Westchnąłem głęboko i skinąłem głową.
- Zgadzasz się? - nadzieja zaiskrzyła w jego niebieskich oczach.
- No tak - mruknąłem potwierdzając swoją decyzję.
- Jezu, dzięki - chłopak wtulił się we mnie dziękując, ale chwilę później oderwał się natychmiast speszony. - Sory
- Nie przeszkadza mi - odparłem myśląc o tym jak dobrze jest czuć czyjeś ciepło.
***
Następnego dnia, spotkaliśmy się przy wyjściu ze szkoły wcześnie rano. Na zewnątrz było jeszcze ciemno.
- Nie powinniśmy powiedzieć dyrektorowi? - spytałem, kiedy Ismael brał się do wyjścia.
- Wolę to zrobić po cichu - szepnął poprawiając plecak. - Nie chcę rozgłosu. Nie wiem co Laura mogłaby jeszcze wymyślić w zemście.
- Rozumiem - mruknąłem i położyłem dłoń na jego plecach próbując przyśpieszyć chód.
Gdy tylko dotarliśmy na lotnisko okazało się, że są jakieś problemy. Nasz samolot nie miał zamiaru się zjawić, przez co opóźnienie trwało już kilka godzin.
W zamian dostaliśmy coś zastępczego. Po odprawie, myśląc, że wszystko pójdzie już po naszej myśli zajęliśmy nasz miejsca.
Długi lot spędziłem na spaniu. Nie chciałem mieć świadomości lotu. Przerażało mnie, że oddałem w czyjeś ręce swoje życie. Bałem się latać w przeciwieństwie do Ismaela, który wyglądał na zadowolonego z możliwości oglądania widoków przez okno.
Obudziło mnie szturchnięcie w ramię. Zdziwiony natychmiast otworzyłem oczy badając sytuację.
- Wstawaj, wylądowaliśmy - lekki uśmiech goszczący na twarzy mojego towarzysza dodał mi jakiegoś ciepła.
Mozolnie podniosłem się z siedzenia, próbując wyprostować kości. Całą drogę byłem okropnie poskurczany przez swoje rozmiary. Kręgosłup nie chciał współpracować, więc podparłem go dłonią.
- Wyglądasz jakbyś z grobu wstał - Ismael jakby nie ruszony małą przestrzenią zbierał nasze podręczne bagaże próbując mi dogryźć.
- I tak się czuje - mruknąłem.
Po opuszczeniu lotniska przyglądałem się zaniepokojeniu siedemnastolatka za, którego miałem brać teraz odpowiedzialność.
- Co jest? - spytałem rozglądając się po okolicy.
Nigdy wcześniej nie zawitałem w Australii. Czułem się obco, a najgorsze w tym to, że prawdopodobnie nie tylko ja.
- Nie wygląda jak Perth - marszczył brwi głęboko się nad czymś zastanawiając.
Nie miałem zamiaru czekać, aż dojdzie do tego co się stało. Usiadłem na jakiejś ławce i włączyłem gps'a w telefonie.
- Ej, gdzie jest to twoje miasto? - zapytałem pokazując komórkę, bo sam nie mogłem dostrzec go na mapie.
Dzieciak wyrwał mi go z rąk przeklinając pod nosem. Załamany usiadł na ziemi i schował głowę między nogi.
- Kurwa to drugi koniec kraju - ze zdenerwowania rzucił we mnie moja własnością. - Trafiliśmy do pierdolonego Sydney
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Dlaczego choć raz nie może coś iść po naszej myśli? Widząc, że emocję trochę opadły odważyłem się zapytać czy ma plan.
- Pociąg, bus cokolwiek - wzruszył ramionami kręcąc przy tym przecząco głową.
- A masz tyle kasy, żeby sobie ot tak przejechać stąd do Perth? - zapytałem lekko przerażony i zły na linie lotnicze.
Cisza zapadła między nami dając możliwości wytężenia umysłu by obmyślić plan.
- Może nie będą nam aż tak potrzebne - odezwał się po chwili zawieszając nieobecne spojrzenie na jakimś budynku, lecz wycofał się ze swoich pomysłów dodając. - Nie, to głupie
- Co? - zmarszczyłem brwi nie potrafiąc się domyślić co zaprząta jego głowę.
- Myślałem, że... Moglibyśmy... Złapać stopa? - wydukał niepewnie.
- Stopem, no, chyba nie do końca tak za darmo. Jak będą chcieli coś w zamian to Ty obciągasz - parsknąłem śmiechem nie myśląc czy to stosowne w takiej sytuacji.
Ismael raczej nie poczuł się urażony, a zawstydzony. Usta wygięły się w dziwnym grymasie, powstrzymującym uśmiech, a policzki delikatnie zarumieniły.
- Najwyżej zajebią nas w rowie obok autostrady, też fajnie - dorzuciłem po raz kolejny ironicznie popierając pomysł chłopaka.
- Czyli nie - zrezygnowany oparł buzię na moim ramieniu.
- Chyba nie mamy wyjścia - Wzruszyłem rękami, przy okazji uderzając go w twarz.
***
Szliśmy żwawo poboczem drogi za każdym razem wystawiając kciuk przejeżdżającemu kierowcy. Raczej nikt nie planował się zatrzymać. Na dworze było chłodno, niebo coraz bardziej ciemniało.
Noc zbliżała się znacznie szybciej niż my do wyznaczonego celu. W końcu ktoś zareagował na nasze prośby. Właściciel starego modelu, srebrnego Mercedesa zjechał na pobocze i uchylił okno.
- Dokąd idziecie? - zza szyby wyłoniła się twarz łysego mężczyzny z okropnie długą brodą. Odziany w skórzaną kurtkę i takiego samego materiału rękawiczki.
Ismael cofnął się nie będąc do końca przekonany czy to dobry pomysł. Ja, przeciwnie nastawiony do zaistniałej sytuacji, podszedłem do niego kładąc dłoń na dachu pojazdu.
- Wschód, do Perth - uśmiechnąłem się czując jakąś podświadomą więź z facetem w koszulce ac/dc.
- Kawał drogi - zaśmiał się dosadnie. - Ale wsiadajcie, trochę wam pomogę.
Podniosłem wzrok na wystraszonego chłopaka utrzymującego bezpieczną odległość i machnąłem ręką, dając znak, że wsiadamy.
Zająłem miejsce z przodu obok kierowcy, zapiąłem pasy i gdy tylko ruszyliśmy zrozumiałem, że nie pomyliłem się co do brodacza. W radiu rozbrzmiały kawałki Guns'n'Roses, Metallici czy Judas Priest. I choć nie byłem wielkim fanem tych klasyków to dobrze podziałało to na naszą rozmowę.
- Co was tu przywlokło? Co? - zapytał i zerknął na tyły do Ismaela by z powrotem wrócić do bacznego obserwowania drogi.
- Problem z samolotem - mimo wszystko nie chciałem zdradzać mu naszych planów. - Wracamy do domu
- Rozumiem, nie będzie tak prosto, długa trasa - skwitował nie pytając już o nic więcej.
***
Zrobiliśmy może kilkadziesiąt kilometrów z fanem cięższej muzyki, ale nadal byliśmy dalej niż bliżej. Pożegnaliśmy się z nim i ruszyliśmy w dalszą drogę.
- Chyba masz szczęście. - szturchnąłem go lekko śmiejąc się pod nosem.
- Co? - nie rozumiejąc otworzył szerzej oczy.
- Że jedziemy za darmo - parsknąłem po raz kolejny.
- Spierdalaj - dosadna obelga tak bardzo nie pasowała do jego małej postury, że wymierzając pięść w moje ramie wyglądał jeszcze komiczniej.
Mieliśmy to szczęście, że szybko znajdywaliśmy kolejną ofiarę na podwózkę.
Przewinęli nam się wszelkiego rodzaju ludzie. Każdy był kompletnie inny i każdy miał coś ciekawego do powiedzenia. Na prawdę można dużo się z tego nauczyć.
Jedna osoba wydała mi się dość dziwna. Wiem, że nie powinno się oceniać ludzi po okładce, ale miałem złe przeczucie.
Przez całą trasę nie odzywał się do nas, jedynie co jakiś czas posyłając pogodne uśmiechy.
Nie byłem specjalistą w nawigacji, ale wiedziałem, że coś jest nie tak, gdy tylko skręcił z autostrady. Nic nie mówiłem, wolałem czekać na rozwój akcji. Ismael wyglądał na spanikowanego, kiedy samochód zatrzymał się przy jakiejś wsi.
Ismael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz