sobota, 12 listopada 2016

Od Kayline cd. Daniela

Uparciuch...Gdy będzie spał, wywlecze go na dwór i przywiąże do jakiegokolwiek drzewa by zjadły go leśne stworzenia, najlepiej wilki. Są to moje ulubione zwierzęta, a jeżeli pomogą mi się go pozbyć, normalnie postawię im pomnik.
- Jak się uspokoisz, daj znać mała- wyszedł z pokoju, a ja westchnęłam z irytacją. Jeszcze raz nazwie mnie "mała" a osobiście dopilnuję, żeby śnił mu się najgorszy koszmary o jakim tylko pomyśli. Bo jak wiadomo, większość ludzi myśli "oby ten koszmar mi się nie śnił", nawet jeśli robi to podświadomie. A gdyby tak kilka największych lęków połączyć w całość...broń psychiczna idealna.
Z założonymi rękami oparłam się o drewnianą belkę, zapobiegającą wypadaniu z tego "drapacza chmur". Było wysokie, a gdybym chciała wstać, chociaż podwyższyć się o centymetr, z pewnością przyrżnęłabym o sufit.
Jestem spokojna. Prychnęłam do siebie, choć sama w to wątpiłam. Raz, dwa, trzy .Znów powiedziałam w myślach i przymknęłam oczy, widząc zarys tego pokoju. Kompletnie nie chciało mi się ich otwierać, więc bez rozbierania się przykryłam ciało kołdrą i przewróciłam się na bok, słysząc jakieś rozmowy. Daniel chce się zaprzyjaźnić? A to ciekawe. Już nie przysłuchując się, zasnęłam.

Poczułam na sobie czyjś ciężar. I chyba wiedziałam, do kogo należał. Chłopak rozebrał się, jak zawsze bez krępacji i wskoczył na mnie, jednocześnie zabierając mi połowę kołdry.
- Dawaj to.- Próbowałam zabrać mu choć cząstkę tego jedwabnego, biało-zielonego przykrycia. Jednak dalsze zmęczenie mi na to nie pozwalało...Więc użyłam swego zawsze działającego pomysłu wbicia mu paznokci w żebra. Wykrzywił się, wydając z siebie jęk niezadowolenia. Puścił kołdrę, więc korzystając z okazji, zabrałam jej cząstkę dla siebie i z tryumfalnym uśmiechem znów przekręciłam się na bok. Punkt dla mnie. Coś pomruczał ,ale w końcu sobie odpuścił. No, prawie...

XxX

Podczas gdy on słodko chrapał, ja czułam że zaraz zostanę zgnieciona. wszelkie próby posunięcia go kończyły się niepowodzeniem. Ten to ma twardy sen...
Po prostu wstałam i wydostała się z łóżka. Mrużąc ze zdenerwowaniem oczy, postanowiłam się przewietrzyć. Nikt tu nie chodzi, jest więc cicho i spokojnisięTa myśl napawała mnie optymizmem... 
Tak więc zrobiłam.  Po cichu przeszłam przez korytarz,starając się nie obudzić starszej pani. O tego chłopaka się nie martwiłam, bo pewnie gdybym zaczęła strzelać z granatnika i tak w spokoju by spał do rana.
Tak więc wyszłam, delikatnie przysyłając drzwi wejściowe.
Przed nami było... Pole.jednak w porównaniu do innych,tam była łąka, lekko już dotknięta przymrozkiem,lecz dalej zielona,dookoła obsypana liśćmi. Poszłam w jej stronę, by po chwili na niej usiąść. Spojrzałam w górę, na gwiaździste niebo. W tedy to poczułam. Albo Danielowi,albo Pani domu coś się śni. Koszmar. Ale chyba chodzi o mego towarzysza... Nie mam nic do rovort, więc można by ten sen jakoś przekształcić... Tak więc starałam się dodać do jego snu coś przyjemnego.

<Daniel? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz