Każdy chociaż raz w swoim życiu znalazł osobę, której mimo, że nie zna to doprowadza go do białej gorączki. Bije od niej coś tak negatywnego co sprawia, że jej nienawidzisz i nigdy się to nie zmieni.
Masz ochotę taką osobę dosłownie zabić bez żadnych wyrzutów sumienia.
Taka właśnie była matka Ismaela. Ojciec i siostra jeszcze jakoś się ukryli, ale ona sprawiała, że krew mnie zalewała. Jednak musiałem ją zdzierżyć, przynajmniej do czasu.
- Dobra, ile mam Ci zapłacić, żebyś go przekonał by nie wracał do tej szkoły dla wariatów? Ludzie znowu gadają, a syn gej i na dodatek nienormalny grozi skandalem i utratą naszego majątku. Musi zostać tu gdzie jego miejsce.
Niszczyła moją cierpliwość, ale miałem świadomość, że wygram tą konwersację tylko śmiechem. I taką drogę też wybrałem.
- Noc z tym Panem wystarczy - skierowałem wzrok na ojca chłopaka puszczając oczko i wyginając usta jak do pocałunku.
Zaniemówiła na chwilę, a brwi zmarszczyła ze złości, powoli otwierając usta ze zdziwienia.
- Jesteś tak samo obrzydliwy jak Ismael - wysyczała zerkając na swojego męża na chwilę, który tak samo jak ona był oburzony.
- Niech się Pani nie obraża - przymrużyłem oczy w przesłodzonym uśmiechu. - Znajdziemy miejsce na trzecią osobę
- Chyba już wystarczy chłopcze - ryknął stając murem przy swojej kobiecie.
- Rozumiem, że nie pasuje? - spytałem aktorsko wyginając się lekko w ich stronę. - W takim razie nic tu po nas
Wzruszyłem lekko ramionami kierując się do wyjścia.
- Ismael! - wrzasnąłem, żeby mieć pewność, że na pewno mnie usłyszał.
Nie trzeba było długo czekać na reakcję, ponieważ dosłownie w momencie wyłonił się zza ściany podchodząc szybkim krokiem. Wyglądał na strasznie przejętego tym wszystkim, ale lekki uśmiech gościł na bladej buzi.
- Do widzenia państwu - postawiłem stopę na progu, ale matka ruszyła w naszą stronę nie pozwalając wyjść.
- Ej! Zaczekaj - złapała siedemnastolatka za ramię szarpiąc go. - Skąd weźmiesz pieniądze na pogrzeb? - rzuciła bez ogródek starając się za wszelką cenę złapać z nim kontakt wzrokowy.
Nie wyglądał jakby planował coś odpowiedzieć. Tą bitwę, którą toczyli na spojrzenia zdecydowanie wygrywała kobieta.
- Bez problemu, poradzimy sobie, nie musi się Pani tak fatygować - miałem świadomość, że nie może znieść tej przesadnej grzeczności.
- Zamknij się, nie z tobą rozmawiam. - dosłownie pożarła mnie wzrokiem, jak gdybym zabił jej najdroższego syna. Ah.., no tak.
Lekko speszony odsunąłem się, także łapiąc Ismaela za rękę, jak ona przedtem. Wyglądało to trochę jakbyśmy kłócili się o niego.
- Chcielibyście już iść tak? - uśmiechnęła się ironicznie ewidentnie coś planując. Jej emocje zmieniały się w takim tempie, że nie umiałem za nią nadążyć.
- No tak - mruknąłem. To była chyba dosyć oczywiste.
- Walizki też byście chcieli? - spokojnym, powolnym krokiem odeszła od nas sięgając po kluczyki do samochodu. Pomachała nimi koło swojej twarzy i właśnie uświadomiłem sobie, że nasze rzeczy z wyłączeniem podręcznego plecaka są zamknięte w bagażniku.
- Oddamy wam rzeczy, jak tylko zostaniecie u nas na jedną noc. Co wy na to? - wyraz twarzy przestał być cyniczny ukazując ponownie spokój i jakąś taką elegancję.
Westchnąłem myśląc nad tym jak jej odpowiedzieć, lecz Ismael mnie wyprzedził.
- Zostaniemy - jego ciche słowa dotarły do niej w szaleńczym tempie.
Zaprosiła nas na kolację i pomimo długiej namowy głodu podziękowałem.
Przydzielili nam osobne pokoje po obu końcach okropnie długiego korytarza.
***
Na nieboskłonie widać już było setki gwiazd, a mój brzuch z każdą minutą burczał coraz bardziej. Przewracałem się po wielkim, matrymonialnym łóżu z niesamowicie wygodnym materacem, czekając na dobrą chwilę.
Chociaż nie do końca mogłem się skupić, przez tą wygodę.
Po raz kolejny tej nocy zerknąłem na godzinę w telefonie by przekonać się, że już dawno po północy. Zerwałem się z miejsca spoczynku podbiegając do wyjścia. Chwyciłem za klamkę delikatnie uchylając je, żeby zbadać teren.
Głucha cisza i ciemność. Nie otwierając drzwi szerzej prześlizgnąłem się szparą i żwawym krokiem zbliżyłem się do pokoju Ismaela. Nie rozmawialiśmy o tym wcześniej. Nie spodziewał się mnie, więc gdy tylko zawitałem
do pomieszczenia jakiś ledwo dosłyszalny szloch ucichł kompletnie. Stanąłem nad skulonym chłopakiem z przykrytą twarzą poduszką.
- Ejj, wstawaj - szepnąłem potrząsając nim solidnie.
- Olek? - obrócił się w moją stronę zdziwiony moją wizytą.
- No, idziemy, na co czekasz - zarządziłem, gdy usiadł na skraju łóżka. Przez moją głowę przepłynęło pewne wspomnienie. To półnagie ciało mówiło zbyt wiele, więc odwróciłem się by przestać o tym myśleć.
- Ubierz się, będzie ci zimno - mruknąłem zbierając jego rzeczy z podłogi.
- Co ty planujesz? - przetarł oczy kościstą dłonią zaczynając wykonywać moje polecenie.
- Spierdalamy stąd - posłałem mu wystarczająco radosny i pewny uśmiech.
Zeszliśmy na parter w poszukiwaniu kluczy od samochodu. Przegrzebywaliśmy kurtki zawieszone na wieszaku i faktycznie tam były. Chyba nie chcieli się trudzić z ich chowaniem.
No nic, plus dla nas.
- Zaczekaj - zatrzymałem się przy kuchni, kiedy staraliśmy się opuścić dom.
- Co? - Ismael ruszył za mną nie rozumiejąc.
Otworzyłem lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Pochwyciłem kilka kabanosów od razu pakując je do buzi.
- Dobra, idziemy - zadowolony ze swojej zdobyczy kontynuowałem ucieczkę.
Cartenly nie skomentował chyba licząc, że podzielę się z nim. W końcu on też nic nie jadł od dawna.
Chłodne powietrze osłabiało moją koordynację ruchową przez co trochę zajęło mi uporanie się z otwarciem samochodu.
Nie dbając o to czy rano cokolwiek zauważą wsiedliśmy do pojazdu. Zająłem miejsce kierowcy i po chwili ruszyłem z podjazdu.
Światło rozbłysło w oknach domu. Rodzinka się zbudziła. Niestety nie mieli szans już nas złapać.
Wszystko szło idealnie po mojej myśli.
Zapowiadała się długa podróż.
***
Zaparkowałem tuż przed domem babci chłopaka. Nie wyglądał jakby chciał opuścić swoje ciepłe siedzenie. Byłem pewien, że w środku targają nim emocje. W oczach wyraźnie wezbrały się łzy.
- Hej, idziemy? - posłałem mu ciepły uśmiech próbując dodać otuchy.
Skinął głową i powoli odpiął pasy.
Ismael?
Końcówka jak na życzenie XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz