sobota, 19 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

- Że brałem? Zgłupiałeś? - miałem ochotę podejść do chłopaka i go uderzyć po raz kolejny. Moją głowę zalała masa wspomnień, które przytłoczyły swoim ciężarem warknąłem coś pod nosem w stronę chłopaka odwracając się do niego plecami.
- Przepraszam - dłoń Aleksandra objęła mnie w pasie, a usta blondyna delikatnie muskały mój kark. Odetchnąłem cicho odwracając się do blondyna. Iskierki w jego oczach tańczyły swoje zawirowania rozświetlając jego twarz. Kąciki jego ust uniosły się w górę, przez co wyglądał jeszcze weselej. Mnie jednak w ogóle do śmiechu nie było.
- Olek, nie chcę żebyś brał... - pogładziłem go lekko po policzku wiedziałem, że nie wygram tej rozmowy bo niebieskooki zawsze stawiał na swoim, a w tym wypadku mieliśmy kompletnie różne zdania.
- Ismael... - zaczął na co pokręciłem głową. Nie chciałem o tym rozmawiać, nie chciałem by to coś zepsuło. Złapałem chłopaka za policzki i wpiłem w jego usta z wyraźnym pomrukiem.
- Nic nie szkodzi - przewróciłem oczami zjeżdżając na poduszce w dół by być z nastolatkiem na równi. - Nie przeszkadza Ci to? - spoglądając w dół by uniknąć trudnego do wytrzymania spojrzenia, w trakcie takich rozmów wszystko było trudne.
- Co takiego? - spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Że ja nie chcę robić tego teraz... Bo ja... no rozumiesz - szepnąłem cicho skrępowany.
- Mówiłem, że poczekam - uśmiechnął się układając do snu. Jedna jego dłoń wylądowała na moim biodrze, a druga pod poduszką, na której spał.
Sam byłem zbyt szczęśliwy by zasnąć, chciałem czerpać z tego dnia, z tej chwili do końa. Opuszkami palców gładziłem jego włosy przyglądając się spokojnej twarzy. To prawda, nie wiedziałem co czułem, nie miałem pojęcia co jest między nami, nie wiedziałem i nie rozumiałem niczego ale to nie był powód bym rezygnował z bliskości chłopaka.
Podobało mi się, że mogłem słuchać jego głosu, że mogłem widzieć jak na mnie patrzy, mogłem być przy nim i mieć pewność, że on też jest dla mnie. Uśmiechnąłem się do siebie, czując jak radość wypełnia mnie całego.
Zmęczenie jednak dopadło mnie szybko i zmusiło bym odpłynął w głęboki sen, z którego wybudził mnie dopiero ciepłe uczucie dotyku blondyna.
- Spóźnisz się do szkoły - mruknął w moje włosy, przesuwając dłonią po ramieniu. Uchyliłem ciężkie powieki odwracając się w stronę chłopaka.
- Nigdzie nie idę - mruknąłem, zmęczonym głosem.
- Idziesz i ja też idę. Wstawaj - chłopak podniósł się i brutalnie przyłożył mi poduszką w twarz. Odpłaciłem mu się tym samym rozpoczynając wojnę na białe kwadraty.
- Uspokój się, to pedalskie - zaśmiałem się głośno, odkładając narzędzie zbrodni. - Idę - mruknąłem, jednak gdy wstawałem chłopak pochwycił moją dłoń i przyciągnął do siebie w żelaznym uścisku. Okrakiem usiadłem na kolanach chłopaka i nie oczekując dalszego rozwoju akcji wpiłem się w jego wargi nie umiejąc powstrzymać uśmiechu, który gościł na mojej twarzy bez przerwy.
- Dziękuję Ci - mruknąłem opierając swoje czoło o jego własne. Olek uniósł na mnie błękitne spojrzenie, czekając aż wyjaśnię o co chodzi. - Po prostu jestem szczęśliwy - zaśmiałem się cicho i zszedłem z wygodnych kolan by udać się do swojego pokoju.

***

Miałem ochotę dosłownie skakać przechodząc z sali do sali między kolejnymi lekcjami. Nie chciałem być nachalny więc nie przychodziłem do chłopaka, jednak ciągle przyłapywałem się nad tym, że myślę co robi, że chciałbym być teraz obok, byłem ciekaw czy jemu też zdarza się pomyśleć o mnie. To było głupie, w końcu nie byłem już dzieckiem, a zachowywałem się jakbym pierwszy raz się zakochał.
Tylko czy ja się zakochałem?
Możliwe, że na to było za wcześnie ale przy Aleksandrze naprawdę czułem się sobą i wierzyłem, że tak zostanie.
Nie chciałem go tracić.
Dzwonek rozbrzmiewający między lekcjami, inny od wszystkich zasugerował, że zbliża się upragniona przez uczniów przerwa obiadowa. Wszystkich jednym długim ciągiem ciągnęło do wspaniałych zapachów okazałej stołówki, jednak w żadnym z uczniów nie rozpoznałem blondyna. Tym razem nie odpuściłem, naprawdę chciałem z nim porozmawiać. Opuściłem miejsce przy swoim stoliku, zostawiając też przyjaciół, z którymi spędzałem czas. Podążałem szkolnymi korytarzami w stronę skrzydła mieszkalnego oczekując spotkania z Olkiem.
Serce biło mi dziwnie szybko, jednak tłumaczyłem się tym, że jestem po prostu podekscytowany.
Raczej chciałbym być.
Schodząc z wysokich schodów usłyszałem męski, niski głos, który mógł należeć tylko do jednej osoby... Zbliżyłem się w ciszy do źródła głosu widząc dwie sylwetki w dość jednoznacznej sytuacji. Usta blondyna przylegały do szyi dziewczyny o długich, kręconych włosach, której jednak twarzy nie mogłem zauważyć. Jego dłoń oplatała ją w pasie trzymając w żelaznym uścisku. Wolną dłonią próbował dostać się do pokoju wsuwając kluczyk w zamek.
Dopiero gdy zmierzył się z dziewczyną wzrokiem dostrzegł mnie kątem oka, wypuszczając zdezorientowaną.
- O-olek Ty... - mój głos załamał się już na początku wypowiedzi nie dając mi dokończyć zdania. Patrzyłem na chłopaka w zagubieniu i dezorientacji przypominając sobie wczorajszą rozmowę.
Jego słowa gdy mówił, że mu zależy rozerwały mnie od środka przez co toczyłem wewnętrzną walkę by nie rozpaść się też na zewnątrz.
Nie tu.
Nie przy nim.
Widząc jak blondyn stawia kroki w moją stronę odwróciłem się na pięcie odbiegając od obojga, jakbym uciekał.
Bo tak było, uciekałem od faktu, że tak szybko się mu znudziłem, że zamienił mnie na jakąś łatwą dziwkę. Ogarniająca mnie wściekłość uniemożliwiła widzenie przez co dwukrotnie zaliczyłem bolesny upadek w drodze na szkolne ogrody.
Ja tylko nie chciałem go tracić.

Aleksander?
Trochę nie wyszło ale w następnym się rozpisze xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz