Dlaczego dziewczyny muszą być takie egoistyczne? Czy ona w ogóle nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? Nie dość, że sama może jeszcze zginąć, to do tego wyda nasza kryjówkę. Płeć żeńska na tej planecie jest na prawdę głupia. Już rozumiem panujące zasady w tamtym barze. Ale trudno. Ja jej tym razem nie pomogę. Jeśli zginie, trudno. Lepiej dla mnie, baba z wozu, koniu lżej przeszło mi przez myśl gdy usłyszałem zamykanie drzwi. Wzruszyłem ramionami i dalej ubijałem kotlety. Dlaczego? Ponieważ poprosiła mnie o to starsza kobieta. A przecież przydałoby się jej odwdzięczyć za to, że nas w ogóle tu przyjęła. Nawet, jeśli to jest bardzo podejrzane. Ciągle myślałem o niej. A raczej o jej głupocie. Wyobraziłem sobie jak ja znajdują, łapią, a potem się nią bawią. Nawet jeśli pokona jednego czy dwóch, oni nie będą jedyni. Luksjanie bardzo szybko się porozumiewają, a my pomimo iż jesteśmy tak daleko od od szkoły i wszystkich ludzi, jeszcze dalej i tak wiedzą o nas. Bynajmniej o mnie, znają mnie, poznali już dawno temu. Wystarczy im informacja i dziewczynie, a zaatakują każdą, jeśli nie będę wiedzieć która to. Najpierw zwykła zabawa, potem coraz boleśniejsza, aż na końcu śmierć. Skoro tego chce, proszę bardzo.
Schowałem ubite mięso do lodówki, po czym zrobiłem sobie kawę, tak samo jak staruszce, która właśnie przyszła z ogrodu. Dalej nie rozumiałem dlaczego nam pomaga, dlatego też nie powstrzymałem się przez otwarciem ust. Musiałem ją o to zapytać. Przez chwilę w ogóle na mnie nie zwracała uwagi, zmywając naczynia, aż w końcu odłożyła gąbkę i ścierkę.
- Luk to mój bratanek - uśmiechnęła się miło, a ja się zakrztusiłem się kawą. Z trudem ja przełknąłem, a następnie parę razy kaszlnąłem. - Po za tym, chyba nie myślisz, że zwykła staruszka by wpuściła do domu obcych ludzi - usiadła na przeciwko mnie ze szklanką ciepłej herbaty w dłoni.
- No... tak. Właśnie mnie to zastanawiało - wytłumaczyłem jej od razu, próbując przełknąć gulę w gardle, która mnie wręcz dusiła.
- No to już wiesz - wypiła łyk i odstawiła szklankę na stół. - A gdzie ta młoda dziewczyna? - rozejrzała się wokół marszcząc brwi i próbując dostrzec Kayline. Ale jej nie było już od godziny.
- Poszła na spacer do lasu - mruknąłem zirytowany zachowaniem białowłosej. Nie zdziwię się, jeśli w tej chwili ją gwałcą gdzieś przy drzewie, ze związanymi rękoma i porwanymi ubraniami. W sumie... to bym się cieszył. Gdyby przeżyła, miała by nauczkę.
- Próbowałeś ją zatrzymać? - skinąłem głową. - I tak pozwoliłeś jej wyjść? - podniosła nieco głos jakby zdziwiona. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Skoro jest taka głupia, aby zginąć, to nie będę jej zatrzymywał - dalej piłem swoją kawę. Na twarz kobiety wtargnął wyraz niezadowolenia.
- Rozumiem, ale jednak powinieneś iść z nią.
- Szczerze to wolałbym ją już dawno zabić. Nie miał bym problemu - mruknąłem lekko zdenerwowany poradami kobiety.
- To dlaczego tego nie zrobiłeś? - lekko mnie zbiła z tropu, ale tylko podniosłem na nią wzrok. Nie znałem odpowiedzi.
<Kayline? Idę po ciebie!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz