piątek, 25 listopada 2016

Od Ivy do Devona


Głośne wycie psa boleśnie drażniło moje uszy od dobrych piętnastu minut. Był środek nocy, a ja po dość emocjonującym i niezwykłym dniu próbowałam się zresetować odsypiając przynajmniej kilka godzin, co brutalnie uniemożliwiały mi odgłosy zwierzęcia obezwładnionego księżycowym światłem. Nakryłam się ciepłą kołdrą tak, by zasłonić uszy jednocześnie nie tracąc cennych porcji tlenu, jednak i to nie pomogło. Przez kolejną chwilę starałam się usnąć ignorując uporczywe hałasy zza okna, co również nie doszło do skutku. Poddałam się zirytowana z westchnieniem zakładając rękę pod miękką poduszkę w skupieniu przyglądałam się mojemu towarzyszowi, który spał teraz smacznie, odwrócony twarzą do mnie oddychając cicho. Jego nos poruszał się ledwo zauważalnie z każdym wdechem i wydechem, a malinowe usta co jakiś czas rozchylały kusząco ukazując część białych zębów. Dotknęłam swoich warg dziwnie zainteresowana, czy znów wpasowałyby się tak idealnie w jego, jednak Devon poruszył się niespokojnie, na co mój instynkt zareagował nagłym zamknięciem oczu i udawaniem twardego snu, na który miałam ogromną ochotę. Na szczęście chłopak znów wyrównał oddech, więc odważyłam się powoli otworzyć jedno oko, żeby ostatecznie potwierdzić tę informację. Spał. Wciąż leżał przy mojej żałosnej istocie, słodko śniąc, gdy jego czoło przysłonił jeden niesforny kosmyk włosów. Przez moment biłam się z myślami czy mogę go dotknąć, czy by mi na to pozwolił po tym, co zrobiłam. Koniec końców, postanowiłam wykorzystać okazję, że jest nieobecny i ostrożnie założyłam pukiel w resztę gęstej czupryny. Przewróciłam się z powrotem na plecy jedną rękę kładąc na piersi, a drugą układając pod głową, wydobywając z siebie westchnienie, w którym kryła się jakby mieszanina nadziei, radości i niepewności. Jak to się stało, że on tu jest, przy mnie? Że leży obok mnie, w jednym łóżku? Że w ogóle ze mną rozmawia? Patrzyłam się w biały sufit oświetlony gdzieniegdzie księżycowym blaskiem próbując znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie, gdy wokół mojej tali mocno zacisnęła się czyjaś ręka i przyciągnęła do siebie łącząc ze sobą swoją klatkę piersiową z moimi plecami. Na skórze poczułam ciarki, a serce znów przyspieszyło tworząc nową melodię rozbrzmiewającą w żyłach.
-Miałaś spać. –szepcze ciepło Devon wprost w moje jasne włosy. Jego głos łaskocze mnie w ucho wywołując miłe uczucie mrowienia, a na policzkach pojawiają się różowe rumieńce. Nie wiem czemu. Pewnie mam gorączkę.
-Obudził mnie ten pies… -przerywam, próbując przypomnieć sobie, kiedy dokładnie ucichł głośny skowyt zwierzęcia. Odchrząkuję i dodaję pospiesznie. –Tak jakoś nie mogę zasnąć.
Ręka ciemnookiego wędruje do mojego ramienia, po którym bazgra nieregularne szlaczki, gdy ja zawieszam wzrok na bladej ścianie i jej granicy z kolorową pościelą. Nie mówimy nic.
W końcu, delikatny dotyk jego ciepłej skóry sprawia, że powieki same opadają na oczy, a ja opuszczam świat rzeczywistości oddając się w ręce błogiego i upragnionego snu.

***

Obudziłam się, czując obejmujące mnie ramię Devona. W jakimś momencie w nocy obróciłam się i leżałam teraz z głową na jego piersi, a w uszach rozbrzmiewało spokojne bicie jego serca. Bez słowa pocałował mnie we włosy i przytulił mocniej. Przekręciłam głowę tak, by móc spojrzeć na niego, zobaczyć ten figlarny błysk w oku, który wprost uwielbiałam, zlustrowałam każdą cząsteczkę jego twarzy, zakodowałam detale i niepewny uśmiech.
-Dzień Dobry. –spojrzałam na niego zdziwiona neutralnością jaką zachował. Mnie od razu przeszedł nerwowy prąd. Trzeba co nieco wytłumaczyć. Odwzajemniłam uśmiech i odparłam starając się nie zdradzać emocji gotujących w moim krwioobiegu, gotowych wystrzelić jak z procy w każdym momencie niszcząc wszystko, co napotkają na swej drodze.
-Dzień Dobry. –zawiesiłam się, skupiając uwagę na zapadniętym dołeczku w klatce piersiowej chłopaka. –Wiesz, musimy porozmawiać tylko… daj mi chwilkę, dobrze? –wydusiłam z siebie drżącym głosem. Ciemnooki tylko przytaknął wciąż nie luzując uścisku. Miałam wrażenie, że żadne z nas nie chce psuć tego momentu ani go kończyć. W końcu podniosłam się ostrożnie, zaczesując włosy i przeturlałam się przez Devona stając bosymi stopami na chłodnej podłodze. Wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ubrania i pognałam do łazienki chcąc poczuć na sobie ciepło wody i miękkość piany. Gorący strumień palił mnie w skórę i sprawiał, że robiła się coraz bardziej czerwona ale ja nie zwracałam na to uwagi. Zamierzałam zmyć z siebie cały wczorajszy dzień, a przynajmniej pierwsze trzy czwarte. Skończyło się na tym, że skulona w kuckach patrzyłam się na spływającą do odpływu wodę. Ubrałam się i wyszłam z łazienki czując nagły atak niekontrolowanego stresu. Chłopaka znalazłam w sypialni, opartego o parapet z kubkiem ciemnego napoju wpatrującego się w konkretny punkt na podłodze. Przysiadłam na krawędzi zaścielonego już łóżka i bawiąc się nerwowo palcami zaczęłam wszystko tłumaczyć. Tyle, że to nie było takie proste... Moje usta otwierały się i zamykały nieskore do jakiegokolwiek dźwięku. Chciałam to zacząć ostrożnie, delikatnie. Jednak jest to temat, którego nie da się przedstawić w sposób, jaki bym tego chciała
-On… to znaczy Gabriel, przyszedł tu wczoraj i powiedział, że potrafi pomóc mojemu ojcu. Wiesz.. opowiadałam ci. –wzruszam ramionami przypominając sobie tamten wieczór, gdy jakoś mi się zebrało na zwierzenia nowo poznanemu jeszcze wtedy koledze. –Ucieszyłam się. Bardzo. Bo w sumie nikt nie wie co tacie dokładnie dolega, a on okazał się jedynym człowiekiem, który faktycznie się tego podjął. Powiedział, że w zamian chce tylko mnie pocałować kilka razy. Szczerze, to myślałam, że mówi o jakimś całusie w policzek albo coś… ale on ruszył z kopyta. –urwałam ocierając łzę z policzka, gdy głos mi się załamał. – A-a ja się temu poddałam. Nie powstrzymałam go. Zresztą.. sam wiesz. –odwróciłam głowę zawstydzona. –Ale cholera, kocham tylko jedną osobę i to na pewno nie jest on!
Zakryłam usta dłonią, przerażona tym, co właśnie powiedziałam. Na głos. Przytomna. Trzeźwa.
Czekałam na reakcję Devona wciąż tkwiącego przy oknie sypialni. Szczerze, miałam ochotę zrobić coś wszystkim osobą, które mówiły kiedykolwiek, że jak się komuś zwierzasz to jest lżej. Nie. Perfidne kłamstwo. Jest mi wstyd, czuję się jak ostatnia żyjąca brudna suka na świecie. A on się tylko na mnie patrzy…

Devon? Wybacz, wybacz. Umieram.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz