wtorek, 13 grudnia 2016

OD Kendall cd. Kayline

Byłam w pełni świadoma tego, co właśnie zrobiłam. Tylko ta jedna straszna myśl owładnęła moją duszą. On nie żyję. Następnie ta jedna myśl, przemienia się w tysiąc innych „bardziej rozmaitych” myśli, które przemykały przez moją głowę nie dając mi nawet chociaż trochę ochłonąć. Zimne powietrze przedzierało się przez moje płuca utrudniając mi przy tym branie kolejnych oddechów. Zaczęłam panikować, a co raz wydzierająca się na mnie dziewczyna powtarzająca że to moja wina, tylko pogarszała całą sprawę. Ból w klatce piersiowej nie dawał mi spokoju. Próbowałam tak jakby nie zwracać na niego uwagi, ale nie dałam rady. Ale nawet to nie bolało tak mocno, jak słowa wymówione przez Kay które w dziwny sposób docierały do moich myśli. Dźwięk sygnału. Najbardziej przerażający dźwięk, sygnał pędzącej karetki pogotowia jak i radiowozów. Głęboko gdzieś znów poczułam lęk. Migające czerwono-niebieskie światła rzucały swoje kolory na śnieg, który nie wyglądał teraz tak niewinnie, jak wcześniej. Potem trzask drzwi, a następnie głośne krzyki odbiegające z parku.
-Chodź.- powiedziała już spokojniejszym tonem.
Nie zareagowałam, nawet nie miałam powodu, aby tak postąpić. Co chwilę zerkałam w jej kierunku. Wiatr delikatnie rozwiewał jej białe włosy, aż stapiające się z tłem nieba, które było całe białe, przez małe płatki śniegu. Milczała. Westchnęłam ciężko i niepewnie spojrzałam na blondynkę, na sekundę wstrzymując oddech, aby dodać sobie jakiejś otuchy. Jej jasnoniebieskie oczy były przepełnione obawą jakże bezgranicznym smutkiem, a z drugiej strony mogłam dostrzec w nich złość, jak i ból.
-Znajdą nas, a raczej mnie.. bez sensu jest uciekać.- szepnęłam nie łamiąc kontaktu wzrokowego.- Idź.- dodałam wskazując ręką na akademik.
-Nie mam zamiaru.- odparła patrząc na mnie ze zmieszaną miną niepokoju, jak i zaskoczenia, które przerodziły się w jedno stanowcze zdanie.
Miałam już zaprzeczyć jej słowom, wziąć wszystko na siebie wiedząc nawet, że bym nie udźwignęła tego ciężaru. Przecież to ja wyszłam, to ja wpakowałam się w kłopoty, a ona tylko próbowała mi pomóc, aby jakoś wybrnąć z tego cało i zdrowo. Zapadła zupełna cisza, a ja nadal wpatrywałam się na nią swoimi ciemnoniebieskimi oczami. Nagle poczułam jak łapie mnie za rękę delikatnie ściskając ją, a ja się lekko wzdrygnęłam. Momentalnie poczułam jak przez moje ciało przechodzi przyjemna fala *ciepła*. Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś tak chłodny w stosunku do innych ludzi, może mieć tak zwane uczucia. Moje myśli powoli uspakajały się.
-Chodź.- powtórzyła.
Kiwnęłam głową na znak zgody, a ona tylko od razu zaczęła mnie prowadzić w stronę akademika który znajdował się za rogiem. Wchodząc do środka budynku uczniowie jeszcze spali widocznie jeszcze nie obudził ich ten cały hałas. Dziewczyna zaprowadziła mnie do pokoju, miejąc mnie tam widocznie zostawić. Puszczając moją rękę, jeszcze raz na mnie spojrzała tym razem tylko bardziej opiekuńczo niż gniewnie, nie mówiąc przy tym ani jednego słowa. Wydawała się, jakaś nie obecna, zamyślona.., zamknięta w swoim własnym świecie.

„zostań, chociaż na chwilę, proszę”
Nie byłam już taka pewna siebie, czy dobrze zrobiłam prosząc ją o zostanie. To uczucie, tak jakby pragnienia czegoś, co i tak się nigdy nie wydarzy. Szkoda, że to nie jest takie łatwe do zrozumienia. Niby się złościsz, niby okazujesz emocje, a jednak nie umiesz się do niczego przyznać, nawet do tych małych błędów. Ale przecież się staram. Nie wystarczy próbować? Czy to nie wystarcza? Czy jest jakiś powód, by próbować jeszcze więcej, aż do skutku? Tylko tego nie mogłam zrozumieć, starając się więcej, próbując wstać po każdej kolejnej porażce, upadki nie stawiały się łatwiejsze do zniesienia. Po prostu było coraz gorzej.

„nie chciałam, przepraszam”
Pierwszy raz przyznałam się do popełnionego przez siebie błędu. Nie chciałam popsuć relacji z blondynką, no właśnie.. ale czemu? Może dlatego, że się bałam stracić kolejną osobę, dla której na pewno nie znaczyłam nic. Zawsze czułam głębokie przywiązanie do bliskich mi osób, ale to było inne. Dawało mi poczucie bezpieczeństwa, którego od dłuższego czasu mi brakowało. Pewne natomiast było jedno, jeżeli to uczucie, które towarzyszyło mi przez ostatnie parę dni, nie zniknie będzie to oznaczało, tylko że..
-Wiem.- odparła.
Potrząsnęłam głową, bo sama już nie byłam pewna swoich przemyśleń, jeśli to tak można nazwać. Mój wzrok skierował się na dwór. Jasnozłote promienie słońca nieśmiało przebijały się przez okno oświetlając mój pokój i delikatnie gładząc moje policzki. Słychać było tylko śpiew ptaków, który ustał, nawet cichy wiatr ucichł...

<Kayline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz