czwartek, 22 grudnia 2016
Od Kendall do Kayline
-Za miesiąc będę już miała.- burknęłam marszcząc delikatnie przy tym brwi.- Czemu nie? Chociaż na chwilę, tak wejść i wyjść.- dodałam po chwili próbując jakoś zachęcić Kay.
Szczerze mówiąc zachowała się jak natarczywy rodzic, który wiele zakazuję, nie ma zaufania do nikogo, i jest niezwykle nadopiekuńczy. Wiedziałam, że ulegnie, a nawet gdyby tak się nie stało by poszła za mną. Nastąpiła niezręczna cisza, widocznie nie miała zamiaru mi odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytanie. Nie mając już zamiaru dłużej czekać na to aż odpowie odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę najbliższego klubu, jakiego znałam zostawiając ją samą ze sobą. Będąc już przy klubie bez zastanowienia się weszłam do środka. Od razu poczułam mocną woń alkoholu i przytłaczająco ostry zapach papierosów, który po przekroczeniu progu dotarł do moich nozdrzy delikatnie drażniące je. Kolorowe światła migały rozjaśniając trochę całą przestrzeń, a dym z papierosów unosił się powoli w górę rozprzestrzeniając się dosłownie wszędzie. Muzyka grała głośno, ale przy najmniej mogłam, chociaż usłyszeć swoje własne myśli. Podeszłam do baru, stał tam dość wysoki brunet, który tylko przyglądał się tańczącym ludziom co raz podając dla innych ludzi drinki.
-Proszę, ja stawiam.- nagle powiedział podając mi drinka.
-Dziękuję ale..- zaczęłam odmawiając.
-Podziękujesz mi jak wypijesz.- przerwał mi uśmiechający się jeszcze szerzej.
Wzięłam drinka od barmana i wypiłam z kieliszka jednego łyka. Nigdy nie piłam, a moją pierwszą reakcją była myśl w typie "co za okropieństwo", skrzywiłam się i odłożyłam kieliszek na blat. Zaczęłam czuć się dość inaczej niż zazwyczaj, wszystko jakoś dziwnie zaczęło mi się rozmazywać, a muzyka stała się o wiele głośniejsza i wyraźniejsza niż wcześniej. Zaczęłam zauważać, że po wypiciu nawet małej ilości alkoholu staję się odważniejsza. Nie panowałam już nad sobą, co raz wydawało mi się, że w tym tłumie tańczących ludzi widzę Kayline. Przepchałam się na parkiet próbując jakoś wtopić się w ten ogromny tłum tańczących ludzi, a do tego wzrokiem szukałam niebieskookiej. Odwróciłam się i zauważyłam ją. Byłam pewna, że poczuła ode mnie mocną woń alkoholu, mimo iż stała w pewnej odległości ode mnie. Zaczęłam iść w jej stronę, aż stałam naprzeciwko jej.
-Dobrze się bawisz?- zapytałam się dość niewyraźne.
-Ken, nie powinnaś sama wiesz o tym.- odezwała się poważnie.- Nie powinnaś się tak mocno upić.- dodała niemal szeptem.
Znów to samo, lecz ku mojemu zdziwieniu nie zareagowałam teraz tak samo, jak wcześniej. Byłam już nieźle wstawiona, a powtarzająca dziewczyna to, że lepiej już iść tylko pogarszała całą sytuację. Nagle zarzuciłam swoję ręce na jej szyję i zbliżyłam się do niej. Byłam niebezpiecznie blisko jej twarzy, a ona temu nawet nie zaprzeczała, tylko przyglądała mi się z lekkim zszokowaniem na twarzy. Zbliżyłam swoją twarz do jej tak blisko, że mogłam poczuć jej oddech na swojej skórze. Przygryzłam dolną wargę, wiedziałam, że to już były tylko sekundy, które po chwili i tak przepadną w niepamięć następnego dnia. Mój wzrok powędrował na jej niebieskie oczy, które bacznie przyglądały się mi z zaciekawieniem. Delikatnie pocałowałam ją w usta, nie wiedziałam czemu, raczej nie chciałam wiedzieć, ale i tak wiem że ciekawość by wygrała.
<Kayline?>
Katfrin Salvadore
Kto pyta nie błądzi
Kto silny ten rządzi
Kto głupi ten pieprzy
Kto pierwszy ten lepszy
Zacząłeś to skończ
Nie byłeś to bądź
Chcesz mieć to musisz wziąć

Imię: Katfrin posługuje się jednak pseudonimem
Pseudonim: Setna (brat woła na nią Kat)
Nazwisko: Salvadore
Wiek: 19 lat
Płeć: kobieta
Orientacja: Demiseksualna
Głos: The Pretty Reckless - Heaven Knows
Moc: Kontrolowanie zwierząt
Pokój: 12 jednoosobowy
Aparycja: Długie blond włosy, które zwykle spływają po jej ramionach, zazwyczaj są proste dopiero końcówki ma lekko pofalowane. Jej oczy są czarne, patrząc w nie masz wrażenie, że utknąłeś w otchłani ciemności. Oczy zawsze mocno podkreślone. Ma anoreksje pomimo tego ma dobra figurę i jest dość wysportowaną osobą. Jej wzrost to 175 cm, a waga to 44 kg. Ma krągłości tam gdzie trzeba jednak nie zwraca na to uwagi. Ubrania a raczej jej kolor zawsze musi być czarny nie ważne gdzie idzie, kiedy i z kim - czarny. Posiada też kilka tatuaży które często odsłania.
Charakter: Miła, kochana osoba nie mogąca skrzywdzić muchy… no tak muchy nie skrzywdzi bo nawet jej nie dotknie co nie znaczy, że nie żuci w nią nożem i jej nie zabije. Ale co do klapaczki... nie za bardzo się brzydzi… ble! Ale czy na pewno jest miła i kochana? Tsa… wręcz przeciwnie, nie wyobraża sobie życia bez sarkazmu i zabijania innych. Kocha wnerwiać, a wręcz wk*rwiać innych i śmiać się z nich. Nie lubi być poważna choć nie chodzi tu o śmianie się… w ogóle po co marnować urodę? Zmarszczki…? To nie dla niej, woli być bezlitosną suką z piękną mordą niż wesołą księżniczką z brokatem na mordzie zasłaniającą zmarszczki! Zawsze przerywa czyjeś wypowiedzi łapiąc za błędy, przyczepi się do wszystkiego i każdego, choć sama uważa, że ona jest idealna… uważa? Ona to wie, jest idealną bezlitosną suką, nazwij ją tak a ona będzie szczęśliwa choć nie da po sobie o tym poznać… zmarszczki?!
No cóż Katfrin nie należy też do kłamców… chyba, że wyjdzie jej to na dobre. Zwykle jest szczera, ale jeśli po przez kłamstwo można coś osiągnąć… to czemu nie wykorzystać swojej wspaniałej gry aktorskiej? Nie interesuje ją czy ktoś przez to będzie cierpieć, przecież ważne by jej było dobrze! Nie interesuje ją życie innych, ich szczęście to ich uczucie, nie jej! Nie ma zamiaru cieszyć się tylko dlatego bo komuś zdarzyła się miła rzecz… to bezsensu!
Katfrin to mroczna osoba, wyobraża sobie świat inaczej niż każdy inny… nie jest taki piękny jak teraz… jeśli uważasz, że dzisiejszy świat jest do d*py czy brutalny to nie chcesz poznać marzeń tej dziewczyny… nie… w ogóle nie poznawaj tej osoby. Zniszczy cię, Columbiana uwielbia łamać psychikę ludzi i mówić co mają robić. Torturuje ich, a potem są jej cieniami, dlatego wiele wie, od ludzi, których złamała, teraz są jej sługami i dobrze jej z tym. Żyje swoimi zasadami i nieważne czy zagraża to jej życiu. Zrobi to co musi. Za swoją rodzinę (a raczej jej część bo tylko brata, Demona i Mortena) mogła by zginąć, oddać wszystko, być poniżana i torturowana, jednak nigdy nie uklęknie. Przed nikim się nie pokłoni, nigdy. Nie ma szacunku dla innych, nie będzie im podlegać, nie ukłoni się, nie będzie sługą. To ona łamię ludzi, to ona nimi potem rządzi, to ona zabija, to ona torturuje. Ona nie pokłoni się nawet jeśli wpływać będzie to na jej życie, jeśli będziesz chciał ją zabić za to, że tego nie zrobiła, ona splunie ci na twarz i powie, że się nudzi. Będzie miała odwagę spojrzeć w twoje uczy i zaśmiać się, rzec, że nigdy się tak nie uśmiała, że już nigdy się nie uśmiechnie i ostatnie co zobaczy to twoją mordę. Więc każąc Katfrin się pokłonić nie licz na wiele, jedynie na wyśmianie, poniżanie, plucie na ciebie oraz sarkazm.
Dziewczyna jest bardzo uparta co do swoich planów, więc nie ważne czy będą one prawie nie do zrobienia trzeba wykonać to do końca. Nie lubi gdy ktoś jej pomaga i mówi co ma robić, twoja pomoc będzie bezskuteczna… czemu? Chcesz pomóc tej wrednej zimnej osobie? Nie wtrącaj się do tego co robi… tylko tyle wymagaj jeśli chcesz jednak zrobić coś innego Katfrin tego po prostu nie zauważy, będzie ignorowała twoją pomoc i ciebie. Więc nie licz na podziękowania czy przytulanie… Columbiana nie lubi się przytulać, nie lubi gdy ktoś ją dotyka, przypomina jej to dzieciństwo, jak jej rodzina ją biła i molestowała. Kat prawie się wtedy złamała, prawię się pokłoniła i powiedziała by robili co chcą. Jednak w tym czasie pojawił się Sylvain który uratował ją przed błędem życia.
Jest to cierpliwa osoba… nie wierzę pierwsza dobra cecha! Ale czy w dobrych zamiarach…? No właśnie nie. Katfrin może czekać miesiącami na dobry moment zabicia, torturowania i wyciągania informacji. Uwielbia łamać ludzi, do nich trzeba mieć cierpliwość, odwagę, narzędzia i silną wolę, dziewczyna ma wszystko co potrzebne więc czemu się nie zabawić? Niestety w tej zabawię szczęśliwa jest tylko dziewczyna. Możesz uznać ją za psychicznie chorą i prawdopodobnie masz rację.
Choć pod warstwami żądzy zabijania, wredoty, bezlitości oraz zła jest to dziewczynka która miała złe dzieciństwo, złe życie, to rodzina zrobiła ją taką jaką jest. To rodzinę powinni obwiniać, i choć Katfrin w to nie wierzy i chce zapomnieć wiedziała, że wtedy, gdy ją dotykalni i bili złamała się, wtedy była małą dziewczynką chcącą być kochaną i szanowaną. Ale zmienili ją, zmienili na potwora. Maszynę do zabijania, do torturowania i żądną zemsty dziewczynę . Każdy myśli, że dla niej nie ma już ratunku… może to prawda. Może już nigdy nie zrobi czegoś dobrego, ale chce zaznać prawdziwego szczęścia, nie chodzi jej tylko o miłość. Pragnie być spokojną osobą nie martwiącą się o to kto i jak może chcieć ją zabić. Chce być normalną osobą… jednak czy potrafiłaby się zmienić? Raczej nie… dlatego nie wierzy w to co wierzą inni. Kiedyś obiecała sobie, że stanie się jak diabeł, już dziś może przyznać, że dokonała tego zadania. Już dziś może umrzeć…
Choć zawsze pragnęła spełniać swoje marzenia, realizuje je do dziś, do dziś chce być szczęśliwa jednak nie widać tego po niej na pierwszy rzut oka… może nawet nie i po setnym ale jednak, ma marzenia, ma cele. Nie ma jednego… szczęścia.
Partner: Ludzie szukają swojej drugiej połówki... mnie mama w całości urodziła
Rodzina: Christian Salvadore oraz kuzynka Hafetesona Black, kuzyn Hangagog Black
Zainteresowania: Uwielbia boks, a raczej wszystkie walki, którymi można choć trochę skrzywdzić. Dużo ćwiczyć, kalitoteka to jej ulubiona dyscyplina nie licząc piłki ręcznej i pływania. Często wymyka się w nocy by zaobserwować zwierzęta, które wprost kocha.
Inne:
Uwielbia kawę
Nienawidzi owadów i dzieci
Od najmłodszych lat była wychowywana na zabójcę
Kocha wysiłek
Nieraz czyta
Nie je mięsa
Jest anorektyczką
Jest silna psychicznie
Nie toleruje spóźnień
Lubi biegać
Kalistoteka to jeden ze sportów w którym jest świetna
Nieraz pije (jednak gdy jest na coś tylko i wyłącznie wk*rwiona)
Pali
Jest wspaniałą aktorką
Ma kilka węży i pająków
Kontakt: Katfrin.
Christian Salvadore
Życie jest jak penis proste i mięciutkie, to kobiety tworzą je twardym i skrzywionym.

Imię: Christian
Pseudonim: Chris
Nazwisko: Salvadore
Wiek: 22 lata
Płeć: mężczyzna
Orientacja: biseksualny
Głos: Twenty One Pilots - Heathens
Moc: Taką samą jak Katfrin, zwierzęta są mu posłuszne bez ich woli
Pokój: 10 jednoosobowy
Aparycja: Christian jest bardzo wysoki gdyż mierzy on 198 cm. Jest wysportowany przez długie lata ćwiczeń, które wykonuje do dziś. Ma on czarne włosy oraz tego samego koloru oczy. Rysy jego twarzy są dość mocne. Jest to chłopak, który nie wstydzi się, więc często chodzi bez bluzki, można go zobaczyć w samych spodniach dość często. Posiada też tatuaż na plecach.
Charakter: Zacznijmy od tego iż Christian jest bardzo podobny do Katfrin. Nie są jak dwie krople wody, jednak jest to widoczne. Mimo wszystko czarnooki jest bardziej zboczony... nie, nie bardziej, jest bardzo zboczony. Śmiało można nazwać go pedofilem, tak... często robi to z młodszymi od siebie o nawet siedem lat, nikim nie pogardzi. Nikim w znaczeniu człowiekiem... zwierząt nie tyka, je tylko szanuje. Mimo wszystko Christian ma szacunek jedynie do zwierząt... może dlatego, że jest tak samo kulturalny jak one? Chłopak nie zna czegoś takiego jak wstyd, kultura osobista, przestrzeń osobista (zawsze ją narusza), przepraszanie czy wybaczanie. Nigdy nie zapomina... nigdy, wszystko co zostało mu dane on odda ze zdwojoną siło... no może prócz: miłości, szczęścia, dobroci, prawdomówności, wierności i pomocy. Tak... oddaje tylko te przeciwne cechy, gdy ktoś go skrzywdzi... choć nie, to jest nie możliwe... Christian jest nie dość, że silny psychicznie, to jeszcze umie bez problemu łamać psychikę ludzi, jak i nadnaturalnych. Jest dość wybuchowym mężczyzną i często się do czegoś przyczepia, gdy ma złe dni nawet najmniejszy błąd sprawia, iż może się wściec. Mimo to jest bardzo cierpliwy i sprytny, co tworzy u niego dobrą mieszankę, zawsze wybrnie przez to z sytuacji, w której może ucierpieć jego duma. A co do jego dumy... jego ego jest bardzo, ale to bardzo wysokie i nikt nie może go urazić, bo cię zniszczy.
Czy ten dupek ma w ogóle uczucia, a właśnie tu jest minus, choć może i nie?... Posiada on uczucia, jednak czy dobre... to raczej nie jest pewne. Christian jednak uwielbia wykorzystywać uczucia innych, nie zakochuj się w nim... wykorzysta to do wszystkiego, a i tak będzie cię zdradzał. Nie wierzy w miłość i oddanie, uważa, że wszyscy robią to by wykorzystywać, więc po co on ma być wykorzystywanym skoro on to może robić? Proste...
Christian jak już wspomniałam to zboczeniec... ma ze wszystkim skojarzenia i najlepiej jak by uprawiał se.ks codziennie, jednak nie raz nie jest on dostępny i trzeba sobie poradzić samemu... no cóż, życie. Chłopak mimo wszystko rzadko sam się zaspokaja, woli iść do jakiegoś klubu i tam poznać jakąś pijaną dziewczynę, która nawet nic nie będzie pamiętała i zostawi ją rano nieświadomą wszystkiego co się zdarzyło. Dupek ten często robi takie wypady i wcale mu to nie przeszkadza, często podrywa dziewczyny młodsze od siebie nie mowa tu o siedemnastolatkach czy szesnastolatkach... zdarzały się i młodsze, które nie odmawiały mu se.ksu. Możesz nazwać go pedofilem... ale wiedz jedno, robi to za zgodą, jeśli ktoś mu włazi do łóżka, to czemu nie skorzystać?
Jak opisać jednym zdaniem tego o to naszego pedofila, dupka, bise.ksualnego kolegę? Jeśli masz dziurę, on już chce cię piep*zyć. Christian nie kryje się ze swoją orientacją i ma w dupie co pomyślą inni, jego życie, jego wybory, nie twój biznes. Ten człowiek nie lubi jak mu pomagasz, ale jeśli już to robisz to słuchaj jego poleceń albo najprościej w świecie odwróć się, odejdź, znajdź drzwi, wyjdź, opuść pomieszczenie przed wybuchem wulgaryzmu Christiana. Czarnooki nie zna czegoś takiego jak ograniczenie, a co dopiero w przeklinaniu... nie wyobraża sobie dnia bez wulgarnych słów. Nie mów mu by nie przeklinał gdyż zapamięta twoją twarzunie i będzie poprawiał cię na każdym możliwym kroku.
Partner: Jedna noc jak to mówi Christian: Aby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek ~ Tiago
Rodzina: Setna Katfrin Salvadore
Inne: Jego ulubioną bronią jest miecz
Uwielbia zielony kolor
Miał dużo dziewczyn i chłopaków a jeszcze więcej przyjaciół seksualnych
Ćwiczy już 9 lat
Kalistenika to coś uwielbia i nigdy nie odpuści tego sportu (ćwiczenia na drążkach)
Cierpi na bezsenność
Uwielbia kawę
Woli zwierzęta od ludzi jednak trzeba kogoś piep*zyć
Pali
Nieraz zdarzy mu się coś napić
Kiedyś ćpał i się uzależnił jednak wyszedł z tego
Kontakt: Katfrin.
Od Dezyderego
- Jestem najstarszym, a do tego najmniej dojrzalszym osobnikiem na terenie tego akademika. Nic dziwnego, że nawet nie potrafię zaparzyć herbaty. Ba, że nie chce mi się tego zrobić.- Mruczałem sam do siebie. Przemierzałem właśnie korytarze akademii, obracając przy tym portfelem w dłoniach. Postanowiłem przeznaczyć resztki swojego dorobku na pojechanie do miasta, kupienie kubka zielonej herbaty (najlepiej jaśminowej) i wrócenie do domu. Jestem absolutnym mistrzem w wydawaniu pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. Wróć! Herbata jest potrzebna. Szczególnie dla osób takich jak ja.
Spojrzałem na zegarek. Kolejny autobus miałem za jakieś pięć minut, podczas gdy ja nawet nie wygramoliłem się z budynku. Pogratulować umiejętności. Biegłem więc sprintem, aby zdążyć na mój środek transportu, potrącając przy tym różne osoby, które wrzeszczały na mnie, dając mi przy tym różne ciekawe przezwiska. Nie obyło się też bez przekleństw oczywiście. Ja natomiast będąc całkowicie zasapanym nie zwracałem na to jakiejś szczególnej uwagi, jedyne na czym się skupiałem to to, żeby się nie spóźnić. Przez moje krótkie nóżki nie mogłem poruszać się zbyt szybko, ale i tak udało mi się zdążyć na czas. Zająłem miejsce przy oknie, wolne od ludzi. Oparłem głowę o szybę i czekałem, aż dotrę do celu podróży, którym była przytulna kawiarenka na rogu ulicy. Jej wnętrze było utrzymane w ciemnych barwach, odcieniach kakao i czarnej, parzonej kawy. Ten sam zapach roznosił się po całej sali. Miękkie poduszki w krzesłach i kilka foteli. Obsługa zawsze była miła. Lubiła z tobą pogadać nawet i najmniejszych pierdołach, po prostu byli ludzcy. Mieli naprawdę dobrą kawę, jak i gorącą czekoladę, ale i tak jak dla mnie górowała tam herbata. Szczególnie, gdy zamówiło się do niej jakąś tartę, na przykład z truskawkami, albo ciasteczko czekoladowe. Ich wypieki były niczego sobie i niejedna cukiernia mogła się przy nich schować. Trafiłem tam kiedyś całkowicie przypadkiem i nie żałuję tego.
Tym razem jednak nie mogłem zostać i wypić ciepłego napoju tam. Obowiązki wzywały mnie do akademii. Zamówiłem więc herbatę na wynos i poszedłem na przystanek. Rozkład jazdy autobusów wkułem już na pamięć, żeby wiedzieć ile czasu mam na wypicie i odpoczęcie w ulubionym miejscu. Bus powrotny przyjechał po dziesięciu minutach, podczas których nie upiłem ani łyka. Nie przepadam za zbyt gorącą herbatą, zdecydowanie wolałem tą letnią, albo tylko delikatnie podgrzaną. W autobusie dbałem jak tylko mogłem o to, aby jej nie wylać. Udało się, co było pierwszym moim sukcesem tego dnia.
Zadowolony z siebie szedłem korytarzem w drodze powrotnej do swojego pokoju. Spotykałem się z niezadowolonymi spojrzeniami osób, które jakiś czas temu zostały przeze mnie wręcz staranowane. Odpowiadałem im cichym przepraszam, albo wzrokiem proszącym o przebaczenie. Niektórzy wyglądali jakby mi wybaczyli, inni jakby jeszcze bardziej mnie znienawidzili. Wzruszałem na to ramionami, zauważając przy tym, że herbata jest już chłodniejsza. Chciałem się już napić, gdy usłyszałem huk, oraz poczułem ból w okolicach nosa, żebra i prawej ręki. Po chwili mój cały brzuch był mokry. Ktoś postanowił otworzyć drzwi z jak to się mówi "kopa". Na nieszczęście otwierały się na zewnątrz. Klamka uderzyła mnie w żebra, natomiast drewno na początku przygwoździło moją rękę z kubkiem (który został zmiażdżony) do klatki piersiowej, następnie zaś uderzyło mnie w nos. Witaj kolejny tygodniu noszenia opatrunku na nos! Spojrzałem w dół, gdzie plama zielonkawej cieczy mieszała się właśnie z kropelkami krwi, które skapywały z moich nozdrzy. Zwróciłem wzrok na drzwi, zza których po chwili wyłoniła się osoba winna temu wypadkowi. Ja natomiast uśmiechałem się jak debil, nie zwracając uwagi na krew w ustach.
(Ktoś, coś? Przepraszam, nie wiedziałam co wymyślić xD)
Od Kayline do Kendall
Tak samotnie idąc ulicami, aż robiło mi się niedobrze. Te wszystkie ozdoby świąteczne, świecidełka, aż do porzygania. Czy na prawdę ktoś chce robić ze swojego domu stojącą świeczkę? Bynajmniej ja nie. Przesada nie należała, oraz dalej nie należy co do moich zwyczajów "dekorowań".
- Przepraszam.- Powiedziała jakaś kobieta, która najwidoczniej tak jak ja, chodziła zamyślona nie zwracając uwagi na wielu przechodniów. Co najgorszego jest w zimie? Krótkie dni...nic się nie da zrobić, bo o 16 już ciemno jak w dupie. A jednak! Można kupować ozdoby i lampki! ~Ty. Ciebie też to czeka~ Zagroził głos, któremu od razu kazałam się zamknąć. Zazwyczaj na tym, rozmowa się kończy, ale..nie tym razem. Słyszałam, o jego planach na święta, co mam kupić, co i jak przygotować...
- JESTEŚ TYLKO GŁOSEM, IDIOTO!- Wydarłam się w końcu, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądałam dziwnie? Owszem. Ale kogo to obchodzi? Mnie i jakiegoś chłopaka, na którego niespodziewanie wpadłam, kłócąc się z samą sobą. Poleciałabym w dół, gdyby nie jego silny uścisk. Ujrzawszy jego zielone tęczówki, brąz czuprynę, zaniemówiłam. Brunet z MC... powód kłótni, ale za to...zabójczo przystojny powód kłótni.
- Haj, ja cię gdzieś widziałem.- Uśmiechnął się, przy czym zmiękły mi kolana. Pierwszy raz ktoś tak na mnie działa! Ale, ale...Nie na to czas, trzeba wracać, romanse to nie dla mnie.
- Taaak...kupowałam lody i Chikery..- Wycedziłam, podnosząc się do pozycji stojącej. Wydawał się być zadowolony ze swojej "pomocy", jaką mi dał. Kiwnął głową, pytając, czy może mnie odprowadzić. Odmawianie nie pomagało, tak jak i naleganie chłopaka. Dwa, uparte duchy toczyły ze sobą walkę o to samo.
- Ale serio...sama, o tej porze?- Dopytał, marszcząc brwi.
- Pójdzie ze mną- za sobą, usłyszałam dosyć dziecięcy głos, pasujący tylko do jednej osoby, którą objęłam przyjaźnie ramieniem. Chłopak, tylko zmierzył ją niechętnym wzrokiem, tak z resztą i ona.
Po jego odejściu, odwróciłam do niej wzrok.- Dzięki, Ken.- Mruknęłam, ciągnąc jej policzki niczym babcia, nie widząc swojej wnuczki od dawna.
- Ken?- Zdziwiła się, a jednak ucieszyła, machając ręką w moim kierunku. Te promyki w jej oczach, mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się złośliwie, popychając ją w kierunku przeze mnie wyznaczonym.
- A co, nie mogę cię tak nazywać?- Prychnięcie i udawanie obrażanej...normalnie aktorka.
- Znaczy ten...możesz- odparła nieśmiało, widocznie wierząc w moje mini "przedstawienie". Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się przy tym. Śnieg przestał padać, więc otrzepałam się z niego. Ukradkiem zauważyłam zwrócony ku mojej osobie, wzrok Kendall. Więc gdy ją na tym przyłapywałam, ona prędko odwracała głowę, niczym spłoszone zwierze. Wzruszyłam ramionami, wznawiając nasz marsz.
- a gdzie tak właściwie idziemy?- Dobre pytanie, Ken. Dobre pytanie... Ponownie wzruszyłam ramionami, sadzając ręce do kieszeni.- Za to ja mam pomysł.- Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dawaj- kiwnęłam głową w jej stronę. Tajemniczo przybliżyła się do mnie, chcąc szepnąć mi coś do ucha. Nastawiłam głowę, czekając na jej propozycję.
- Możemy iść na imprezę.- Pod wpływem emocji, zaśmiałam się głucho, niemal nie wybuchając przy wszystkich,. A jednak...Mój śmiech słychać była w całej dzielnicy, którą właśnie podążałyśmy.
- Impreza? Kendall, ty dzieckiem jeszcze jesteś!- Położyłam w rozbawieniu rękę na jej ramię. Ta, wielce obrażona krzyżowała ręce, patrząc gdzie indziej, udając że mnie nie zna.- Ty nawet osiemnastki nie masz!
<Kenny? XD>
- JESTEŚ TYLKO GŁOSEM, IDIOTO!- Wydarłam się w końcu, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądałam dziwnie? Owszem. Ale kogo to obchodzi? Mnie i jakiegoś chłopaka, na którego niespodziewanie wpadłam, kłócąc się z samą sobą. Poleciałabym w dół, gdyby nie jego silny uścisk. Ujrzawszy jego zielone tęczówki, brąz czuprynę, zaniemówiłam. Brunet z MC... powód kłótni, ale za to...zabójczo przystojny powód kłótni.
- Haj, ja cię gdzieś widziałem.- Uśmiechnął się, przy czym zmiękły mi kolana. Pierwszy raz ktoś tak na mnie działa! Ale, ale...Nie na to czas, trzeba wracać, romanse to nie dla mnie.
- Taaak...kupowałam lody i Chikery..- Wycedziłam, podnosząc się do pozycji stojącej. Wydawał się być zadowolony ze swojej "pomocy", jaką mi dał. Kiwnął głową, pytając, czy może mnie odprowadzić. Odmawianie nie pomagało, tak jak i naleganie chłopaka. Dwa, uparte duchy toczyły ze sobą walkę o to samo.
- Ale serio...sama, o tej porze?- Dopytał, marszcząc brwi.
- Pójdzie ze mną- za sobą, usłyszałam dosyć dziecięcy głos, pasujący tylko do jednej osoby, którą objęłam przyjaźnie ramieniem. Chłopak, tylko zmierzył ją niechętnym wzrokiem, tak z resztą i ona.
Po jego odejściu, odwróciłam do niej wzrok.- Dzięki, Ken.- Mruknęłam, ciągnąc jej policzki niczym babcia, nie widząc swojej wnuczki od dawna.
- Ken?- Zdziwiła się, a jednak ucieszyła, machając ręką w moim kierunku. Te promyki w jej oczach, mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się złośliwie, popychając ją w kierunku przeze mnie wyznaczonym.
- A co, nie mogę cię tak nazywać?- Prychnięcie i udawanie obrażanej...normalnie aktorka.
- Znaczy ten...możesz- odparła nieśmiało, widocznie wierząc w moje mini "przedstawienie". Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się przy tym. Śnieg przestał padać, więc otrzepałam się z niego. Ukradkiem zauważyłam zwrócony ku mojej osobie, wzrok Kendall. Więc gdy ją na tym przyłapywałam, ona prędko odwracała głowę, niczym spłoszone zwierze. Wzruszyłam ramionami, wznawiając nasz marsz.
- a gdzie tak właściwie idziemy?- Dobre pytanie, Ken. Dobre pytanie... Ponownie wzruszyłam ramionami, sadzając ręce do kieszeni.- Za to ja mam pomysł.- Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dawaj- kiwnęłam głową w jej stronę. Tajemniczo przybliżyła się do mnie, chcąc szepnąć mi coś do ucha. Nastawiłam głowę, czekając na jej propozycję.
- Możemy iść na imprezę.- Pod wpływem emocji, zaśmiałam się głucho, niemal nie wybuchając przy wszystkich,. A jednak...Mój śmiech słychać była w całej dzielnicy, którą właśnie podążałyśmy.
- Impreza? Kendall, ty dzieckiem jeszcze jesteś!- Położyłam w rozbawieniu rękę na jej ramię. Ta, wielce obrażona krzyżowała ręce, patrząc gdzie indziej, udając że mnie nie zna.- Ty nawet osiemnastki nie masz!
<Kenny? XD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)