą po policzku, pojedynczą łzę w zdenerwowaniu oczekując odpowiedzi Aleksandra.
Byłem gotów opuścić to miejsce już teraz i w ciemnej nocy kontynuować podróż do Perth.

Aleksander?
XD
Nie neguj, proszę XD

sobota, 12 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Dni mijały mi zbyt szybko bym zdążył zauważyć w nich jakąkolwiek różnicę. Wszystko było takie płynne, jednolite i nudne. Już nie miałem z kim wychodzić do szkolnej biblioteki, ani zakradać się nocami na bieżnię. Nieraz mijałem blondwłosego na przerwach chcąc do niego chociaż podejść ale wtedy zawsze pojawiała się Laura i wszystko psuła rzucając mi ostrzegawcze spojrzenia.
Nie miałem jak się do niego zbliżyć.
Także stan mojej babci nadal się nie poprawił, co gorsza lekarz, a dokładniej ojciec Laury nie pozwalał mi się z nią skontaktować, a ja nie wiedziałem czemu.
Od dawna przypuszczałem najgorsze ale nie przyjmowałem tego do wiadomości.
Moja babcia na pewno żyła, wierzyłem w to jednak tylko przez nasz układ... Po raz setny tej nocy przekręciłem się na swoim łóżku próbując pozbierać jak nie myśli to chociaż własne ciało i zasnąć, dziś znowu próbowałem, znowu otrzymując odpowiedź "śpi", coraz bardziej bałem się, że zasnęła na zawsze...

***

Sen nie przyszedł, tak samo jak nadzieja na lepszy dzień, nie przyszło kompletnie nic poza mną...
Do biblioteki...
Spacerowałem pomiędzy ogromnymi pułkami przeglądając wyryte na grzbietach tytuły, jeden znałem doskonale, inne jedynie obiły mi się o uszy, kolejne pierwszy raz widziałem na oczy. Każda z nich jednak przyciągała mnie tak samo, ciągle od nowa pokazując swoją odmienność wśród innych dzieł literatury, a przy tym każda z nich była wyjątkowa. Między swoimi rozmyślaniami przy wiecznie tym samym stoliku dostrzegłem aż zbyt znajomą sylwetkę chłopaka, któremu prawda podobnie całkowicie mieszałem w życiu. Nie mogłem się jednak powstrzymać, za bardzo mi go brakowało... Podszedłem do parapetu wyjmując zw swojej torby pierwszą lepszą kartkę i długopis.

"Nie proszę Cię żebyś mi wybaczył, ale nie chcę Cię zupełnie stracić. Proszę, przyjdź do mnie dziś w nocy ale tak, żeby nikt Cię nie widział. Zrozumiesz..."

Wstałem i pewnym krokiem ruszyłem do stolika gdzie zwracając na siebie jego uwagę otrzymałem wredne "na co się gapisz" zamiast przywitania. Cóż, nie wymyśliłem jeszcze jak podać mu tą kartkę, a nadal bałem się zrobić to w sposób dość publiczny, zwłaszcza, że zbliżała się przerwa, a uczniowie powoli się schodzili. Wsunąłem świstek pod rękaw bluzy i wyciągnąłem rękę w jego stronę.
- Cześć - mruknąłem. Chłopak spojrzał na mnie jak na kompletnego idiotę przy okazji gromiąc ostrym spojrzeniem. Mimo wszystko podał mi rękę, w której zostawiłem papierek. Miał okropnie zimne dłonie, ponownie naszła mnie chęć by spytać czy u chłopaka wszystko dobrze. Naprawdę chciałem spędzić z nim czas...
Jednak widząc zbliżającą się do nas Laurę odsunąłem się od chłopaka by nie nawiązać z dziewczyną nawet byle kontaktu wzrokowego, co wcale mi się nie udało. Zatrzymała mnie najpierw wzrokiem by następnie w spokoju położyć mi dłoń na klatce piersiowej.
- Czego od niego chciałeś? - spytała z zaciętym wyrazem twarzy rasowej morderczyni. Wyglądała teraz tak poważnie, ona również była ode mnie wyższa więc jej przewaga rosła coraz bardziej. Uniosła do góry jedną brew jakby zirytowana oczekiwaniem, które trwało... No bądźmy szczerzy góra sekundę.
- Nic, potknąłem się i go uderzyłem, to chyba normalne, że przepraszam? - oderwałem się od dziewczyny wytrzymując toczącą się między nami walkę na wzrok.
- Nie próbuj numerów Cartenly. Wiesz do czego jestem zdolna - wiedziałem aż za dobrze.
- Jest cały Twój - twarz Laury natychmiast opromieniała. Spojrzała na mnie z ogromną radością, klaszcząc w dłonie.
Znalezione obrazy dla zapytania brunetka gif tumblr

Wyglądała wtedy tak niewinnie, że przez chwile nawet zwątpiłem w to co zrobiła ta ciemnooka dziewczyna, nie czekając na rozwój kompletnie niepotrzebnej konwersacji opuściłem bibliotekę, a wraz z nią ostatnią szansę na poprawienie swoich stosunków z chłopakiem, co więcej opuściła mnie też nadzieja, na to, że kiedykolwiek dowiem się co z babcią. W końcu nie mogłem od tak wsiąść w samolot i wyruszyć na drugi koniec świata...
Jedynym co faktycznie mogłem teraz zrobić było zdążenie na lekcje pana Samuela. Nie należał bowiem do tych pobłażliwych wobec spóźnialskich. Wparowałem na lekcję tuż po zamknięciu drzwi przez co lekki wybryk uszedł mi na sucho.
Co do samego przebiegu zajęć, wyłączyłem się na samym początku myśląc o tym co zamierzam powiedzieć Aleksandrowi.
O ile ten, w ogóle się zjawi...
Matematyka minęła bez większych przeszkód. Zakładam, że najsłynniejszy w szkole nauczyciel Samuel El-Jackson patrzył dzisiaj na mnie z politowaniem, skoro po raz pierwszy od kiedy jestem w tej szkole nie wziął mnie do tablicy. 

***

Lekcje mijały mi dość niespokojnie, jakby ktoś zamknął mnie w ścianach własnego umysłu i za nic nie wypuszczając objął poczuciem niepokoju i niepewności, które nasilało się wraz z upływem czasu. Niewiele mogłem jeszcze pojąć, niewiele zrozumieć. Jednak za każdym razem gdy po moim umyśle ponownie przewijała się myśl o Aleksandrze zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mieszałem w jego życiu. Uniknąłby wielu kłopotów, wielu kłótni, nerwów, nie chciałem by przyjaźń ze mną męczyła go tak jak teraz, chciałem dobrze.
Naprawdę dobrze.
Przesunąłem po twarzy kręcąc się po pokoju, zbliżała się północ, Olek nie przychodził i czułem, że na jego przyjście wcale się nie zanosi. 
Nie mogłem jednak odpuścić, chciałem wysłać mu sms'a jednak nie miałem z czego, przez co wszystko jeszcze bardziej się komplikowało, zrezygnowany miałem już wkopać się pod ciepłą i bezpieczną kołdrę gdy drzwi do mojego pokoju otworzyły się bez pukania co była w stanie zrobić tylko jedna osoba. Chłopak stanął w drzwiach z kompletnie obojętnym wyrazem twarzy opierając się o ich framugę. 
- Mów - rzucił z końca pokoju, nie robiąc nawet kroku w moją stronę.
- Przepraszam. - rzuciłem na początek, co spotkało się z ogólnym rozbawieniem - Nigdy, nie poczułem do Ciebie nienawiści, nie przerywaj mi - warknąłem gdy widziałem jak otwiera usta by zapewne zarzucić mi kłamstwo - Nigdy. Tamtej nocy budziłeś jedynie moją odrazę może i zdawało mi się, że chciałbym uprzykrzyć Ci życie, że Cię nie cierpię ale to nie była prawda. Zawsze byłeś, znaczy jesteś dla mnie bardzo ważny i naprawdę nie chcę Cię tracić. Nawet nie masz pojęcia jak wiele ryzykowałem prosząc Cię o to spotkanie, więc błagam nie reaguj jakbym kompletnie ogłupiał nim nie wysłuchasz mnie do końca. - chłopak jakby nieco spokojniejszy podszedł do mnie i usiadł na końcu łóżka szepcząc ciche "mów". - Z Laurą znam się praktycznie od zawsze, dorastaliśmy razem w Perth, jej ojciec jest lekarzem. Chyba najlepszym w całej Australii, i on też leczy moją babcię, właśnie w tym problem. Ostatnio jej zdrowie bardzo mocno się pogorszyło, co Laura wykorzystała, mówiłem Ci kiedyś, że jest zdolna do wszystkiego, bo to prawda. Nie cofa się przed niczym. Powiedziała, że jeśli nie pójdę do Ciebie i nie powiem, że to koniec i nie chcę Ci więcej widzieć, to dopilnuje by moja babcia szybko zmarła... Ja naprawdę nie chciałem tego robić, ale musiałem. Potem przez te wszystkie dni wmawiałem sobie, że to co zrobiłem jest dobre dla wszystkich, tak bardzo mi Ciebie brakowało, że nie wytrzymałem, możesz... Możesz teraz wyjść, wiem przynajmniej, że wszystko Ci powiedziałem - uniosłem wzrok na niebieskookiego, który momentalnie poderwał się z miejsca. Przez myśl mi przemknęło, że w tym momencie ostatni raz trzaśnie drzwiami i odejdzie. Zamiast tego jednak chłopak w mgnieniu oka znalazł się przy mnie i objął mocno, ciągnąc do siebie. Odetchnąłem w jego ramię, czując jak moje ciało drży z przejęcia wypuściłem powietrze z ust, korzystając z chwili pewnego bezpieczeństwa najbardziej jak mogłem. - Nie chcę ciągle mieszać Ci w życiu, nie chcę go psuć, nie chcę Cię denerwować. - dodałem kończąc swój monolog zaraz po odsunięciu się od ciepła jakie biło od ciała drugiej osoby. Przetarłem twarz dłonią, nadal nie patrząc na wyższego, jakby w obawie przed jego reakcją.
- Co jest teraz z Twoją babcią? - spytał nastolatek wracając do swojej pozycji sprzed paru minut.
- Nie wiem, nie pozwalają mi się z nią skontaktować no i... Zaraz po naszej rozmowie jakoś rozbiłem swój telefon... - między słowami robiłem długie przerwy coraz bardziej zakłopotany - Pomyślałem, że mógłbyś zadzwonić i spytać o Elizabeth Cartenly, ja... Znaczy... Proszę to ważne - poprosiłem z ulgą obserwując jak ten wyjmuje telefon prosząc mnie o numer do szpitala. 
Moja wspomniana ulga trwała jednak tylko chwilę gdy w napięciu przyszło mi oczekiwać końca rozmowy chłopaka z lekarzem. Chłopak ponownie wrócił do pokoju, jednak jego twarz jak zwykle nie powiedziała mi kompletnie nic.
- Ismael ja... Posłuchaj czegokolwiek teraz nie usłyszysz zachowaj spokój - nie musiał mówić nic więcej. Targnęły mną gwałtowne emocje, momentalnie rozsypane serce zebrało się w zwarty kamień, który zapałał nienawiścią do dziewczyny z kobiecego skrzydła mieszkalnego.
- Zabiję tą szmatę - wydyszałem we wściekłości, zbyt silnej by na nią zapanować. Energia jaka wstąpiła we mnie zupełnie niespodziewanie była tak silna, że w tym momencie sam w sobie nie czułem się sobą.
Jakkolwiek pokręcone by to nie było. Przez całą drogę Olek próbował mnie dogonić w tym jednak wypadku ani jego wzrost ani siła nie były wstanie dorównać mojej furii. Wtedy zza rogu wyszła ona, z niebywałą pewnością siebie podążała w stronę własnego pokoju. Zaskoczenie mieszało się ze zdenerwowaniem na jej twarzy, które zamieniło się w strach gdy zrozumiała co się dzieje.
- Ty kurwo! - krzyknąłem jeszcze z końca korytarza, im bliżej jej byłem tym bardziej wydawała się żałosna - Świetnie to sobie ukartowałaś - moje słowa były tak silne, że sam byłem w szoku, jednak nie chciałem powstrzymywać niczego, dziewczyna powinna w końcu dostać to na co zasłużyła. - Namówiłaś swojego tatusia, żeby moja babcia poszła spać czy kazałaś mu tylko łgać? - warknąłem, gdy jednak dziewczyna zrobiła krok w moją stronę nie zawahałem się jej odepchnąć, przed czym powstrzymała mnie silna dłoń chłopaka, który w końcu do nas dotarł. W moim umyśle kotłowało się tak wiele myśli, że nie wiedziałem czy mam uderzyć najpierw Olka by ten mnie zostawił, a potem ją, czy wrzeszczeć obelgami czy wybuchnąć płaczem.
- Powiedziałeś mu? - spytała zaskoczona, unosząc do góry jedną brew.
- Co miał mi powiedzieć? - głos zabrał Aleksander, w uspokajającym geście kładąc mi dłoń na ramieniu. W tym momencie byłem gotów posunąć się do najgorszych tortur. 
Głupia dziwka.
Wyklinałem w myślach cały świat, nie skupiając się na toczonej między nimi rozmowie, odpłynąłem dając się ponieść kolejnym emocjom, co kompletnie odebrało mi rozum.
- Hej, Ismael, popatrz na mnie - chłopak klepnął mnie w twarz przywracając do porządku.
O ile stan histerycznego zawału faktycznie można nazwać porządkiem. 
- Gdzie ona jest? - wytarłem mokre ślady z policzków, nawet nie wiedziałem, że płaczę.
- Poszła, nieważne i my też chodźmy zanim zbierze się tutaj pół akademii - zauważył po czym ruszył w stronę mojego pokoju. Powlokłem za chłopakiem, kompletnie zagubiony i wytrącony ze złości jaką czułem. Moje ciało targały spazmy, wywołujące odruch wymiotny, które swoją kulminację miały w łazience.
- Żyjesz? - spytał chłopak ustępując mi miejsca na łóżku.
- Muszę do niej jechać, rodzice nie wyprawią pogrzebu, nie chcą nas znać.Poleć ze mną do niej - wypaliłem, otrzymując w odpowiedzi wzrok o treści "chyba do reszty zgłupiałeś - Olek proszę, jesteś pełnoletni, ja jeszcze nie więc sam nic nie zrobię, a uwierz mi na miejscu nie mam kogo prosić o pomoc - pociągnąłem nosem czując jak drgawki wracają. Zdanie wypowiedziane załamanym głosem zawisło między nami oczekując odpowiedzi...

Olek?
Takie jakieś w bólu głowy, nie neguj XD