Zanim zauważyłem co się stało chłopaka już nie było. Euforia powoli słabła, a do mnie zaczęło docierać co przed chwilą miało miejsce.
Wyszedłem z mieszkania rozglądając się na boki w poszukiwaniu uciekiniera. Odpowiedziała mi głucha cisza. Chciałem jeszcze go odnaleźć, ale nie miałem już sił.
Przyśpieszona akcja serca nie ustępowała, chociaż było już po wszystkim. Powolnym krokiem wróciłem do swojego pokoju. Przemyłem twarz lodowatą wodą. Nie pomogło. Zmęczenie wciąż dręczyło moje ciało. Oczywiście nie tylko ono, ale stłumiłem poczucie winy w zarodku.
Opadłem wykończony na łóżko. Nie mogłem spać. W głowie krążyła mi cały czas jedna sytuacja. Starałem wszystko sobie poukładać, wyjaśnić.
***
Sen zmorzył mnie koło 5 nad ranem. Na zajęciach przysypiałem. Kilka razy urwał mi się film.
Wchodząc na stołówkę, po raz pierwszy od wczorajszego, niemiłego zdarzenia, zauważyłem Ismaela. Jak tylko nasze spojrzenia się zbiegły wstał, zostawiając cały posiłek i wybiegł.
Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo to zepsułem. Nasza relacja nie miała prawa wrócić do normy. Nie chciałem go dręczyć bezsensownymi przeprosinami.
Prawdopodobnie, gdyby tylko dostrzegł, że się do niego zbliżam, czuł by zagrożenie, a to jedynie pogorszyłoby sytuację. Uznałem za najlepsze zostawienie go w spokoju.
Nawet bibliotekę ominąłem dzisiaj szerokim łukiem.
Wieczorem, zajmując miejsce na podłodze przed nieskończonym dziełem, dostałem wiadomość. Pochwyciłem telefon, który przez wibrację lekko przesunął się po stoliku.
Kochanie, nie zapomniałeś o kimś ostatnio? - tak brzmiała treść sms'a od nieznanej osoby.
- Ostatnio próbuję o kimś zapomnieć. - burknąłem pod nosem sam do siebie, odkładając telefon do kiszeni. Uznałem to za zwykłą pomyłkę.
Wiem, że próbujesz oszukać przeszłość, ale nie jesteś tak dobry w tę grę. - po raz kolejny komórka poruszyła się. Nie zdążyłem nawet się zastanowić, ponieważ wiadomości przychodziły w mgnieniu oka.
Czas nie wymazuje długów, Oluś.
Mimo, że nic nie rozumiałem z tej treści wiedziałem, że tylko kilka osób w całym moim życiu tak się do mnie zwracało. Matkę wykluczyłem na starcie. Nie chciało mi się wierzyć, że pisze do mnie nieboszczyk.
Z drugą osobą kojarzyły mi się tylko jakieś urywki wspomnień. Bardziej zastanawiało mnie co takiego cennego zabrała mi ów osoba.
Rozum twierdził, że to bezsensowne, ale musiałem się upewnić.
Uderzyłem solidnie pięścią kilka razy w śnieżnobiałe drzwi tak, że aż zadygotały. Zero odpowiedzi.
- Ismael, jesteś tam?! - krzyknąłem stanowczo.
Znów nic...
Telefon wydał z siebie fragment melodii z ciężkiego gatunku. Przyłożyłem go do twarzy, a w uszach rozbrzmiał męski, nie zbyt niski głos.
- Nie ma go tam, ale chciałby Ci coś przekazać. - w tle słychać było tylko stłumione krzyki i prośby uprowadzonego.
Zrobiło mi się, aż źle. Barwą bardzo przypominały te wczorajsze.
W mojej głowie szalała burza myśli. Byłem zaskoczony i zmartwiony co się stało chłopakowi i gdzie on teraz jest. Zastanawiało mnie skąd obcy znał każdy mój ruch, kim był i czego chciał. Rozglądnąłem się po korytarzu szukając kogoś kto mógł mnie podglądać. Poszukiwania nic nie dały. Czekałem tylko na dalszy ciąg akcji, nie chciałem nic mówić. Nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić.
- Oko za oko, ząb za ząb. - tym razem w słuchawce odezwał się ktoś inny, złowieszczy śmiech kobiety rozbudził moją pamięć.
- O co Ci chodzi? - warknąłem.
- Odebrałeś nam coś wartościowego, więc i Tobie zabraliśmy coś na czym Ci zależy. Nie jest to prawda? - spytała sztucznym, uroczym głosem i dodała groźnie. - Oczywiście, że o pieniądze mi chodzi, idioto!
Z każdym kolejnym jej słowem wszystko stawało się coraz bardziej jasne. Miałem też świadomość, że Ismael mógł wszystko słyszeć.
- Pomyliłaś się. - odetchnąłem głęboko zaciskając zęby. - Nie zależy mi na nim.
- Na dworze jest coraz chłodniej Twój chłopiec mógłby zmarznąć. - opowiadała spokojnym głosem by na końcu rzucić ironicznym śmiechem. - Chociaż ja tam bardziej bałabym się lasu w środku nocy.
Rozłączyłem się, nie chciałem tego słuchać. Gdybym załatwił to lata temu, nie musiałbym narażać teraz innych.
***
Nie mogli być daleko. Liczyli, że się zjawię. Wiedzieli, że nie zostawię nikogo na pastwę losu. Nawet najgorszego wroga.
Ciemność okryła już okolicę, a jedynym źródłem światła był dla mnie księżyc. Nie chciałem używać latarki. Zauważyli by mnie z daleka.
Ograniczone pole widzenia sprawiło, że inne zmysły okropnie się wyostrzyły. Każda łamiąca się gałązka, delikatny szum liści, uderzanie skrzydłami ptaka o powietrze... Wszystko wydawało się niezmiernie głośne w tej głuszy.
Krążyłem w kółko. Przynajmniej tak myślałem do momentu, gdy postanowiłem zawrócić. Cichy szloch przepleciony ze śmiechem rozbrzmiał echem. Na palcach, próbując nie stwarzać zbędnego hałasu na wyschniętych liściach, zbliżyłem się do właściciela płaczu. Inne głosy ustały. Przeczuwałem, że mnie zauważyli, ale nie liczyło się to teraz zbytnio. Przywiązany tyłem do potężnych rozmiarów dębu Ismael posiniał cały z zimna. Miał na sobie zwykłą koszulkę i spodnie, a temperatura wahała się przy 5 stopniach. Obwód drzewa był na tyle duży, że jego ręce nie dały rady objąć go całego, a sznur był tak mocno zaciśnięty, że dłonie wyglądały jakby pozbawione życia.
Byłem też na tyle bezmyślny, żeby nie zabrać ze sobą niczego przydatnego. Żadnego scyzoryka czy zapalniczki by przepalić linę.
- Czego chcecie? - wyjąkał przez siwe usta.
- Cii - nie przewidziawszy takiej reakcji natychmiast go uciszyłem. - To ja. Ole... Aleksander.
- Heh, a więc to zamierzasz? - mimo okropnego zimna przeszywającego jego ciało dał radę szyderczo uśmiechnąć się i wyrzucić z pretensjami. - Dlaczego tak bardzo się na mnie uwziąłeś? - każde słowo przerywał mu chłód przejmujący władzę nad jego ciałem. - Jesteś potworem. Nienawidzę cię.
W tamtej chwili coś we mnie umarło.
Każdy problem skumulował się właśnie teraz. Nie było czasu na wyjaśnienia. Począłem rozplątywać węzeł okalający nadgarstki Ismaela. Nie reagował.
Gdy tylko oswobodziłem jego dłoń, obie ręce opadły bezwładnie wzdłuż marnego tułowia i powoli osunął się ku ziemi. Schyliłem się by okryć go swoim płaszczem, ale coś oślepiło mnie.
Trzy postacie stojące naprzeciw nas karciły moje oczy światłem latarki. Poczułem zaciskające się ręce kilku kolejnych osób na moich przedramionach. Gwałtownie postawiły mnie do pionu.
Mimo, że próbowałem się szarpać, dwóch facetów dawało radę mnie ujarzmić. Któryś chciał ponownie uwięzić ciemnowłosego, ale przestał usłyszawszy rozkaz:
- Tego zostaw. I tak już jest trupem. - znów ten kobiecy, wredny głos. Mógł należeć tylko do mojej byłej dziewczyny. Miałem okropne luki w pamięci, ale ta perfidna twarz dawała do myślenia.
Lata temu niszczyła mnie, udając, że będzie lepiej. Osoba, której ufałem okazałą się być moim przeciwnikiem. Wkręcała mnie w narkotykowe długi wiedząc, że szef jej nie tknie.
- Po co go tu przywlokłaś? Chcesz mieć na sumieniu kolejną osobę?! - gdyby nie obstawa rzuciłbym się na nią.
Wymierzyła mi w twarz pouczającą otwartą dłoń. Mróz sprawił, że szczypało bardziej niż zwykle.
Ismael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz