- Jestem najstarszym, a do tego najmniej dojrzalszym osobnikiem na terenie tego akademika. Nic dziwnego, że nawet nie potrafię zaparzyć herbaty. Ba, że nie chce mi się tego zrobić.- Mruczałem sam do siebie. Przemierzałem właśnie korytarze akademii, obracając przy tym portfelem w dłoniach. Postanowiłem przeznaczyć resztki swojego dorobku na pojechanie do miasta, kupienie kubka zielonej herbaty (najlepiej jaśminowej) i wrócenie do domu. Jestem absolutnym mistrzem w wydawaniu pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. Wróć! Herbata jest potrzebna. Szczególnie dla osób takich jak ja.
Spojrzałem na zegarek. Kolejny autobus miałem za jakieś pięć minut, podczas gdy ja nawet nie wygramoliłem się z budynku. Pogratulować umiejętności. Biegłem więc sprintem, aby zdążyć na mój środek transportu, potrącając przy tym różne osoby, które wrzeszczały na mnie, dając mi przy tym różne ciekawe przezwiska. Nie obyło się też bez przekleństw oczywiście. Ja natomiast będąc całkowicie zasapanym nie zwracałem na to jakiejś szczególnej uwagi, jedyne na czym się skupiałem to to, żeby się nie spóźnić. Przez moje krótkie nóżki nie mogłem poruszać się zbyt szybko, ale i tak udało mi się zdążyć na czas. Zająłem miejsce przy oknie, wolne od ludzi. Oparłem głowę o szybę i czekałem, aż dotrę do celu podróży, którym była przytulna kawiarenka na rogu ulicy. Jej wnętrze było utrzymane w ciemnych barwach, odcieniach kakao i czarnej, parzonej kawy. Ten sam zapach roznosił się po całej sali. Miękkie poduszki w krzesłach i kilka foteli. Obsługa zawsze była miła. Lubiła z tobą pogadać nawet i najmniejszych pierdołach, po prostu byli ludzcy. Mieli naprawdę dobrą kawę, jak i gorącą czekoladę, ale i tak jak dla mnie górowała tam herbata. Szczególnie, gdy zamówiło się do niej jakąś tartę, na przykład z truskawkami, albo ciasteczko czekoladowe. Ich wypieki były niczego sobie i niejedna cukiernia mogła się przy nich schować. Trafiłem tam kiedyś całkowicie przypadkiem i nie żałuję tego.
Tym razem jednak nie mogłem zostać i wypić ciepłego napoju tam. Obowiązki wzywały mnie do akademii. Zamówiłem więc herbatę na wynos i poszedłem na przystanek. Rozkład jazdy autobusów wkułem już na pamięć, żeby wiedzieć ile czasu mam na wypicie i odpoczęcie w ulubionym miejscu. Bus powrotny przyjechał po dziesięciu minutach, podczas których nie upiłem ani łyka. Nie przepadam za zbyt gorącą herbatą, zdecydowanie wolałem tą letnią, albo tylko delikatnie podgrzaną. W autobusie dbałem jak tylko mogłem o to, aby jej nie wylać. Udało się, co było pierwszym moim sukcesem tego dnia.
Zadowolony z siebie szedłem korytarzem w drodze powrotnej do swojego pokoju. Spotykałem się z niezadowolonymi spojrzeniami osób, które jakiś czas temu zostały przeze mnie wręcz staranowane. Odpowiadałem im cichym przepraszam, albo wzrokiem proszącym o przebaczenie. Niektórzy wyglądali jakby mi wybaczyli, inni jakby jeszcze bardziej mnie znienawidzili. Wzruszałem na to ramionami, zauważając przy tym, że herbata jest już chłodniejsza. Chciałem się już napić, gdy usłyszałem huk, oraz poczułem ból w okolicach nosa, żebra i prawej ręki. Po chwili mój cały brzuch był mokry. Ktoś postanowił otworzyć drzwi z jak to się mówi "kopa". Na nieszczęście otwierały się na zewnątrz. Klamka uderzyła mnie w żebra, natomiast drewno na początku przygwoździło moją rękę z kubkiem (który został zmiażdżony) do klatki piersiowej, następnie zaś uderzyło mnie w nos. Witaj kolejny tygodniu noszenia opatrunku na nos! Spojrzałem w dół, gdzie plama zielonkawej cieczy mieszała się właśnie z kropelkami krwi, które skapywały z moich nozdrzy. Zwróciłem wzrok na drzwi, zza których po chwili wyłoniła się osoba winna temu wypadkowi. Ja natomiast uśmiechałem się jak debil, nie zwracając uwagi na krew w ustach.
(Ktoś, coś? Przepraszam, nie wiedziałam co wymyślić xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz