Podałem chłopakowi talerz z jedzeniem, zirytowany faktem, że tak łatwo dawałem się wykorzystywać. Sam powinien sobie usługiwać, jednak łaskotki stanowiły chyba cięższy szantaż niż broń nuklearna. Oparłem łokcie o blat niemal czarnego w ciemności stołu, naprzeciw chłopaka i zacząłem bawić się własną herbatą, robiąc z niej małe, unoszące się do góry bańki.
- Jak było? - spytałem, chcąc jakoś zacząć rozmowę, zapomniałem o swojej małej, ciągle wznoszącej się ku górze herbacianej kulce. W efekcie czego ta pękła, rozpryskując się na miliony małych jakby iskierek. Wzrok Aleksandra podążył za moim tkwiąc w pustym punkcie na stole, gdzie widoczne były malutkie, mokre kropki.
- To chyba nie to - zaśmiał się cicho czym dał mi do zrozumienia, że raczej więcej się z nią nie spotka.
- Wiesz... Laura jest dość... - urwałem szukając słowa, które w żaden sposób nie urazi dziewczyny. - Specyficzna, wydusiłem, zaplatając na stole dłonie, na których oparłem brodę. Ekker odłożył talerz na bok, patrząc na mnie jakby spodziewał się jakiejś dłuższej rozmowy. Faktycznie, na taką się zanosiło. Całą stołówkę opanował mrok, gdy na zegarze wybiła godzina 24, wtedy wszystkie światła gasły automatycznie. Księżycowe oświetlenie też nie było zbyt pomocne bo nie docierało do żadnego okna.
- Możemy stąd iść? - spytałem zniżając głps do szeptu.
- Nie martw się żaden potwór nie wyjdzie Ci zza rogu - zakpił ze mnie, jednak otrzymane w odpowiedzi milczenie uświadomiło, że jestem całkiem poważny - Dobrze, chodź - wzruszył ramionami i wstał z miejsca nie czekając na mnie. - A tak w ogóle kiedy oddasz mi moją bluzę? - śmiech chłopaka rozniósł się po korytarzu.
- Jak ją wypiorę bo będzie mną śmierdziała - pobiegłem schodami na górę i do końca korytarza czekając aż niebieskooki do mnie dołączy, gdy to się jednak nie stało wyjrzałem zza drzwi bezpiecznego pokoju. U siebie również nie był bo żadne pomieszczenie się nie zamykało.
- Aleksander? - wyszeptałem w nieprzemierzoną ludzkim wzrokiem ciemność, odpowiedziała mi jednak głucha cisza... Lekko zmartwiony ruszyłem do przodu by spotkać się z przykrą niespodzianką. Czyjeś ciało po trzaśnięciu drzwiami objęło mnie w żelaznym uścisku i chociaż spodziewałem się tego idioty za sobą nie stłumiło to okrzyku przerażnia.
- Odsuń się idioto - odsunąłem od siebie blondyna próbując go przy tym walnąć w klatkę piersiową czego nawet nie poczuł.
- Tak łatwo dajesz się nabrać - zauważył z uśmiechem, bez mojej zgody wchodząc do pokoju, wyraźnie oznaczonym moim imieniem i nazwiskiem. Chłopak rozejrzał się leniwym wzrokiem po pokoju po czym padł na idealnie pościelone łóżko.
- No weź, zniszczyłeś moją pracę - obruszyłem się siadając na krześle przy białym biurku.
- Czemu mówiłeś, że jest specyficzna? - spytał. Zagryzłem wargi zastanawiając się jak sformułować odpowiedź.
- Kiedy się czegoś uprze to nigdy nie odpuszcza i jest w stanie posunąć się do daleko idących celów by uzyskać to czego chce - wytłumaczyłem dość wymijająco by uniknąć wdrażania chłopaka w pewne szkolne wydarzenia. Olek wyciągnął nogi na długim łóżku, które mimo wszystko wystawały zza jego końca. Uśmiechnąłem się do siebie widząc obraz przedstawiający nadwyraz spokojnego chłopaka. Wolno lustrowałem każdy szczegół jego postury nie bardzo wiedząc co powiedzieć więcej.
- Trochę jak moja była - stwierdził sucho po długich minutach, kompletnej ciszy.
- Była? - powtórzyłem za nim jak echo.
- Ta dziewczyna z lasu, długa historia - mruknął dając mi do zrozumienia, że mam się nie mieszać. - A Ty?
- A ja co?
- Miałeś kiedyś kogoś? - chłopak otrzymał potwierdzające skinięcie głową. Przechylił głowę na bok, ściągając z końca łóżka białego misia, którego wsadził pod swoją głowę.
- Jesteście jeszcze razem? - zaprzeczenie.
Nie... Nie chciałem zmierzać do tego tematu, za każdym razem bolał tam samo. Czas nie uleczył żadnej rany.
- A co się stało? - odetchnąłem cicho, naprawdę bardzo chciałem wyznać chłopakowi prawdę. Otworzyć się przed kimś. Opowiedzieć o wszystkim co pamiętam i o czym wspomnienia odzyskałem, jednak ledwo było mnie stać na splecenie dwóch krótkich zdań.
- Zaćpał się, ale nikomu nie mów - jęknąłem słabo kucając przed chłopakiem, który zszokowany przeniósł swoją pozycję do siadu. Długo się zastanawiał i im dłużej to robił tym mocniej chciałem wiedzieć co było punktem jego myśli.
- Nie powiem... - odparł tylko wstając. - Zaćpał? - spytał wyraźnie akcentując ostatnią sylabę.
- Zać, co? - zerknąłem na niego dopiero wtedy zdając sobie sprawę jak ogromną głupotę właśnie powiedziałem. Strzeliłem się z otwrtej dłoni w twarz czując jak piekące łzy napływają do moich oczu. - Nie powiesz nikomu? - powtórzyłem pytanie, na które wprawdzie uzyskałem odpowiedź.
- Nie powiem... Obiecuję... - chłopak obserwował moje poczynania jeszcze przez dłuższą chwilę nim z lekkim uśmiechem oświadczył, że musi już iść.
- Do zobaczenia.
- Do jutra - rzucił nim zamknął za sobą drzwi. Wraz z rozchodzącym się hukiem, rozeszło się całe moje napięcie i towarzyszący mu strach. Byłem głupi, bardzo, bardzo głupi.
Na pewno Aleksandrowi bardo zależało by dowiedzieć się, że chłopak, z którym spędzał tak dużo czasu jest gejem.
- Jezu... - burknąłem do siebie chowając twarz w dłoniach. Niespokojny wpełzłem pod prysznic licząc, że woda nieco mnie uspokoi.. Podziałało, wychodząc spod prysznica byłem zbyt zmęczony by chociaż rozczesać mokre włosy więc zakładając bokserki i luźny podkoszulek, który szybko przylepił się do mokrego ciała wkopałem się pod kołdrę próbując zasnąć.
***
Dni mijały wolno, każdy z nich był dla mnie szczególnie przyjemny. Spędzałem go w gronie, gruncie rzeczy przyjaciół, a z blondwłosym dziewiętnastolatkiem dogadywałem się coraz lepiej. Aleksander nie zrobił afery na całą szkołę co przyjąłem z ogromną ulgą, wręcz przeciwnie nigdy więcej nie poruszył tego tematu, nie było to nikomu potrzebne i w głębi duszy miałem nadzieję, że zwyczajnie o tym zapomniał. Laura jak się spodziewałem bez przerwy męczyła chłopaka o kolejne spotkania często nachodząc go w pokoju czy we wszystkich możliwych miejscach publicznych.
Co by nie było... Ostrzegałem go.
Mówiąc o Olku, to właśnie w stronę jego pokoju zmierzałem z notatkami od nauczyciela.
Nie pukając wszedłem do pokoju chłopaka dopiero w drzwiach rzucając cichym "mogę?"
- Wejdź - odparł tylko przekręcając się na łóżku. Rzuciłem notatkni na stolik gdzie moją uwagę przyciągnęło coś zupełnie innego.
Szklana płytka pokryta brudno-białym pyłkiem, a obok niej karta biblioteczna i mały woreczek.
Już raz widziałem podobny obraz sytuacji.
Echa przeszłości rozeszły się w gwałtownym tępie powodując, że zachciało mi się wymiotować.
- On się zaćpał... - rzuciłem szptem w pustą przepaść.
- Co? - zainteresowany odwrócił głowę dopiero teraz zdając sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Nie spojrzałem na niego, bałem się. Bałem się, że w Aleksandrze dostrzegę to samo co w Aaronie. Głosy odbijały się zamknięte w ścianach mojego umysłu, gdy je wszystkie rozproszył jeden... - Ismael ja...
- Nie. Nie Ty. Nie teraz - moje wargi drżały, a głos łamał się z każdym słowem. Tysiące myśli, które chciałem wykrzyczeć wypowiadały łzy, których nie umiałem powstrzymać. W pośpiechu opuściłem pokój chłopaka próbując sobie wmówić, że to nie tak, że nie mam się czym przejmować.
- To nie Twoja sprawa Cartenly- warknąłem do siebie zamykając drzwi własnego pokoju. Stanąłem przed małym, łazienkowym lusterkiem rozmazując mokre ślady na swojej twarzy. - Nie. To się nie powtórzy - szepnąłem do siebie obserwując jak moje wargi drgają jakby w chłodzie.
Nie wiedziałem czemu to robił ale nie chciałem by Ekker niszczył się w ten sposób. Nie chciałem by źle skończył...
Aleksander?
Ja troche tez i ciagle pisze z telefonu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz