Obudziłam się, rozwierając szeroko oczy. Zobaczysz, pozbędę się ciebie...
Uginająca się obom mnie pościel sugerowała, iż nawet ona nie miała spokojnej nocy. Ze zwykłej ciekawości, me emocje zostały roztrzaskane, z panicznymi próbami złożenia ich. Jednak te kawałki powodowały mętlik i niepokój. Otóż zeszklone oczy dziewczyny, oraz ciche "przepraszam" sugerowały, że ma jakiś kłopot. Jaki? Nie bardzo byłam tym zainteresowana. Ale widocznie nie chciała, bym widziała jej rozpaczy. Tak więc podniosłam się do siadu, by wbić w nią wzrok. Ta jednak zasłoniła twarz rękami, co mi utrudniało w rozpoznawaniu przyczyny tego nagłego szlochu, który co chwila, mimowolnie wydobywał się z jej ust.
- Kednall, co się stało?- Ziewnęłam przeciągle, przymykając jeszcze zaspane oczy.- Zły sen?
Przytaknęła, powolnie opadając na poduszkę i zwijając się w kłębek. Westchnęłam, powtarzając jej ruch. Gdybym chciała, mogłabym coś z nim zrobić. Ale jej umysł był dla mnie istną zagadką, nie do rozwiązania. A poza tym, czy chcę aby ta osóbka była dla mnie bliska? Żeby znaczyła dla mnie więcej niż *znajoma*? ~Życie w samotności to nie życie~. ~A weź się pierdol~- syknęłam, na co zdziwiona Kendall odkryła oczy, by spojrzeć na mnie,
- Nie ty...-szepnęłam- on.- Puknęłam się w głowę.To brzmiało jeszcze dziwniej. But who cares?- Kednall. To tylko sen, wytwór twojej wyobraźni.
- Wiem, ale...-znów szloch, który przerodził się w cichy płacz. Instynkt chciał, bym zbliżyła się do niej i objęła ramionami. Tak też zrobiłam, co odwzajemniła kładąc zapłakane oczy na moim karku. Nieco z dystansem, ale uspokajająco jeździłam ręką po jej plecach, co chyba nawet zadziałało! Zadowolona z siebie, ujęłam jej twarz w swoje ręce chcąc, by na mnie spojrzała. Zrobiła to niechętnie, ale nie śmiała się sprzeciwiać.
- Posłuchaj...nie myśl o tym, okej? W śnie, możesz robić co tylko chcesz! Masz koszmar? Z uniesioną głową zmień go w coś pięknego. Ja to robię..- Kłamać, ale w dobrej sprawie!- Przed snem wyobraź sobie coś, co wywołuje w tobie radość. Jakieś wspomnienie, marzenie...Rozumiesz?
- Nie pocieszaj mnie...wiem, że i to pomoże, ale...zawsze będę się bała, że TO powróci.- Opuściłam bezwładnie ręce, unosząc głowę do góry.
- Wiesz, co o nich myślę?- Spojrzała na mnie ciekawskim wzrokiem- Nawet najpiękniejsze sny są swego rodzaju koszmarami.Torturują nas wizją upragnionej rzeczywistości, której nigdy nie będziemy mogli doświadczyć...
- To mi humor poprawiłaś- parsknęła śmiechem, a ja, szczerzyłam się w szerokim uśmiechu.
- A jednak! Z resztą, jest trzecia w nocy. JAK ŚMIAŁAŚ MNIE BUDZIĆ?!- Wydarłam się, dosyć...mocno gestykulując rękoma i niemal trafiając dziewczynę w głowę.
Wzruszyła ramionami.
- Tak wyszło...
- DLA TEGO.- wstałam, stając na baczność- idziemy do McDonald's.
- Co?- Zdziwiona wślizgnęła się pod kołdrę.- Przecież jest..
- Całodobowe. Ubieraj się!- rzuciłam w nią ubraniami, leżącymi obok.- poza tym, jestem głodna.
<Kendall? Wybacz za brak pomysłu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz