Z cudownego, głębokiego snu obudził mnie trzask zamykanego okna
w salonie, jednak postanowiłam nie przerywać błogiego bezruchu wśród miliona
moich poduszek i ciepłej kołdry. Niestety, tajemniczy przybysz rządził się
swoimi prawami – biegał po mieszkaniu, zaglądał do pokoi i w końcu znajdując
mnie w sypialni przygniótł swoim ciężarem z głośnym, dziewczęcym piskiem,
rozpylając wokół siebie słodką, różaną nutę zapachową. Nie muszę zgadywać, z
kim mam do czynienia.
-Fuj. Idiotko, ile ty tego świństwa na siebie wylałaś? –pytam marszcząc nos.
-Też się cieszę, że cię widzę, Lil! Wiesz jak mnie nastraszyłaś? Czemu nie dzwoniłaś
ani nic? Myślałam, że cię porwali, wysłali gdzieś jako niewolnika do Afryki
albo do jakiegoś taniego burdelu, że mnie już nie kochasz i się mnie wyrz… -nie
pozwalam jej dokończyć zdania podnosząc się szybko i zatykając ręką usta.
-Zamknij się już. Po prostu miałam kryzys i pojechałam na małe wakacje, ok? –uśmiecham
się rozbawiona przypominając sobie ostatnie wydarzenia. Szczegółów nie
potrzebuje. Dziewczyna przytakuje delikatnie, gdy ja decyduję się zdjąć ostrożnie
rękę z jej gadatliwej buźki, co okazuje się sporym błędem. Leki, które podała
mi pielęgniarka przestawały działać mimo, że i tak niewiele dawały i moje ramię
przeszył ból. Pozwoliłam sobie na małe syknięcie co od razu wzbudziło
podejrzliwość pięknego gościa.
-Co jest?
-Nic, mała kontuzja. –przewracam teatralnie oczami wzdychając. Widząc
nieprzekonany wzrok dziewczyny dodaję nadąsana: -Przeżyję.
Naszą wymianę zdań przerywa dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Po chwili do
pokoju wchodzi Devon niosąc jakąś siatkę z butelką wody i białymi opakowaniami
i… staje jak wryty.
-Ym, sorry nie wiedziałem, że masz gościaaa. –mówi przeciągając nieco ostatnią
literę „a”, gdy odwróciła się do niego moja towarzyszka, wyglądając prawie jak
ja. Prawie.
Widząc zdziwiony wyraz twarzy chłopaka, wytłumaczyłam mu wszystko rozbawiona
całą sytuacją.
Przedstawiłam mu bliźniaczkę, różniącą się ode mnie jedynie odcieniem włosów,
która uśmiechała się do niego zbyt promiennie i wlepiała intensywnie wzrok. Brakowało tylko śliny cieknącej z jej ust. Kiedy
wyszła na chwilę do toalety, oboje z Devonem spojrzeliśmy na siebie i
ryknęliśmy śmiechem. Nie miałam pojęcia co ona znowu wymyśliła, a i obawiałam
się tego, bo od małego brzdąca miała niewątpliwie kreatywne pomysły, w każdym
możliwym znaczeniu tego słowa ale z pewnością się coś zapowiadało. Ruszyłam za
ciemnookim, który skierował się do kuchni. Gdy zaczął wypakowywać produkty z
reklamówki zorientowałam się, o co chodzi i sięgnęłam po szklankę z szafki nad
zlewem. Oczywiście znowu nie tą ręką co trzeba. Momentalnie przy moim boku był
już Devon, który złapał mocno mnie za nadgarstek oraz łokieć i sztywno opuścił moje
przedramię tak, żeby mogło swobodnie zwisać wzdłuż mojego ciała i nie sprawiło bólu. Posłałam mu
wdzięczny uśmiech rumieniąc się odrobinę i odwracając wzrok. Postanowiłam się
zająć czymś, co nie powinno wywołać kolejnej fali bólu, jednak przyjaciel
uprzedził mnie i przyprowadził do małego stolika, usadawiając przy nim, a sam
wrócił do przygotowania lekarstw. Nie wiedziałam co robić, a gapienie się bez celu
na krzątającego w kuchni chłopaka wydało mi się dość niesprawiedliwe w stosunku
do niego – kaleką jeszcze nie jestem. Mimo to, posłuchałam się i opierając
podbródek na zgiętym nadgarstku zaczęłam nucić jakąś melodię, która chodziła mi
aktualnie po głowie, jednocześnie muskając dłonią bukiet tulipanów, których szczerze nie kojarzyłam. Wtedy do kuchni wparowała szybko moja siostra cmokając
mnie w policzek, mruknęła coś pod nosem o odwiedzinach u kumpeli i wybiegła jak
poparzona z mieszkania. Byłyśmy tak do siebie podobne, a jednocześnie tak różne.
Devon postawił przede mną leki i poczekał, aż popiję je odpowiednią ilością
wody.
Moja nowa niańka.
Następnie podaje mi maść i kieruje się do wyjścia z kuchni, jednak ja
zatrzymuję go chwytając za ciepłą dłoń.
-Pomożesz mi? –rzuca mi niepewne spojrzenie i po sekundzie rozważań, wydającej
się trwać pół dnia, bez słowa podchodzi do krzesła, na którym siedzę. Powolnym
ruchem odgarniam włosy z szyi i spuszczam rękaw koszulki ukazując śnieżnobiały
bandaż.
Deeevi? Mam ochotę się rozpisać jutro c;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz