wtorek, 27 grudnia 2016
Od Kendall do Kayline
Cisza zalewała wszystkie dźwięki, nawet odgłos szumu gęstego deszczu uderzającego o szybę stał się jakoś bardziej cichy niż wcześniej. Krople deszczu nadal nie przestawały uderzać w okno, przez które mogłam widzieć ponury widok miasta, które przejęło teraz szare odcienie nieba na siebie, powodując przy tym całość zwyczajnie bez koloru. Wsłuchiwałam się w każde wypowiedziane przez nią słowo, próbując przy tym wszystko poukładać w swoich skłębionych myślach. Bałam się tego, ale przyzwyczaiłam się, ale do bólu jeszcze nie. „Bezsensowna nadzieja” więc czemu mi ją dałaś, jeśli twierdzisz, że to wszystko jest i będzie bezsensowne. Nie rozumiem czemu nie ode pchałaś mnie tamtej nocy, jeśli tak boisz się mnie zranić. A ja dałam się nabrać, na to, że to jest coś więcej niż tylko zwyczajnie uczucie. Dałaś mi nadzieję a teraz mi ją odbierasz jakby nigdy nic. „Nie chcę, abyś cierpiała”, i tak już cierpię, powoli zapadając się w czarną otchłań.
-Masz rację.- zaczęłam dość smętnie wpatrując się w drewnianą podłogę.- Nic z tego nie wyjdzie.- dokończyłam próbując nie okazywać przy tym żadnych emocji.
Oczywiście zależało mi na niej, na tej jedynej osobie, która przy każdej kolejnej sekundzie raniła moje serce. Pierwszy raz, poczułam tak ogromny ból, ale przecież ja już się oduczyłam cierpieć, przecież już nic nie czuję, jestem niewidzialna, niewyczuwalna. Musiałam się z tym pogodzić, że ona nie czuje to samo co ja. Ale nie umiałam, próbowałam sobie wmawiać, że już nic nie czuję, ale to nie działało. Zależało mi tylko na szczerości i ją dostałam. Dla miłości można pocierpieć, ale ona tego nie chciała.
Od tamtej chwili nasz kontakt się urwał, tak nagle. Dni mijały, a my nadal tylko obojętnie mijałyśmy siebie na korytarzu, nawet nie wymieniając ze sobą ani jednego słowa czy zwyczajnego spojrzenia. Widywałam ją codziennie po lekcjach w bibliotece, jak zwykle czytała tą samą starą książkę, zawsze siedząc na tym samym krześle, przy tym samym stoliku. A wieczorami przebywała w swoim pokoju, no prawie tak samo, jak ja. Teraz chodziłam na spacery, nie mając już kogoś do martwienia się za mnie. I tak wszystko było mi obojętne. Wieczory co raz stawały się dłuższe i męczące, a noce nie przespane, co nie zbyt dobrze wpływało na moje zdrowie. Leki senne by nie były wtedy nawet potrzebne, bo przy niej zawsze zasynałam, może dlatego, że czułam się bezpieczna, ku jej boku. Wtedy nie musiałam nawet okrywać się żadnym kocem, bo ciepło otaczające mnie zawsze otulało mnie na noc. Nie mogłam zapomnieć, o tym wszystkim, właśnie tak pogrążałam się w swoich myślach.
To było zwyczajne uczucie nic więcej. Kłamca. Nie mogłam już poczuć tego uczucia, bo już dawno zgasło. Kłamca. Pogodziłam się z faktem, że nie odwzajemnia tego uczucia. Kłamca. I tak co raz, każdego dnia, może bym zapomniała, ale nie nosząc na nadgarstku tę srebrną bransoletkę.
~*~
Kolejny ponury dzień spędzony na czytaniu nie zbyt ciekawych książek w bibliotece. Wracając do akademika, ze swoim czarno-szarym plecakiem na plecach zauważyłam kogoś stojącego przy wejściu. Szary dym unosił się do góry, a zapach papierosów zaczynał się rozprzestrzeniać w moją stronę. Wzrok mnie zawodził, nawet kiedy miałam na sobie swoje okulary więc nie mogłam zauważyć kto to jest. Nie mając chęci stania tam i wdychania tego powietrza znów zaczęłam iść a obraz przede mną zaczynał bardziej się wyostrzać. Blond włosy i niebieskie oczy, które wpatrywały się w niebo, to mogła być tylko jedna osoba, Kay. Poczułam nieprzyjemny napływ złości, na widok jej z opakowaniem papierosów w ręce. Bez zastanowienia się wyrwałam opakowanie z jej ręki.
-Nie ma mowy, wiesz ile to szkód może ci narobić.- wydarłam się dając ponieść się emocjom i czując jak moje policzki już płonął ze złości.
Nie obchodziło mnie to, że już ze sobą nie rozmawiamy, ale to nie znaczy, że nie mogę jej zakazać tykania tego świństwa. Nigdy bym nie spodziewała się tego, że aż tak zareaguje. Poczułam jak rękoma łapie mnie za bluzę przygwożdżając do ściany, byłam tym więcej niż zaskoczona. Dosłownie zatkało mnie, zmieniła się, i to bardziej niż myślałam. Przez moje ciało przeszedł strach, niepewność, a serce waliło mi tak głośno, że byłam pewna, że niebiesko oka mogła je usłyszeć.
-Puść mnie.- powiedziałam niemal szeptem i zaczęłam się wiercić próbując się uwolnić z jej uścisku.
<Kay?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz