środa, 23 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Nawet mówiąc przeprosiny była okropnie wkurzająca. Nie obchodzi mnie to, że nic o niej nie wiem. Mnie obchodzi tylko, żeby przeżyła, a jeśli nie potrafi się obronić i ciągle woła moje imię, abym to ja jej uratował tyłek, to coś w tym musi być. Najgorsze jest to, że zamiast ku*wa iść ze mną, to poszła w całkowicie innym kierunku. Dlaczego dziewczyny muszą być takie irytujące?! Cóż... Nie ważne. Ale teraz co z nią? Z chęcią bym wrócił do domu, do swojego pokoju, do tej niebieskowłosej dziewczyny, która jak na razie wydaje się być najnormalniejsza osobą z całej grupy przedstawicielek płci "pięknej". Ale co z Kayline? Nic do niej nie czuje, jest dla mnie nikim, ale skoro się podjąłem wyzwania, żeby ją chronić i nie dać tej satysfakcji Luksjaninom... To mówiło samo za siebie.
Odeszła już spory kawał drogi gdzieś... nie wiadomo gdzie, ale szybko ją znalazłem, ponieważ wyczuwałem jej energię. Tylko dzięki temu potrafiłem znaleźć ludzi, których chciałem, ponieważ wszyscy wydawali mi się tacy sami - nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. W końcu gdy ją znalazłem, pod postacią cienia nagle pojawiłem się przed nią i zatarasowałem jej przejście.
- Czego? - warknęłam i odwróciła wzrok, w których kryły się krople łez. Znowu? Czyli mam rozumieć że kobiety najpierw wrzeszczą, się wkurzają, wyzywają cię, a potem ryczą? Ja ich na prawdę nigdy nie zrozumiem.
- Słuchaj, mam dość tego wszystkiego. Teraz decyzja należy do ciebie - mówiłem poważnym głosem. - Albo bierzesz się w garść i idziesz ze mną kończąc tym samym cała szopkę, albo się poddajesz i idziesz chu* wie gdzie. Ale wtedy już nie licz na mnie mnie nie wołaj - zarządałem. Chciałem już to skończyć, ponieważ to się coraz bardziej plątało w moim umyśle.

<Kayline? Nic nie wymyślę, więc skończmy już to>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz