wtorek, 25 października 2016

od Kayline cd. Daniela

Poszłam prosto do warsztatu. na zewnątrz, czekał mój chwilowy pracodawca. Mężczyzna koło trzydziestki, woski, z bujną, brązową czupryną, jednak powoli siwiejącą. Już z daleka czułam na sobie morderczy wzrok jego zielonych oczu.
- Dzień dobry, Panie Caller.- Stanęłam przed nim. Ten, zaczął mi się badawczo przyglądać. Po chwili, jego twarz ozdobił szeroki uśmiech. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
- Kay, dawno cię nie widziałem! co u ciebie, kochana?!- tak...zmienny człowiek. A raczej "ukryty" optymista. Zawsze wydaje się wredny, stanowczy, nieustępliwy...Ale on udaje. I przyznam, bardzo dobrze mu to idzie.
- Ano dobrze...Jakoś leci. A u Pana? - Oderwałam się id niego, przybierając ciekawską minę. Praktycznie zawsze zagadywał mnie, jakie to jego życie jest złe, ze względu na to, że nie ma swojej drugiej połówki...Prawie jak zrozpaczona nastolatka.
- A...jak zawsze.- Postanowił mi chyba oszczędzić nawet 2 godzinnego gadania, przez co posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Wziął mnie pod rękę i zaprowadził do środka, gdzie była już cała ekipa, czyli siedmiu chłopaków- Eren, Jake, Sammy, Nick, Carl, Diego i mój brat.
Wszyscy z nich mieli zaskoczone spojrzenia jednak się cieszyli.
Po krótkiej rozmowie z nimi, postanowiłam się przebrać. Weszłam więc do pustego magazynu. Torbę i inne rzeczy położyłam na pudłach z różnorakimi częściami. Zdjęłam bluzkę, przez co przez moje ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Czym prędzej ubrałam swój strój roboczy a włosy spięłam w luźnego, niedbałego koka. wychodząc, wpadłam na Joela. 
-A ty, piękna jak zawsze.- Uśmiechnął się, patrząc na mnie z góry. Na początku się  uśmiechnęłam, jednak potem grymas sam wdarł się na moją twarz. 
- Czemu musisz iść? Co znów zrobiłeś?- Spytałam, wpatrując się w niego ze zmrużonymi oczami.
- Słuchaj. Zajmę się tym, ok? - Złapał mnie delikatnie za ramiona. Czyli znów miał jakieś odpały...Ale skoro mówi, że się tym zajmie, to wierzę mu.
- A co z...- Uciął mi, nagłym wzdrygnięciem.
- Nie chcę o nim gadać.- Prychnął, próbując wyjść z warsztatu. Jednak zatrzymałam go.
- Joel!- Ten jednak wyrwał się i poszedł dalej. Jak ja go czasem nie rozumiem...ale nie. Nie odpuszczę mu. Pobiegłam więc za nim. Na drugim końcu ulicy, zauważyłam, że ktoś na niego patrzy. Pobiegłam więc...A tam, nie ko inny niż Daniel. Zamarłam na chwilę...Jednak widząc, jak mój brat wręcz pożera go wzrokiem, złapałam go za ramię, przez co zmuszony był się zatrzymać.
- Kayline! Po prostu nie chcę mieć z nim nic wspólnego, ok?! już dużo zrobił...- Zaczął wydzierać się na całą ulicę, więc kilka osób skierowało na nas wzroki. 
- Ciszej. Poza tym, daj mu szansę...pogadam z nim! Wiesz, jaki jest...- Próbowałam go przekonać, robiąc słodką minę. Zawsze się na to nabiera...Tak stało się i tym razem.
- Zobaczę...- Po jego wypowiedzi, wtuliłam się w niego. Ale jego wzrok znów skierował się na Daniela, który z niewiadomych przyczyn stanął przed nami. Nie wiedziałam, czemu ta dwójka jest tak uprzedzona do siebie. A czemu tak myślę? Po ich "wojnie" zabójczych spojrzeń. 
- O co chodzi?- Spytałam, zwracając się do nich. Czyżbym o czymś nie wiedziała?

< Daniel? Także wybacz z długość...>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz