środa, 7 grudnia 2016

Od Devona do Ivy

Ciemna limuzyna, będąca wzorem luksusu i utwierdzeniem w przekonaniu, iż osoba poruszająca się nią dysponuje grubym portfelem zatrzymała się tuż przed mymi stopami. Kierowca sprawujący ogółem rolę szofera wysiadł z pojazdu by otworzyć drzwi naszej dwójce. Ivy, choć oblana czerwonym rumieńcem uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku wozu, co wkrótce zrobiłem i ja, uprzednio kiwając na faceta by powrócił za kierownicę. Wnętrze samochodu urządzone było z klasą na jaką przystało ludziom wożącym się takimi zabawkami. Siedzenia obite białą skórą, szyby przyciemnione, niewielki barek wypchany po brzegi najdroższymi szampanami oraz oświetlenie, którego pozazdrościłby nie jeden klub nocny. Całość współgrała ze sobą, jednocześnie pozostawiając tu nieco wolnego miejsca, by nie czuć się zbyt ciasno. Od razu udało mi się dostrzec niewielki podarunek od firmy, którym była butelka dobrego szampana. Posławszy zaczepny uśmiech dziewczynie otworzyłem go i zapełniłem nim dwa kieliszki, z czego jeden potem podałem jasnowłosej. Wzniosłem toast na cześć dzisiejszego wieczoru, stuknąłem się szkłem z Ivy i skosztowałem alkoholu. Ten palił przyjemnie podniebienie, następnie przełyk, po chwili zostawiając za sobą ciepło promieniujące wewnątrz ust. Postanowiłem przerwać ciszę panującą od jakiejś chwili, przez chwilę jednak zastanawiając się co ciekawego powiedzieć. No cóż, w życiu nie byłem na randce, nikt nie może mieć mi tego za złe. Ivy na pewno nie miała, gdyż niespodziewanie zaśmiała się, a wzburzająca nią fala śmiechu nasilała się z każdym kolejnym parsknięciem. Uniosłem jedną brew w geście zapytania, co jeszcze bardziej pogrążyło dziewczynę w oceanie śmiechu.
- Kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi - wycedziłem, lecz by załagodzić suchość tego zdania dodałem: - Ale podoba mi się to. - A dziewczyna znów się zaśmiała. Pociągnąłem kolejny łyk szampana, oczekując aż moja towarzyszka choć trochę uspokoi się. Uśmiech przy tym nie schodził mi z ust, ale cóż, tak już mam. Tak już mam przy niej.
- Okay, ten wieczór zapowiada się świetnie - odezwała się wreszcie, opanowawszy śmiech, błądząc swoim wzrokiem po każdym rogu. W końcu nasze spojrzenia skrzyżowały się, na co oboje zareagowaliśmy zmierzeniem każdego milimetra swojej twarzy. Dziewczyna dziś wyjątkowo nałożyła więcej makijażu, choć z umiarem (za co szczerze jej dziękuję). Oczy podkreśliła kredką i cieniami o kolorze zbliżonym do jej cery. Ponad to wydłużyła rzęsy, spod których teraz wydobywało się zaintrygowane spojrzenie. Udało mi się przyuważyć również niewielką, acz widoczną dla sprawnego oka zmianę w kolorystyce jej ust. Cholera, przyglądanie im się musiało okropnie (dwuznacznie!) wyglądać, a myśl ta była tak gwałtowna, że odwróciłem głowę w stronę okna. Chwilę próbowałem ustalić w której części drogi do celu jesteśmy, dając tym samym obraz na moją twarz z profilu dziewczynie. Kątem oka przyuważyłem, jak ta studiuje każdą jej część, skupia się na każdym niechlujnie rozrzuconym włosie, przechodząc w dół, aż do ust. Tego już za wiele, nie będzie.. Zdanie, w samym jego środku, wędrujące po mojej głowie przerwane jest nagle i niespodziewanie pocałunkiem. Teraz skupiam całą swoją uwagę na uspokojeniu myśli i dziewczynie, która jedną dłoń gubi w mojej gęstej czuprynie, drugą zaś kładzie na prawym policzku. By nie pozostać dłużnym swoimi rękoma oplatam Ivy w talii, by przyciągnąć ją do siebie jeszcze bardziej. Odrywamy się od siebie za potrzebą zaczerpnięcia powietrza, co akurat zgrywa się czasowo z dotarciem pod restaurację. Szofer otwiera drzwi, a widząc nas uśmiecha się tylko i gestem dłoni zaprasza do wyjścia. Przepuściwszy jasnowłosą wychodzę i ja, a drzwi zatrzaskują się tuż za moimi plecami. Pojazd odjeżdża, by ustąpić miejsca następnym, również zamierzającym spędzić tu dzisiejszy wieczór. Przyglądam się solidnemu budynkowi, dość minimalistycznie urządzonemu, co przełamuje jednak duża ilość świateł, dobywających się z każdego kąta i oświetlających każdy róg. Trzeźwość myślenia wraca do mnie kiedy Ivy opiera się na moim boku z cichym westchnieniem.. ulgi?
- Tak, ten wieczór będzie świetny - uśmiecham się do dziewczyny łapiąc ją w talii i prowadząc do szklanych drzwi. Zarezerwowany stolik powinien znajdować się gdzieś na uboczu, jednak nie daleko od sceny, na której to dziś miała pojawić się jakaś wyjątkowa atrakcja. Przypomnienie w głowie jest bardzo ważne, aby potem nie nabawić się jakichś bezsensownych i głupich nieporozumień w tak eleganckim miejscu. Pod znakiem zapytania stoi tylko ubiór kroczącej obok mnie Ivy, która nie wiedząc dokąd się wybiera w końcu musiała się w coś ubrać. Choć mogła przyjść również bez niczego. Kobiety są nieobliczalne.

Ivy? Dziękuję ci Pyćągu za wsparcie w trudnych chwilach i.. nienawidzę za to co kazałaś zrobić za tą "pomocną pomoc" (:

Shane Black

Imię: Niegdyś napisanu mu w papierach Shane, tak i się przedstawia.
Pseudonim: Każdy wymyśla coś nowego, jednakże oprócz łóżkowych koleżanek nikt nie używa tych zdrobnień przy ów osobie. Jeśli jednak się zdarzy odpowiednią karą może zostać cios w nos od chłopaka. Sam do siebie zaś zwraca się "kaleka".
Nazwisko: Jest to typowy, Amerykański Black, co jednak nie zmienia faktu, iż do każdego dokumentu z jego imieniem przypisane jest inne nazwisko. Posiada on bowiem całą garść nazwisk, dziedziczonych wraz z kolejnymi partnerami matki.
Wiek: Typowy Amerykanin, typowe nazwisko, typowe imię oraz nietypowa data urodzin, dokładnie trzydziesty luty. Chłopak urodził się bowiem w nietypowym mieście, w którym miesiąc ten przedłużył się o dzień z powodów zmian kalendarzowych. Shane nie obchodzi przez to urodzin, co zresztą idzie mu na rękę. Na planecie Ziemi przeżył już osiemnaście długich lat.
Płeć: Nie zmieniał płci, nie jest kobietą ani transwestytą.. zatem wychodzi na to, że jest facetem. Chłopak czerpie z tego co natura dała ile może.
Orientacja: W zasadzie nigdy nie był z facetem, co odnosi się całkiem na odwrót jeśli chodzi o kobiety. Co dzień może mieć inną, tak też i robi bo.. czemu nie? Czeprie z życia ile jest mu dane.
Moc: 
  • Zdecydowanie najsilniejszą z mocy chłopaka jest władza nad krwią każdej żywej istoty. Może zrobić z nią dosłownie wszystko, co mu się zamarzy: zatrzymać, ochłodzić, doprowadzić do wylewu czy jakiejś choroby z nią związaną. Smutne jest to, że nie ma na czym, a raczej na kim ćwiczyć.
  • Poza krwią, w posiadanie Shane'a dostać się może również cudze ciało. Jedynym, co go od tego wstrzymuje to konsekwencje wiążące się z używaniem tej mocy, a mianowicie ogromne zmęczenie. Jeśli ofiara jest tego świadoma, będzie mu ciężej ją przejąć, choć w końcu się uda.
Pokój: Jednoosobowy 14, gdzyż z przyjacielem ew. przyjaciółką długo by się nie przyjaźnił. Straszy bałaganiarz, babiarz, narkoman, alkoholik i do całego obrazka jeszcze pali papierosy. Towarzystwo by się zgorszyło, a tego nikt nie chce. Nawet Shane.
Aparycja: Najbardziej rzucająca się w oczy, niestety, jest niesprawność chłopaka. Jest to niewątpliwie jedyna ujma w urodzie chłopaka, powszechnie uchodzi za przystojnego i pożądanego przez płeć przeciwną. Solidna budowa ciała, w niektórych miejscach przyozdobiona mięśniami oraz bliznami po niewielkich sprzeczkach. Wzrostowo mierzy sobie około metr osiemdziesiąt osiem, czyniąc go tym samym wielkoludem na tle innych uczniów. Wyróżniającym się z tłumu jest na pewno, gdzyż zawsze jego głowę zaprząta burza burobrązowych włosów, często chowana również pod czapkami. Bez dwóch zdań ulubioną częścią garderoby chłopaka są okulary, bez których nigdzie się nie rusza. Pilotki zakrywają bystre spojrzenie oczu o soczystozielonych tęczówkach. Rysy twarzy Shane'a, choć wyraźne komponują się idealnie z bladą cerą i ciemną czupryną.
Charakter: Ironicznie idealny, metaforycznie niezniszczalny. Istota o wyjątkowo paskudnym charakterze, który ujawnia się już przy pierwszych sekundach znajomości. Sarkazm drugim imieniem chłopaka, złośliwość niczym nazwisko. Dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent uznałaby go za dupka, nie wartego ich uwagi. Towarzystwo zaś jego jest niczym dobre wino - nie dla wszystkich. Lubujący się w popularnym towarzystwie, często określany jako "badboy". Może tak, może nie, wszystko zależy od jego zachcianki. Przeprowadzenie rozmowy z ów osobą nie obejdzie się bez docinek, ciekawych przenośni, metafor czy chociażby banalnej ironii. Idealny w swoich niedoskonałościach, wyrachowany i przebiegły, czego na pierwszy rzut oka nie da się dostrzec. Tak naprawdę, w każdej sekundzie może obmyślać wielce skomplikowany plan czyjejś śmierci. Często robi to po prostu z nudów, uśmiechając się przy tym niczym głupi do sera. Cholernie pewny siebie, uparty jak osioł, a i na takim uporze nie raz się sparzył, czego najlepszym dowodem jest noga. Przy podbojach nierzadko uwodzicielski, acz umiejętność "romantyka" również jest w jego posiadaniu. Zwierz bez serca, kompletnie mający w swoich szlachetnych czterech literach uczucia innych. Niekiedy odbija mu palma, w morde dostanie każdy kto się nawinie a tabliczka "wstęp wzbroniony" wyląduje jako sztucieć w twojej szufladzie kuchennej.
Partner: Codziennie inna, liczy się? Jeśli chodzi o kogoś stałego i sprawy sercowe - takowe dla Shane'a nie istnieją.
Rodzina: Oprócz siebie nie ma nikogo, a bynajmniej chce tak myśleć. Marzenia pozostaną marzeniami, jak i jego rodzina pozostanie na odległym kontynencie. Nie utrzymuje kontaktu ani z matką, ojcem czy bratem. "Samodzielny chłopak" powiedziałby ktoś. I miałby racje. Od dwunastego roku życia radzi sobie bez ukochanej familii.
Zainteresowania: Poza nałogowym połykaniem tabletek, częstymi imprezami oraz zalewaniem się w trupa chłopak posiada tak zwane "koniki". Niewątpliwie zaliczyć do nich można fascynację motorami, motocrossami i wszystkim co posiada silnik oraz dwa kółka. Zauroczony od młodzieńczych lat niosącymi zagładę dwukołowcami regularnie wybiera się na dłuższe wypady wraz ze swoją maszyną, spędzając tak cały dzień. Jeśli jednak Shane nie robi żadnej z wymienionych powyżej czynności zazwyczaj kibicuje ulubionym drużynom w sportach takich jak koszykówka czy rugby. Nie raz wybiera się na takowe mecze by obejrzeć pokaz umiejętności których sam nigdy nie nabędzie. Osatnią zaś rzeczą, na którą faktycznie zwraca uwagę jest szkoła. Książkowy przykład gatunku zwanego szkołatus olewatus.
Inne:
  • Problemy z agresją u chłopaka wywoływane są między innymi przez ciągłe wystawiane go na stresowe sytuacje, alkohol bądź nikotynę. Paskudny nawyk, którego nie potrafi pozbyć się już od kilku lat.
  • Do szesnastego roku życia pilny student medycyny. Zgubiony przez nadmierną pewność siebie oraz niefortunny wypadek.
  • Jako świeżo upieczony osiemnastolatek Shane uczestniczył w poważnym wypadku, który na dodatek sam wywołał. Motor do kasacji, zaś chłopak na stół operacyjny. Gdyby nie jego uparcie i święte przekonanie o swojej teorii - teraz mógłby być jednym ze szczęśliwych posiadaczy sztucznej nogi. Tak jednak się nie stało, gdyż jak sam mówił "To moja noga. Lubię ją. Jeszcze może mi się do czegoś przydać". Wybierając pomiędzy opcjami "Odetniemy panu nogę, wzamian dostanie pan sztuczną" a "Jeśli nie zgodzi się pan na operację noga może nie wrócić do poprzedniej kondycji, ponad to będzie pan odczuwał bół do końca życia. Istnieje również opcja prawidłowej reakcji zanikających mięśni, a noga po jakimś czasie będzie cała i zdrowa" bez wahania wybrał drugą opcję. Pomimo wyraźnych sprzciwów jego partnerki, która jako najbliższa osoba również decydowała za jego zdrowie postawił na swoim. Los obstawiony przez chłopaka przegrał, a ból jako jedyny wierny przyjaciel pozostał. Coraz częściej kulenie na prawą nogę irytuje go, co za tym idzie - myśli idą w kierunku kupna wspomagającej go laski.
  • Uzależnienie od silnych leków przyszło wraz z kalectwem. Nie próbuje ani tego zatrzymać, ani z tym walcyć. Wręcz przeciwnie - nauczył się już z tym żyć. Dziennie potrafi wykorzystać średnie opakowanie prochów, te zaś łyka po kilka sztuk na raz niczym tic-tac. Załatwia je zaś z zaufanych źródeł.
  • Wzmożona odporność na wszelakie choroby jest zaletą chłopaka już od najmłodszych lat. Jest on okazem zdrowia, którego bardzo rzadko kiedy dopada zwyczajna grypa, kaszel czy katar. Jeśli już choruje, to robi to na całego.
  • Wyjątkowy wstręt u Shane'a budzą dzieci. "Bachory" jak je określa do czternastego roku życia jego zdaniem powinny być trzymane z dala od całej reszty. Czy słuszne? Niech każdy sam zadecyduje.
  • Za kolejną cekawostkę o chłopaku możnaby uznać tatuaż, znajdujący się na jego prawej nodze. Potężny smok przyozdobiony złotymi elementami rozdziawia swoją paszczę, a pełne nienawiści oczy błądzą w przestrzeni sukając kogokolwiek, aby połknąć go w całości, nie pozostawiając żadnego śladu istnienia po ów istocie. Ogon zwierzęcia zaplata się wokół kostki Shane'a, końcówkę swoją ukrywając w wewnętrznej stronie stopy.
  • Język chłopaka, nie dość że rozciągnięty posiada jeszcze jedną niespodziankę, którą jest kolczyk utkwiony w samym środku mięśnia. Często bawi się nim kiedy zżera go stres bądź wyjątkowa nuda. Kawałek metalu niespodziewanie przyniósł chłopakowi korzyści w kontaktach z dziewczętami.
  • Dłonie jak i stopy Shane'a zawsze są zimne, nie ważne ile trzymałby je pod gorącą wodą. Jest to efekt słabego krążenia krwi, co dziwnie, sam nie może tego kontrolować.
  • Często do zaczepienia dziewczyny używa swoich brwi, którymi to manipuluje z łatwością porównywalną do.. pewnych spraw politycznych. Gestykuluje nimi również podczas rozmów, używa jako elemet dodający komizmu i, szczerze - wychodzi mu to.
Inne zdjęcia: brak
Kontakt: hodowlapinto

wtorek, 6 grudnia 2016

Alan Coyne

"Don't watch tv no more, the news fucking scares me New world war, and I don't wanna run away, no I need a fuckin' 


Imię: Alan
Pseudonim: Często przedstawia się swoim nazwiskiem- Coyne.
Nazwisko: Coyne 
Wiek: 22 lata
Płeć: mężczyzna 
Orientacja: Bi
Moc: Kontrola nad elektroniką. a jaśniej? Może kontrolować urządzenia innych jak np. telefony, komputery, zasilanie, tak jak i oświetlenie w różnych pomieszczeniach, czy nagłe wybuchy urządzeń które mają związek z prądem. Reszty sam nie odkrył. 
Pokój: Jednoosobowy nr. 13
Aparycja: Ma bujną, brązową czuprynę, która często zakryta jest przez kaptur. Jego oczy, mają kolor zielony, jednak przy oświetleniu mogą zmienić się na piwne. Drugą, zakrytą na jego ciele częścią ciała jest nos, który jest lekko zgarbiony, jednak dodaje mu tego "wyrazu". Jego śnieżnobiałe zęby, które rzadko widać, są proste, ukryte pod lekkim zarostem. Jest szczupły, jednak ma wyrzeźbione mięśnie. 
Jest wysoki, ma ponad 190 cm. Oprócz tego, ma dosyć dużo blizn na ciele, oraz kolczyk w wardze.
Charakter: Widzisz go. Po prostu, przelotne spojrzenie. I już widać, że jest bardzo pewny siebie. Nie ma sytuacji, w której by tą pewność stracił. Nie jest typem "nie zrobię tego, bo ludzie patrzą ", tylko "zrobię to, ale czekaj aż będzie więcej ludzi". Bezpośredni z niego chłopak, który czasem zachowuje się jak dzieciak... No ale cóż poradzić? Zazwyczaj ludzie postrzegają go za tego, który zawsze bawi się najlepiej nie zważając na sytuację. Ale on po prostu potrafi cieszyć się nawet najmniejszymi rzeczami! Nie myśli co będzie jutro, tylko to co jest teraz. Niektórzy zazdroszczą mu tego optymizmu. W towarzystwie zachowuje się bardzo przyjaźnie, jednak tylko gdy sytuacja tego wymaga. Jeśli chodzi o nieznajomych, jest zdystansowany, a nawet małomówny i podejrzliwy. Zawsze pragnie dowiedzieć się jak najwięcej o danej osobie, ale nie jest wścibski. Wie, kiedy powinien odpuścić. On sam nigdy nie mówi tych najbardziej skrytych rzeczy, lub po prostu kłamie, mimo iż tego nie popiera. Nikomu nie ufa na tyle, by zwierzać się z najgorszych problemów. A jeśli już przy tym jesteśmy...Jest dobrym słuchaczem, który prawie zawsze ma dobrą radę w zanadrzu. Jeśli dogadasz się z nim na tyle, by się z nim zaprzyjaźnić, wiedz że będzie bardzo pomocny. Dla najbliższych zrobiłby wszystko! No, prawie...Jest wyrozumiały, oraz tolerancyjny. Ale, ale. Nie od razu wybacza, gdyż jest pamiętliwy. Taka sytuacja- jesteś jego przyjacielem/przyjaciółką, raz, 25 listopada 2006 roku coś powiedziałeś/aś złego, coś co na chwilę zepsuło waszą przyjaźń, on wybaczył po kilkunastu dniach i wszystko ok? HA! On będzie o tym pamiętał nawet jeśli było to kilkanaście lat temu. Łatwo jest stracić jego zaufanie, co jest pewnym minusem w jego życiu. Do nikogo nie potrafi się przywiązać tak jak do swojej rodziny. Chociaż nie...im też nie ufa w pełni.
Decyzje podejmuje starannie, ale i szybko. Szybko także reaguje na bodźce. chcesz go "zaatakować"? Będzie o tym wiedział zanim cokolwiek zrobisz. 
Teraz ta ciemniejsza strona, która może ujawnić się w najmniej spodziewanym momencie. On jest trochę jak kobieta podczas okresu...Z takiego fajnego, miłego chłopaka potrafi stać się istnym złem, nie tylko za swoją sprawą, ale i swego "przyjaciela". Zdenerwujesz tego cierpliwą, opanowaną istotkę? Uciekaj gdzie pieprz rośnie. Ma swoje dni, chwile, gdzie potrafi stać się istną maszyną do zabijania. "Bez kija nie podchodź", to dobre określenie...W tedy to będzie chamski, wredny i sarkastyczny dupek, myślący tylko o tym, by kogoś zamordować z zimną krwią. 
Poza tym- wszystkie złe emocje zachowuje dla siebie. Mówię tu o- smutku, zazdrości, przygnębieniu, rozpaczy itd. Jednak każdy musi dać czasem upust temu wszystkiemu. On robi to np. jeżdżąc po mieście jak wariat, lub po prostu płacząc w kącie pokoju. Taki z niego twardziel, więc on się oczywiście do tego nie przyzna! 
Odważna z niego osoba, która nie boi się ryzyka. Oraz inteligentna, co nie zawsze widać... Potrafi być opiekuńczy, jak i rozsądny i odpowiedzialny. A jeśli mówi, że coś zrobi- to tak będzie.
Partner: Nje.
Rodzina:
   Matka- Chole
   Ojciec- Daren
   Siostra- Chelsea [*]
Zainteresowania: Uwielbia rysować, oraz słuchać muzyki. To są jego odskocznie od życia, w których pochłania się na co dzień. Miłośnik zwierząt, uwielbia je jak nikt inny. Zdolny? Można tak powiedzieć. Jest taką "złotą rączką", potrafi naprawić prawie wszystko, tak jak i zmontować. Ma wiele pomysłów na nowe "zabawki", jednak motywacja u niego siada. W życiu przeczytał dużo książek, lecz najbardziej lubi Horrory i postapokaliptyczne. Umie posługiwać się bronią palną, nauczył się w policji. I jest też jedna, dziwna rzecz, a mianowicie- lubi robić wianki...nie pasuje to do niego, nie? Ale tak właśnie lubi, cóż poradzić! 
Inne:
Pracował w policji, ale uznał, że to nie dla niego więc się zwolnił
Ma wielkiego hopla na punkcie czekolady, którą potrafi wchłonąć w niecałe 3 minuty
Czasem zdarza mu się odlecieć do swojego idealnego, pięknego świata
Ma uczulenie na mandarynki
Jego obecnym zawodem jest "DownHill", robi to..zawodowo.Ale dorabia też jako barman w jednym z klubów w centrum miasta.
Posiada psa, który zwie się Fytch 

Kontakt: LovePinto

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Od Ivy do Devona


Kolejny emocjonujący dzień, pełen nowych doznań i mądrości, przesiąknięty szczęściem i inspiracją. Po prostu nic, tylko śmiać się i bawić.
Ha. Żart. Gówno prawda.
Wytrącona z równowagi usiadłam na swoim miejscu w pustej dzisiaj ławce rzucając nauczycielowi jadowite spojrzenie, na co on zareagował cichym westchnięciem i wpisaniem srebrzystym piórem równiutkiej jedyneczki obok mojego nazwiska w dzienniku. Stary zgred. A mogłam zostać w domu, zakopana w cieplutkiej kołderce z kubkiem kakao obok łóżka i cichą muzyką wydobywającą się z radia. Ale nie, oczywiście musiałam zacząć stwarzać przynajmniej pozory nienagannej, pilnej uczennicy, nie wagarującej, nie pyskującej, uczącej się w szkole z pasją i poświęceniem. Cóż, na ten moment efekty są odwrócone od zamierzonych.
Przez połowę lekcji milczałam gapiąc się apatycznie przez okno, jednak czułam, że niedługo eksploduję psychicznie. Zgłosiłam się czekając cierpliwie na łaskawe zauważenie przez nauczyciela, który usilnie omijał mnie wzrokiem myśląc chyba, że tego nie widzę. Czekałam, czekałam i czekałam. I tyle z tego czekania miałam. Wzburzona spakowałam książki do torby i po prostu wyszłam z klasy lekceważąc zdumione spojrzenia kolegów i zatroskany wzrok profesorka. Chrzanić ich wszystkich.
Wracając do akademika zdałam sobie sprawę, że zapomniałam wziąć z szafki ciepłego okrycia, które przy obecnej pogodzie i temperaturze było naprawdę niezbędne. Weszłam ponownie do budynku szkoły pozwalając, by suche powietrze dopadło moje drogi oddechowe i osiadło  na płucach, utrudniając jakąkolwiek wymianę tlenu. Zabrałam szybko swoje rzeczy i jeszcze przed dźwiękiem na przerwę ponownie opuściłam klatkę edukacyjną. Stanęłam na brukowej kostce podjazdu i przeczesałam włosy dłonią wzdychając ciężko. Co za dzień. Obudziłam się z pozytywnym, piątkowym nastrojem ciesząc się z najmniejszych nawet rzeczy ale ostatecznie coś się zepsuło i każda kolejna czynność wykonywana przez moją osobę runęła w niepowodzeniu niczym efekt domina. Całokształt dzisiejszych kilku godzin jest mało pocieszający, a świadomość pierwszej w życiu kolacji z płcią przeciwną, tak zwane sam na sam nie dodawało mi ani trochę więcej odwagi czy też śmiałości. Wręcz przeciwnie. Przerażało mnie.
Z ulgą zamknęłam drzwi od własnego pokoju opierając się o nie plecami. Znowu zwiałam z lekcji. Nigdy nie wierzyłam, że wagary ciągną za sobą następne i trzeba być idiotą,  żeby dać się wplątać w ten syf, a teraz jakby już w pełni w tym siedzę. Nie żebym żałowała, po prostu zastanawia mnie jak to się stało, że z taką łatwością mi wychodzi opuszczanie tych mniej interesujących godzin.
Zaparzyłam herbatę, dodając do niej ilość cukru, która zmieniła jej postać z herbaty z cukrem na cukier z herbatą ale nawet to nie poprawiło mi humoru. Znudzona, zniesmaczona i zdemotywowana  grą zwaną życiem położyłam się na kanapie puszczając w telewizorze żałosny serial, bardziej zwracając uwagę na kolorowe, migoczące obrazki niż na sam dźwięk czy jakąkolwiek treść. W końcu, gdy poziom cukru we krwi spadł dostatecznie, pozwalając mi się nieco uspokoić korzystam z szansy i oddaję się błogiemu snu.

Chrapliwy głos komentatora sportowego opisującego obecnie trwający zacięty mecz w telewizorze zbudził mnie zbyt gwałtownie. Ale na szczęście w ogóle obudził. Zerwałam się spod koca jak poparzona i wparowałam do łazienki, by po dwudziestu minutach wyjść z niej z mokrymi włosami i nowym makijażem. Czułam czas przeciekający mi między palcami, każdą mijającą sekundę. Z szafy wyciągałam coraz to nowsze ubrania dziewczęce, eleganckie, sportowe. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Ostatecznie zdecydowałam się na białą sukienkę do kolan przykrytych ciemnymi rajstopami, na stopy założyłam coś w stylu traperów za kostkę, tak dla przełamania banalnych schematów i uwydatnienia kontrastów, ubrałam kurtkę i.. nie wiedziałam co dalej. Usiadłam na skraju kanapy i tępo wpatrywałam się we własne odpicie w czarnym ekranie odbiornika naprzeciw mnie, bawiąc nerwowo wilgotnymi palcami. Wiedziałam, że najwyższa pora wychodzić, jednak coś usilnie mnie powstrzymywało, jakbym się zakotwiczyła we własnych czterech ścianach i nie mogła uwolnić. Czy to strach? Nie, nie u mnie. A może jednak?
Po dokładnie siedmiu uporczywych minutach zaciętej rozkminy wstaję dynamicznie wychodząc z mieszkania na jednym tchu. Znowu spóźniona. Z własnej głupoty i nierozgarnięcia. Kiedy wychodzę na chłodne powietrze od razu robi mi się lepiej, umysł jakby odrobinę trzeźwieje. Stawiam pierwszy krok, który utwierdza mnie w przekonaniu, że ten dzień jeszcze może się różnie zakończyć, na przykład tak, jak zaczął, ponieważ stawiam go w chyba największej kałuży pośniegowej ciapy, jaka istniała na terenie akademii. Ponownie wzburzona ruszam w kierunku dziedzińca, gdzie czekał na mnie Devon. Nie wyglądał na zestresowanego, przynajmniej nie tak jak ja ale nie umknęło mojej uwadze, że przestępował wciąż z nogi na nogę, co wyglądało jakby go coś parzyło w podeszwy butów. Podbiegłam do niego i rzuciłam się na szyję, sprawdzając najpierw czy się tego spodziewa. Najpiękniejsze w zasadach jest ich łamanie, czyż nie? Miałam cichą nadzieję, że w ramionach ciemnookiego pech mnie opuści, przynajmniej na ten wieczór, że jego ciepło rozpuści to zażenowanie tlące się w mojej podświadomości. Podniosłam podbródek napotykając spojrzenie chłopaka, w którym chowała się mieszanka niedowierzania, rozbawienia i czegoś jeszcze, czego nie byłam w stanie określić. Widząc ironiczny wyraz twarzy i otwierające się usta, przycisnęłam się mocniej do jego torsu, zamykając mocno oczy i na jednym tchu wydusiłam z siebie.
-Przepraszam, błagam nie pytaj, to nie jest mój najlepszy dzień, chodźmy już. –kiedy uchyliłam jedno oko, Devon już mnie obejmował i ciągnął delikatnie przed siebie z małym uśmieszkiem na ustach. –Ej, to naprawdę nie jest śmieszne. –moje negowanie sprawiło, że chłopak uśmiechnął się szerzej, na co i ja w końcu zareagowałam tym samym.
Tak jest, właśnie o to chodziło. Tylko on może sprawić, że zapomnę o tych wszystkich wpadkach, które mają choćby najmniejszą szansę się zdarzyć.
Nie myśląc już więcej o tym, pochwyciłam chłodną dłoń ciemnookiego i ruszyłam z nim na wspólny wieczór.
Devon? Ja nie.. poddaję się ;-;

Od Daniela cd. Yoshiko

Przez sen słyszałem jak ktoś chodził po pokoju, ale na początku nie miałem najmniejszej ochoty na wstawanie. Byłem zmęczony, senny i miałem ochotę tylko na zaśniecie i posiadanie nadziei, że jednak tym razem nie będą mi się śnić koszmary. Ale zamiast tego usłyszałem jak ktoś odkręca kran. Otworzyłem oczy i się podniosłem. Na początku sądziłem, że to jakiś włamywacz, czy coś takiego, aż przypomniałem sobie o nowej współlokatorce. No tak... pierwsza noc, pewnie nie może spać. Albo to sen, bardzo realny sen.
Pomimo moich bijących się myśli wstałem z łóżka i nie wywarzając na to, iż byłem w samych bokserkach skierowałem się do kuchni, całkowicie bezszelestnie. Niebieskowłosa opierała się o zlew popijając wodę. Nawet mnie nie zauważyła. Oparłem się o próg.
- Czemu nie śpisz? - po tych słowach zakrztusiła się wodą, która musiała wypluć. Odstawiła szklankę na bok i spojrzała na mnie.
- Nie strasz mnie - poprosiła. - Po prostu nie mogę spać - skinąłem głowa. Czyli jednak miałem racje, przyjemne uczucie, chociaż nie do końca. Mój umysł wypełniał jedynie błogi sen, z którego jeszcze nie potrafiłem się wybudzić. - Obudziłam cię? - zapytała, jakby na prawdę było jej przykro. Zaśmiałem się pod nosem i pokiwałem głową.
- Tak - jakoś nie miałem najmniejszej ochoty ukrywać, że to nie prawda, że sobie to tylko wmawia. - Ale też sam wstałem - dodałem, po czym odsunąłem się od ściany i wziąłem do ręki butelkę wody lekko gazowanej. Upiłem kilka łyków, po czym odstawiłem ją z powrotem na ziemie. - Masz zamiar jeszcze dzisiaj usnąć? - zapytałem opierając się znowu o ścianę, aby nie polecieć na ziemię. Gdyby tak się stało, automatycznie bym zasnął.

<Yoshiko?>