poniedziałek, 5 grudnia 2016

Od Kendall CD. Kayline

Przestraszona zaczęłam biec przed siebie, biegłam ile sił w nogach nie patrząc się za siebie, lecz z wyraźnego słowa ‘cholera’ wymówionego przez Kayline mogłam się domyślić że nieznajomy mężczyzna zaczął biec za nami. Ledwo oddychałam z trudem biorąc kolejne oddechy, ale nie przestawałam biec. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie się włamałam do czyjejś posiadłości. Nigdy bym tego nie zrobiła, a jednak trzeba mnie tylko trochę przycisnąć do ściany abym się wreszcie przełamała. Nagle usłyszałam cichy pisk. Była to Kayline, która widocznie potknęła się i upadła solidnie na ziemię. Nie mając zamiaru zostawiać jej tam samej z tym mężczyzną zatrzymałam się i pomogłam jej wstać. Zarzuciłam jej prawą rękę na moje barki i w ten sposób pomogła jej wstać. Jednak było już za późno. Przed nami stał już ten mężczyzna. Mogłam zauważyć jak wyjmuję broń.
-Myślałyście, że uciekniecie co?- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
Wymierzył w nas pistoletem i nacisnął spust, ale byłam szybsza, zanim się obejrzał jego noga zaczęła krwawić. Następnie jęknął i bezwładnie padł na ziemię zwijając się z bólu. Stałam tam nie dowierzając w to, co właśnie zrobiłam. Mogłam go przecież zabić.. albo on nas. Z pośpiechem zostawiłyśmy go tam samego i zaczęłyśmy iść w stronę akademika. Przez całą drogę szłam miejąc Kayline ‘pod ramię’. Szczerze mówiąc było mi trochę ciężko, ale bardziej martwiłam się o tego gościa, którego zostawiłyśmy. Tylko jak już dotarłyśmy do akademika cicho weszłyśmy do środka budynku zamykając za sobą drzwi. Było już dość późno więc raczej nie chciałam nikogo obudzić, bo byśmy musiały od razu się tłumaczyć gdzie byłyśmy i co robiłyśmy. Wchodząc do mojego pokoju pomogłam blondynce usiąść na moim łóżku, a sama od razu skoczyłam po okład z lodu, nawilżone chusteczki i apteczkę. Wracając do pokoju zauważyłam, że dziewczyna ma całą rękę we krwi tak samo, jak nos.
-Nieudacznik z ciebie.- powiedziałam wzdychając na widok zakrwawionej Kayline.
Z jednej strony śmieszyło mnie to jak można mieć aż takiego pecha, a z drugiej serce mi aż bolało na ten widok. Podeszłam do Kayline i kucnęłam przed nią i odruchowo spytałam się czy nic jej nie jest.
-Wszystko okey?- zapytałam się dość słabym głosem, delikatnie wycierając nawilżoną chusteczką krew z okolic jej nosa.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Nadal wycierałam krew, robiłam to starannie i delikatnie wiedząc, że na pewno ją to boli. Następnie zabrałam się za oczyszczenie rany wodą utlenianą. Za pierwszym razem blondynka cicho syknęła z bólu, ale za każdym następnym razem już nie słychać było jej niezadowolenia. Skupiona na oczyszczeniu rany nie zauważyłam jak Kayline mi się przyglądała.
-Co?
-Po prostu nie rozumiem cię.- odpowiedziała wymachując rękami. – Czemu nie jesteś wściekła na mnie? Czemu mnie tam po prostu nie zostawiłaś? Nie wiem i nie rozumiem.
Nie odpowiedziałam kończąc oczyszczać ranę. Tak, mogłam ją tam zostawić z tym mężczyzną. Nie musiałabym wtedy używać swojej mocy prawie zabijając go... ale po prostu nie mogłam.

<Kayline? Przestępca ze mnie i z cb>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz