Nie mogłem zasnąć. Albo wcale tego nie chciałem. Wolałem wsłuchiwać się w spowolnione, ledwo słyszalne bicie serca chłopaka. Spokojny, regularny oddech przerywał ciszę nocy kojąc skołatane nerwy. W pomieszczeniu zrobiło się strasznie duszno. Starałem się zebrać siły, by móc wyjść, przewietrzyć się. Trochę mi to zajęło. Ciało nie do końca chciało współpracować, lecz po upływie godziny udało mi się wyrwać z objęć Ismaela, nie budząc go i stanąć na nogi.
Niepewnym, chwiejnym krokiem dotarłem do wyjścia z akademii. Otworzywszy drzwi uderzył mnie mroźny wiatr, wywołując ciarki na całym ciele. Usiadłem na murku pozwalając by chłód odebrał całe ciepło mojego organizmu. Brakowało mi tego. Brakowało mi zimna zmuszającego do wewnętrznej walki przed zamarznięciem. Zimna, które nie męczyło jak upały i pozwalało w spokoju pomyśleć.
Zimna, które z każdym oddechem sprawiało jakby płuca porastały lodem.
Potrzebowałem oczyścić głowę i wszystko poukładać. Chciałem znaleźć sposób by przeprosić szatyna. Żeby mu to wszystko wynagrodzić.
Cały czas towarzyszy mi swego rodzaju strach. Nie przed tym czy mi wybaczy. Nie przed tym czy mnie kocha. Nie. Bałem się tego czy to ja jestem pewien swoich uczuć.
Czy to, że nie mogłem sobie wyobrazić życia, gdyby go zabrakło wystarcza? Czy może tylko próbuję zapełnić jakąś pustkę w sobie?
Gdybanie przerwał mi sprawca całego zamieszania. Najwyraźniej sporo już tu siedziałem, skoro zdążył zauważyć, że mnie nie ma i do tego jeszcze mnie znaleźć. Bose stopy lekko już posiniały od lodowatego podłoża. Nos i policzki przybrały odcienie czerwieni, a usta zbladły.
- Bałem się powtórki. - mruknął otulony kołdrą i zajął miejsce obok chcąc podzielić się okryciem.
Odmówiłem kręcąc głową.
- Zamarzniesz. - stwierdził chwytając moje dłonie swoimi próbując przekazać trochę ciepła.
- Nie będę narzekać. - kąciki ust subtelnie powędrowały w górę, lecz uśmiech prędko zniknął z twarzy, a zastąpił go pełne powagi westchnienie. - Mogę cię o coś prosić?
- Pewnie. - jęknąwszy zdziwiony, poluźnił uścisk. i podkulił kolana pod brodę.
- Chciałbym, żebyś wrócił kiedyś ze mną do Norwegii. - burknąłem opierając policzek na pięści. - Nie na stałe. Po prostu... w odwiedziny.
- Zgadzam się. - szepnął, wtulając twarz w mój bark. - Możemy już wracać do środka?
- Chcę tu jeszcze posiedzieć. Sam. - spojrzałem kątem oka na nastolatka zbierającego się z ziemi wyczekując na jego reakcję.
- Pusto tam tak samemu. - mruknął stanąwszy na progu, wciąż próbując mnie przekonać.
- Przyjdę za chwilę. - posłałem ostatni raz nieśmiały uśmieszek szatynowi, kiedy zniknął we wnętrzu szkoły.
Nie potrafię sobie odpowiedzieć dlaczego chcę tam wrócić. Tęsknię za tym mroźnym krajem? Za dzieciakami z bidula? Za rodzinnym domem? Może i wszystkim na raz.
Jedyne czego nie chciałem do siebie dopuścić to brat.
Co teraz robi? Jak wygląda? Czym się zajmuje? Jak się trzyma? Na prawdę chcę go znaleźć? Czy to tylko sumienie nie chcę mi pozwolić na racjonalne myślenie?
Nie ważne. Nie mam teraz czasu zaprzątać sobie głowy kimś, kto dla mnie przestał istnieć lata temu.
Lekko zdenerwowany i przymarznięty wróciłem do pokoju Ismaela. Nie spał. Leżał na łóżku, bawiąc się pościelą i obserwując życie na zewnątrz przez okno. Nawet na mnie nie zerknął, gdy wszedłem. Wydawał się okropnie zamyślony, jak gdyby cały świat ucichł pozostawiając jego umysł sam na sam.
Kaszląc ułożyłem się obok, a opuszkami palców delikatnie przejechałem po całej długości jego rąk, nigdzie się nie śpiesząc.
- Olek... - mozolnie przewrócił się w moją stronę, kładąc jedną dłoń na policzku i zaczął pocierać nią o mój zarost.
- Jutro - mruknąłem złączając nasze usta, nie pozwalając chłopakowi dojść do głosu. Nie sprzeciwił się. Przeciwnie. Jeszcze bardziej pogłębił pocałunek, usilnie oplatając mnie całym sobą. Gdy przełożył jedną nogę na drugą stronę, objąłem go w talii przyciągając jeszcze bliżej.
- Dobranoc - gwałtownie zrzuciwszy Ismaela z siebie i uśmiechnąwszy się szeroko, złożyłem ostatniego buziaka na jego czole.
Jęknął oburzony w odpowiedzi, gdy zamknąłem oczy gotów do spania. Niestety sen nie trwał długo. Budzik chłopaka zadzwonił idealnie o szóstej. Nie chciałem opuszczać ciepłego posłania, ale wiedziałem, że ostatnimi czasy często zdarzało mi się opuszczać zajęcia. Obaj z okropnie podkrążonymi oczyma, nie kontaktując zbyt dobrze przez brak porządnej dawki snu, zebraliśmy się na lekcje.
Ismael?
Powrót :x Chyba
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz