wtorek, 15 listopada 2016

Od Ivy do Devona

Z cudownego, głębokiego snu obudził mnie trzask zamykanego okna w salonie, jednak postanowiłam nie przerywać błogiego bezruchu wśród miliona moich poduszek i ciepłej kołdry. Niestety, tajemniczy przybysz rządził się swoimi prawami – biegał po mieszkaniu, zaglądał do pokoi i w końcu znajdując mnie w sypialni przygniótł swoim ciężarem z głośnym, dziewczęcym piskiem, rozpylając wokół siebie słodką, różaną nutę zapachową. Nie muszę zgadywać, z kim mam do czynienia.

-Fuj. Idiotko, ile ty tego świństwa na siebie wylałaś? –pytam marszcząc nos.
-Też się cieszę, że cię widzę, Lil! Wiesz jak mnie nastraszyłaś? Czemu nie dzwoniłaś ani nic? Myślałam, że cię porwali, wysłali gdzieś jako niewolnika do Afryki albo do jakiegoś taniego burdelu, że mnie już nie kochasz i się mnie wyrz… -nie pozwalam jej dokończyć zdania podnosząc się szybko i zatykając ręką usta.
-Zamknij się już. Po prostu miałam kryzys i pojechałam na małe wakacje, ok? –uśmiecham się rozbawiona przypominając sobie ostatnie wydarzenia. Szczegółów nie potrzebuje. Dziewczyna przytakuje delikatnie, gdy ja decyduję się zdjąć ostrożnie rękę z jej gadatliwej buźki, co okazuje się sporym błędem. Leki, które podała mi pielęgniarka przestawały działać mimo, że i tak niewiele dawały i moje ramię przeszył ból. Pozwoliłam sobie na małe syknięcie co od razu wzbudziło podejrzliwość pięknego gościa.
-Co jest? 
-Nic, mała kontuzja. –przewracam teatralnie oczami wzdychając. Widząc nieprzekonany wzrok dziewczyny dodaję nadąsana: -Przeżyję. 
Naszą wymianę zdań przerywa dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Po chwili do pokoju wchodzi Devon niosąc jakąś siatkę z butelką wody i białymi opakowaniami i… staje jak wryty.
-Ym, sorry nie wiedziałem, że masz gościaaa. –mówi przeciągając nieco ostatnią literę „a”, gdy odwróciła się do niego moja towarzyszka, wyglądając prawie jak ja. Prawie
Widząc zdziwiony wyraz twarzy chłopaka, wytłumaczyłam mu wszystko rozbawiona całą sytuacją.
Przedstawiłam mu bliźniaczkę, różniącą się ode mnie jedynie odcieniem włosów, która uśmiechała się do niego zbyt promiennie i wlepiała intensywnie wzrok. Brakowało tylko śliny cieknącej z jej ust. Kiedy wyszła na chwilę do toalety, oboje z Devonem spojrzeliśmy na siebie i ryknęliśmy śmiechem. Nie miałam pojęcia co ona znowu wymyśliła, a i obawiałam się tego, bo od małego brzdąca miała niewątpliwie kreatywne pomysły, w każdym możliwym znaczeniu tego słowa ale z pewnością się coś zapowiadało. Ruszyłam za ciemnookim, który skierował się do kuchni. Gdy zaczął wypakowywać produkty z reklamówki zorientowałam się, o co chodzi i sięgnęłam po szklankę z szafki nad zlewem. Oczywiście znowu nie tą ręką co trzeba. Momentalnie przy moim boku był już Devon, który złapał mocno mnie za nadgarstek oraz łokieć i sztywno opuścił moje przedramię tak, żeby mogło swobodnie zwisać wzdłuż mojego ciała i nie sprawiło bólu. Posłałam mu wdzięczny uśmiech rumieniąc się odrobinę i odwracając wzrok. Postanowiłam się zająć czymś, co nie powinno wywołać kolejnej fali bólu, jednak przyjaciel uprzedził mnie i przyprowadził do małego stolika, usadawiając przy nim, a sam wrócił do przygotowania lekarstw. Nie wiedziałam co robić, a gapienie się bez celu na krzątającego w kuchni chłopaka wydało mi się dość niesprawiedliwe w stosunku do niego – kaleką jeszcze nie jestem. Mimo to, posłuchałam się i opierając podbródek na zgiętym nadgarstku zaczęłam nucić jakąś melodię, która chodziła mi aktualnie po głowie, jednocześnie muskając dłonią bukiet tulipanów, których szczerze nie kojarzyłam. Wtedy do kuchni wparowała szybko moja siostra cmokając mnie w policzek, mruknęła coś pod nosem o odwiedzinach u kumpeli i wybiegła jak poparzona z mieszkania. Byłyśmy tak do siebie podobne, a jednocześnie tak różne. 
Devon postawił przede mną leki i poczekał, aż popiję je odpowiednią ilością wody.
Moja nowa niańka.
Następnie podaje mi maść i kieruje się do wyjścia z kuchni, jednak ja zatrzymuję go chwytając za ciepłą dłoń.
-Pomożesz mi? –rzuca mi niepewne spojrzenie i po sekundzie rozważań, wydającej się trwać pół dnia, bez słowa podchodzi do krzesła, na którym siedzę. Powolnym ruchem odgarniam włosy z szyi i spuszczam rękaw koszulki ukazując śnieżnobiały bandaż.

Deeevi? Mam ochotę się rozpisać jutro c;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz