- Wybacz złotko, ale do moich zasad wlicza się nie bicie kobiet - rozśmiewam się ironicznie kiedy dziewczyna ponawia próbę ataku. Mniej zabawny wydaje się fakt, iż robi to chorą ręką. Wystarcza moment aby ból przeszył jej ramię, co widać po marnym wyrazie twarzy. Wołam szybko nauczyciela który po obejrzeniu rany nakazuje udać się do punktu medycznego. Przejść z tą kaleką na drugi koniec akademii? Czeka mnie ciekawe doświadczenie, jednak nie tylko ja mam zamiar towarzyszyć dziewczynie. Jej kumpela obrzuca mnie morderczym spojrzeniem, na co tamta uderza ją wyjątkowo mocno w bok. Dobrze. Tym razem ja zostaję. Westchnienie ulgi zaraz po moim geście poddania się utwierdza mnie w przekonaniu że nie jestem szczególnie lubianą osobą. Zresztą - mało mnie to obchodzi. Wracam do lekcji, skupiając się na nowym przeciwniku. Szło mi całkiem dobrze, powiedziałbym nawet że miałem szansę na wygraną kiedy na sali kolejny raz nie pojawiła się Sara, tak jej chyba było na imię. Szybki nokaut eliminuje mnie i odsyła do materaca leżącego na ziemi. Postanowiłem poobserwować 'konkurentkę' która po wymienieniu kilku zdań z nauczycielem skinęła na mnie głową. Brązowe i potargane włosy zasłoniły pół jej twarzy przez co nie do końca dane mi było dojrzeć kolejne, gniewne spojrzenie wysłane w moim kierunku. Byłem potrzebny bardziej niż ona? Bardzo mi przykro. Szybkim krokiem ruszyłem do wyjścia za którym skierowałem się według mnie najkrótszą drogą do małego, jasnego gabinetu. W środku Ivy leżała na łóżku typowo szpitalnym. Nieobecny wzrok, blada twarz i rozmazany makijaż - kolejny raz oglądałem dziewczynę w tak (nie oszukujmy się) fatalnym stanie. Oderwałem od niej wzrok kiedy obok pojawiła się pani zajmująca się tym miejscem. Wypytała o przyczyny powstania urazu, czy było to jakkolwiek leczone i inne takie duperele. Zastanawiało mnie dlaczego nie mogła zapytać się o to Ivy. Przecież to ona umiera ruszając ramieniem nie ja. Podejrzenia tuzinami zaczęły rodzić się w mojej głowie. Od diagnozy ciężkiej kontuzji po zwykłą nieufność kobiety - każdy możliwy wariant został przeze mnie wtedy dokładnie rozpatrzony. Tak, to robi się czekając na na wpół przypomną *koleżankę* w tak nudnym miejscu jakim jest ten gabinet. Po podaniu leków i odczekaniu kolejnych minut dostałem zadanie zabrania dziewczyny do pokoju i opieki nad nią. Pasuje mi taki układ. Ivy może być osobą którą będę niańczyć i dzięki niej opuszczać lekcje. Tak, bardzo mi się to podoba. Gorzej będzie chyba z wykonaniem. Stwierdzam to od razu kiedy przychodzi mi unieść na swoim boku nieco ważącą Ivy. Ledwo co stała na nogach, zabrałem ją więc na ręce w stylu 'panny młodej', wcześniej oddając jej również swoją bluzę na drogę. Muszę pamiętać żeby ją odzyskać.
***
Pierwsza rzecz która wpadła w moje oczy wchodząc do pokoju dziewczyny był to duży bukiet kolorowych tulipanów, zza których wystawał biały kawałek papieru. Pozostawiłem kwiaty na swoim miejscu chcąc zająć się Ivy, choć przyznam, sprawa nieco mnie intrygowała. Pokój sypialniany mieścił się tuż za kuchnią i stanowiąc jej przeciwność był całkiem duży. Ciemne meble zasłaniające całą jedną ścianę oświetlane były teraz przez słońce wpadające tu przez okno, naprzeciw którego stało łóżko - cel podróży. Ułożyłem jasnowłosą na miękkim materacu, potem przykrywając ją kołdrą. Przez moment stałem w miejscu wpatrując się w już od dawna śpiącą Ivy. Nie pamiętam o czym myślałem, może po prostu na tą krótką chwilę wyłączyłem się. Pamiętam jednak, iż po tym zawieszeniu się złożyłem pocałunek na jej czole cicho szepcąc 'dobranoc' i wyszedłem z pokoju. To było dziwne i całkowicie nieprzemyślane. Czułem coś do niej? Nie, niemożliwe. Nawet nie wiem jak to mogłob wyglądać. Z drugiej strony jednak nikt *nigdy* nie był mi tak bardzo bliski. Więc.. może jednak?
Ivy? Cukrzyca?
***
Pierwsza rzecz która wpadła w moje oczy wchodząc do pokoju dziewczyny był to duży bukiet kolorowych tulipanów, zza których wystawał biały kawałek papieru. Pozostawiłem kwiaty na swoim miejscu chcąc zająć się Ivy, choć przyznam, sprawa nieco mnie intrygowała. Pokój sypialniany mieścił się tuż za kuchnią i stanowiąc jej przeciwność był całkiem duży. Ciemne meble zasłaniające całą jedną ścianę oświetlane były teraz przez słońce wpadające tu przez okno, naprzeciw którego stało łóżko - cel podróży. Ułożyłem jasnowłosą na miękkim materacu, potem przykrywając ją kołdrą. Przez moment stałem w miejscu wpatrując się w już od dawna śpiącą Ivy. Nie pamiętam o czym myślałem, może po prostu na tą krótką chwilę wyłączyłem się. Pamiętam jednak, iż po tym zawieszeniu się złożyłem pocałunek na jej czole cicho szepcąc 'dobranoc' i wyszedłem z pokoju. To było dziwne i całkowicie nieprzemyślane. Czułem coś do niej? Nie, niemożliwe. Nawet nie wiem jak to mogłob wyglądać. Z drugiej strony jednak nikt *nigdy* nie był mi tak bardzo bliski. Więc.. może jednak?
Ivy? Cukrzyca?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz