środa, 9 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Chłopak zrobił jeszcze jeden krok do przodu zmniejszając jeszcze bardziej dzielącą nas odległość. Rozbieganym wzrokiem otoczyłem pomieszczenie szukając ewentualnej drogi ucieczki, jednak nie schowam się przecież przed nim do szafy, a był to jedyny przedmiot w zasięgu moich dłoni. 
- W-wyjdź stąd - szepnąłem rozdygotanym od emocji głosem, wraz z każdym krokiem chłopaka w moją stronę, ja sam próbowałem się cofnąć i szło mi to nawet dobrze dopóki ściana za mną w dość dotkliwy sposób nie zaatakowała moich plecy. Jęknąłem niesiony bólem co przyciągnęło uwagę blondyna, który kołysząc się lekko na boki ponownie przywarł do mnie ciałem.
Nie umiałem się od niego oderwać różnica wzrostu jak i masy odbierała mi jakiekolwiek szanse na obronę, co chłopak sprytnie wykorzystywał. Zbyt bliski placzu by go powstrzymać poczułem jak dłoń chłopaka zbliża się do moich ust szczelnie je zatykając, a usta przylegają do szyi jakby niesione jakimś obrzydliwym, mokrym tańcem.
Strach jaki sparaliżował moje ciało był nie do opisania każda komórka dygotała z przejęcia jak gdyby miała zaraz wybuchnąć zostawiając mnie na pastwę pobudzonych zmysłów i jego.
Nastolatka, którego dłoń wytyczała niejasne drogi po moim chudym ciele. Nie przejmował się moim strachem, nie zwracał uwagi na próby ucieczki, nie dotykały go moje ciosy.
Czerpał z tego przyjemność...
Napawał się tym gdy ja sam marzyłem o tym by zniknąć z tego pokoju...
Dłoń chłopaka przywarła do mojego policzka, razem z ustami, które zaatakowały moje własne, sam zdawał się tego nie kontrolować. Czułem w jego ruchach pewną brutalność, która potwierdziła się gdy Aleksander zacisnął dłoń na mojej szczęce na tyle mocno, że jego paznokcie przebiły moją skórę.
To dało mi możliwość...
Krew spływająca po palcach niebieskookiego wywołała w nim szok, na tyle skuteczny, że ten poluzował uścisk co udało mi się skutecznie wykorzystać, uwalniając się spod ucisku kajdan, które w tym przypadku były prawdziwymi ludzkimi dłońmi wybiegłem z pokoju bojąc się, że nie zdążę otworzyć klamki od stawiających opór drzwi.
Po ich otwarciu uderzyło mnie zimne, przenikające odrętwiały organizm powietrze, co jeszcze bardziej otępiło moje zmysły.  Nie miałem gdzie uciec, wszyscy uczniowie spali zamknięci w swoich pokojach, obojętni na to co działo się dookoła nich. 
Jedyną ochronę stanowiła biblioteka, zamieszczona w skrzydle mieszkalnym otwarta była całą dobę, tam jednak nie mogłem uciec że względu na kamery...
Pozostał mi jedynie dwór...
To co poczułem na korytarzu po wyjściu z pokoju nie miało prawa równać się z chłodem jesiennej pogody tutaj, na zewnątrz.
Stałem na pasie startowym bieżni, nadal w samych bokserkach zbyt przerażony by chociaż zajrzeć w szkolne mury.
Żałowałem...
Żałowałem, że tego dnia przechodziłem obok biblioteki, żałowałem, że sam zaproponowałem ten cholerny wyścig, że dzisiaj wpuściłem go do pokoju...
Dreszcze przechodziły przez moje ciało niemal bez przerwy, a jedynym co mogłem zrobić to beznadziejne podkulenie kolan pod brodę i czekanie... 
Czekanie, aż znajdę w sobie tyle odwagi by wrócić do pokoju z pewnością, że go tam nie ma.
Odraza jaką poczułem wobec kogoś, w kim widziałem zupełnie inną osobę sprawiła, że po moich policzkach zaczęły płynąć łzy...
Każda minuta stawała się jakby godziną wypełnioną pytaniami, na które nikt nie umiał udzielić mi odpowiedzi, w końcu jednak zmusiłem się by sztywnymi nogami powlec resztę ciała do pogrążonej w ciemnościach szkoły...
Każdy krok, każde zbliżenie się do mojego pokoju wypełniało mni niepokojem.
Gdy zimne powietrze, kompletnie ochlodzilo moją ranę musiałem powstrzymywać się by nie dać się pochłonąć bólu jaki odczułem zaraz po wejściu do własnego pokoju.
Pustego pokoju...
Upewniwszy się, że szczelnie zamknąłem drzwi na klucz opadłem ciężko na łóżku moczą poduszkę łzami, mój ciężki oddech powoli zmieniał się w szloch uniemożliwił mi swobodny oddech, a zmęczenie jakie odczuwałem zmusiło mnie do odpłynięcia w nerwowy sen...
Wydarzenia, które trwały zaledwie minuty, godzinami kotłowały się w mojej głowie tworząc senne koszmary.
Setki razy ta sama scena jakby odtwarzała się od nowa, jednak za żadnym razem nie mogłem wybudzić się z transu by to przerwać.

**

Dopiero szkolny dzwon, codziennie wybijający godzinę dwunastą pozwolił otworzyć mi oczy i zrozumieć, że tak naprawdę jestem jeszcze bardziej zmęczony i... 
Głodny. Jednak chwilę przed tym, dokonując ogólnych oględzin swojej pościeli stwierdziłem, że w nocy zdążyłem zwrócić wszystko co zjadlem przez ostatni tydzień.
Co dziwne, nie pamiętam bym się przy tym budził. Moje dość gorszące rozmyślania przerwało mi głośne burczenie.
Tak, zdecydowanie mój brzuch domagał się napełnienia, a zbliżającą się godzina obiadowa przywróciła chęć do wstania.
Zwlokłem się z łóżka i poszedłem pod prysznic...
Żałowałem, że nie zrobiłem tego jeszcze wczoraj, bo woda skutecznie zmywała ślady po dotyku Aleksandra.
Jego imię wywoływało u mnie dreszcze i odruchy wymiotne, na które i tak ledwo co było mnie stać. Wychodząc z kąpieli przebrałem się w przygotowany wcześniej strój składający się z dresów i luźnej koszulki i natychmiast zmieniłem pościel oraz wywietrzyłem pokój.
Dopiero po wybiciu kolejnej godziny zacząłem zastanawiać się czy kolejne spotkanie z Aleksandrem jest warte jedzenia, bo przecież i tak na lekcje już nie poszedłem.
Koniec końców uczucie głodu wygrało.
Wśród ludzi czułem się dziwnie zbrukany, brudny. 
Może nawet i spanikowany, więc chcąc uniknąć możliwości rozmowy z jakąkolwiek żywą istotą zająłem pojedynczą ławkę na końcu stołówki. Jedzenie właściwe spożywałem tylko wzrokiem bo każda próba wsadzenia sobie czekogolwiek do ust kończyła się ogólną rezygnacją. Rozejrzałem się po sali szukając kogoś kto wśród innych wyróżniałby się wzrostem, mój wzrok jednak nie dostrzegł żadnej wyższej sylwetki, dopóki nie zatrzymał się na drzwiach wejściowych. Blondyn właśnie wchodził do sali, jednak nie skupilem się na niczym więcej bo spanikowany wybiegłem z pomieszczenia wyjściem ewakuacyjnym co spowodowalo, że duża ilość uczniów skierowała właśnie na mnie swoje nieco robawione spojrzenia.
Przyspieszone kroki skierowałem do biblioteki w poszukiwaniu nauczyciela.
- Muszę zrezygnować z zajęć dodatkowych - wystrzeliłem pomijając wszelkie zasady taktu i dobrego wychowania.  Wytatuowany mężczyzna spojrzał na mnie tym swoim typowym wzrokiem, wyglądał wtedy jak gdyby czytał z Ciebie jak z otwartej księgi.
- Dlaczego? Myślałem, że to lubisz - mruknął w zamyśleniu, nie karcąc mnie za brak dobrego wychowania.
- Szukam czegoś innego - odpowiedziałem, nerwowo rozglądając się po sali, godziny zajęć dodatkowych powoli się zaczynały więc jak najszybciej pragnąłem opuścić to miejsce, choć wątpiłem by Olek faktycznie się Ty zjawił.
- Muszę iść, proszę mnie wykreślić z listy, czy coś - mój głos prawo załamał się pod wpływem jaki wywierał na moje myśli nauczyciel. Prawie chciałem powiedzieć mu prawdę.

**

Ostrożnie przekręciłem klucz w drzwiach, pomimo ich zamknięcia bałem się, że w środku czeka na mnie niemiła niespodzianka.
Cały stres i panika w dzisiejszym dniu spowodował, że moim organizmem wstrząsnęła wysoka gorączka i chęć zaśnięcia. 
Zostając w tym samym stroju wkopałem się pod kołdrę zapadając w głęboki sen, z którego wybudził mnie dźwięk telefonu, spoglądając na wyświetlacz dostrzegłem tylko numer prywatny. Przesunąłem palcem po zielonej słuchawce i przyłożyłem telefon do ucha.
- Masz dziesięć minut by podejść do wyjścia - odezwał się tajemniczy, męski głos, nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć rozmowa urwała się, zostawiając mnie samego z kolejnymi pytaniami.
Przez około osiem minut "mojego czasu" bilem się z myślami, w rezultacie czego opuściłem swój pokój i udałem się do wyjścia gdzie czekała na mnie dość przykra niespodzianka.
Nim zdążyłem wykonać jakąkolwiek czynność w celach rozpoznawczych ktoś zasłonił mi oczy i usta, uderzając w głowę dość silnym narzędziem.

Ocknąłem się w lesie, że skrępowanymi dłońmi średnio rozumiałem cokolwiek z zaistniałych wydarzeń. Powoli odzyskując możliwość ostrego widzenia rozejrzałem się po lesie by poza mną i setka drzew dostrzec trzy inne sylwetki.
- Witaj śpiącą królewno - zaśmiała się pogardliwie jedna z ciemnych postaci.
- Czego wy chcecie? - zadalem pierwsze pytanie jakie ślina przyniosła mi na język, choć w głowie kotłowała mi się jeszcze setka innych.
- Od Ciebie? Niczego. Potrzebujemy Ekkera, a z naszych obserwacji wynika, że to Ciebie odwiedził ostatniej nocy - pojrecilem przecząco głową, jak gdybym chciał zaprzeczyć faktom i wyrzucić z głowy powracające obrazy i towarzyszący im strach - A skoro Ty tu jesteś to i on tu przyjdzie. Chłopak chyba zapomniał o swoim długu...

Aleksander?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz