czwartek, 27 października 2016

Od Kayline cd. Daniela

Oczy same zaczęły mi się zamykać. Coraz bardziej odpływałam. Chyba czas iść... 
Wstałam i pchnęłam drzwi, oddzielające dwór od korytarza, który tak często przemierzałam. Ciągle gdzieś wychodzę...Czemu by nie zrobić sobie dnia wolnego od wszystkiego? Dobry pomysł, który na pewno wykorzystam, choćby jutro.
Spojrzałam na swoje drzwi, a potem jego. Hm...
Zapukałam do drzwi chłopaka. Gdy nikt nie zareagował, uznałam, że był to łupi pomysł. Gdy zaczęłam się oddalać, usłyszałam kroki zza ściany. Stanęłam więc na przeciw drzwi, z których on w tej chwili wyszedł. Znów był w samych bokserkach...Moje oczy same powędrowały tam, gdzie chciały. Czułam, że robię się czerwona.
Uniósł prawą brew z lekkim uśmiechem.
- Aż tak cię zamurowało?
- Yh...daj spokój.- Mruknęłam, podnosząc na niego wzrok. I nastała denerwująca cisza. nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Nie miałam pojęcia, czemu właściwie pukałam.
- Nie wiem, czy wiesz, ale jest 4  nocy.- Nerwowo zaczął bawić się klamką.
- Wiem, ja...chciałam po prostu...no wiesz..Y...freqoijg- Zaczęłam się jąkać. Było to dosyć zabawne, przez co cicho zachichotałam. A jak już zacznę się śmiać, nie mogę przestać. Tak więc z byle powodu parsknęłam śmiechem , starając się nie być zbyt głośno. Ale już po chwili przysięgłabym, że było mnie słychać w całym budynku. A jak wiadomo, śmiech zaraża...
- Weź...- Usłyszałam cichy śmiech.- Cicho!- starał się być poważny, ale coś mu nie wychodziło. Z tego napadu śmiechu, zaczął boleć mnie brzuch, za którego się złapałam.
- Dobra, dobra. Jestem cicho!- Powiedziałam na głos, próbując się uspokoić.

XxX

Siedziałam pod ścianą, a on dalej stał w drzwiach.
- Chciałam po prostu...porozmawiać. Pobyć z kimś.- Zaczęłam, wstając. Otrzepałam się i podeszłam do niego.
- Że jak?- Zdziwił się.- Nie masz innych znajomych?
- Nie...Znaczy tak, ale...- Przetarłam zmęczone oczy. A z resztą...On wchodzi do mojego pokoju bez pytania, więc ja zrobię to samo.
Chciał coś powiedzieć, jednak prześlizgnęłam się przez dziurę między nim a framugą jednocześnie mu przerywając.
- Co do..- odwrócił się w moim kierunku. Spokojnie rozwaliłam się na łóżku, wpatrując się w niego uporczywie. Ten zamknął drzwi, chyba zdając sobie sprawę, że jestem uparta i nawet gdyby mnie wyniósł siłą, i tak bym się nie dała. No cóż...ładny ma pokój.
Z westchnięciem usiadł na drugim końcu pomieszczenia. - Jeśli chodzi o to z dzisiaj, to- przerwałam mu, próbując ustać na chwiejnych nogach.
- rozumiem...nie będę o to pytać. Ale to jest po prostu dziwne...Z resztą nie ważne. ale powiedz tylko jedno. Skąd się znacie?- Spytałam spokojnie, interpretując dokładnie każde wypowiedziane przeze mnie słowo.
- Nie znamy się.- Odparł szybko.
- Yhy. Nie chcesz mówić, to niemów!- Wyrzuciłam ręce do góry- Ale jak coś mu się stanie..- Podeszłam ze zmrużonym wzrokiem.- Pożałujesz.
- Czy ty mi znowu grozisz?- Zaśmiał się.- Już prędzej ty pożałujesz, że w ogóle próbowałaś się mieszać w sprawy między mną, a nim.
- Zobaczymy, Daniel. Nie masz jakiś filmów może?- Oddaliłam się, zajmując moje poprzednie miejsce.
Ujrzałam jego poirytowany wzrok. - Okej, nie było pytania!- Uniosłam ręce w geście obronnym.

<Daniel?>

środa, 26 października 2016

Od Devona do Ivy

Totalnie poroniony pomysł - tak brzmiała moja pierwsza myśl odnośnie planu Ivy. Nie wyraziłem jednak mojego zdania nie chcąc prowokować nieprzyjemnych sytuacji. Sara - o ile dobrze pamiętam - trzy tony żywej masy wgramoliła się na moje ramiona. Moim zadaniem było jedynie wytrzymać. Było cholernie ciężko. Nie, kłamię, tylko udawałem. Znów kłamię. Potrafię oszukiwać samego siebie, ciekawe czy innych też potrafię. Jak zawsze pogrążony w myślach próbowałem wytrzymać jak najdłużej się dało, oglądając majestat kamiennej ściany całkiem z bliska. I całkiem za darmo. Wierzę, że lepsza okazja na takie miejsca nigdy więcej się nie trafi. W końcu, po długich sześciu minutach odzyskałem wolność. I dosłownie tak się poczułem. Wracając do części akademii, w której znajdowały się pokoje wróciłem myślami do momentu, kiedy dwóch nauczycieli przechodząc koło mnie rozmawiało tym dziwnym językiem. Zapewne kontynuował bym je dalej, gdyby nie zdradziecka ręka Ivy latająca tuż przed moim nosem.
- Pobudka, jesteśmy! -rozbawiony wyraz twarzy dziewczyny przywrócił mnie do rzeczywistości. Faktycznie - tak jak zapowiadała - dotarliśmy przed drzwi jej lokum. Wkroczyliśmy do zadbanego pokoju, od razu kierując swoje kroki do niewielkiego salonu. Obie rozsiadły się na kanapie, zaś ja rozglądałem się dookoła. - Siadaj, Devon.
- Masz może piwo? -tym zdaniem wytrąciłem ją nieco z równowagi, jednak odpowiedziała przeczącym skinienie głowy. - Zatem zaraz wracam. - Korytarz, pokój, kuchnia, pokój, salon Ivy. Cała moja trasa trwała zaledwie pół minuty. Rozdałem po schłodzonej butelce obu przedstawicielkom płci, tak zwanej pięknej i również usadziłem swoje szlachetne cztery litery. Na osobnym fotelu. Wyraźne zainteresowanie Ivy rosło z każdą sekundą, toteż po pociągnięciu łyku piwa wyszła z pytaniem do drugiej dziewczyny.
- Rozmawiali. Rozmawiali o nim -ostre niczym brzytwa spojrzenie Sary dopada mnie od razu po wypowiedzianych słowach. Zaś z mojej strony nie widać reakcji. Przynajmniej tak mi się zdaje. Próbuję zachować pozory. W zasadzie to, że nauczyciele rozmawiali o nowym uczniu to chyba nic niezwykłego, prawda?
- Może jakieś konkrety? -przewracam teatralnie oczami by wykazać swój brak zainteresowania, bynajmniej tymczasowego.
- Zdawało mi się, że chcą cię przepisać do innej klasy, tyle udało mi się zrozumieć -podwyższa nieco ton głosu, aby nie robić z tego tak wielkiej tajemnicy. Siedzimy w milczeniu kolejne kilka minut pociągając raz za razem swoich napoi. Obserwuję bacznie dziewczyny, które cały czas wymieniają ze sobą spojrzenia. Kiedy moja butelka jako pierwsza otrzymuje miano 'pustej' podnoszę się, machając nią przed towarzyszkami.
- Ogłaszam oficjalny koniec zebrania, możecie się rozejść -oznajmiam, po czym szybkim krokiem kieruję się do wyjścia. Obie doganiają mnie przy samych drzwiach. Sara żegna się i wychodzi, zostawiając jakby specjalnie mnie i Ivy samemu. Zrobiło się.. niezręcznie, przynajmniej dla mnie. Powietrze wyczuwalnie zgęstniało.
- Mam teorię co do tego -Ivy spuściła wzrok na swoje palce, bawiące się butelką. Teraz już musiałem wyjątkowo schylić głowę, aby w ogóle dostrzec jej twarz. - Ale mogę powiedzieć ci dopiero jutro -kończy zdanie obdarzając mnie zaczepnym uśmieszkiem. Nie wierzę w swoje istnienie.
- Okay, zatem do jutra -odpowiadam szybko po czym jeszcze prędzej opuszczam mieszkanie dziewczyny. Idąc do swoich czterech ścian jeszcze raz spotykam Sarę, teraz mocującą się z zamkiem w drzwiach. Przystaję na moment, aby poobserwować nieudolne próby walki. - Daj to -odzywam się w końcu, nieźle przy tym strasząc nastolatkę. Podskakuje w miejscu, jednocześnie obracając się w moją stronę i wyprostowując zgięte wcześniej plecy. Podchodzę do osoby pewnym, długim krokiem i bez słowa odbieram jej klucze. Wystarcza jeden mój ruch, aby drzwi ustąpiły -Wuala -wyciągam rękę w stronę otwartego pokoju zapraszając dziewczynę do środka. Lekkim skinięciem głową dziękuje mi, po czym kolejny raz zostawia samego. Nareszcie samego. W końcu, po tym długim dniu dostaję się na swoje łóżko. I jedyne czego teraz pragnę to sen. Realizuję swoje małe marzenie od razu, oddając się objęciom morfeusza, zabierającym mnie do krainy snów.
***
Kolejny dzień w szkole. Kolejny raz odliczam ilość pozostałych godzin lekcyjnych do przekiblowania tutaj. Kolejny raz odliczam do dzwonka na przerwę, lekcję, przerwę, lekcję - na przemian. Ostatnia, ósma godzina to jedyny ciekawy przedmiot, jaki na dzisiejszy dzień się zapowiada. Nowy język, nowe wyzwanie którego mam zamiar się podjąć. Wychodząc z klasy na wolność zatrzymuje mnie nauczyciel. Jeden z tych, którego spotkałem uprzedniego dnia po zajęciach. W rozmowie chwali mnie i zachęca do dalszej nauki języka, gdyż jak to powiedział "widać że mam do tego głowę". Zatem niech i tak będzie. W sumie z tego co pamiętam to jeden z tych przedmiotów, który wchodzi mi jak maślane bułeczki na śniadanie. Inaczej mówiąc: wyśmienicie. Wychodzę z akademii szybko, aby znów na kogoś się nie natknąć. Będąc już w połowie drogi słyszę za sobą czyiś krzyk, dość cichy przez głośną muzykę lecącą aktualnie w moich słuchawkach. Obracam się na pięcie, aby ujrzeć zsapaną Ivy, biegnącą za mną jak widać od samych drzwi akademii.
- Człowieku! Kup sobie aparat słuchowy, czy.. czy coś -wymawia zdanie pomiędzy głębokimi wdechami, cały czas szybko zmierzając w moją stronę. Wyjmuję słuchawkę aby słyszeć ją jeszcze lepiej. Na pewno będzie coś jeszcze gadać. Czerwona jak burak na policzkach wygląda dość niewinnie i słabo. Choć moja wersja nauczyła się nie ulegać pozorom. Wiem więc, że jest silna i w razie czego potrafiłaby podjąć ciężką decyzję czy się obronić. - Gdzie tak pędzisz? -opiera swoją głowę na moim ramieniu i zerka na moją twarz, cały czas szybko oddychając.
- Jak najdalej tego miejsca -wskazuję kciukiem akademię, gdzie podąża wzrok jasnowłosej. W zrozumieniu kiwa głową, a następnie gestem ręki każe dać sobie jeszcze chwilę na odetchnięcie.
- O matko, naprawdę jesteś szybki.. -po chwili wraca do normalnej pozycji, już z bardziej unormowanym oddechem - Dostanę przez ciebie zawału.. albo.. albo czegoś innego jeśli będziesz kazał mi tak za sobą codziennie biegać -oskarża mnie, ruszając na nowo, teraz już spokojnym krokiem.
- Do niczego cię nie zmuszam -również wznawiam podróż do części 'pokojowej', wzrok zawieszając na jednej z fikuśnych chmur na wyjątkowo błękitnym niebie. - Będzie wieczorem padać -dodaję, jakby miało to jakikolwiek sens.
- Faktycznie, do niczego.. może sugerujesz że jestem gruba? -zatrzymuję się, zabijając wzrokiem dziewczynę nim jeszcze zdąża obrócić się i zobaczyć co robię. - No co? -rozkłada ręce i próbuje powstrzymać uśmiech wlewający się na jej twarz. Słabo jej to wychodzi. - Więc przewidujesz również pogodę..
- Tak, możesz to sobie zanotować -szydzę z niej, na co odpowiedzią jest język wystawiony w moim kierunku. Słysząc szelest kamieni wysypanych dookoła nas oboje zerkamy w stronę, z której dochodzi odgłos. Podąża do nas drugi z nauczycieli, którego wczoraj miałem okazję spotkać. To ten, który się nie przywitał. Poprosił Ivy na słowo, więc odszedłem (przeniosłem się) kawałek do przodu. Zaczekać czy nie, zostać czy iść.. Postanowiłem wyciągnąć telefon i sprawdzić kilka stron internetowych, o których słyszałem dziś podczas lekcji od innych chłopaków z klasy. Całkiem nie w moim stylu, wyłączyłem ten szajs i zerknąłem w stronę Ivy. Ma dokładnie pół minuty, aby zakończyć rozmowę albo zbieram manatki i wracam sam. I się nie zatrzymam kiedy będzie za mną biec. Zdąża w ostatniej sekundzie, po czym kolejny raz biegnie w moją stronę. Chociaż.. nie wygląda na to, że nosi się z zamiarem wyhamowania. Próbuję przewidzieć co ma w głowie za szalony plan, jednak wychodzi z tego piękne nic. Czekam zatem, a kiedy dziewczyna dobiega do mnie rzuca się na moją szyję, jednocześnie ciągnąc mnie w dół. Entuzjazm tego człowieka przytłacza mnie, przez co nie ruszam się do momentu, aż nie zostaję wypuszczony z uścisku.
- Coś się stało? -pytam wypowiadając słowa powoli oraz walcząc z nasilającą się chrypą.
- COŚ? COŚ SIĘ STAŁO? -Ivy podnosi głos, widocznie informacja którą dostała od tego nauczyciela musiała być czymś.. ważnym. Tak sądzę. O ile to nie jest ze mną związane nie jestem zainteresowany, o co chodziło. Ale jeśli tak.. To czemu ona się tak cieszy? Odrzucam myśli na potem, teraz moim zadaniem jest uspokojenie rozentuzjazmowanej dziewczyny. Przechodzę do działania od razu, chwytając ją oburącz za ramiona. Patrzę prosto w jej ciemne oczy, aż ta nie napotyka mojego wzroku, na którym się zatrzymuje.
- Dobrze -zaczynam cicho. -Teraz uspokój się i powiedz z czego tak się cieszysz -mówię powoli co wymaga dużego skupienia u dziewczyny. O to też chodziło. Koncentruje się na moich słowach jednocześnie odpychając wszystkie emocje nieco dalej.
- Nie mogę -wycedza szybko, rozszerzając uśmiech tak, bym mógł ujrzeć rząd jej białych zębów.
- Okay. To teraz cię puszczę i spokojnie -wyraźnie podkreślam słowo - wrócimy do pokoi, tak? -wwiercam się coraz bardziej w jej nieco już spłoszone spojrzenie, wywierając na niej niewielki nacisk.
- Tak -powtarza już spokojnie, a ja uwalniam uścisk. Wracając atmosfera jest.. dziwna, nieokreślona. Tyle szczęścia w tym nieszczęściu, że przynajmniej przestała nadawać. Co tak zakręcony człowiek widzi w takim ponurym buraku jak ja, no co? W końcu z jakiegoś powodu za mną cały czas łazi, nie tak?

Ivy? Wybaczam, treść sobie nadrabia. Mam pomysł co to mogła być za wiadomość, jeśli byś chciała się kogoś poradzić.. to wiesz gdzie pukać xd

Od Daniela cd. Kayline

Musiałem ugasić to pragnienie, które dusiłem w sobie przez paręnaście minut. Nakarmiłem się starszą kobietą, jednak dużo mi to nie dało. Tylko tyle, żeby ugasić mój głód. Na początku chciałem ruszyć dziecko, mała dziewczynkę, która samotnie bujała się na huśtawce. Ale miałem jedną zasadę - nie ruszałem matek i dzieci. To wszystko. Mężczyźni, starcy i zwykłe dziewczyny mogły stać się moją ofiarą. Tak przypadkiem. Tak jakby zostały stworzone tylko do ugaszenia mojego pragnienia. I tylko tyle.
Wróciłem do pokoju bardzo późno, ponieważ błąkałem się bez sensu po ulicach tego miasta, w sumie nie wiem po co. Może chciałem ponownie spotkać tego Luksjanina? Albo kogokolwiek z ich rasy? Tylko ich gatunek nie podlega moim zasadom, że nie tykam dzieci i matek. Dlaczego? Bo z czasem mogą to oni mnie zabić, a ja nie mam zamiary ryzykować.
Usiadłem na kanapie i wpierw pustym wzrokiem przyglądałem się nieistniejącemu punktowi na ścianie.
Mijały sekundy...
minuty...
jedna godzina...
Podniosłem się do pozycji siedzącej wstając z łóżka, na którym ciągle leżałem. Nie mogłam zasnąć, jakby coś mi nie dawało spokoju. Chwyciłem ołówek i kartkę. Przyłożyłem zatemperowany przedmiot do białego tła i przeleciałem po nim. Stworzyła się pierwsze kreska, a potem stworzyłem do niej kolejne równie czarne tej samej grubości linie, które po zakończeniu dały mi smoka. Młodego i dużego smoka o pustych czarnych oczach i potężnych szkieletowych skrzydłach.
Patrzyłem na niego.
Nic więcej.
I nagle po pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzałem wyrwany z własnych myśli na drewno i patrzyłem obojętnie, nic nie robiąc.Gdy pukanie się powtórzyło, spojrzałem na zegarek w swoim telefonie. 4:26. Zdziwiłem się, kto to mógł być tak wcześnie. Gdy pukanie dalej rozlegało się po moim pokoju, wstałem i znalazłem się przy drzwiach. Nie zwróciłem uwagi na swój ubiór, składający się jedynie z bokserek. Trudno. Otworzyłem drzwi i pokazała mi się ta dziewczyna.

<Kayline?>

wtorek, 25 października 2016

Od Ivy cd. Devona

Zaczęłam się porządnie zastanawiać nad słowami, które wypowiedział Devon. „Całe życie człowiek uczy się, żeby w pewnym momencie stwierdzić, że najchętniej zostałby pluszowym misiem.” Jest to cytat nieprawdopodobnie prawdziwy, jednak z jego ust brzmiało to jak gdyby dotarł już to tego momentu lub był na jego pograniczu. Choć z drugiej strony pluszowe zabawki też nie mają łatwo. Ale to już rozmyślenia zbyt filozoficzne jak na mnie, więc daje im odpłynąć w głąb oceanu mojej głowy do innych, równie nieważnych teorii, które zbieram na czarną godzinę gdy naprawdę nie będę miała co zrobić ze swoim życiem. A teraz mam. 
Idąc z Devonem po raz kolejny przez dziedziniec, patrzę na mojego kolegę, który usilnie próbuje kontrolować swoje kroki tak, aby się nie teleportować. Doceniam ten gest i uśmiecham się pod nosem. Do tej pory wiedziałam tylko tyle, że lubi piwo i towarzystwo księżyca, potrafi kontrolować pogodę i się teleportować, no i najważniejsze czyli: chyba go irytuję ale mimo to stara się być dla mnie miły. Jest to trochę sprzeczne ale to jedyne, co udaje mi się wymyślić. 
Prowadzę go korytarzem akademika wschodniego, w którym mieszka ‘moje narzędzie’ –mówiąc brzydko i niedosłownie. Potrafi ono być niewidzialne, co jest mi w tej chwili niezbędne, więc pukam zdecydowanie w drewniane, białe drzwi pokoju nr  145. 
Cisza.
Patrzę, czy aby mojemu koledze nie znudziło się aby łażenie za mną w niewiedzy. Ale on jest. Stoi z mną i obserwuje moje poczynania. Pukam ponownie. Po kilku sekundach w drzwiach ukazuje mi się Sara – moja najczęstsza dostawczyni fajek i jedna z najbliższych osób w Akademii. Teraz stoi przede mną w pudrowo-różowych, koronkowych majtkach i białej bluzce z nadrukiem pluszaka . Te miśki mnie dziś prześladują czy jak?
-Lil? –mówi spokojnie i lustruje wzrokiem mojego towarzysza przeżuwając głośno gumę. –Nowy kolega? –dodaje, po czym rzuca mi wymowne spojrzenie i kilka razy szybko unosi i opuszcza brwi.
Roześmiałam się.
-Nie zgrywaj się, gówniaro. Mam sprawę. A właściwie to my mamy. –skinęłam głową na Devona.
-Zapraszam. –odparła i uchyliła szerzej drzwi z uśmiechem ukazującym rzędy białych zębów. Jej pokój był… odzwierciedleniem jej duszy. Totalny bałagan. Wszędzie książki, ubrania, talerze. Odwróciłam się, żeby się z niej ponabijać, kiedy ujrzałam, że obie mi znajome istoty obserwują się bacznie.  Wzrok Sary utkwiony był w nadgarstkach chłopaka, natomiast Devon patrzył dziewczynie prosto w oczy. Wyglądało to trochę jak jakiś nieumiejętny rodzaj stopklatki.
-Ughm? –odchrząknęłam sztucznie. Ich zmieszane spojrzenia powędrowały w różne kąty pokoju. -Sara musisz mi pomóc. 

***

Staliśmy pod oknem budynku akademii, w której mieścił się pokój nauczycielski. To, co zmierzaliśmy zrobić najprawdopodobniej nie jest hm, legalne i chwalone. Jednak mam swoje powody. Wypowiedzi nauczycieli, które usłyszałam na korytarzu, przy mojej szafce, kiedy byłam w szkole z Davonem powinny nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Pan Rohan i Lancowski szli po szkole jak gdyby nigdy nic i rozmawiali o uczniu. Nie, nie rozmawiali. Oni go omawiali. Czy ludzie naprawdę myślą, że jak obgadują kogoś w centrum szkoły –nawet jeśli w języku starożytnym (pomijając fakt, że uczymy się go od nich na lekcjach) –to naprawdę nikt tego nie usłyszy? Żenua. Przemieszczali się, więc nie zdążyłam usłyszeć całej rozmowy. Tylko jej ważny fragment. To właśnie próbuję teraz nadrobić.
-Okey. Plan jest taki: Devon staje przy ścianie szkoły, pod oknem. Ty, Sara –gestykulując wskazałam dziewczynę i przeniosłam palec na głowę Devona. –wejdziesz mu na ramiona. Tylko błagam trzymajcie się siebie mocno! –powiedziałam, kiedy oni ponownie wpatrywali się w siebie z niewyraźnymi minami. –No. Ja będę stać na czatach. Ach! Zapomniałabym. Sara. Jak już będziesz stać przy oknie, postaraj się podsłuchać rozmowę nauczycieli. –dodałam gdy dziewczyna już gramoliła się na muskularne ramiona Devona.
Obserwowałam ścieżkę za rogiem, co chwilę spoglądając na moich towarzyszy. A raczej towarzysza, bo tylko jego widziałam. Stał dumnie wyprostowany, z kamienną twarzą. I mimo, że wiedziałam, że zaciska zęby i zaczyna się pocić balansując z ciałem mojej koleżanki na barkach – on twardo udawał niezwyciężonego. Uśmiechnęłam się. Dlaczego tak mu na tym zależy? Kiedy byłam u niego w pokoju, ukazał mi najprawdziwszą cząstkę siebie. Był rzeczywisty. Żartował, drażnił się ze mną, pił piwo, okazywał uczucia. Tutaj, na zewnątrz, przy ludziach zakłada swoją własną maską, która pokazuje jego hardość, indywidualizm i tę cholerną powagę.
Kiedy odwracam wzrok, widzę już Sarę. Stoi przed Devonem, na którego twarzy gości wyraźna ulga.
-I co? – pytam.
-Cicho! –gani mnie dziewczyna i rzuca spojrzeniem na okno. –W pokoju.

***

-Co słyszałaś? –pytam ponownie, kiedy jesteśmy już u mnie w pokoju.
-Rozmawiali. –mówi dziewczyna dziwnie cichym, wyhamowanym i spokojnym głosem. –Rozmawiali o nim. –dodaje i wbija wzrok w Devona.

  <Devon? Ja tylko ok. 764 słów wybacz :3>

Od Kayline cd. Daniela

- D-Daniel!- Zawołałam jeszcze, zanim zdążył odejść. Odwrócił delikatnie głowę.
- Ani ty, ani ona mi nic nie powiecie...?- spytałam z zawahaniem, bawiąc się rękami.
Ten tylko posłał mi przelotne spojrzenie. Stałam tam jakieś dobre pięć, może dziesięć minut, przetwarzając wszystkie informacje...Może ma racje? Nie powinnam się wtrącać w nie swoje sprawy...Ale jeśli oni zrobią coś sobie na wzajem? 
- Ej! Kay!- Usłyszałam za sobą, więc wróciłam do pracy. Czas zleciał szybko. cały czas pracowałam w milczeniu. Nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek.

XxX

Wchodząc do akademika, nuciłam sobie jakąś wymyśloną przeze mnie melodię. Szłam wolno, opierając się o ścinę, z wzrokiem wbitym w podłogę. Westchnęłam głęboko, szukając moich kluczy. Ale nie skupiałam się na tym, więc ciężko było mi je dostrzec, nawet gdy były tuż pod moim nosem. 
Kątem oka, zauważyłam chłopaka. Podpierał się o framugę drzwi. Mimo to, nie zwracałam na niego uwagi, tylko szukając tego małego żelastwa. Udało mi się po jakimś czasie, więc leniwie od kluczyłam drzwi i weszłam do pokoju, trzaskając za sobą, co zrobiło nie mały hałas. 
Wszystko rzuciłam pod drzwi, a sama usiadłam w kącie. Złapałam się za głowę, która zaczęła mnie boleć. Trwałam w tej pozycji jakiś czas. Na dworze było ciemno, a jedyny dźwięk to jakieś kroki na korytarzu. 
Powinnam zadzwonić do Joela? Nie...Ale chciałabym teraz z kimś porozmawiać. Zwierzyć się...Ta sytuacja mnie przytłaczała. Nie wiem czemu taka głupota mnie aż tak zdenerwowała. Zazwyczaj takie coś omijam szerokim łukiem, a teraz? 
Wyprostowałam nogi i sięgnęłam po gitarę, leżącą obok mnie. Przypominając sobie chwyty, zaczęłam delikatnie jeździć po strunach, które wydobywały z siebie delikatne dźwięki. Doszło podśpiewywanie, po czym w odpowiednim momencie skończyłam, uwalniając ostatni, nieco mocniejszy dźwięk. 
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Przypomniałam w tedy sobie, jak za dzieciństwa, mama uczyła mnie grać. Obie myślałyśmy, że ze mnie taka artystka, jak z koziej dupy trąba. Ale potem...zaczęło mi iść coraz lepiej i lepiej. Aż gitara stała się moją codziennością. Potem przestałam. I tego żałuję.
Byłam kompletnie zmęczona, przez co zasnęłam w takiej pozycji. 
Otwierając powoli oczy, myślałam, że znów muszę wstać...Jednak coś tu nie grało. A mianowicie widok za oknem. Dalej noc...?
z irytacją wstałam i podeszłam do niego. Tak. To na pewno noc. Jeszcze dla pewności spojrzałam na zegarek. ~3:37.
Nie zastanawiając się dłużej, ubrałam na siebie bluzę i wyszłam, najciszej jak potrafiłam. 
Zimne powietrze zawiało, rozwalając mi i tak już zrujnowaną fryzurę. Odgarnęłam włosy do tył i zsunęłam się po ścianie, aż do pozycji siedzącej. 
Mój wzrok zawiesiłam na jednym z drzew. Było...inne niż reszta. Patrzyłam, jak kolejno liście spadają z niego, lądując na ziemi.
~Musisz mu powiedzieć   
Usłyszałam głos w mojej głowie,
- Ostrzec go? - Spytałam na głos.
~Co, jeśli coś mu się stanie?  
- Może masz rację...- szepnęłam. Powinnam to zrobić. Jak najszybciej. 

<Daniel?>