środa, 26 października 2016

Od Devona do Ivy

Totalnie poroniony pomysł - tak brzmiała moja pierwsza myśl odnośnie planu Ivy. Nie wyraziłem jednak mojego zdania nie chcąc prowokować nieprzyjemnych sytuacji. Sara - o ile dobrze pamiętam - trzy tony żywej masy wgramoliła się na moje ramiona. Moim zadaniem było jedynie wytrzymać. Było cholernie ciężko. Nie, kłamię, tylko udawałem. Znów kłamię. Potrafię oszukiwać samego siebie, ciekawe czy innych też potrafię. Jak zawsze pogrążony w myślach próbowałem wytrzymać jak najdłużej się dało, oglądając majestat kamiennej ściany całkiem z bliska. I całkiem za darmo. Wierzę, że lepsza okazja na takie miejsca nigdy więcej się nie trafi. W końcu, po długich sześciu minutach odzyskałem wolność. I dosłownie tak się poczułem. Wracając do części akademii, w której znajdowały się pokoje wróciłem myślami do momentu, kiedy dwóch nauczycieli przechodząc koło mnie rozmawiało tym dziwnym językiem. Zapewne kontynuował bym je dalej, gdyby nie zdradziecka ręka Ivy latająca tuż przed moim nosem.
- Pobudka, jesteśmy! -rozbawiony wyraz twarzy dziewczyny przywrócił mnie do rzeczywistości. Faktycznie - tak jak zapowiadała - dotarliśmy przed drzwi jej lokum. Wkroczyliśmy do zadbanego pokoju, od razu kierując swoje kroki do niewielkiego salonu. Obie rozsiadły się na kanapie, zaś ja rozglądałem się dookoła. - Siadaj, Devon.
- Masz może piwo? -tym zdaniem wytrąciłem ją nieco z równowagi, jednak odpowiedziała przeczącym skinienie głowy. - Zatem zaraz wracam. - Korytarz, pokój, kuchnia, pokój, salon Ivy. Cała moja trasa trwała zaledwie pół minuty. Rozdałem po schłodzonej butelce obu przedstawicielkom płci, tak zwanej pięknej i również usadziłem swoje szlachetne cztery litery. Na osobnym fotelu. Wyraźne zainteresowanie Ivy rosło z każdą sekundą, toteż po pociągnięciu łyku piwa wyszła z pytaniem do drugiej dziewczyny.
- Rozmawiali. Rozmawiali o nim -ostre niczym brzytwa spojrzenie Sary dopada mnie od razu po wypowiedzianych słowach. Zaś z mojej strony nie widać reakcji. Przynajmniej tak mi się zdaje. Próbuję zachować pozory. W zasadzie to, że nauczyciele rozmawiali o nowym uczniu to chyba nic niezwykłego, prawda?
- Może jakieś konkrety? -przewracam teatralnie oczami by wykazać swój brak zainteresowania, bynajmniej tymczasowego.
- Zdawało mi się, że chcą cię przepisać do innej klasy, tyle udało mi się zrozumieć -podwyższa nieco ton głosu, aby nie robić z tego tak wielkiej tajemnicy. Siedzimy w milczeniu kolejne kilka minut pociągając raz za razem swoich napoi. Obserwuję bacznie dziewczyny, które cały czas wymieniają ze sobą spojrzenia. Kiedy moja butelka jako pierwsza otrzymuje miano 'pustej' podnoszę się, machając nią przed towarzyszkami.
- Ogłaszam oficjalny koniec zebrania, możecie się rozejść -oznajmiam, po czym szybkim krokiem kieruję się do wyjścia. Obie doganiają mnie przy samych drzwiach. Sara żegna się i wychodzi, zostawiając jakby specjalnie mnie i Ivy samemu. Zrobiło się.. niezręcznie, przynajmniej dla mnie. Powietrze wyczuwalnie zgęstniało.
- Mam teorię co do tego -Ivy spuściła wzrok na swoje palce, bawiące się butelką. Teraz już musiałem wyjątkowo schylić głowę, aby w ogóle dostrzec jej twarz. - Ale mogę powiedzieć ci dopiero jutro -kończy zdanie obdarzając mnie zaczepnym uśmieszkiem. Nie wierzę w swoje istnienie.
- Okay, zatem do jutra -odpowiadam szybko po czym jeszcze prędzej opuszczam mieszkanie dziewczyny. Idąc do swoich czterech ścian jeszcze raz spotykam Sarę, teraz mocującą się z zamkiem w drzwiach. Przystaję na moment, aby poobserwować nieudolne próby walki. - Daj to -odzywam się w końcu, nieźle przy tym strasząc nastolatkę. Podskakuje w miejscu, jednocześnie obracając się w moją stronę i wyprostowując zgięte wcześniej plecy. Podchodzę do osoby pewnym, długim krokiem i bez słowa odbieram jej klucze. Wystarcza jeden mój ruch, aby drzwi ustąpiły -Wuala -wyciągam rękę w stronę otwartego pokoju zapraszając dziewczynę do środka. Lekkim skinięciem głową dziękuje mi, po czym kolejny raz zostawia samego. Nareszcie samego. W końcu, po tym długim dniu dostaję się na swoje łóżko. I jedyne czego teraz pragnę to sen. Realizuję swoje małe marzenie od razu, oddając się objęciom morfeusza, zabierającym mnie do krainy snów.
***
Kolejny dzień w szkole. Kolejny raz odliczam ilość pozostałych godzin lekcyjnych do przekiblowania tutaj. Kolejny raz odliczam do dzwonka na przerwę, lekcję, przerwę, lekcję - na przemian. Ostatnia, ósma godzina to jedyny ciekawy przedmiot, jaki na dzisiejszy dzień się zapowiada. Nowy język, nowe wyzwanie którego mam zamiar się podjąć. Wychodząc z klasy na wolność zatrzymuje mnie nauczyciel. Jeden z tych, którego spotkałem uprzedniego dnia po zajęciach. W rozmowie chwali mnie i zachęca do dalszej nauki języka, gdyż jak to powiedział "widać że mam do tego głowę". Zatem niech i tak będzie. W sumie z tego co pamiętam to jeden z tych przedmiotów, który wchodzi mi jak maślane bułeczki na śniadanie. Inaczej mówiąc: wyśmienicie. Wychodzę z akademii szybko, aby znów na kogoś się nie natknąć. Będąc już w połowie drogi słyszę za sobą czyiś krzyk, dość cichy przez głośną muzykę lecącą aktualnie w moich słuchawkach. Obracam się na pięcie, aby ujrzeć zsapaną Ivy, biegnącą za mną jak widać od samych drzwi akademii.
- Człowieku! Kup sobie aparat słuchowy, czy.. czy coś -wymawia zdanie pomiędzy głębokimi wdechami, cały czas szybko zmierzając w moją stronę. Wyjmuję słuchawkę aby słyszeć ją jeszcze lepiej. Na pewno będzie coś jeszcze gadać. Czerwona jak burak na policzkach wygląda dość niewinnie i słabo. Choć moja wersja nauczyła się nie ulegać pozorom. Wiem więc, że jest silna i w razie czego potrafiłaby podjąć ciężką decyzję czy się obronić. - Gdzie tak pędzisz? -opiera swoją głowę na moim ramieniu i zerka na moją twarz, cały czas szybko oddychając.
- Jak najdalej tego miejsca -wskazuję kciukiem akademię, gdzie podąża wzrok jasnowłosej. W zrozumieniu kiwa głową, a następnie gestem ręki każe dać sobie jeszcze chwilę na odetchnięcie.
- O matko, naprawdę jesteś szybki.. -po chwili wraca do normalnej pozycji, już z bardziej unormowanym oddechem - Dostanę przez ciebie zawału.. albo.. albo czegoś innego jeśli będziesz kazał mi tak za sobą codziennie biegać -oskarża mnie, ruszając na nowo, teraz już spokojnym krokiem.
- Do niczego cię nie zmuszam -również wznawiam podróż do części 'pokojowej', wzrok zawieszając na jednej z fikuśnych chmur na wyjątkowo błękitnym niebie. - Będzie wieczorem padać -dodaję, jakby miało to jakikolwiek sens.
- Faktycznie, do niczego.. może sugerujesz że jestem gruba? -zatrzymuję się, zabijając wzrokiem dziewczynę nim jeszcze zdąża obrócić się i zobaczyć co robię. - No co? -rozkłada ręce i próbuje powstrzymać uśmiech wlewający się na jej twarz. Słabo jej to wychodzi. - Więc przewidujesz również pogodę..
- Tak, możesz to sobie zanotować -szydzę z niej, na co odpowiedzią jest język wystawiony w moim kierunku. Słysząc szelest kamieni wysypanych dookoła nas oboje zerkamy w stronę, z której dochodzi odgłos. Podąża do nas drugi z nauczycieli, którego wczoraj miałem okazję spotkać. To ten, który się nie przywitał. Poprosił Ivy na słowo, więc odszedłem (przeniosłem się) kawałek do przodu. Zaczekać czy nie, zostać czy iść.. Postanowiłem wyciągnąć telefon i sprawdzić kilka stron internetowych, o których słyszałem dziś podczas lekcji od innych chłopaków z klasy. Całkiem nie w moim stylu, wyłączyłem ten szajs i zerknąłem w stronę Ivy. Ma dokładnie pół minuty, aby zakończyć rozmowę albo zbieram manatki i wracam sam. I się nie zatrzymam kiedy będzie za mną biec. Zdąża w ostatniej sekundzie, po czym kolejny raz biegnie w moją stronę. Chociaż.. nie wygląda na to, że nosi się z zamiarem wyhamowania. Próbuję przewidzieć co ma w głowie za szalony plan, jednak wychodzi z tego piękne nic. Czekam zatem, a kiedy dziewczyna dobiega do mnie rzuca się na moją szyję, jednocześnie ciągnąc mnie w dół. Entuzjazm tego człowieka przytłacza mnie, przez co nie ruszam się do momentu, aż nie zostaję wypuszczony z uścisku.
- Coś się stało? -pytam wypowiadając słowa powoli oraz walcząc z nasilającą się chrypą.
- COŚ? COŚ SIĘ STAŁO? -Ivy podnosi głos, widocznie informacja którą dostała od tego nauczyciela musiała być czymś.. ważnym. Tak sądzę. O ile to nie jest ze mną związane nie jestem zainteresowany, o co chodziło. Ale jeśli tak.. To czemu ona się tak cieszy? Odrzucam myśli na potem, teraz moim zadaniem jest uspokojenie rozentuzjazmowanej dziewczyny. Przechodzę do działania od razu, chwytając ją oburącz za ramiona. Patrzę prosto w jej ciemne oczy, aż ta nie napotyka mojego wzroku, na którym się zatrzymuje.
- Dobrze -zaczynam cicho. -Teraz uspokój się i powiedz z czego tak się cieszysz -mówię powoli co wymaga dużego skupienia u dziewczyny. O to też chodziło. Koncentruje się na moich słowach jednocześnie odpychając wszystkie emocje nieco dalej.
- Nie mogę -wycedza szybko, rozszerzając uśmiech tak, bym mógł ujrzeć rząd jej białych zębów.
- Okay. To teraz cię puszczę i spokojnie -wyraźnie podkreślam słowo - wrócimy do pokoi, tak? -wwiercam się coraz bardziej w jej nieco już spłoszone spojrzenie, wywierając na niej niewielki nacisk.
- Tak -powtarza już spokojnie, a ja uwalniam uścisk. Wracając atmosfera jest.. dziwna, nieokreślona. Tyle szczęścia w tym nieszczęściu, że przynajmniej przestała nadawać. Co tak zakręcony człowiek widzi w takim ponurym buraku jak ja, no co? W końcu z jakiegoś powodu za mną cały czas łazi, nie tak?

Ivy? Wybaczam, treść sobie nadrabia. Mam pomysł co to mogła być za wiadomość, jeśli byś chciała się kogoś poradzić.. to wiesz gdzie pukać xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz