czwartek, 1 grudnia 2016

Od Kayline cd. Daniela

Ultimatum, hm? Zastanowiłam się nad jego słowami. Ja też szczerze miałam dość tych wszystkich wydarzeń.
Uniosłam głowę w jego stronę, przypatrując się jego ciemnym oczom.
- Okej- wzruszyłam ramionami- pod jednym warunkiem.
Ten jedynie przewrócił oczami, wyczekując  na ten "warunek".
- Jaki.- Wsadził ręce w kieszenie i westchnął z irytacją.
- Po tym wszystkim..Musisz pomóc mi coś zdobyć. A raczej ukraść. No chyba, że wolisz to zrobić siłą..- powiedziałam z lekką nadzieją w głosie.
- Chyba cię coś poje*ało.- Warknął, widocznie niezadowolony z mojego pomysłu. Także wsadziłam ręce do kieszeni, przybierając obojętną minę.
- To nie.- Odwróciłam się w innym kierunku i postawiłam jeden krok. Niem usiała długo czekać, gdyż poczułam uścisk na ramieniu.
- NIKT nie będzie mi mówił co mam robić- odwróciwszy mnie w swoją stronę, wbił swoje rogówki w moje. Założyłam na siebie ręce, chcąc dać do zrozumienia, że nie odstąpię od mego celu. To go denerwowało coraz bardziej, a mnie bawiło. Bulwers się znalazł... Jednak nawet to nie działało. Musiałam znaleźć   inny sposób, by go przekonać. Tylko jaki? Nic, oprócz zwykłej szczerości nie przychodziło mi do głowy.
- No weź, to dla mnie ważne.- Odsunęłam się lekko, chowając ręce do tyłu- tylko ta jedna przysługa. Obiecuję, że po tej całej akcji z Lukiem i tym...moim celem zrobisz co chcesz. Możesz nawet zerwać ze mną kontakt, różnicy mi to nie zrobi.-  tą informacją go widocznie zainteresowałam.- Więc?
- Więc..-zaczął, zastanawiając się nad czymś. Szybciej, szybciej, szybciej, zgodzisz się, wierzę w to..- Pomyślę- uśmiechnął się wrednie, na co, zacisnęłam zęby i znów pokonałam odległość między nami.
- Więc chodź.

~*~

- Dowiedziałeś się coś o tej babci?- Dopytałam, gdy byliśmy już blisko domu.
- Luk to jej bratanek- krótko odpowiedział, przyspieszając. Z małym trudem zrobiłam to samo. Denerwowało mnie jego ciągłe fochanie się o wszystko. Zachowywał się jak baba w ciąży, a nawet gorzej...
- A.Dzięki za odpowiedź.- Uniosłam kciuk w górę z ironicznym uśmiechem.
- O co ci chodzi?!- Zatrzymał się, a ja przez to na niego wpadłam, lekko "odbijając' się do tyłu z wykrzywioną miną.
- O to, że zachowujesz się jak dzieciak. ty zawsze denerwujesz się o wszystko?!
- Z tobą, tak! To nie moja wina, tylko twoja. Było zostać w domu, a nie szlajać się po lesie.
- Nie rozkazuj mi. dobrze sobie radzę...
- Yhy, właśnie pokazałaś to przed chwilą.- Kontynuował podróż, kątem oka spoglądając na mnie. Bezwładnie położyłam po sobie ręce, po czym ze spuszczoną głową szłam za nim.
- Zawołałam cię, bo akurat się zjawiłeś.- szepnęłam cicho. Usłyszał to, jednak się nie odwrócił.- To nie był żaden z tamtych, więc zamiast ego mogłeś dać mu mnie zabić.A że tego nie zrobiłeś to nie moja wina!- Krzyknęłam ostatnie zdanie. Udaje cierpliwego? 
Po chwili, niezręczną ciszę rozproszył dzwonek telefonu. Chłopak wyciągnął urządzenie, patrząc na osobę domagającą się rozmowy.
- To Luk.- westchnął, odbierając. Starałam się podejść na tyle blisko, by wychwycić jakieś informacje.Jednak i to nie pomogło. Słyszałam tylko odpowiedzi ze strony Daniela- yhy. Tak, tak. Okej. No dobra. Dzięki, pa, odezwę się jeszcze.
- I co?- Wyminęłam go, spoglądając w horyzont. Ktoś albo zrobił ognisko, albo pali w piecu. A może oba naraz? Ale nie interesowało mnie to zbytnio. Nie wiedziałam na czym zawiesić wzrok, więc uznałam, że może to być cokolwiek.
- Załatwił sprawę- odparł, a w jego głosie słyszałam nutkę radości. Także się uśmiechnęłam, głęboko wciągając powietrze do płuc. Zimne powietrze kuło mnie w nie, co już nie było takie przyjemne.
- Więc? Pomożesz mi? Muszę odzyskać tą rzecz.

<Daniel?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz