Krew na twarzy Cheolsuna wywołała u mnie mieszane uczucia. Chciałem go zignorować, dalej pokazywać, że jestem twardy i nie zależy mi na jego zdrowiu czy czymś takim, jednak ogromna troska wzięła górę, nogi same poniosły do toalety gdzie chłopak ścierał z twarzy zmieszaną ze łzami krew.
- Ej... Czemu płaczesz? - zbliżyłem się do chłopaka kładąc mu ciepłą dłoń na ramieniu, nie odsunął się tak jak się tego spodziewałem, stał zatrzymując się w bezruchu.
- Nie płaczę - spróbował się usprawiedliwić jednak chyba dobrze wiedział jak źle mu to wyszło. Potarłem lekko ramię wyższego ujmując w dwa palce jego podbródek oceniłem obrażenia na niewielkie, potem mrucząc ciche 'wyliżesz się' zacząłem zmierzać w stronę wyjścia.
- Jasne idź do swojej dziewczyny- wyparował nagle Cheolsun, czym nieco mnie rozbawił.
- Ja nie mam dziewczyny, to moja znajoma nikt więcej - mruknąłem nie mogąc powstrzymać cichego chichotu, przez co cała sytuacja nabrała dość ironicznego wyrazu. Nie czekając na jego reakcję wyszedłem z pokoju.
Nic nie mogło zmusić mnie bym mu wybaczył nie wiem, czemu ale nie umiałem. Jeszcze nie.
Wróciłem na salę gimnastyczną gdzie do końca dograliśmy zwycięzki mecz. Nie patrzyłem wtedy na Cheolsuna, nie chciałem znowu czuć tego współczucia wobec kogoś kto złamał obietnicę.
Obietnicę, która tak wiele mnie kosztowała.
Po skończonym wf'ie poszedłem się przebrać, zawsze długo mi się na tym schodziło. Tym razem jednak wszystkie czynności wykonałem w błyskawicznym tempie by nie natknąć się na Azjatę.
Nękające mnie do końca dnia wyrzuty sumienia były nie do wytrzymania. Przygnębionego chłopaka widziałem wszędzie. Było mi przykro oglądać jak sam w porze obiadowej grzebie w talerzu, wyglądał jakby próbował się nie rozkleić. Zagryzłem wargi powstrzymując się by nie podejść do niego już teraz i chociaż to mijało się z prawdą powiedzieć, że mu wybaczam.
Był cholernym idiotą...
Ale moim idiotą...
**
W pokoju biłem się z myślami, nieustająca walka między wyrzutami sumienia, a własnym honorem sprawiła, że poraz trzeci tego wieczora zwracałem wszystkie swoje posiłki ostatniego czasu.
W końcu jednak zdeterminowany i za bardzo poruszony, ze łzami w oczach, które co jakiś czas spływały po moich policzkach wszedłem do pokoju Cheola na tyle cicho, że nic nie zauważył.
Ocknął się dopiero gdy moja dłoń zdjęła jego słuchawki i mocno oplotła go w pasie.
A wtedy?
Otumaniony zapachem chłopaka i emocjami, których nie potrafiłem określić zacząłem odpływać mrucząc ciche "musimy poważnie porozmawiać".
Cheolsun?
Wena mi umar
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz