niedziela, 20 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Wiedziałem, że tak będzie. No po prostu ja to czułem. Gdy tylko wbiegłem do lasu, wyczułem zagrożenie. Na początku myślałem, że gdzieś nie daleko jest jakiś Luksjanin, ale to nie byli oni. To był jakiś człowiek, ale czego on mógł by chcieć? Nie wiem, później tego też się nie dowiedziałem. Byłem zajęty szukaniem tej dziewuchy. Nie mogłam jej znaleźć, więc w ciągu tej godziny na prawdę daleko musiała się zapuścić. Dlaczego ziemskie kobiety są aż tak głupie?! Nie wyczuwałem jej. Nie potrafiłem jej znaleźć, aż w końcu natrafiłem na jakąś rzekę. Przystanąłem tam, aby się napić zimnej wody. Moją uwagę od razu przykuł mężczyzna, który stał nad kimś. W dłoni trzymał nóż. Widziałem tylko białe włosy ofiary. Białe... jak u Kayline. Zdenerwowałem się nie tylko dlatego, że była bliska śmierci, ale dlatego, że ona tam była. Że mnie nie posłuchała, postawiła na swoim, a teraz krzyczy moje imię, abym ją uratował. O nie. Po tej akcji będzie mi wisieć bardzo wielką przysługę. Czy ja jestem jej niańką? Nigdy nienawidziłem dzieci, a tym bardziej dziewczyn. Zawsze krzyczały bez powodu, bały się zwykłych jaszczurek... I słysząc jej krzyk, śmiech tego mężczyzny, miałem ochotę zabić ich obojgu. Zamieniłem się w cień i w ciągu sekundy znalazłem się przy nim. Złapałem go za szyję i podniosłem. Jednocześnie go dusiłem, jak i wysysałem z niego energię. Widziałem jego wspomnienia, ale nie obchodziły mnie. Gdy go puściłem martwego na ziemię i spojrzałem na dziewczynę, miałem ochotę i z niej wyssać energię. Ale się powstrzymałem. Miała ranę na policzku w postaci ciętej rysy, oraz parę siniaków.
- Potrzebne ci to ku*wa było?! - krzyknąłem zdenerwowany. Zacisnąłem pięści, aby zaraz się na nią nie rzucić. Widziałem łzy w jej oczach, ale nie byłem pewny, czym są spowodowane. Strachem przed mężczyzną, czy przede mną?
- Daniel, ja... - przerwałem jej, bo nawet jej głos dawał mi się we znaki, w postaci coraz to większej złości.
- Mówisz, że ja jestem egoistą, ale ty jesteś jeszcze gorsza! Całkowicie zadufana w sobie księżnisia, która uważa się za najsilniejszą! - zacząłem krzyczeć, aby dać upust złości. - Myślisz, że wiesz wszystko najlepiej?! Proszę cię bardzo! Teraz sama będziesz walczyć o swoje życie. Nie mam zamiaru cię dłużej pilnować, niańczyć i ci dawać rady, które i tak masz w du*ie - zacząłem się uspokajać. Odwróciłem się do niej plecami z zamiarem odejścia. Chciałem wrócić tylko po swój motor i wrócić do akademii. Nie obchodziło mnie już, co się z nią stanie.

<Kayline? Taka mała złość...>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz