sobota, 12 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Dni mijały mi zbyt szybko bym zdążył zauważyć w nich jakąkolwiek różnicę. Wszystko było takie płynne, jednolite i nudne. Już nie miałem z kim wychodzić do szkolnej biblioteki, ani zakradać się nocami na bieżnię. Nieraz mijałem blondwłosego na przerwach chcąc do niego chociaż podejść ale wtedy zawsze pojawiała się Laura i wszystko psuła rzucając mi ostrzegawcze spojrzenia.
Nie miałem jak się do niego zbliżyć.
Także stan mojej babci nadal się nie poprawił, co gorsza lekarz, a dokładniej ojciec Laury nie pozwalał mi się z nią skontaktować, a ja nie wiedziałem czemu.
Od dawna przypuszczałem najgorsze ale nie przyjmowałem tego do wiadomości.
Moja babcia na pewno żyła, wierzyłem w to jednak tylko przez nasz układ... Po raz setny tej nocy przekręciłem się na swoim łóżku próbując pozbierać jak nie myśli to chociaż własne ciało i zasnąć, dziś znowu próbowałem, znowu otrzymując odpowiedź "śpi", coraz bardziej bałem się, że zasnęła na zawsze...

***

Sen nie przyszedł, tak samo jak nadzieja na lepszy dzień, nie przyszło kompletnie nic poza mną...
Do biblioteki...
Spacerowałem pomiędzy ogromnymi pułkami przeglądając wyryte na grzbietach tytuły, jeden znałem doskonale, inne jedynie obiły mi się o uszy, kolejne pierwszy raz widziałem na oczy. Każda z nich jednak przyciągała mnie tak samo, ciągle od nowa pokazując swoją odmienność wśród innych dzieł literatury, a przy tym każda z nich była wyjątkowa. Między swoimi rozmyślaniami przy wiecznie tym samym stoliku dostrzegłem aż zbyt znajomą sylwetkę chłopaka, któremu prawda podobnie całkowicie mieszałem w życiu. Nie mogłem się jednak powstrzymać, za bardzo mi go brakowało... Podszedłem do parapetu wyjmując zw swojej torby pierwszą lepszą kartkę i długopis.

"Nie proszę Cię żebyś mi wybaczył, ale nie chcę Cię zupełnie stracić. Proszę, przyjdź do mnie dziś w nocy ale tak, żeby nikt Cię nie widział. Zrozumiesz..."

Wstałem i pewnym krokiem ruszyłem do stolika gdzie zwracając na siebie jego uwagę otrzymałem wredne "na co się gapisz" zamiast przywitania. Cóż, nie wymyśliłem jeszcze jak podać mu tą kartkę, a nadal bałem się zrobić to w sposób dość publiczny, zwłaszcza, że zbliżała się przerwa, a uczniowie powoli się schodzili. Wsunąłem świstek pod rękaw bluzy i wyciągnąłem rękę w jego stronę.
- Cześć - mruknąłem. Chłopak spojrzał na mnie jak na kompletnego idiotę przy okazji gromiąc ostrym spojrzeniem. Mimo wszystko podał mi rękę, w której zostawiłem papierek. Miał okropnie zimne dłonie, ponownie naszła mnie chęć by spytać czy u chłopaka wszystko dobrze. Naprawdę chciałem spędzić z nim czas...
Jednak widząc zbliżającą się do nas Laurę odsunąłem się od chłopaka by nie nawiązać z dziewczyną nawet byle kontaktu wzrokowego, co wcale mi się nie udało. Zatrzymała mnie najpierw wzrokiem by następnie w spokoju położyć mi dłoń na klatce piersiowej.
- Czego od niego chciałeś? - spytała z zaciętym wyrazem twarzy rasowej morderczyni. Wyglądała teraz tak poważnie, ona również była ode mnie wyższa więc jej przewaga rosła coraz bardziej. Uniosła do góry jedną brew jakby zirytowana oczekiwaniem, które trwało... No bądźmy szczerzy góra sekundę.
- Nic, potknąłem się i go uderzyłem, to chyba normalne, że przepraszam? - oderwałem się od dziewczyny wytrzymując toczącą się między nami walkę na wzrok.
- Nie próbuj numerów Cartenly. Wiesz do czego jestem zdolna - wiedziałem aż za dobrze.
- Jest cały Twój - twarz Laury natychmiast opromieniała. Spojrzała na mnie z ogromną radością, klaszcząc w dłonie.
Znalezione obrazy dla zapytania brunetka gif tumblr

Wyglądała wtedy tak niewinnie, że przez chwile nawet zwątpiłem w to co zrobiła ta ciemnooka dziewczyna, nie czekając na rozwój kompletnie niepotrzebnej konwersacji opuściłem bibliotekę, a wraz z nią ostatnią szansę na poprawienie swoich stosunków z chłopakiem, co więcej opuściła mnie też nadzieja, na to, że kiedykolwiek dowiem się co z babcią. W końcu nie mogłem od tak wsiąść w samolot i wyruszyć na drugi koniec świata...
Jedynym co faktycznie mogłem teraz zrobić było zdążenie na lekcje pana Samuela. Nie należał bowiem do tych pobłażliwych wobec spóźnialskich. Wparowałem na lekcję tuż po zamknięciu drzwi przez co lekki wybryk uszedł mi na sucho.
Co do samego przebiegu zajęć, wyłączyłem się na samym początku myśląc o tym co zamierzam powiedzieć Aleksandrowi.
O ile ten, w ogóle się zjawi...
Matematyka minęła bez większych przeszkód. Zakładam, że najsłynniejszy w szkole nauczyciel Samuel El-Jackson patrzył dzisiaj na mnie z politowaniem, skoro po raz pierwszy od kiedy jestem w tej szkole nie wziął mnie do tablicy. 

***

Lekcje mijały mi dość niespokojnie, jakby ktoś zamknął mnie w ścianach własnego umysłu i za nic nie wypuszczając objął poczuciem niepokoju i niepewności, które nasilało się wraz z upływem czasu. Niewiele mogłem jeszcze pojąć, niewiele zrozumieć. Jednak za każdym razem gdy po moim umyśle ponownie przewijała się myśl o Aleksandrze zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mieszałem w jego życiu. Uniknąłby wielu kłopotów, wielu kłótni, nerwów, nie chciałem by przyjaźń ze mną męczyła go tak jak teraz, chciałem dobrze.
Naprawdę dobrze.
Przesunąłem po twarzy kręcąc się po pokoju, zbliżała się północ, Olek nie przychodził i czułem, że na jego przyjście wcale się nie zanosi. 
Nie mogłem jednak odpuścić, chciałem wysłać mu sms'a jednak nie miałem z czego, przez co wszystko jeszcze bardziej się komplikowało, zrezygnowany miałem już wkopać się pod ciepłą i bezpieczną kołdrę gdy drzwi do mojego pokoju otworzyły się bez pukania co była w stanie zrobić tylko jedna osoba. Chłopak stanął w drzwiach z kompletnie obojętnym wyrazem twarzy opierając się o ich framugę. 
- Mów - rzucił z końca pokoju, nie robiąc nawet kroku w moją stronę.
- Przepraszam. - rzuciłem na początek, co spotkało się z ogólnym rozbawieniem - Nigdy, nie poczułem do Ciebie nienawiści, nie przerywaj mi - warknąłem gdy widziałem jak otwiera usta by zapewne zarzucić mi kłamstwo - Nigdy. Tamtej nocy budziłeś jedynie moją odrazę może i zdawało mi się, że chciałbym uprzykrzyć Ci życie, że Cię nie cierpię ale to nie była prawda. Zawsze byłeś, znaczy jesteś dla mnie bardzo ważny i naprawdę nie chcę Cię tracić. Nawet nie masz pojęcia jak wiele ryzykowałem prosząc Cię o to spotkanie, więc błagam nie reaguj jakbym kompletnie ogłupiał nim nie wysłuchasz mnie do końca. - chłopak jakby nieco spokojniejszy podszedł do mnie i usiadł na końcu łóżka szepcząc ciche "mów". - Z Laurą znam się praktycznie od zawsze, dorastaliśmy razem w Perth, jej ojciec jest lekarzem. Chyba najlepszym w całej Australii, i on też leczy moją babcię, właśnie w tym problem. Ostatnio jej zdrowie bardzo mocno się pogorszyło, co Laura wykorzystała, mówiłem Ci kiedyś, że jest zdolna do wszystkiego, bo to prawda. Nie cofa się przed niczym. Powiedziała, że jeśli nie pójdę do Ciebie i nie powiem, że to koniec i nie chcę Ci więcej widzieć, to dopilnuje by moja babcia szybko zmarła... Ja naprawdę nie chciałem tego robić, ale musiałem. Potem przez te wszystkie dni wmawiałem sobie, że to co zrobiłem jest dobre dla wszystkich, tak bardzo mi Ciebie brakowało, że nie wytrzymałem, możesz... Możesz teraz wyjść, wiem przynajmniej, że wszystko Ci powiedziałem - uniosłem wzrok na niebieskookiego, który momentalnie poderwał się z miejsca. Przez myśl mi przemknęło, że w tym momencie ostatni raz trzaśnie drzwiami i odejdzie. Zamiast tego jednak chłopak w mgnieniu oka znalazł się przy mnie i objął mocno, ciągnąc do siebie. Odetchnąłem w jego ramię, czując jak moje ciało drży z przejęcia wypuściłem powietrze z ust, korzystając z chwili pewnego bezpieczeństwa najbardziej jak mogłem. - Nie chcę ciągle mieszać Ci w życiu, nie chcę go psuć, nie chcę Cię denerwować. - dodałem kończąc swój monolog zaraz po odsunięciu się od ciepła jakie biło od ciała drugiej osoby. Przetarłem twarz dłonią, nadal nie patrząc na wyższego, jakby w obawie przed jego reakcją.
- Co jest teraz z Twoją babcią? - spytał nastolatek wracając do swojej pozycji sprzed paru minut.
- Nie wiem, nie pozwalają mi się z nią skontaktować no i... Zaraz po naszej rozmowie jakoś rozbiłem swój telefon... - między słowami robiłem długie przerwy coraz bardziej zakłopotany - Pomyślałem, że mógłbyś zadzwonić i spytać o Elizabeth Cartenly, ja... Znaczy... Proszę to ważne - poprosiłem z ulgą obserwując jak ten wyjmuje telefon prosząc mnie o numer do szpitala. 
Moja wspomniana ulga trwała jednak tylko chwilę gdy w napięciu przyszło mi oczekiwać końca rozmowy chłopaka z lekarzem. Chłopak ponownie wrócił do pokoju, jednak jego twarz jak zwykle nie powiedziała mi kompletnie nic.
- Ismael ja... Posłuchaj czegokolwiek teraz nie usłyszysz zachowaj spokój - nie musiał mówić nic więcej. Targnęły mną gwałtowne emocje, momentalnie rozsypane serce zebrało się w zwarty kamień, który zapałał nienawiścią do dziewczyny z kobiecego skrzydła mieszkalnego.
- Zabiję tą szmatę - wydyszałem we wściekłości, zbyt silnej by na nią zapanować. Energia jaka wstąpiła we mnie zupełnie niespodziewanie była tak silna, że w tym momencie sam w sobie nie czułem się sobą.
Jakkolwiek pokręcone by to nie było. Przez całą drogę Olek próbował mnie dogonić w tym jednak wypadku ani jego wzrost ani siła nie były wstanie dorównać mojej furii. Wtedy zza rogu wyszła ona, z niebywałą pewnością siebie podążała w stronę własnego pokoju. Zaskoczenie mieszało się ze zdenerwowaniem na jej twarzy, które zamieniło się w strach gdy zrozumiała co się dzieje.
- Ty kurwo! - krzyknąłem jeszcze z końca korytarza, im bliżej jej byłem tym bardziej wydawała się żałosna - Świetnie to sobie ukartowałaś - moje słowa były tak silne, że sam byłem w szoku, jednak nie chciałem powstrzymywać niczego, dziewczyna powinna w końcu dostać to na co zasłużyła. - Namówiłaś swojego tatusia, żeby moja babcia poszła spać czy kazałaś mu tylko łgać? - warknąłem, gdy jednak dziewczyna zrobiła krok w moją stronę nie zawahałem się jej odepchnąć, przed czym powstrzymała mnie silna dłoń chłopaka, który w końcu do nas dotarł. W moim umyśle kotłowało się tak wiele myśli, że nie wiedziałem czy mam uderzyć najpierw Olka by ten mnie zostawił, a potem ją, czy wrzeszczeć obelgami czy wybuchnąć płaczem.
- Powiedziałeś mu? - spytała zaskoczona, unosząc do góry jedną brew.
- Co miał mi powiedzieć? - głos zabrał Aleksander, w uspokajającym geście kładąc mi dłoń na ramieniu. W tym momencie byłem gotów posunąć się do najgorszych tortur. 
Głupia dziwka.
Wyklinałem w myślach cały świat, nie skupiając się na toczonej między nimi rozmowie, odpłynąłem dając się ponieść kolejnym emocjom, co kompletnie odebrało mi rozum.
- Hej, Ismael, popatrz na mnie - chłopak klepnął mnie w twarz przywracając do porządku.
O ile stan histerycznego zawału faktycznie można nazwać porządkiem. 
- Gdzie ona jest? - wytarłem mokre ślady z policzków, nawet nie wiedziałem, że płaczę.
- Poszła, nieważne i my też chodźmy zanim zbierze się tutaj pół akademii - zauważył po czym ruszył w stronę mojego pokoju. Powlokłem za chłopakiem, kompletnie zagubiony i wytrącony ze złości jaką czułem. Moje ciało targały spazmy, wywołujące odruch wymiotny, które swoją kulminację miały w łazience.
- Żyjesz? - spytał chłopak ustępując mi miejsca na łóżku.
- Muszę do niej jechać, rodzice nie wyprawią pogrzebu, nie chcą nas znać.Poleć ze mną do niej - wypaliłem, otrzymując w odpowiedzi wzrok o treści "chyba do reszty zgłupiałeś - Olek proszę, jesteś pełnoletni, ja jeszcze nie więc sam nic nie zrobię, a uwierz mi na miejscu nie mam kogo prosić o pomoc - pociągnąłem nosem czując jak drgawki wracają. Zdanie wypowiedziane załamanym głosem zawisło między nami oczekując odpowiedzi...

Olek?
Takie jakieś w bólu głowy, nie neguj XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz