Ten koleś był całkowicie popaprany. Wbija mi się do pokoju gdy jestem zajęty? On chyba nie ceni swojego życia, ale skoro tak, z chęcią bym go skrócił. Ale w zasadach mam, że nie zabijam uczniów tej akademii. A szkoda. Był jeszcze głupszy od Luksajnina.
- Czego chcesz? - stanąłem w progu nie pozwalając mu wejść do pokoju.
- Ty dobrze wiesz czego! Masz mi to oddać! - wykrzyknął. Gdy miałem zamiar się z nim zacząć kłócić, usłyszałem za plecami głos dziewczyny, który pytał, czy zatrzymać film. to na chwile mnie zdezorientowało, przez co chłopak schylił się i przeszedł pod moim ramieniem. Wszedł w głąb pokoju gotowy do kłótni. Jednak gdy chcesz się ze mną kłócić, musisz być przygotowany na walkę, ponieważ nie nalezę do tych najspokojniejszych ludzi.
- Nie, nie trzeba - odpowiedziałem dziewczynie, jednak gdy zobaczyła obcego, powiedziała z uśmiechem, że jednak zaczeka. Musze przyznać, że w sumie to mi się spodobało. Może w końcu trafiła mi się dziewczyna niezapatrzona w siebie, egoistyczna, uważająca się za lepszą. Może świat jednak nie jest taki duży, jaki się wydaje?
- Chcę odzyskać to, co moje! Oddawaj mi! - utrzymywał swoje. Spojrzałem kątem oka na dziewczynę, która przyglądała nam się. Przygryzłem wargę i zacisnąłem pięści.
- Sam mi to dałeś, więc teraz nie oczekuj, że ci to oddam - zmarszczył brwi i chciał mnie chwycić za kołnierz. Ale zamiast tego złapałem go za rękę i pociągnąłem do góry tak, że wisiał nad ziemią. Był ode mnie niższy, a tym bardziej bardziej lekki i słabszy. Ale pomimo tego uważał się za bohatera, po kiedyś przypadkowo uratował dziewczynę z pożaru, dzięki swojej mocy.
- Wiem i to był błąd. Chce to teraz odzyskać! - krzyknął nie tracąc zimnej krwi. Eh... Przy dziewczynie tego nie załatwię. Nie pozwolę, aby ona dowiedziała się o moich czarnych interesach i takich sprawach. Jest pierwszą normalna dziewczyną na jaką wpadłem i nie mam zamiaru stracić to przez jednego idiotę, takiego jak on. Dlatego też wyrzuciłem go z mieszkania - dosłownie. Puściłem go i otwarłem drzwi, po czym do niego wróciłem i chwytając za fraki, rzuciłem nim.
- Nie załatwisz tego gdy ona tu jest. A jeśli komukolwiek coś powiesz, a tym bardziej jej, zginiesz - w moich oczach zatańczyły krwiożercze płomienie, gdy nachyliłem się nad jego uchem, tym samym mocno zaciskając dłoń na jego szyi. Gdy go puściłem, chwilę stałem nad nim, aż sobie nie odpuścił.
- Ja tego tak nie zostawię - powiedział na odchodne.
Wróciłem do pokoju i usiadłem na łóżku, próbując wyminąć jej ciekawe spojrzenie. Widocznie chciała o coś, a raczej o kogoś zapytać, ale odpuściła sobie. I dobrze. Włączyłem film i kontynuowaliśmy oglądanie.
<Yoshi? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz