Obudziło mnie silne lekkie uderzenie, jakie zaliczyłam przed chwilą z szybą. Poczułam lekkie pulsowanie w tym miejscu, lecz nie było to zbyt istotne. Wyjrzałam za okno busa, którym jechałam już co najmniej z cztery dobre godziny, mogę śmiało powiedzieć, że od siedzenia rozbolał mnie tyłek. Szyby co prawda były brudne, zresztą jak zerowa higiena wnętrza tego pojazdu, lecz lepsze to niż nic, prawda? Widok za oknem, wcale mi się nie podobał. Pogoda była fatalna od samego momentu gdy czekałam na busa na przystanku. Padał deszcz, a duże krople uderzały z impetem o szkło. Nie była to ulewa, ale zwyczajny deszcz, który można przywitać praktycznie każdego dnia o tej porze roku. Pragnę wspomnieć, że nienawidzę jesieni i wszystkiego co z nią jest związane. Niebo było pokryte przez wielkie, szare chmury, które nie chciały przepuścić blasku słonecznego. Przez to widok, był strasznie ponury, co strasznie przygnębia człowieka.
Obudziłam się w sumie w idealnym momencie, gdyż za parę chwil, jak to właśnie oznajmił puszysty kierowca, będę na miejscu. Wszyscy pasażerowie już wyszli i w busie zostałam praktycznie sama z kierowcą busa. Zbliżałam się do ostatniego przystanku, na którym miałam wysiąść. Wcześniej wyjaśniono mi, że gdy wysiądę, będę miała do przejścia dobry kilometr. Normalnie wzruszyła bym ramionami, lecz tym razem czarno to widziałam. Naprawdę, widziałam oczyma wyobraźni mnie, jak na moich plecach wielki plecak a za sobą tacham wielką, ciężką walizkę - idąc na przeciw wiatrowi i padającemu deszczu. Na samą myśl o tym głośno westchnęłam.
- Ostatni przystanek - oznajmił znużonym głosem pan Brovn, bo tak miał na imię kierowca. Założyłam kaptur bluzy na głowę, poprawiłam plecak i chwyciłam za walizkę. Szybko wyszłam z busa.
- Do widze... - nie zdążyłam powiedzieć zwyczajnej formułki grzecznościowej, gdy drzwi zamknęły się automatycznie. Pojazd wykręcił i pojechał w przeciwnym kierunku. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam dzielnie przed siebie.
~*~
Gdy dysząc ciężko, zobaczyłam wielki budynek na końcu drogi, moje serce wręcz zadrżało z radością i ulgą, która oblała moje wnętrze.Moje zmęczone ramiona już lekko drżały, a ja cała wręcz dygotałam.
Przemoknięta i przemarznięta, otworzyłam ogromną bramę, która prowadziła na dziedziniec. Ciągnąc za sobą ubłoconą walizkę, podeszłam do (także) ogromnych drzwi. Byłam teraz lekko zdezorientowana, nie bardzo wiedziałam co robić. Godzina 5:00 rano, więc nie spodziewam się, że ktoś łaskawie przyjdzie i powie co mam robić. Zmęczenie, po cało nocnej jeździe dawało się we znaki, gdyż już mimowolnie przymykałam oczy. Chwyciłam... ''to coś?'', nie bardzo wiem jak to nazwać, i mocno uderzyłam tym parę razy o drzwi. Zostawiłam dobijanie się, w spokoju, i uznałam, że po prostu tu poczekam. Można powiedzieć, że wtuliłam się w drzwi starając być jak w największej części pod wąskim daszkiem, nad drzwiami.
Na szczęście, długo czekać nie musiałam, gdyż usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Odsunęłam się troszkę od wrót, które dzieliły mnie od wnętrza budynku. Otworzył mi mężczyzna, był w średnim wieku. Można powiedzieć, że wyglądał jak Azjata. Miał rozczochrane włosy związane w małego kucyka z tyłu głowy i miał brodę. Uśmiechnął się do mnie i szybkim gestem ręki, kazał wejść do środka. Bez zbędnych słów weszłam, a gdy zamknął drzwi, poczułam na policzkach lekkie muśnięcia ciepłego powietrza - wyjątkowo przyjemne uczucie, gdy ma się wrażenie, że za chwilę odpadnie mi nos.
- Witaj, nazywam się Dan - zu Feng. Czekałem na ciebie, a ty nazywasz się bodajże... - przedstawił się, lecz nie pozwoliłam dokończyć.
- Nihili. Nihili Evel. Dzień dobry. - powiedziałam cicho. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i uważnie przyjrzał się mojej twarzy.
- To ty jesteś tą albinoską, tak? - zapytał, jednak było to najwyraźniej pytanie retoryczne. Wymieniliśmy parę słów, po czym wręczył mi klucz do pokoju i powiedział, że mam trzy godziny na ogarnięcie się. Mam przyjść na pierwszą godzinę lekcyjną, czyli wychowanie fizyczne by przedstawić się klasie, a później mogę iść do pokoju odpocząć. Pożegnał się i odszedł z ciepłym uśmiechem na twarzy, co także spowodowało i mój. Moje sine usta lekko się uśmiechnęły.
~*~
Po około kwadransie trafiłam do mojego pokoju. Nie zwracałam uwagi praktycznie na nic, rzuciłam walizkę i plecak gdziekolwiek i ruszyłam do łazienki by wziąć ciepły prysznic. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania i weszłam pod prysznic. Czułam się niczym w niebie. Ciepła woda opływała moje zimne ciało, co spowodowało, że wokół mnie jest pełno przyjemnej pary. Po prysznicu, owinięta w ciepły szlafrok, walnęłam się na łóżku, a ogarniająca mnie fala zmęczenia w końcu zwyciężyła.
~*~
Obudziłam się z bijącym chaotycznie sercem. Po raz kolejny śnił mi się koszmar, jednak najgorsze nadchodziło. Spojrzałam panicznie na godzinę w moim telefonie, ukazała się 7:34. Ogarnęła mnie kolejna fala paniki. Został mi zaledwie kwadrans, by się ogarnąć i cudem znaleźć sale gimnastyczną.
Na szczęście włosy wyschły same, a mi pozostało tylko się ubrać i wyruszyć na poszukiwania sali. Pierwszym odruchem, było połknięcie chyba czterech tabletek uspokajających. Biorę je w niebezpiecznych ilościach pod wpływem stresu, ale można powiedzieć, że jestem trochę od nich uzależniona.
Ubrałam się i wyleciałam jak poparzona z pokoju. Czas mijał a ja błądziłam po korytarzach, gady nagle przede mną stały spore drzwi, a nad nimi napis głosił: ''Sala gimnastyczna''. Nie obyło by się bez tego, że byłam już spóźniona z 10 minut. Weszłam nie spostrzeżenie do sali. Klasa zajęta graniem w siatkówkę (bejdewind nienawidzę tego sportu), podeszłam do nauczyciela, który mimo tego mnie przywitał uśmiechem.
- Bardzo pana, przepraszam! Przysnęło mi się... - powiedziałam głośno, starając się przekrzyczeć raban panujący na boisku.
- Spokojnie, usiądź na parapecie i poczekaj. Lekcja się skończy to cię przedstawię. - powiedział i ruchem dłoni wskazał parapet. Kiwnęłam głową i usiadłam posłusznie, podkurczając nogi pod brodę, czekając na koniec lekcji, która skończyć się miała za jakieś dwa kwadranse.
Ktoś? ;-; Wykrzesałam z siebie tyle ile mogłam z dzisiejszego dnia ;<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz