- Tak więc myślę, że wysłanie cię do tego akademika będzie najlepszym rozwiązaniem.
Prychnąłem nie kryjąc tym samym, jak bardzo iryruje mnie ta cała sytuacja. Oczywiście... Tego należało się spodziewać. Bo co innego drogi dyrektor Batley mógł zrobić po tym co odstawiłem? Wylanie mnie z tej szkoły było jego zdaniem jedynym wyjściem z sytuacji.
- Ansel, nie zachowuj się naburmuszone dziecko. I tak nie zdałbyś do następnej klasy -ciągnął dalej.
Zauważyłem, że jego głos nie był surowy jak zwykle. Teraz wyraźnie można było dosłyszeć w nim ulgę i skrywaną radość. Ale czy mogłem mu się dziwić? Gdybym był dyrektorem jednej z najpopularniejszych szkół w mieście raczej nie chciałbym mieć w niej ucznia, który napuszcza na nauczyciela historii stado ptaków, by te zesrały mu się na nową marynarkę za postawienie mi do dziennika kolejnej jedynki. Ale ja oczywiście nigdy w życiu nie zostałbym żadnym dyrektorem. To naprawdę miłe, że zamiast załatwić mi porządnych belfrów wolą mnie po prostu wywalić.
- Jasne -warknąłem- Z wielką przyjemnością opuszczę twój gabinet.
Wsadziłem dłonie do kieszeni i skierowałem się do wyjścia. Niestety nim zdążyłem opuścić znienawidzone miejsce dobiegł mnie jeszcze jego głos, który zaczynał mi działać na nerwy.
- To, że nie jesteś uczniem tej szkoły, nie oznacza, że możesz do mnie mówić na ty.
- I vice versa -uśmiechnąłem się sam do siebie po czym trzasnąłem drzwiami- Nie zapominaj, kto tutaj ma moce -dodałem szeptem gdy już znalazłem się sam na pustym korytarzu.
Miałem ogromną ochotę wrócić tam jako wilk i przygwoździć Batleya do jego biurka. Nie musiałbym mu nawet robić krzywdy. Zersrałby się ze strachu na sam mój widok.
Odegnawszy od siebie tą jakże kuszącą myśl ruszyłem pospiesznie do głównych drzwi. Według rozkładu najbliższy autobus miałem dziś wieczorem. Ekstra. Im szybciej się stąd wyniosę tym lepiej.
- Haski! -skrzywiłem się gdy tylko zrozumiałem do kogo należał ten głos.
Renn. Koleś o kruczoczarnych włosach, który od ponad roku zatruwa mi życie swoją obecnością. Większość uważała nas za dobrych znajomych jednak z mojej strony Renn był dla mnie jedynie towarzystwem na krótkie wypady do baru.
- Wywalili cię? -spytał zeskakując z ostanich stopni schodów nas dzielących.
- Tak -mruknąłem- Ale chyba cię to nie zaskoczyło?
- Nie no... Ale wiesz... Zawsze sądziłem, że to tylko takie strasznie. Że pozwolą ci zostać.
Westchnąłem. W sumie to teraz nawet czułem ulgę, że nie muszę siedzieć w tej szkole przez kolejne lata. Nie będzie mi brakowało tego miejsca. Ani trochę.
- Możemy zawsze iść do...
- Renn -przerwałem mu, bo nie miałem ochoty na dalszą rozmowę- Odezwę się później. Mam autobus za kilka godzin.
~ wieczorem~
Pakowanie walizek nie zajęło mi dużo czasu. Gdy skończyłem już opróżniać ostatnie półki w swojej szafie, zbliżała się 18:00. Czyli został mi jakiś kwadrans. Na szczęście do dworca miałem zaledwie kilka kroków, więc nie musiałem się spinać tym, że nie zdążę. Sięgnąłem po telefon. 3 nieodebrane połączenia. Wszystkie od Renn'a. Obiecałem mu, że się odezwę a jednak podczas pakowania miałem czas by wszystko sobie przemyśleć. Chciałem zacząć od nowa. Odciąć się od dotychczasowego życia i rozpocząć nowe. I nie spieprzyć go jak to robiłem do tej pory.
Pewnym ruchem, by się przypadkiem nie rozmyślić, skasowałem numer Renn'a oraz innych osób z mojej klasy po czym wsunąłem komórkę do kieszeni dżinsów.
Do akademii dotarłem około 22:00. Byłem już śpiący ale nie z powodu godziny a dlatego, że musiałem siedzieć przez 4 godziny w autobusie. Nie było to wygodne, a już szczególnie nie dla kogoś kogo non stop rozpiera energia. Wysiadłem na zewnątrz z radością wdychając świeże powietrze. Złapałem obie torby w ręce i skierowałem się do drzwi budynku, który jak musiałem przyznać, zrobił na mnie wrażenie. Pomimo, że nie słyszałem wcześniej o tym miejscu to już miałem dziwne przeczucie, że tutaj dość szybko się odnajdę. Ale najpierw przydała by się krótka drzemka.
Wkroczyłem niepewnie do środka akademii rozglądając się uważnie do okoła. Oczywiście na tyle na ile pozwalał mi mój otępiały brakiem snu wzrok. Pokój. To mój jedyny cel na tę porę. Już w autobusie zapoznałem się mniej więcej z regulaminem szkoły i dowiedziałem się, że przydzielono mi pokój nr 19. Tak więc skierowałem się korytarzem w lewo gdzie czekał na mnie obszerny hol. Po obu jego stronach aż do końca ściany ciągnęły się pokoje. Drewniane drzwi ze złotymi numerkami. Szybko odnalazłem te z odpowiednią cyfrą i pociągnąłem za klamkę. Zamiast jednak napawać się przytulnym ciepłem i wskoczyć do wyrka stałem jak wryty. Na środku pokoju stał zaskoczony chłopak zasłaniając nagą klatkę piersiową koszulką trzymaną w dłoniach. Poważnie. Miał na sobie spodnie a mimo to zakrywał tors koszulką jakby było to coś wsydliwego.
- Ekhm... -oderwałem w końcu wzrok od jego zaskoczonej twarzy I rozejrzałem się po pomieszczeniu- To chyba nie jest mój pokój...
A raczej na pewno nie był. Rozbebrana kołdra, książki na biurku, para butów walająca się gdzieś pod ścianą, tu z całą pewnością ktoś mieszkał.
- No z tego co wiem, nie miałem mieć współlokatora -mruknął po czym odwrócił się do mnie plecami by w spokoju dokończyć ubieranie się.
Z jakiegoś powodu mnie to rozbawiło ale powstrzymałem się od śmiechu. Na mojej twarzy pojawił się jednak lekki uśmiech.
- Sorki, musiałem się pomylić -odparłem rzucając chłopakowi krótkie spojrzenie.
Laurence? Ismael? Ivan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz