poniedziałek, 23 stycznia 2017
Wyjaśnienia.
Cóż, od grudnia męczę się z dość poważnymi problemami zdrowotnymi i rodzinnymi. Zaczęło się jakoś od końcówki listopada i niestety łącząc to ze szkołą nie dałam rady wmieszać w to jeszcze bloga, tak to jest dla mnie powód, rozumiem jeśli dla was to nic złego ponieważ "mogłam sobie poradzić inaczej".
Wiem, że sytuacja nie jest najlepsza ale administracja stara się wszystko naprawić i zmierza to w dobrym kierunku, dzięki waszym pomysłom, na blogu może zajść wiele zmian, dobrych zmian.
Nie miejcie w tym wypadku pretensji do innych administratorów bloga, bo całą winę za jego upadek biorę na siebie.
Starali się to utrzymać.
Mam nadzieję, że będziecie na tyle wyrozumiali, żeby mi to wybaczyć.
~Laurek.
niedziela, 22 stycznia 2017
Od Ansela c.d Laurencego
W sobotę jak to w każdy inny dzień wolny obudziłem się dopiero po 9:00. Zadowolony, że natrętny budzik nie miał z tym nic wspólnego i nareszcie mogłem spać tyle ile chciałem wygrzebałam się spod ciepłej, a wręcz gorącej kołdry. To zawsze pozostawało niezmienne -nie ważne o której godzinie i w jakiej porze roku- po opuszczeniu łóżka zawsze pojawiały się na moim ciele ciarki spowodowane różnicą temperatur. Zgarniając z krzesła niedbale zwinięte w kulkę ubrania zniknąłem za drzwiami łazienki.
Był to pierwszy wolny od szkoły dzień, który spędzałem w tej akademii. Jeszcze wczoraj miałem masę pomysłów co do tego jak go spędzić. Dziś każda z tych opcji wydawała mi się głupia. Może dlatego, że wszystko musiałbym robić jedynie w swoim towarzystwie. Wprawdzie myśl o namówieniu na coś Noah'a pojawiła się w mojej głowie już kilka razy kusząc mnie bezustannie jednak nie byłej pewien czy jest to dobry pomysł. Nadal pamiętałem reakcję Laurencego gdy spotkałem go na schodach. Nie chciałem by Noah także pomyślał, że się do niego przyczepiłem.
Ubrany i odświeżony wróciłem z powrotem do pokoju. Nie miałem ochoty na przygotowywanie posiłku a tym bardziej zmywanie potem naczyń więc zadowoliłem się kromką chleba, na którą położyłem plaster wędliny. Pochłoniwszy to w parę sekund wytarłem dłonie o spodnie i wyszedłem z pokoju.
Udałem się za szkołę w miejsce gdzie kończy się podwórko akademii a zaczyna las. Był to teren raczej mało popularny, więc nie musiałem się martwić o zbyt duży tłok. Szczególnie, że teraz nie miałem ochoty napotkać na swojej drodze nikogo. Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że trawa jest zbyt mokra by móc na niej usiąść nie ryzykując tym samym mojej plamy na tyłku, więc wdrapałem się na jego z drzew i usadowiłem na grubej gałęzi pozwalając moim nogom bezwiednie zwisać po obu jej stronach. Było dość wygodnie choć nierówny i chropowaty pień drzewa wbijał mi się w plecy. Siedziałem tak dłuższą chwilę aż oczy same zaczęły mi się zamykać zmęczone zbyt długim wpatrywaniem w jeden, bliżej nieokreślony punkt.
***
- Niebezpiecznie jest spać na drzewie -zachrypnięty, niski głos dobiegał gdzieś z oddali.
Uchyliłem lekko powieki starając się zidentyfikować jego właściciela. Mrugnąłem leniwie kilka razy nim w końcu całkowicie otworzyłem oczy pozbywając się jednocześnie uczucia senności. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że głos wcale nie dobiegał z daleka, a wręcz przeciwnie. Jego źródło znajdowało się pode mną. Zaciekawiony kim jest przybysz przechyliłem się na gałęzi i od razu napotkałem spojrzenie Noah'a.
- Pilnujesz tu porządku czy jak? -spytałem zeskakując na ziemię.
Chłopak zbył moje pytanie wzruszeniem ramion. Oparł się o drzewo, na którym jeszcze niedawno siedziałem i splótł ręce na klatce piersiowej.
- Masz na dziś jakieś plany? - spytał przyglądając mi się uważnie.
Pytanie mnie zaskoczyło. Noah był starszy i z tego co zauważyłem wielu zabiega o jego przyjaźń i względy. Czemu miałby proponować spotkanie akurat mi?
- Nie a co?
Odpowiedź musiała usatysfakcjonować chłopaka, bo kąciki jego ust uniosły się w górę. Wyglądało to niemal drwiąco ale zaślepiony tym, że już w pierwszych dniach w tej szkole zdobyłem przyjaźń jak zgaduję najpopularniejszej osoby nie zwróciłem na to większej uwagi.
- Idziemy dziś do klubu. Możesz się przyłączyć jak chcesz.
Ciekaw byłem kim są ci "oni" ale chyba to, że są to znajomi Noah'a powinno mi wystarczyć. Kiwnąłem więc głową na znak zgody.
- Super. O 20:00 przy tylnym wyjściu -poinformował i odklejając plecy od pnia odszedł.
Mimowolnie przypomniałem sobie o korze, która przez cały czas mojej drzemki odciskała mi się na plecach. Sięgnąłem dłonią i przesunąłem nią po skórze otaczającej kręgosłup. Pod palcami wyraźnie czułem małe wklęsłości. Nie przejmowałem się tym jednak. Cały mój umysł zaprzątała wizja dzisiejszego wieczoru. Nie miałem pojęcia jak była ona odległa od rzeczywistości, z którą przyszło mi się zderzyć kilka godzin później.
Pod tylnym wejściem czekali już wszyscy. A w każdym razie tak mi się wydawało, bo przecież nie miałem pojęcia ilu "ich" miało iść z nami. Wszyscy ubrani byli w skórzane czarne kurtki. W ciemności panującej dookoła dość trudno było ich wypatrzeć.
- Nareszcie jesteś -przywitał mnie chłopak, którego jako jedynego kojarzyłem z tej grupy- To Ansel -mruknął ale nie miał zamiaru zawracać sobie głowy przedstawianiem mi swoich znajomych.
Ruszyliśmy więc przez las w stronę głównej ulicy.
- Noah -odezwałem się czując się dziwnie niekomfortowo w głuchej ciszy- Znasz Laurencego?
To pytanie cisnęło mi się na usta odkąd tylko Laurence przestrzegł mnie przed nim.
- Czemu pytasz? -wspomnienie o chłopaku wyraźnie go rozdrażniło.
- Wydaje się jakby za Tobą nie przepadał. Ty za nim chyba też nie?
- Wydaje mi się, że to nie jest twoja sprawa. Po za tym radziłbym ci się nie zadawać z Bantley'em. Zarozumiały dupek i tyle.
Patrzyłem przed siebie zastanawiając się nad sensem tych słów. Może rzeczywiście tak było. Może nie powinienem więcej się z nim zadawać.... Z resztą Laurence chyba nawet sam tego nie chciał. Zamyślony wziąłem od Noah'a puszkę piwa, nie zdając sobie sprawy, że nie jest to pierwsza, a trzecia jaką podał mi w trakcie drogi do klubu. Klubu, który zdawał się być na drugim końcu kraju. Czy nie powinniśmy już tam być? Pytanie, które chciałem zadać nie było w stanie uformować się w moich ustach, więc wydobył się tylko cichy bełkot.
Laurence?
czwartek, 19 stycznia 2017
Od Ivana C.D Autumn
Robienie ubrań na spektakle szkolne było dość... Stresujące?
Tak chyba tak można było to ująć, ta świadomość, że Twojego dzieła nie ogląda tylko przeciętna szkolna zbiorowość, czy grono pedagogiczne, ale znamienici goście z tak zwanego "wielkiego świata". Wygładziłem dłonią cienki materiał wzdychając cicho. Poniekąd mnie to śmieszyło, fakt, że to ja zajmuję się szyciem ubrań, ale i nie przeszkadzało.
Te uczucie wyższości nad każdym chłopakiem w szkole bo żadna dziewczyna Ci się nie oprze... Zaśmiałem się z własnych myśli, kręcąc głową. Już miałem zabierać się do dalszego szycia, gdy do moich drzwi ktoś zapukał. Podchodząc do drzwi wkopywałem masę papierów i innych, kompletnie niepotrzebnych przyrządów pod łóżko tak by pokój nie wyglądał jakby po wybuchu wojny. Uchyliłem delikatnie drzwi, wyglądając na swojego przybyłego towarzysza. Jak się okazało, swoją obecnością zaszczyciła mnie we własnej osobie pani.... Pani.... Nauczycielka. Odgoniłem od siebie chęć użycia imienia w zdaniu i rzuciłem proste:
- Tak?
- Mam prośbę, jako, że jesteś z tego co słyszałam dosyć towarzyskim uczniem, mianuję Cię do bardzo ważnej roli. Oprowadzisz po szkole dziewczynę spod piętnastki - rzuciła w pośpiechu, odpuszczając sobie wszelkie uprzejmości i dane osobowe dziewczyny. Zniknęła mi z pola widzenia w oka mgnieniu zostawiając samego z narzuconym na moje barki obowiązkiem. Przez chwilę miałem wątpliwości, że dość stanowcza osoba jest nauczycielem, lub zajmuje jakąkolwiek ważna funkcję w gronie pedagogicznym.
Tak się po prostu nie robiło.
Zmarszczyłem brwi, lekko zmieszany. Mimo wszelkich przeciwności losu ruszyłem pod wskazany pokój.
***
Zapukałem grzecznie w białe drzwi oczekując, aż postać, której nie miałem szczególnego wyobrażenia wyłoni się zza nich witając mnie radosnym uśmiechem.
Cóż, co prawda rudowłosa dziewczyna faktycznie pojawiła się w wejściu, ale bez najmniejszego cienia uśmiechu.
Uniosłem kąciki ust szeroko w górę wpatrując się w jej niebieskie oczy otoczone milionem brązowych kropek, piegów.
- Cześć - przywitałem się grzecznie, próbując przestać się szczerzyć, dziewczyna wydawała się naprawdę urocza, ale aż zbyt nieśmiała. - Mogę? - spytałem gdy na moje powitanie jedynie skinęła lekko głową. Rozejrzałem się po pokoju, był dość... Różowy. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale jego dziewczęcość raziła w oczy, a osoba, z którą miałem przyjemność rozmawiać nie przypominała mi jego właścicielki. - Ładnie mieszkasz - mruknąłem przechadzając się po podłodze dookoła.
- Dziękuję - odparła wreszcie, nawet lekko się przy tym uśmiechając.
- A tak, bo pewnie Ci mówili, że mam Cię oprowadzić po szkole? W takim razie oto ja Twój nowy przewodnik życiowy Ivan Petersov - skłoniłem się teatralnie - Liczę na zgraną współpracę - ukazałem dziewczynie rząd białych zębów, średnio wiedząc jak rozluźnić atmosferę. Rudowłosa pokiwała głową, jedynie się do mnie uśmiechając. - Jeśli chcesz mogę przyjść później... - zacząłem.
- Nie, możemy iść - odparła podchodząc do drzwi...
***
Zwiedzanie szkoły nie było tak nudne jak sam się spodziewałem, właściwie dziewczyna nawet zdążyła się nieco rozweselić i udało mi się zamienić z nią kilka zdań, była naprawdę sympatyczna.
- Może teraz przejdziemy do tej ciekawszej części szkoły, tak zwana stołówka - uśmiechnąłem się szeroko prowadząc dziewczynę schodami w dół, prosto do ogromnej sali wypełnionej stołami i jak to na stołówce zazwyczaj bywa masą jedzenia.
Może raczej lodówek, w której to jedzenie było.
- Jak jesteś głodna możemy zrobić przerwę - wzruszyłem ramionami wskakując na blat jednego ze stołów, gdy drzwi do pomieszczenia otworzyły się z nieprzyjemnym dźwiękiem.
- Petersov widzę podrywasz kolejną ofiarę - blodndwłosa dziewczyna o niebywale długich nogach z impetem zmierzała w naszą stronę. Zachciało mi się śmiać gdy wyjątkowo intensywnie zaczęła poruszać swoimi kształtami, z tego co widziałem rozbawiło to nie tylko mnie. Blondyna stanęła przede mną rzucając ostre spojrzenia.
- W co Ty się bawisz co? Myślałam, że Twój poziom sięga nieco wyżej, jednak jak widać razem z talentem umiera też gust - przewróciła oczami dokładnie oglądając rudowłosą.
- Takie szare myszki jak Ty mogą mieć ciężko w tej szkole - posłała mojej towarzyszce cyniczny uśmiech, przewracając oczami.
Autumn?
Wybacz, egzaminy odebrały mi wenę.